Wiele perfum z nutami kokosowymi robi to całkowicie źle i trzeba uważać na nuty, z którymi je łączysz, białe kwiaty neroli i jaśmin mogą przypominać tani krem do opalania, zbyt smakowity zestaw dodatków i robi się zbyt słodki i mdły. W połączeniu z limonką lub nutami owocowymi staje się pina colladą lub letnim egzotycznym koktajlem. Nie twierdzę, że wszystkie te elementy nie działają, a raczej, że muszą być zrównoważone, co można powiedzieć o kompozycjach perfum w znacznie szerszym zakresie. W każdym razie....Nejma 7 tworzy tę kokosową mieszankę absolutnie i całkowicie poprawnie. Bogaty, słodki i gourmand, ale złagodzony gorzkim kakao i nutą paczuli z dobrej jakości drewnem i oudem w bazie, jest to naprawdę przyzwoity i stosunkowo trwały gourmand. Nie jest wystarczająco interesujący, aby go pokochać, ale zdecydowanie podoba mi się i coś, co miłośnicy gourmandów i kokosów powinni wypróbować, ponieważ trudno byłoby znaleźć coś o wyższej jakości. Doskonale nadaje się do noszenia przez mężczyzn, ale nadal mam instynkt, że jest bardziej kobiecy. Przypomina mi trochę Odin Roam 10, a nawet odrobinę gładkiego, bogatego i pikantnego drewna hebanowego.
Muszę powiedzieć, że zawsze z fanatycznym entuzjazmem oczekuję na wydania CdG i tym razem nie było inaczej, ale jestem trochę spóźniony z opinią. Jestem bardzo rozczarowany, że nie spełnia oczekiwań; chciałem czegoś naprawdę zimnego i niepokojącego w stylu Narciso Rodrigueza, co zostało podkreślone w niedawnym (nieco) filmie od E Simplyputscents. Spodziewałem się mokrego, cementowego zapachu, ale mniej piżmowego i z charakterystycznym dla Comme des Garçons dziwactwem kadzidła, a tymczasem ten zapach wcale taki nie jest! Co Concrete oferuje, to nowoczesny, syntetyczny, drzewny zapach, który jest trochę za słodki, szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę nazwę i oczekiwania. Czy to sandałowiec? Naprawdę? To nie jest to, co uważam za zwykły sandałowiec, a CdG rzeczywiście produkuje jeden z najbardziej intensywnych i pikantnych sandałowców, jakiego można by się spodziewać w Blue Santal. To nie jest przesadnie słodki zapach, ani nie nazwałbym go duszącym, ale po pewnym czasie uznałem go za nieco irytujący. Ogólnie myślałem, że jest w porządku, ale liniowy i nie taki, jakiego się spodziewałem od marki z reputacją przesuwania granic, w dobrym sensie. Dziwne, ale nie w ten dobry sposób, którego chciałem.
Muszę przyznać, że ten zapach zasługuje na uznanie za to, że ma trzy wyraźne fazy, które mogłyby łatwo być trzema różnymi zapachami. Ta cecha zasługuje na brawa. Zaczyna się jak najbardziej chaotyczna i nieuporządkowana mieszanka ciepłych i pikantnych nut, co sprawiło, że pomyślałem, że czeka mnie jakaś przygoda z kadzidłem i bursztynem. Następnie, w ciągu 20 minut do godziny, zmienia się w zapach, który DEFINITWNIE już wcześniej poczułem, ale nie mogę dokładnie określić, co to jest. W tej środkowej fazie staje się prawie gourmand, przybierając mdły, przyprawowy charakter z nutą gałki muszkatołowej, akcentami ciasta, przypraw i ciepłych wibracji. Nie jest mi to nieprzyjemne, ale fakt, że następuje kolejna zmiana w fazie drydown, jest mile widziany. A potem jest finał... głęboki, kremowy, niebiański, drzewny, żywiczny zapach, który jest przepiękny i osiada nisko na skórze, nie przypominając niczego z otwarcia ani serca. Mogę szczerze powiedzieć, że to zagadka zapachu, sposób, w jaki stopniowo ujawnia swoje sekrety, a chociaż same nuty są niepozorne, składają się na rodzaj doświadczenia olfaktorycznego, którego szukam, próbując nowego zapachu, a Resin Sacre dostarczył podobnej trifekty. Lubię go z tego powodu, ale nie przyciągnął mnie na tyle, by dodać go do kolekcji, ponieważ środkowa część jest najdłużej utrzymującą się i moją najmniej ulubioną, a najlepsza część na końcu jest zbyt mocno skórnym zapachem. O, otwarcie jest interesujące, ale czyż nie są wszystkie? Spróbuj jednak i zobacz, czy czujesz to samo?
Był to pierwszy zapach, który wypróbowałem z tej linii i patrząc na nazwę, spodziewałem się, że będzie w tym stylu. Cologne Absolute ma cytrusowe, zielone otwarcie, które jest czyste i mydlane, a białe kwiaty pojawiają się nieco w miarę rozwoju. Uwielbiam estragon jako zioło i myśl o zapachu z nim w roli głównej jest świetna, ale coś tu nie gra. Z pewnością stał się bardziej ziołowy, ale nie jest to coś, co chciałbym nosić, ponieważ coś wydaje się nieco nie tak w tej kombinacji. Brawo dla Toma Daxona (do tego, co sądzę o pozostałych trzech, które próbowałem, dojdziemy w późniejszych recenzjach) za to, że nie tylko stworzył klasyczną wodę kolońską, ale może powinien był to zrobić? Myślę, że dla tych, którzy to lubią, będzie to prawdziwa perełka.
Trudno go nie lubić, ale uznałem go za dość mało inspirujący. Myśl o takim oudzie była bardzo kusząca, a geranium i kardamon nadają mu bardzo wyraźny i czysty charakter z potężną bazą oudu. Bez wątpienia jest to wysoka jakość i długo się utrzymuje, przechodząc w bardzo przyjemny szum, ale nic nie wyróżnia się w żaden sposób.
Wypróbowałem go w Harvey Nicks podczas niedawnej podróży do Edynburga i jest to niezwykle przyzwoity zapach. Otwarcie to czysta gorzałka z całą delikatnością delikatnej whisky single malt i jak wygładzona wersja skóry kolońskiej Atelier Gold, uważam, że ta jakość jest niezwykle atrakcyjna. Gdy się uspokoi, staje się ciepłym bursztynem benzoinowym i zamszową skórą, co sprawiło, że pomyślałem "huh, spodziewałem się tego po nazwie, ale wszystkie te fazy są świetne". Następnie jest główny kicker, akord mojej ulubionej nuty labdanum, który jest nieco ciemniejszą, bardziej przyprawioną wersją kadzidła. Następnie jest lżejsza, bardziej podnosząca na duchu nuta olibanum, która w zasadzie wysycha. Jestem z niego naprawdę zadowolony i opisywanie go jako kolejnego kucyka jednej sztuczki, takiego jak Avignon lub pełne kadzidło, po prostu nie oddaje sprawiedliwości żywicy, ponieważ jest to bardziej interesująca kompozycja niż to. Parametry użytkowe to nie jest bestia, ale jak na zapach drogi, ale nie wygórowany, to bardzo akceptowalne.
Jeśli pragniesz czegoś niezwykłego i ziołowego, ten zapach spełni Twoje oczekiwania i właśnie w takim miejscu byłem ostatnio, kiedy ponownie spróbowałem tego zapachu. Kompozycja dirty jest bardzo interesująca, ostre ziołowo-miętowe otwarcie, z trawiastą jakością, mchem dębowym i tymiankiem, które przywołują brud lub przynajmniej brudną jakość, to hipisowskie rzeczy, które wprawiły mnie w dobry nastrój. To jednak nie jest dla mnie regularne noszenie i nie jest to nawet coś, co chciałbym mieć w swoim arsenale, ale doceniam sposób, w jaki jest to połączone i uzupełniające się nuty.
Ten zapach idealnie wpasowuje się w linię Aqua, dzieląc wszystkie cechy klasy i czystych, podnoszących na duchu wibracji Universalis itd... cytrusy w otwarciu to pozytywna nuta limonki, którą lubię, ale staje się mniej wyraźna, gdy przechodzi w bardziej mandarynkową/bergamotową, ta świeżość jest wzbogacona miętą, co jest mile widziane i tworzy małżeństwo stworzone w niebie. Nie przypomina jednak mojito, chociaż łatwo byłoby nawiązać do tego skojarzenia. Jest piżmowy, ale z czystą kwiatową kombinacją, która to wspiera i nadaje mu charakterystyczny styl linii aqua. Ponownie, nie robi nic nowego, ale raczej bardzo dobrze wykorzystuje sprawdzone połączenia i metody. Dry down staje się nieco bardziej kobiecy, ale to tylko osobiste skojarzenie, ponieważ to neroli, które jest nie tylko urocze, ale także wzmacnia cytrusy i daje niesamowitą bazę do wyeksponowania nut głowy. Naprawdę lubię ten zapach, jest bardzo orzeźwiający, gasi pragnienie i jest elegancki, idealny na gorący letni dzień, natychmiast cię ochłodzi i uspokoi. Chociaż staje się cichym zapachem skórnym, jego wydajność jest niezwykle dobra.
Zgadzam się z porównaniem do TdH, ponieważ jest to oczywiste, ale proszę, nie popełnij błędu myśląc, że to klon lub w jakikolwiek sposób całkowicie identyczny, ponieważ tak nie jest. Cytrusy otwierają się ostrzej, z pozytywnym grejpfrutem zamiast pomarańczy, a ziemiste drewno dostarczane jest przez potężną, balsamiczną nutę oudu, która jest dość czysta i w pewien sposób podobna do wetiweru z Hermesa. Ten zapach jest czysty, o przyzwoitej jakości i ma doskonałą trwałość, z cytrusami utrzymującymi się przez długi czas. Kupiłem go w ciemno kilka lat temu i wciąż jestem nim zachwycony.
To oszałamiający zapach. Już na samym początku dostarcza mocnego uderzenia dżemowych nut owocowych, przypominających śliwki. Następnie pojawia się intensywne uderzenie balsamicznego akordu przypominającego bursztyn, które ustępuje miejsca sercu z irysa i drzewa sandałowego. L'insomnuit ma w sobie pewien rodzaj apelu gourmand, który moim zdaniem może pochodzić z fasoli tonka, ale w żaden sposób nie jest typowy i nie przypomina zamierzonego gourmand. Czuję z tego perfumu, że nie stara się zbytnio być czymkolwiek w jakiejkolwiek kategorii i jest lekkomyślnym ćwiczeniem w tym, jak stworzyć coś zabawnego i pachnącego ekscytująco z mieszanką nut, które moim zdaniem świetnie ze sobą współgrają. Byłem zauroczony od pierwszego wąchania.
Wowza!!! Ten zapach jest naprawdę wyjątkowy. Atkinsons to marka, którą podziwiałem z daleka przez jakiś czas, ale nigdy nie zdecydowałem się na zakup... aż do teraz, a 41 Burlington arcade to zapach, który mnie do tego przekonał. Prawie kupiłem Old Bond Street Triple w przeszłości, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobiłem, chociaż to całkiem przyzwoity, męski świeżak. Powiedziałbym, że ten zapach ma podobne świeże, cytrusowo-muskowe nastawienie i jest niesamowicie orzeźwiający, z jednym kluczowym akcentem, który obecny jest od samego początku, a to pieprz. To prawdziwa bomba pieprzowa, w dobrym sensie, nuty są tak komplementarne, od ostrego, gorzkiego otwarcia grejpfruta, przez wilgotny iskierkowy akord, ziemisty wetiwer i pieprzny akord lukrecji w głównym ciele tego zapachu. Jest naprawdę imponujący i przypomina mi Clive Christian V (myślę, że to V... ten pieprzowy) oraz oczywiście w świecie designerów, teraz już nieprodukowany i poszukiwany Marc Jacobs BANG! Taki jest pieprzowy dominujący charakter tej kreacji. Jakoś 41 Burlington udaje się być jednocześnie bardziej elegancki i bardziej przyziemny oraz męski niż którykolwiek z tych zapachów. Idealne połączenie rzeczy, które się ze sobą łączą, lubię tę markę, lubię nuty i wykonanie zapachu oraz to, że jest męski, nie będąc niedostępnym dla kobiet, ale moim zdaniem, nie jest to dokładnie uniseks. Lubię też jego unikalny charakter i jest to doskonały przykład, jak stworzyć zapach subtelnie dymny, ale z umiarem. Jest naprawdę dobry, w zasadzie. Wydajność było trudno ocenić przy pierwszym użyciu, ale to nie jest potwór i może tego można się spodziewać od ceny itd... ale nawet jeśli jest słaba, pozwolę mu na to, ponieważ naprawdę mi się podobał. Moja dziewczyna go pochwaliła, a z daleka również, ponieważ projekcja i sillage były ogromne na początku, zanim zaczęły słabnąć. Świeży, ale drzewny i niezwykle pikantny, to marzenie, uwielbiam go i prawdopodobnie go kupię.
Dobrze, udało mi się wypróbować kilka kolejnych zapachów Zary i muszę powiedzieć, że te dwa skórzane wcale nie są naprawdę skórzane. Mogę wybaczyć ten zapach, ponieważ nuty wanilii/tonki tutaj rzeczywiście przywołują skórzaną bazę, ale klon Aventusa? Sądzę, że dym brzozowy można by uznać za skórzany... ale nie do końca. Okej, pomijając to, ten zapach nie jest od razu rozpoznawalny, dopóki się nie ustabilizuje, a porównania do Ultra Male są jasne i trafne. Otwiera się tym gourmandowym, ultra lepkim, słodkim akordem, trochę owocowym, nieokreślonym, nienaturalnym owocem... gumą balonową. Potem przechodzi w tonkę, chorobliwą, gęstą, brudną wanilię i chociaż powiedziałbym, że jest niezwykle podobny do Ultra Male, to w jakiś sposób jest tańszy i bardziej duszący. Do dziś nie rozumiem, dlaczego lubię Ultra Male, powinienem go nienawidzić, ale na mojej skórze jest całkowicie łagodny i pachnie całkiem dobrze. Gourmand Leather jednak po prostu pachnie jak mnóstwo okropnych zapachów na bazie tonki sprzed kilku lat. Myślę, że jest w porządku i nie nienawidzę go, otwarcie jest nie tylko inne niż Ultra Male, ale myślałem, że nie jest złe, jeśli chcesz czegoś ciężkiego, topornego, ciepłego i słodkiego.
Kiedy ja się w końcu nauczę? Kupiłem go w ciemno, ponieważ mam obecnie obsesję na punkcie zapachów Jaguar. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, ile ich tam jest, wiem, że nie ma ich tak wiele w porównaniu z niektórymi markami, ale wydaje się, że wciąż pojawiają się w TK Maxx. Po szybkim zajrzeniu tutaj myślę sobie, że zaryzykuję 40 ml tego czy tamtego. Posiadam jedną z linii Loewe Solo, a Jag Red jest porównywany do Absoluto (prawdopodobnie mojego ulubionego z nich), dodając to do porównań z B * Men i doszedłem do wniosku, że to nie było głupie, ale więcej o tym za minutę. Ogólnie rzecz biorąc, Jaguar Red to owocowy, orientalny zapach, który jest zgodny z ostatnim, który dostałem Jaguar Gold, ale oba cierpią na coś, co nazwałem "efektem Dunhilla". Fajne pomysły, które pochodzą z innych miejsc niż mainstream, ale po prostu dość tanio wykonane. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość Dunhillowi, że mają kilka naprawdę wyjątkowych wydań, takich jak Edition. W każdym razie... Red otwiera się bardzo dziwnie, z czystym, jakby bandażowym zapachem, i to nie czymś szczególnie przyjemnym, co sprawiło, że pomyślałem "To nie jest nic takiego jak BMen!!!", jak przeczytałem w komentarzu poniżej. Następnie po około 30 sekundach zmienia się w cierpką owocowość, malina, jagoda i bergamotka muszą spiskować, aby stworzyć rodzaj słodko-kwaśnego aromatu rabarbaru i tam jest.... wystarczająco pewny... B * Men. To naprawdę cudowne, ale to nie koniec historii, ponieważ ta "bandażowa" dziwność powraca, by nawiedzać w suszeniu. W głównej mierze jest to jednak bardzo interesujący klimat, godny samego Muglera, brudna wanilia, paczula, niezwykle złożona natura z odrobiną smoły i drewna. Niestety nie trwa to zbyt długo, zanim wejdzie w kolejną fazę, która skutecznie i stopniowo pozbawia te fascynujące cechy do taniego, znacznie czystszego, ale denerwującego zapachu skóry. Myślę, że bandaż, który opisałem, pasuje do porównań z linią Loewe Solo, z których wszystkie mają tę jakość, ale w nich wydaje się to bardziej celowe, to po prostu wydaje się trochę niebezpieczne i niechlujne. Nie jest to jednak złe i z pewnością wzbudziło pewne zainteresowanie. Red jest godnym substytutem BMen, przynajmniej na jakiś czas, z porównywalną wydajnością, ale nie myśl, że znalazłeś zamiennik dla coraz rzadszego Muglera, ponieważ tak nie jest.
Ten zapach natychmiast przypomniał mi o bardzo konkretnym czasie i miejscu. Scenariusz był taki... Piłem wino w domu moich przyjaciół. Kiedy poprosiłem moją partnerkę o wypróbowanie tych perfum, a następnie opisałem, co myślę, a ona powiedziała... "Tak, to całkowicie to.... To kadzidło i tanie świece". Pomijając ten kąśliwy komentarz na temat tych konkretnych przyjaciół, ma trochę racji. Otwarcie to syropowata żywica i kwiat pomarańczy, słodka, niechlujna konstrukcja, ale z hipisowskim sztyftem joss, który zakładam z mirry. Jest dość liniowy i nie do końca to, co opisałbym jako skórzane w suchym puchu, ale rozpoznaję ten "skórzany" akord z innych zapachów, więc wiem, że uważa się, że można go opisać w tych kategoriach. Element wina jest interesujący, nie dlatego, że pachnie winem, ale przywołuje wspomnienia picia tego trunku, chyba prowokując do myślenia. Nie podoba mi się to i nie chcę tym pachnieć, chociaż drydown jest nieco przyjemniejszy. Dałbym sobie z nim spokój. Aktualizacja: To zabawne, co może przynieść 12 miesięcy i ponowna wizyta, teraz naprawdę lubię ten zapach. Otwarcie to przezroczyste kwiatowe piżmo, z jakimś słodkim elementem, przechodzące w skórzany drydown, który jest absolutnie fantastyczny. Nie jest to w pełni skórzany akord, tylko delikatnie skórzany kręgosłup z odrobiną świeższych nut żywicznych i niewielką nutą dymu. Kwiatowo-skórzana natura i nuta zaszczyconej słodyczy przypomina mi nieco immortelle, ale wyraźnie nie jest to immortelle, jeśli ma to choćby najmniejszy sens? Naprawdę mi się dziś podoba.
Nosiłem to dwa razy i szczerze mówiąc, nie zrobiło na mnie ogromnego wrażenia. Podoba mi się, a ciekawe jest zobaczyć te 'Intensywne' wersje wydane w linii Tom Ford Private Blend. Nigdy naprawdę nie rozumiałem masy pochwał, jakie spadły na oryginalny Oud Wood, jest w porządku, ale dziwnie zdystansowany i medyczny, jak na taką ogólną pochwałę, pomyślałbym. Chyba znów się mylę. Ta intensywna wersja nie jest wzmocnioną wersją oryginału i cieszę się, że tak jest, ponieważ stwierdzenie, że nie jest nawet w najmniejszym stopniu podobna, nie jest do końca prawdą, ponieważ odrobina akordu wychyla się, gdy się ustabilizuje. To prawdopodobnie z powodu podobnego składnika oud. Oud Wood Intense jest jednak znacznie bardziej gumowaty i autentyczny, mieszany drzewny zapach, z otwarciem na cyprys i nuty zwierzęce. To nastrojowy zapach, ale nigdy ciemny, bardziej przytulny i przechodzący w rodzaj zapachu skóry, może z nutami tytoniu? Czy to będzie tak popularne jak oryginał... wątpię i podejrzewam, że niektórzy mogą nawet w ogóle go nie polubić, ale nie ma wątpliwości, że mamy tutaj kolejną wysokiej jakości edycję w linii Tom Ford. Wspomniałem, że nosiłem to dwa razy i na pewno założę to ponownie, może wtedy się w tym zakocham, kto wie. Warto to powąchać, na pewno.
Muszę coś poważnie przeoczyć, bo mi się to nie podobało. Nie, przepraszam... Bardzo trudno mi jest czegoś nie lubić, mogłem to tolerować, a nawet cieszyć się niektórymi jego aspektami, ale w całości Baraonda mi nie odpowiada. Otwarcie dla mnie pachnie jak malina/truskawka, tłusto słodkie i kobiece z dżemowym akordem róży. Właściwie nie przeczytałem nut przedtem i czasami nuty alkoholowe mogą być trudne do zdefiniowania, ale niewątpliwie pojawia się słodowy, alkoholowy akord pozytywnej whisky, który zaczyna się ujawniać. To prowadzi do bardziej masywnej i Nasomatto bazy z piżmowym małżem i nowoczesnym bursztynem. Jest w porządku, rozumiem, dlaczego fani nieco nietypowych zapachów mogliby to polubić. Pochodzi z bardziej niezależnego miejsca perfum i naprawdę stara się wprowadzać innowacje, przypominając Slumberhouse lub 4160 Tuesdays, coś w tym stylu. Porównuję Baraondę do sytuacji, gdy uczestnicy Masterchefa upierają się, że dziwne połączenia smakowe, takie jak halibut z kompotem truskawkowym, pasują do siebie, mimo że eksperci wcześniej ich ostrzegają, że "...absolutnie nie pasują!", ale oni i tak się upierają, a ich danie kończy się katastrofą. Właściwie to może być zły przykład, bo przynajmniej tutaj widać pewną równowagę, a cierpka słodycz otwarcia jest równoważona przez mocną whisky... Po prostu mi się to nie podoba. Dam temu jeszcze jedną szansę, aby mnie przekonało, ale zawsze jestem zaintrygowany, gdy ktoś kocha coś, czego nie rozumiem. Ogólnie rzecz biorąc, istnieje pewien stopień konsensusu wśród miłośników zapachów i stosunkowo łatwo zadowolonych, takich jak ja, ale czuję się na zewnątrz, patrząc do środka w tym przypadku.
Przed zakupem w ciemno sprawdziłem nuty i być może spodziewałem się czegoś w stylu Boss Bottled, pewnie dlatego, że wśród nut widziałem jabłko i wanilię. W pewnym sensie tak jest. Nigdy nie próbowałem Dunhill Desire Red, ale jeśli ten jest podobny, to niewiele tracę. Nie nienawidzę go, w rzeczywistości bardzo głęboki drydown jest niesamowity, ale o tym za chwilę. Otwarcie jest mocno cierpkie, słodkie z cytrusami, ale ogólnie czuć zmysłowe ciepło drzewnej wanilii. Mój problem polega na tym, że pachnie trochę tanio i jest to coś, czego nie nie lubię, ale też za czym nie szaleję. Jest w nim głębia, ale jest zagmatwana i przyjemna dla tłumu z tego samego powodu, dla którego nie przepadam za 1 Million czy Erosem. Uważam, że w Jaguar Classic Gold jest zapach kadzidła/żywicy/ambry, który naprawdę ujawnia się w fazie wytrawnej. Stał się podobny do CdG Florential, trochę jagodowy, żywiczny zapach, który jest całkiem uroczy. Wszystko to czaiło się pod nieco szorstkim, tandetnym zapachem... Zdecydowanie będę go nosił. Wydajność też była całkiem niezła.
Moja recenzja jest bardziej bezpośrednią oceną niż poetycką odą do Slow Explosions... ale zasługuje na to. Recenzja poniżej mojej trafia w sedno, otwarcie to piekielna nuta szafranu i nie ma w tym nic wolnego, według mojego nosa. Jest szorstka, surowa i gumowa, kłuje w nos, ale nadaje piękny, ziemisty, drogi i unikalny zapach, który tylko szafran potrafi stworzyć. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo kocham szafran? To nie jest naprawdę to, co opisałbym jako 'miły' zapach, jest złożony i trudny do zaakceptowania, ale narkotycznie czarujący i uzależniający. Co jest sprytne w Slow Explosions, to że jest trochę chłodne i przezroczyste, ale z gorącym, orientalnym akcentem. Potem, gdy się ustabilizuje, kwaśna nuta cydru/jabłka wychyla się i zaczynamy dostrzegać delikatną, unoszącą się różę, która przypomina nutę róży z Dior Ambre Nuit. Środkowa część staje się potpourri, nie w złym sensie, ale przenosi mnie do sklepu, do którego chodziłem jako dziecko, suche płatki róż i sandałowiec. Następnie następuje gładkie lądowanie w drydownie, kaszmirowe i miękkie skórzane nuty, wciąż z nutą szafranu. Wydajność jest w porządku, ale nic fenomenalnego, wciąż mogę go poczuć po 6 godzinach, ale bardzo słabo. Więc... Świetna kompozycja, miła podróż i interesujący zapach, ale po tym wszystkim... wciąż nie sądzę, żebym go nosił. Josh Meyer nigdy nie przestaje budzić zainteresowania. Aktualizacja: 14/02/23 Spójrz, to fenomenalne dzieło, nosząc go ponownie w zeszłym tygodniu, zdałem sobie sprawę, jak wspaniałe to jest. Odwaga szafranu i miodu współpracujących ze sobą, aby stworzyć całkowicie unikalne i niemal odpychająco artystyczne otwarcie tego perfumu, wydaje się surowe, w pewnym sensie nieoszlifowane. Potem się rozwija i zaokrągla, ale nigdy nie traci swojego głównego motywu ekscytacji. To tak wysoka koncepcja, czysta idea przekazana z taką klarownością dla mnie, to chiński nowy rok, to dzieło Cai Guo-Qiang, to fajerwerki, eksplozje, ale nie są wolne, przynajmniej nie na początku. Uwielbiam ten perfum i muszę go mieć w swojej kolekcji.
To jest miękki, efeminowany zapach przypominający kremowy pączek, ale nie mogę być bardziej podekscytowany. To nie jest odważny, krzykliwy kameleon, jakiego zazwyczaj oczekujemy od nieznanych niszowych zapachów, a mimo że jest delikatny, pełen jest interesujących aspektów. Natychmiast przypomniał mi bardziej skomplikowaną wersję Donna Karan Fuel for Men i z tego powodu nie rozumiem, dlaczego sandałowiec jest tak nisko w głosowaniu na nuty, ale tak to już jest. Otwarcie jest słodkie i potężne, ale ulotne, z mieszanką owoców i kwiatu pomarańczy, a następnie ustępuje miejsca wyraźnemu i gryzącym labdanum, które stanowi środkową część tego, czym Wild ostatecznie się staje, a jest to pudrowy, drzewny zapach. To głównie mleczny sandałowiec i czysta, mydlana przyprawa kardamonu, ale z nutami artemizji i egzotycznej żywicy. Dry down to to, co nazwałbym 'białą skórą', jest miękki i prawie przypomina makijaż, co prawdopodobnie nadaje mu tak kobiecy charakter. Jak wspomniałem, myślę, że ma ten zapach kredek i uosobienia 'pudrowych nut', przypominając mi nie tylko Fuel, ale także kilka innych, jak Aedes de Venustas Iris Nazarena i Atelier Cologne Santal Carmin. Myślę, że z nutami skórzanymi i cięższymi ten perfum jest podniesiony do jednego z najlepszych w tym stylu, które próbowałem. Bardzo mi się podobał ten zapach.
Uwielbiałem Tonnare i byłem równie zainteresowany tym, co jeszcze BeauFort ma do zaoferowania, a ten zapach mnie nie zawiódł. Otwarcie jest absolutnie niebiańskie, rozwijając temat w stylu Nasomatto, po prostu czyniąc go nieco bardziej dojrzałym i przywołując czas i miejsce, które minęły. Powiedziałbym, że jest dymny, ale nie w zwykły i oczywisty sposób, a żywiczny w niemal gourmandowym sensie, ale pikantny... jeśli to ma sens? Rum dodaje swojej alkoholowej nuty, proch strzelniczy działa aż do etapu dry down, nadając niesamowitą jakość i odświeżając całość z nutami ziemi, metalu i zieleni. Następnie tytoń znajduje się w sercu Iron Duke. Nuty, które są wyraźnie przedstawione w dość genialnej kompozycji, która przechodzi w prawdziwą i luksusową skórę, ale z tą żywiczną, drzewną jakością również obecna. To jest triumf zapachu, genialnie zrealizowany, dobrze zrównoważony i emanujący jakością. Zapach zaczyna się fantastycznie i przechodzi w dojrzały i ziemisty aromat, którego nie mogę w żaden sposób skrytykować. Nazwa tego zapachu pasuje idealnie od pierwszego powąchania... Iron Duke nie jest młotkiem, którego moglibyście się spodziewać i zdecydowanie wykazuje więcej powściągliwości niż Tonnare. Oba dzielą odważne, wyrafinowane i przemyślane cechy, które wydają się być wizytówką tego domu.
Spróbowałem tego, ponieważ spodobała mi się nazwa, ale kiedy przeczytałem nuty, przygotowywałem się na doświadczenie poza moimi gustami. Jednak naprawdę spodobał mi się "Każda burza to serenada"; otwiera się świeżością sosny z jodły i nutą eukaliptusa, z miętowym, słonym morską bryzą i wetiwerem. Ambra z tym akordem kalonowym rośnie, aż wysycha do czegoś mniej atrakcyjnego w formie mlecznego, nadmorskiego zapachu, którego się spodziewałem od samego początku, ale w tym momencie mnie oczarowało. To rzemieślniczy perfum wodny, którego sposób działania rozumiem i całkiem mi się podoba, ponieważ jest łagodny i nie za inwazyjny, ale dobrze się utrzymuje i zmienia przez cały czas.
To jeden z najbardziej oszałamiających, doskonale zrealizowanych i niezmienionych zapachów labdanum, jakie kiedykolwiek wąchałem. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby był ostrzejszy, surowszy i mniej zrównoważony, ale Marquis de Sade oddaje każdą fację kadzidła i żywicy, od jasnej świeżości kadzidła frankońskiego po ciepło suchego benzoesu i pikantną gęstość balsamu tolu, a jednocześnie ma swoją własną jakość. Labdanum to mój ulubiony składnik w perfumerii z dobrego powodu i jest wystarczająco złożone, aby być gwiazdą w perfumach. Jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie przed natychmiastowym zakupem, bez wahania, jest wydajność lub jej brak. Labdanum to notoryczny katalizator, zaprojektowany do użycia w kompozycji i mimo że pachnie niebiańsko, jest jak większość żywic, które są ciężkie i luksusowe, ale to trochę iluzja, ponieważ szybko blakną. Nie jestem też pewien, czy to jest wystarczająco surowe lub odważne, aby nosić nazwę Marquis de Sade. Nie jestem osobą, która narzeka na wydajność, ale zniknięcie po dwóch godzinach nie jest wystarczające ani warte pieniędzy, chociaż tak bardzo kocham ten zapach, że mogę to w przyszłości przemyśleć.
Aby dodać do mojej już entuzjastycznej recenzji poniżej, spróbowałem tego ponownie kilka dni temu, ponieważ miałem dyskusję z innym miłośnikiem labdanum w sieci. Właściwie starałem się nieco stłumić moją miłość do niego, być może dlatego, że pamięć o próbie nie była zbyt świeża, a miałem nadzieję, że wydajność będzie lepsza. Jednak wszystkie te obawy zostały rozwiane, ponieważ to fantastyczny zapach, który tym razem utrzymał się bardzo dobrze, a moim jedynym drobnym zastrzeżeniem wcześniej była wydajność, ponieważ zapach jest moim wyobrażeniem nieba. Szkoda, że jest wyprzedany u sprzedawcy, który miał go w najlepszej cenie, ponieważ jestem z niego zachwycony i potrzebuję go w swoim życiu.
Bardzo przyjemny i interesujący zapach, szczerze mówiąc otworzył się inaczej, niż się spodziewałem. Myślałem, że będzie intensywny cytrusowy wybuch od elemi, który szybko zgaśnie, ale ku mojemu zaskoczeniu, wanilia była pierwszym uderzeniem i jest to bardzo czysta, budyniowa wanilia, która staje się nieco brudniejsza, gdy się osadza. W tym momencie elemi wprowadza ostrość przypominającą kadzidło i grejpfrut, ale Long Courrier to głównie doświadczenie gourmand, karmelowe, nie będące przesadnie słodkie, może to jakaś gorycz z kakao? Równowaga zapachu w miarę wysychania jest doskonała, a nuta pomarańczy jest dla mnie absolutnie wyraźna, przypominająca pomarańczowy likier lub coś w tym stylu, jestem zaskoczony, że nie zyskał większej popularności. Powiem ci, z czym ten zapach mi się kojarzy, a jest to linia L’Art et la Matière od Guerlain, ten budyniowy serce wanilii, ale z ciepłymi żywicznymi, drzewnymi cechami i wyraźnymi, dobrze wykonanymi, długotrwałymi owocowymi akcentami. Wyschnięcie Long Courrier mówi o znacznie cieplejszych żywicach benzoesowych... więc benzoes i wanilia to w zasadzie 'ambra', prawda? ... no nie do końca, bo elemi nieco łagodzi atmosferę. To sprytny zapach, lubiany i dość elegancki. Fakt, że sprawia, że kłócę się sam ze sobą, jest tego pozytywnym dowodem, ale nie jestem pewien, czy bym go nosił. Wciąż zastanawiam się nad połączeniem jasnych/zielonych/bąbelkowych żywic i waniliowych baz, to jak robienie białego rosjanina, a potem uzupełnianie go lemoniadą lub robienie sernika z rubinowego grejpfruta... czy kwasowość i kremowość to dobry miks? Wiem, że ustaliliśmy, że jest cieplejszy i bardziej drzewny niż to, a równowaga jest elegancka i przypomina mi Guerlain, po prostu nie jestem pewien, dlaczego coś z tyloma elementami, które lubię, nie wprowadza mnie do olfaktorycznego nieba? Dobry zapach, który wyraźnie skłania do myślenia, z łagodnym wysychaniem i akceptowalną wydajnością, to pozytywna ocena, ale niekoniecznie chcę go dodać do swojej garderoby... jeszcze.
O Panie! Nie mogę się doczekać, aby to wypróbować. Oryginalne EDP to jeden z najciekawszych zapachów oud, jakie kiedykolwiek stworzono. Nastroje jedwabne/satynowe itd. były w pewnym sensie pierwszym rozszerzeniem tego, ale bardziej różane lub ambrowe, cokolwiek. Z odrobiną szczęścia, to będzie trzymać się oryginału i być jak najbardziej intensywne (w dobrym sensie) otwarcie szafranu na boskim i cennym laotańskim oudzie. Szczerze mówiąc, oryginał jest wystarczająco mocny, ale w formie ekstraktu myślę, że może być wręcz oszałamiający. Z jakiegoś powodu nigdy nie kupiłem MFK Oud, mimo mojej miłości i pochwał, ale ta wersja może mnie przekonać, mimo że prawdopodobnie będzie droższa.
W końcu miałem okazję powąchać to i muszę powiedzieć, panie Kurkdjian, to jest wspaniała kreacja, dokładnie to, czego się spodziewałem, wzmocniony Oud Extrait, na który liczyłem. W zasadzie nie ma tu nic nowego, poza tym, że jest jeszcze bardziej luksusowy niż EDP. Otwarcie jest jeszcze mniej wyraziste, ale wciąż daje niemal jasną, kłującą, ostrą żywiczną jakość Elemy, mnóstwo długotrwałego i dominującego szafranu na tym laotańskim oudzie, które wciąż się pojawia. Nie chcę obniżać tonu, ale (i tak to zrobię), porównałbym MFK Oud do tripu kwasowego, tuż gdy zaczynasz ogarniać burzliwą pierwszą godzinę... efekty wciąż przychodzą coraz silniejsze w falach, aż do dry down, który jest łagodny i zrelaksowany, z wszelkimi postrzeganymi ostrymi krawędziami wygładzonymi w błogie lądowanie. Kocham ten zapach i zamierzam go kupić, chociaż mówię to o oryginale od około 2013 roku, ale cóż.