Dla mnie idealny akord ma pewne „strefy Złotowłosej”, w których działa, a ta wersja może być po prostu zbyt dużym odejściem. Oto historia mojej opinii na temat Ideal i jego flankersów: nie podobał mi się oryginał, uznałem go za rozczarowujący, słodki śmieć. Potem EDP, czyli głębsza wersja, z jakiegoś dziwnego powodu całkiem mi się spodobała, mimo że była prawdopodobnie słodsza i jeszcze bardziej odpychająca, ale czasami to kwestia... jeśli już tam idziesz, to lepiej iść na całość. Następnie ostatecznym szczytem był Ideal Cologne, który połączył oryginalny akord z bardziej świeżymi nutami, bardzo mi się podobał, kupiłem go i właściwie często noszę. Ideal Sport wciąż ma niejasne przebłyski migdałowej bazy, ale są one teraz znacznie bardziej odległe, a nuty głowy i główny klimat to coś ogólnego, wodnego. Uważam to za nudne, ale nie nieprzyjemne, jest świeże, a po wyschnięciu pachnie nieco ciekawiej niż setki wodnych zapachów, ponieważ ma to Idealowe pochodzenie. Czy to coś, co mnie interesuje? Niezbyt, chociaż trwałość była całkiem dobra. Aktualizacja: Nie mogę uwierzyć, że byłem tak obojętny wobec tego zapachu, po ponownym spróbowaniu to naprawdę świetnie zrealizowany zapach wodny. To klasa sama w sobie, przypomina mi trochę amazingreen, klasyczne zapachy typu cologne, nowoczesne wodne i odrobinę gourmandowej bazy oryginału. Naprawdę mi się podoba.
Mogłem napisać albo bardzo długą recenzję, albo super krótką, ponieważ nie jest to proste, ale z drugiej strony jest... Zobaczmy, jak to wyjdzie. Otwarcie było zaskoczeniem, znacznie bardziej męskie i ziemiste, niż się spodziewałem, ale z nowoczesnym, ogólnym poczuciem czystości i świeżości, które utrzymuje L'Insoumis w aktualności. Ale czy "aktualność" to naprawdę to, czego chcemy od perfum? Osobiście chciałbym, aby nawiązywały do potęg lat 80-tych lub klasycznych fougère, najwyższy czas, aby miały renesans w mainstreamie. Lalique trochę to robi, ale również w pewnym stopniu nie spełnia oczekiwań. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam tę markę, nie do końca podążają za mainstreamem i myślę, że unikają tego, będąc eleganckimi, powściągliwymi i zgodnymi z estetyką marki. Mówiąc to, nie sądzę, aby mieli jakiekolwiek prawdziwe arcydzieła w swoim repertuarze. O, właśnie czytam kilka porównań do Sauvage, pod względem stylu... Nie całkowicie się nie zgadzam, ale zapachowo to nic podobnego... Czy może być tu nuta ambroxanu?... Powiedziałbym, że tak, ale jest niska w mieszance i prawdopodobnie to inne elementy Sauvage przypominają ludziom o tym zapachu. Styl jest bardzo w duchu Sauvage lub nawet Aventusa, świeży owocowy początek i dymna, ziemista baza, klasyczne połączenie dla mężczyzn. Szałwia muszkatołowa, wetiwer, pieprz i wszystko to spiskuje, aby stworzyć czysty, nowoczesny, a jednocześnie ziemisty napar. Nuta, którą wyczuwam wyraźnie, to paczuli od początku do końca, a z tą szałwią muszkatołową to odpowiednia równowaga męskiego brudu i nowoczesnej, pudrowej czystości. To zapach na linie balansującej. Jego starannie wymierzony styl łatwo można pomylić z czymś banalnym, ale kiedy masz do czynienia z wystarczającą ilością zapachów, potrafisz odróżnić to, co jest przypadkowe lub podążające za modą, od tego, co jest zamierzone, a L'Insoumis należy do tej drugiej kategorii. Podobało mi się i uznałem go za bardzo noszalny, jego trwałość była całkiem dobra, subtelna, ale obecna, a butelka wygląda ładnie. Ogólnie rzecz biorąc, cieszę się, że kupiłem go w ciemno.
Uwielbiam być zapachowym maniakiem i to przez dni takie jak ten, kiedy tak łatwo można się zniechęcić nowymi wydaniami, że wydaję zawiedziony westchnienie na sam widok jednego z nich, szczególnie flankera przyzwoitego oryginału, który wyszedł zaledwie rok temu. Naprawdę podobał mi się Horizon i na jego premierę zdobyłem kilka próbek, solidna rzecz, ale nie skłoniła mnie do zakupu, ta intensywna wersja to zupełnie inna historia. W każdym razie... ten zapach jest naprawdę bardzo dobry, bez szorstkich krawędzi, po prostu miły, noszalny i dobrze skomponowany. Grejpfrut w otwarciu jest ostry i całkowicie kontrastuje z nowoczesnym, męskim sercem/bazą z nutami skórzanymi, ziołowymi i drzewnymi. To zupełnie inne odczucie niż oryginał, ponieważ bez wątpienia jest to orientalny zapach, ale wciąż ma odcienie cytrusów/drzewa/imbiru z Horizon, nie będąc jedynie intensywną wersją. Różnica między tym a wieloma nowymi wydaniami, które ostatecznie mi się podobają, polega na tym, że od razu poczułem, czego mogę się spodziewać po Horizon Intense, ale wciąż było to całkowicie nietypowe. Wydajność była w porządku do dobrej i naprawdę nie mogłem prosić o więcej. Chcę butelkę. Brawo Davidoff za to, że nie zrujnowali, ale zbudowali na dziedzictwie pierwszego zapachu.
To po prostu oszałamiający perfum i kolejny ogromny hit od domu Robert Piguet. Otwarcie jest podobne do wielu ultra drzewnych, lekko wilgotnych, ale niezwykle złożonych kreacji oud, i jeśli to myślisz, że dostaniesz, to w porządku. Dobrze, więc gdzie jest ta część delice? Musisz być cierpliwy, aby zostać nagrodzonym, zwłaszcza z mylącym otwarciem, nie spodziewając się, że uderzy cię wspaniała natura gourmand. Żywiczny, słodki, ziemisty, ale delikatny przez cały czas, z pewnością dostaje mój głos.
Jestem wielkim fanem owocowych zapachów jak ten, zwłaszcza gdy nie pachnie tanio, a ten dla mnie kosztuje milion dolarów. Mimo że nie mam oporów przed noszeniem czegokolwiek, mam swoje granice i uważam, że Moonlight in Heaven jest niezwykle efemeryczny i byłoby mi niemożliwe go nosić. Przy okazji, moja dziewczyna uważała go za nudny, ale co ona wie, prawda?... jej osąd i gust są wyraźnie wadliwe. ;) W każdym razie... Otwarcie serwuje ostry grejpfrut i tropikalny koktajl z guawy, mango, który przez to przebiega. Później łagodnieje dla mnie do mniej egzotycznej mandarynki, ale wciąż piękne, długo utrzymujące się owocowe nuty głowy, o to mi chodzi. To nie jest kwiatowy zapach, ale powiedziałbym, że jest tu jaśmin lub kwiat tiare lub coś, co podnosi całość, a także waniliowo/drzewna/muszkowa baza... Jestem pewien, że dzieje się tu więcej, ponieważ to więcej niż suma jego części. Ten zapach nie brzmi jak wiele, a jestem pewien, że istnieją miliony podobnych zapachów, ale przemówił do mnie... Może to różowy pieprz? (Uwielbiam jego zapach) ma klasę i lekką świeżość, ale także jakość, którą się cieszyłem. Kupiłbym go dla mojej drugiej połówki, ale może najpierw będę musiał ją wymienić. :)
Akceptowalny, lubiany i całkowicie funkcjonalny zapach wodny. Można by tak powiedzieć o każdej linii, ale czy BVLGARI naprawdę muszą ciągle produkować te flankery AQVA? Myślę, że robią to, ponieważ to szczególnie ikoniczna i fajna butelka, chociaż może to być nieco cyniczne, a żeby być sprawiedliwym, są znacznie gorsi przestępcy, na których można by się czepiać. Ma w sobie morską algę i słoność AQVA z odrobiną nowoczesności, co tworzy lekko pochodny, 'niebieski' zapach. Muszę powiedzieć, że głębokość tego konkretnego odcienia jest bardzo ładna (tak, nie mówię w przenośni, dosłownie kolor butelki). Nie wspominając o tym, że jestem pierwszym, który narzeka, gdy flankery odbiegają zbyt daleko od oryginału (patrz AQVA Amara), ale gdy sprzedają martwego konia z tym akordem Ocean, zaczynam się zastanawiać dlaczego? Moim zdaniem oryginalna AQVA i wersja Marine są doskonałe i należą do najlepszych zapachów wodnych, jakie kiedykolwiek stworzono, te flankery są trudnymi albumami po przełomowym. Więc mówię, czy BVLGARI powinno się poddać? Cóż, nie, ale jestem pewien, że są nowe ścieżki do odkrycia, to wszystko. Tylko taka myśl... Jeśli BVLGARI wypuści więcej flankerów i upiera się przy zachowaniu morskiego klimatu, czy mogę zaproponować ciemną, mroczną wersję, wciąż słoną i wodną, ale z naprawdę ciężkimi drzewami lub kadzidłem czy czymś? Butelka przechodzi od głębokiego granatu do praktycznie czarnego i nazwijmy to BVLGARI AQVA ABYSS (TM) (chcę uznania za ten pomysł, jeśli są jakiekolwiek kreatywne osoby z BVLGARI gotowe ukraść ten pomysł)
Flankery zapachowe albo idą w kierunku... 1) Zwiększmy oryginalne pomysły do 'eleventy stupid' (cytując Marka Kermode'a) i nazwijmy to 'Intense' lub 'Extreme', jednocześnie wyciskając serce i duszę z zapachu lub skutecznie i niewytłumaczalnie osłabiając go! albo... 2) Dajmy mu świeższe, bardziej wodne nuty głowy lub wciśnijmy nowoczesny trend z innych popularnych wydania (wszystkie z nich są również produkowane przez naszą firmę macierzystą), rozcieńczając to, co sprawiło, że oryginał był dobry. To jest to drugie. Świeże otwarcie i wszystko bardzo miłe, jakby ktoś dodał trochę ogólnego badziewia do tego, co było interesującym, ale ostatecznie wadliwym oryginałem. Trochę mi się podoba, że wciąż można poczuć oryginalne DNA, ale zrezygnuję z tego wysiłku.
Wczoraj siedziałem w tatuażowym sklepie mojego przyjaciela, słuchając kilku dobrze ubranych młodych chłopaków dyskutujących o zapachach, a konkretnie o tym, ile Creeda posiadają. Postanowiłem nie wtrącać się ze swoją opinią, tym bardziej, że rozmowa zeszła na ten zapach i zdałem sobie sprawę, że go nie próbowałem. Viking był czymś, na co czekałem z niecierpliwością i może ta presja doprowadziła do rozczarowania... więc natychmiast postanowiłem to sprawdzić. Co Viking oferuje, to bardzo dziwne i złożone otwarcie, które niestety reszta zapachu nie spełnia. Nuty głowy dla mnie pachniały jak mieszanka mango, słodkich jagód, lukrecji, mięty, paczuli i szafranu... DOKŁADNIE! szalona kombinacja. Miał jakość Versace Man (wycofana fioletowa butelka) lub Oud, a nawet trochę PHII, ale główny akord tego perfumu szybko się ujawnił, pokazując swoje kły i naprawdę, o co chodzi w tym zapachu. To jest... Aventus. Rodzaj owocowego koktajlu składającego się z czegoś w rodzaju pina colady, ale z egzotycznym mango lub czymś podobnym, odświeżająca czystość lodowego lizaka wielu Creedów, jak Millisime Imperial czy Erolfa itd... ale z podłożem i niepokojącą ciężkością w formie czegoś lekko dymnego i drzewnego, nadając męski charakter temu, co jest w przeciwnym razie owocowym/muskowym perfumem. Myślę, że to przez nutę, którą uwielbiam... różowy pieprz. Zwykle jest to dość ulotna nuta głowy, ale bardzo interesujące było zobaczyć kompozycję, która tak mocno ją wykorzystuje i może to jest przyczyną całego tego zamieszania na początku? To trochę jak pustynia, która wykorzystuje aromatyczną słodką intensywność różowego pieprzu, aby podkreślić i przebić się przez owoce. Problem, który mam, polega na tym, że mimo wszystkich wad Aventusa lub tego, że gust ludzi po prostu nie jest do niego dostosowany, Aventus ma coś naturalnego, surowego i pierwotnego w tej kombinacji ananasa i smoły brzozowej. Viking wydaje się bardziej chemiczny i znacznie bardziej nowoczesny w obliczu ostatnich popularnych wydaniach w dokładnie ten sam sposób, w jaki zrobiła to damska wersja Aventusa. To więc Aventus 2.0, a Creed może żądać, ile chce, ponieważ ludzie nieuchronnie kupią te rzeczy z tego powodu. Wydajność była dobra, ale miałem przeczucie, że będzie atomowa, ale tak nie było. To jest chaotyczna recenzja, ale niech to nie będzie źle zrozumiane... Nie nienawidziłem Vikinga i na pewno będę go nosił ponownie, aby jeszcze bardziej rozwinąć swoje opinie, ponieważ jest dość interesujący i nie jest to prosta sprawa. Przy okazji jeden z chłopaków w sklepie stwierdził, że mimo posiadania Millisime Imperial i Aventusa uważa, że 185 funtów za 50 ml to zdecydowanie za drogo za ten zapach i skłaniam się do zgody.
Jeśli jesteś miłośnikiem białych kwiatów (czym nie jestem), to może być alternatywa, którą warto rozważyć. Dla mnie najgłośniej krzyczącym białym kwiatem w tym zapachu była pomarańczowa kwiat, tuż za nią neroli, a może trochę jaśminu, ponieważ z całej gamy dość lubię jaśmin, który zarówno osłodził, jak i nadał elegancji całemu zapachowi. Petitgrain i bergamotka to idealne nuty głowy, które dobrze utrzymują się na bazie, ale nie jest to kombinacja, której nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Rozszerzająca się gama zapachów Eight and Bob jest całkiem dobra, ale żaden z nich jak dotąd nie zwrócił mojej uwagi. Ten nie jest wyjątkiem i chociaż białe kwiaty/cytrusy to prawie idealna uniwersalna uniseksowa 'rzecz', którą można sobie wyobrazić... wciąż uważam, że jest bardziej kobieca. Mówiąc to, moja dziewczyna nienawidziła tego zapachu.
Muszę powiedzieć, że byłem całkowicie zachwycony tym perfumem, a próbowanie go kilka razy prowadzi mnie do tej samej konkluzji... Black Phantom jest świetny. Nie posunąłbym się do stwierdzenia, że to triumf czy coś zbyt przesadzonego, ale to, co mi się podoba, to fakt, że BP łączy dobre koncepcje w tym, co mogłoby być kolejnym ogromnie przereklamowanym niewypałem, jak wiele innych od Kiliana. Rzecz w tym, że kiedy trafia... to trafia, a kreatywność w tym zapachu jest podobna do tych, które lubię, jak Straight to Heaven, Apple Brandy, Back to Black (nie lubię, ale doceniam oryginalność), Incense Oud itd... Otwarcie jest natychmiastowo gourmand, wspaniale kakowe, ciepłe, słodkie, ale także gorzkie, jest dobrze zbalansowane. Potem pojawia się drzewny klimat wetiwerowy, dymny, przywołujący kolor szary i teksturę przypominającą węgiel. Krawędź alkoholu, która jest znakiem rozpoznawczym By Kilian, zdecydowanie tam jest i następnie pojawia się przed przejściem do słodkiego, kawowego karmelu i tonki, trochę jak Tia Maria czy Kahlua. Brudna wanilia w fazie dry down jest miękka, ale w uczciwości trwała bardzo dobrze na mojej skórze. Dobrze, więc nie wiem, ile kosztuje ten perfum, ale kupowałem już wcześniej Kiliana i nie są tanie. Głównie z powodu opakowania, a ten ma eleganckie pudełko, więc myślę, że sporo. Daję mu kredyt zaufania w kwestii nazwy i postrzeganego 'Ciemności', która moim zdaniem pochodzi bardziej z dymnego drewna i elementu rumu niż z czekolady. Przypuszczam, że czekolada też może być ciemna, więc czemu nie? Co mi się podoba w Black Phantom, to że mógłby tak łatwo być kolejnym nudnym gourmandem, skaczącym na hype Feve Delicieuse, ale to, co ten i Dior mają wspólnego, to że (lub przynajmniej ja) można poczuć jakość. Dosłownie można poczuć pieniądze. Tak bardzo, jak kocham Mugler AMen Tonka i widzę podobieństwa, to jest to liga wyżej pod względem jakości i za te pieniądze tak powinno być. Nie mówię tutaj o mocy czy trwałości, ani o snobizmie, tylko o tym Je ne sais quoi. Ten perfum ma również wyraźne fazy, otwarcie, serce i dry down, i myślę, że dobrze przechodzi przez każdą z nich. Podobało mi się, ale nie planuję go dodać do mojej garderoby.
Ten zapach bardzo mnie zaskoczył. Nie mam nic przeciwko innym zapachom z tej serii, ale nigdy nie uznałem ich za na tyle interesujące, aby je kupić po dość dokładnym przetestowaniu. Można by pomyśleć (jak ja), że na początku Extreme Night to tylko kolejna bardzo prymitywna próba skopiowania formatu Dior Homme. Otwarcie to duży, pudrowy, skórzany wybuch korzenia irysa (uwielbiam, gdy widzę nuty po powiedzeniu korzeń irysa, a nie irys, i jest to wymienione w nutach!). Jednak, choć jest to piękne i znajome, ten akord jest krótkotrwały, znikając niemal tak szybko, jak się pojawił. Następnie Extreme Night faktycznie mutuje w coś nieoczekiwanego i myślę, że to była najlepsza rzecz, jaką ten zapach mógł zrobić, aby zapewnić, że nie zostanie zapomniany... przynajmniej przeze mnie. Nie zrozumcie mnie źle, to wciąż nie jest Dior Homme, ale pozostały niski szum, który czuję po ośmiu godzinach, jest bardzo blisko skóry i bardzo kuszący. Ten zapach przechodzi przez szereg zmian, nieustannie się zmieniając. Otrzymujesz miękkość i zmysłowość z wanilii i tonki, nie będąc przy tym przesadnym, co czyni nazwę tego zapachu bardzo odpowiednią. Potem pojawia się kwiatowa nuta, unosząca ten zapach, ale nigdy nie czyniąca go zbyt kobiecym, chociaż podejrzewam, że wiele kobiet by go polubiło i nosiło. Następnie jest podkład drzewny, który ładnie go ugruntowuje. Nie jestem pewien, ile z tego było zamierzone. Mam mieszane uczucia co do tego, czy to złożona, ale stonowana interpretacja seksownego nocnego zapachu, czy też zbiór pomieszanych pomysłów i letniego konceptu... w każdym razie końcowy produkt jest taki sam. Wydajność nie jest świetna pod względem trwałości, ale dużym problemem jest to, że Extreme Night nie ma projekcji, ani nigdy nie będzie zapachem o dużym wpływie, wybierając raczej ciche siedzenie na skórze, gdzie tylko najbliżsi goście będą mogli cię poczuć. Po kilku godzinach jest prawie niewyczuwalny i mimo że całkiem mi się podoba, nie mogłem uzasadnić wydania dużej kwoty, ale jeśli byłby bardzo tani w promocji, mógłbym spróbować. Prawdopodobnie jednak nie.
Cóż, niektórzy mogą nawet powiedzieć, że ten Ice flanker jest ulepszeniem oryginalnych szerokich tematów i amorf nature, która podoba się tłumom. Ice z pewnością ma chłodne otwarcie z wyraźnym, gorzkim cytrusowym akcentem i może odrobiną mięty. Nie jest miętowy, ale sprawia takie wrażenie, a potem pojawia się nowoczesny akord piżma/cyprysu oraz cieplejsze, pudrowe tony w bazie, ale serce zapachu to bergamotka, pieprz i nawet lekko imbirowa przyprawa. Moim ulubionym elementem jest jednak głęboka część dry down, która natychmiast przypomina mi bardzo dobry letni zapach Dior Homme Cologne. Właściwie bardziej przypomina DHC niż oryginalnego Jimmy Choo Man. Tak więc Ice to nie jest zły wybór i nie mogę go krytykować, ale nigdy nie wzbudzi we mnie aż takiego entuzjazmu. Wydajność i sillage były całkiem dobre, prawdopodobnie wzmocnione ambroksanem, który zdecydowanie wciąż czuję po 7 godzinach.
Nie jestem wielkim fanem Azzaro Chrome, miałem jednego z flankersów i ogólnie są to dobre perfumy w stosunku do ceny, na poziomie podstawowym w kategorii akwatyków. Jednak nie jestem pewien tych porównań, zwłaszcza do Brit Rhythm i mojej ukochanej Eau de Lacoste Blanc. Mogę jakoś dostrzec, że może są w tym samym stylu, ale Chrome Pure jest lepsze od Brit i nie ma porównania z Blanc. Chrome Pure otwiera się całkiem ładnie, z przyjemnymi cytrusowymi nutami i pewną lekkością, przypominającą liczi/melon, co jest bardzo miłe, orzeźwiające i w ogóle. Potem jest lekko kwiatowe, w nutach wymieniony jest kwiat pomarańczy i zgadzam się z tym, chociaż nie jest to charakterystycznie wyraźne, ma białą kwiatową naturę. Jest w tym letnia świeżość, a ja testuję to zimą, więc od razu nie jest to odpowiednie. Dry down to akwatyk/wood/musk, przyjemne, ale nie powalające, a wydajność była w porządku do cichej. Jestem dla niego wyjątkowo sprawiedliwy, ponieważ sądzę, że wkrótce trafi do koszyków z okazjami, a jeśli ktoś je lubi, może być to miła letnia okazja dla kogoś.
Nieco się poddałem Mont Blanc, a zwłaszcza tym flankersom, ale pomyślałem, że spróbuję tego, ponieważ dwa pozostałe mnie nie zachwyciły. Muszę powiedzieć, że ten zapach wcale nie jest zły. Owocowe otwarcie jest nieco chaotyczne i przypomina mi wszystkie te podróbki 1 miliona, które pojawiły się po jego sukcesie, wrzucając masę słodkich nut do ciepłej bazy z ambry i wanilii, aby zobaczyć, co się przyczepi. Emblem Absolu jest w tym sensie znacznie bardziej podobny do Boss Bottled, ponieważ po ustabilizowaniu się jest bardziej skoncentrowany, dostarczając nutę gruszki i rzeczywiście kardamonu. Dla mnie baza jest bardziej słodka i ambrowa niż wetiwer, ale zdecydowanie są tam jakieś drewna, ponieważ nie jest przesadnie słodka, ale zdecydowanie orientalna. Uważam, że wydajność jest w porządku i ten zapach wprawił mnie w dobry nastrój. Nie mam nic przeciwko tej nucie gruszki, ale jakoś zniechęca mnie do zapachów, nadając im wrodzoną taniość... może to tylko ja. Mimo to nosiłbym go, ponieważ przypomina mi kilka dobrych zapachów.
To jest dla mnie naprawdę interesujące, ponieważ bez żadnych uprzedzeń ten zapach wyraźnie przekazuje dwa najpopularniej głosowane nuty, w obfitości. (Mandarynka i imbir) Odświeżający w pewnym sensie, dostarczający czegoś z pewną klarownością, a nie bałaganem, którym tendencjonują być ostatnie wydania. Mówiąc to... czy L'Homme jest oryginalny, czy jest pochodny i ogólny? Dobrze, więc jest ogólny. Przypomniał mi bardzo nieznacznie Davidoff Horizon oraz ten zapach Vavartos, który wygląda jak koszyk z wikliny, ale bardziej przypominał YSL L'Homme (nie mniej z powodu nazwy), tylko w jakiś sposób mniej inspirujący. Otwiera się świeżymi cytrusami, a nawet wyczułem rabarbar wymieniony w opisie nut, to przyjemna rzecz, która szybko przechodzi w znacznie bardziej pomarańczowy zapach. Jest głównie krystalicznie czysty, ale myślę, że odrobina brudu nie zaszkodziłaby i mogłaby wynieść ten zapach na wyższe wyżyny. Jest tam trochę piżma i wspomniany imbir, gdy zapach się rozwija, ale to wszystko. Zbyt wiele mówienia o tym zapachu to nadawanie mu zbyt dużego kredytu i być może chwytanie się złożoności, której po prostu nie ma. Nie jest zły, ale też nie jest dobry. Powinienem w tym momencie wspomnieć, że ogólnie zapachy Lacoste są słabe. Dziwne więc, że jednym z rzadkich hitów i prawdopodobnie moim ulubionym zapachem od projektanta wszech czasów byłby Eau de Lascoste Blanc, który jest zapachem o niebiańskim aromacie i lekcją w umiarze. Tak więc, wyłączając ten, w porównaniu do reszty ich abominacyjnego repertuaru, ten zapach jest dla mnie w porządku. Trwałość jest średnia do słabej. To wszystko, ludzie.
Dla mnie, jako wielkiego miłośnika frangipani, byłem ciekaw, aby spróbować tego zapachu. Zapłaciłem dużo za małą próbkę... ale cóż... Oto jak ten zapach do mnie przemawia: Jest ostra syntetyczna nuta, może to hiacynt wodny, i coś, co sprawia, że ten zapach jest nieprzyjemny w połączeniu z innymi nutami. Ylang-ylang jest bardziej dominujący niż frangipani, można jedynie poczuć zarys frangipani gdzieś w tle, ale nie pełne białe, kremowe frangipani, które można znaleźć na przykład w Nuit de Iles od Bissoumine. Jak na razie jestem głównie rozczarowany tym perfumem od Chantecaille i nie jestem pewien, czy jest wart wysokiej ceny. Rozumiem, dlaczego niektórzy mogą go lubić, ponieważ nie jest zły, ale dla mnie, jako osoby o wysokiej wrażliwości, wokół niektórych nut unosi się po prostu nieprzyjemna aura, co sprawia, że ogólnie nie jest odpowiedni dla mnie. A po krótkim czasie noszenia go, ylang-ylang znika, a na mojej skórze pozostaje tylko ostra pudrowa nuta. Jeśli szukasz realistycznego zapachu białego frangipani, to ten prawdopodobnie nie jest dla ciebie, ale może przypominać różowe frangipani lub działać inaczej w zależności od twojej chemii.
Jeśli chcemy używać słowa 'jakość' do opisania siły, sillage i wydajności, to ten zapach jest przeciętnym lub poniżej średniej perfumem, przypominającym coś od mniej znanych projektantów... Myślę o Dunhill lub Mont Blanc. Jednak to, czego tym domom brakuje w finezji lub konsekwencji w realizacji zasadniczo dobrego konceptu, nadrabiają odrobiną oryginalności i czymś, co niemal się wyróżnia, i tym właśnie jest ten zapach. Nie mówię, że to najbardziej oryginalny czy przełomowy zapach, bo z pewnością taki nie jest, ale robi wystarczająco dużo, aby mnie zadowolić, a to mówi mi, że nie podąża za ostatnimi schematami. Otwarcie jest świetne, od razu przyciąga mnie nutą bergamotki i przyprawionego kardamonu, ale od razu jest atrakcyjne. Dry down jest ciepły i stosunkowo męski, może z nutami drewna i odrobiną wanilii. Nuty w tym zapachu nie są zbyt wyraźne, ale są wystarczająco dobrze skonstruowane, aby nie być tym przeciętnym badziewiem, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Lubię CR7. Prawdopodobnie wspomniałem o swoim uprzedzeniu jako fan Manchesteru United, recenzując Legacy, ale to też był dobry zapach. Kochaj go lub nienawidź, tak jak Beckhama, jego zapachy są przyjemne dla tłumów i mogłyby być znacznie gorsze. Kciuki w górę!
Ten zapach jest bardziej diabelski niż bomba atomowa, która zniszczyła rodzinną miejscowość Issey Miyake, gdy był dzieckiem... i nie przesadzam. Czy więc dziwi, że recenzja poniżej pochodzi od faceta, który skrytykował mnie za recenzję podobnie okropnego zapachu jakiś czas temu? Nie, nie dziwi. Wyraźnie lubi takie rzeczy, podczas gdy ja uważam je za obrzydliwe i obraźliwe. Nie krytykuję go za to, tylko ilustruję, jak różne mogą być gusta w najbardziej ekstremalny sposób. Ostatnio narzekałem na ogólne, niekreatywne zapachy zalewające rynek i można by pomyśleć, że przyjąłbym coś, co wywołuje tak kolorową reakcję w obie strony, na lepsze lub gorsze... a jednak nie! Ten zapach jest przerażający. Otwiera się toksyczną chmurą słonego kalonu i całą masą innych chaotycznych, chemicznych bzdur. Tak, ma to samo, co Invictus, Versace Eros (+ niezliczone inne), ale sprawia, że te dwa wydają się szczytem olfaktorycznej doskonałości w porównaniu. Ma ten ostry, sprayowy zapach, który by cię rozchorował, ale przynajmniej, gdy używasz rozcieńczalników lub jakiegoś paskudnego kleju, jest szansa, że możesz się od tego trochę odurzyć. Niestety, tutaj nie ma takiego szczęścia. Nienawidzę tego zapachu, naprawdę go nienawidzę. Może po wyschnięciu będzie naprawdę dobry lub zmieni się, albo będzie ładny na niektórych ludziach i akceptuję to, ale nie dałbym mu nawet szansy na wyschnięcie. O... Czy wspomniałem, że mi się nie podoba?
Tak, tak, tak! Głupio myślałem, że będę mógł spróbować Fucking Fabulous, ale to jest ekskluzywna edycja na tydzień mody czy coś w tym stylu, więc się nie udało. Cóż, nawet nie byłem świadomy tego zapachu, więc spróbujmy. Oud Minerale nie jest w moim zwykłym guście od samego początku, muszę to przyznać. Uderza cię słoną, wodną, ozonową eksplozją od samego początku, ale zamiast zwykłego odrazy, byłem całkiem zauroczony tym klimatem. Doceniam wysiłek, aby przywołać morze, bo kto nie lubi morza? ale zazwyczaj wchodzą w okropne terytorium, a Tom nie pozwala na to, utrzymując nastrój przyjazny i nieinwazyjny przez cały czas. Baza oudowa to to, co trzyma wszystko razem, ale słony, wodorostowy i nutka pieprzu, utrzymują to naturalne i płynne... jak morze czy woda, przypuszczam? Więc, chwaląc Oud Minerale, muszę powiedzieć, że to nie jest coś, co bym nosił lub dodał do swojej garderoby, ale mogę być przekonany w przyszłości, jeśli będę go nosił więcej. Co można powiedzieć na pewno, to że to jeden z najlepszych morskich zapachów, jakie kiedykolwiek próbowałem, jeśli nie najlepszy. Jest czysty i dobrze wykonany jak większość produktów TF. Aktualizacja: Teraz, gdy minęło kilka dni, opróżniałem kosz na pranie, a oud minerale trzymał się górnej części, którą nosiłem. W rzeczywistości pachnie bardzo czysto i w dużej mierze jak ambroksan lub nawet ambra w swoim wysuszonym i pozostałym stanie.
Jestem zły na to. Po pierwsze, ile jeszcze tych kawałków gówna będziemy musieli znosić? Naprawdę... Nawet jeśli główni gracze w branży na chwilę by się zatrzymali i skoncentrowali na seksownych, gourmandowych waniliach... o tak, już to zrobili, wracając do cyklu bezwstydnej, bezkształtnej okropności. Po drugie, to jest mylące, ponieważ spodziewałem się małego podtytułu flankera, jak... Givenchy Gentlemen... 'Proszę'? (to moja propozycja... albo 'proszę przestań'?) ale nie. To jest nowe wyobrażenie Gentlemen, zapachu, który nie wydawał mi się zbyt wspaniały, ale przynajmniej był w klasycznym męskim stylu. Szkoda, bo nie nienawidziłem Intense ani Chic, ale to jest śmieć, przepraszam.
Bardzo podobał mi się ten zapach na mojej dziewczynie, a w rzeczywistości, chociaż jest kobiecy, słodkie, gourmandowe tony Blossom Love to coś, co bardzo chętnie nosiłbym sam. Zaczyna się od ogromnie słodkiego otwarcia, ale w zapachu jest wystarczająca jakość i powściągliwość, więc nic nie wydaje się tanie. Kwiat wiśni jest od razu oczywisty, a potem rozwija się motyw disaronno, ale dla mnie nie jest to aż tak alkoholowe, bardziej przypomina ciastka amaretti, więc tak, zasadniczo to to samo. Baza to zdecydowanie tonka, ale zachowuje również piękną kwiatową naturę. To może być powszechny, niektórzy mogliby powiedzieć, że wyświechtany motyw skierowany do kobiet... miękkie, kwiatowe, jedzeniowe zapachy, ale kiedy są dobrze zrobione, nie mogę się powstrzymać od ich docenienia. Osadza się nisko i przechodzi w znacznie mniej słodki zapach, który jest po prostu przyjemny.
Oto jak się czuję. Amouage wraca z bardzo solidnym wydaniem po kilku... jak to ująć? Nie 'wątpliwych' ostatnich próbach, ale nie takich, które uznałbym za na poziomie ich zwykłej, przełomowej oryginalności. Jednak nienawidzę Figment. (Jak na konfliktowe otwarcie?) Naprawdę. Zwierzęca natura tego zapachu w połączeniu z otaczającymi nutami tworzy śmierdzącą, moczową, trawiastą, żywiczną, podnoszącą na duchu, ale jednocześnie ciężką kontrowersję w postaci zapachu. Kiedy przebrnąłem przez to, czuję ziemistą nalewkę (prawdopodobnie geosmin), paczulę, labdanum, skórę, geranium, trawy, wetiwer, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest to okryte wstrętnym, brudnym protestem zapachowym. Rozumiem to... rozumiem, to modny, naturalny dom (z Kalifornii lub Brooklynu czy gdzieś indziej), ale wciąż z bliskowschodnim wpływem w sercu i to dla mnie jest uosobieniem Amouage. To wschód spotyka zachód... a wszyscy są oszukiwani. Naprawdę szanuję ten zapach, ale zetrę go z ciała, aby nigdy nie wrócił. O, i tylko jeśli będę miał szczęście, bo trwałość i sillage są OGROMNE.
Dlaczego? Rzeczywiście, dlaczego? Jestem pewien, że nie jestem pierwszym, ani ostatnim, który wplata tę nazwę w złośliwe uwagi. Naprawdę, YSL... Y? Nie podobał mi się początek, słaby, mało inspirujący, rodzaj świeżego nonsensu, nic obraźliwego, po prostu nudne. Potem, szczerze mówiąc, kiedy się ustabilizował, był to bardzo miły miks przypominający wodne zapachy lat 90-tych lub bardziej nowoczesne odniesienia, jak Versace pour homme. Moja żona go polubiła, porównała go do Moschino Fresh, co jest sprawiedliwe, ale myślę, że Y jest trochę bardziej zniuansowane. Chodzi o to... czy potrzebowaliśmy kolejnego z tych zapachów? Myślę, że nie, ale hej, zawsze będą popularne i to się nie zmieni w najbliższym czasie. To, co naprawdę mnie irytuje, to kampania marketingowa, projekt butelki, oczywista próba stworzenia czegoś nowego i świeżego (w sensie pomysłów, nie dosłownie), ale nieudana na najbardziej podstawowym poziomie. To bardzo cyniczne z materiałów marketingowych, aby twierdzić, że Y jest skierowane do millenialsów, z zamiarem zaoferowania czegoś innego. No come on. Zróbmy odwrót, co? Super szczera kampania dla nowego pokolenia. Spójrz, odgrzaliśmy ten stary szmelc, tak jak muzykę, modę i politykę, a jeśli się nad tym zastanowić, WSZYSTKO, co regeneruje się jak Doktor Who w dziesięcioletnich (i trochę) cyklach, gotowe na czas, aby zostać starannie zapakowane i sprzedane twoim dzieciom! Zasadniczo to samo, ale trochę podrasowane, a my przekonamy cię, że jest szyte na miarę dla twojej konsumpcji. Y jest w porządku. To ja staję się zblazowany.
Wszyscy tak szybko krytykują Abroxan, ale uważam, że to bardzo interesująca baza, która może być świetnie wykorzystana w tych nowoczesnych zapachach. Po noszeniu stało się jasne, że to zapach trzech wyraźnych faz. Obsessed to naprawdę dziwny zapach, ponieważ otwiera się bardzo ładnie z dużą dozą świeżości Calvina Kleina i intrygującym urokiem takich zapachów jak Crave czy CK2. Nieznane, świeże, pikantne nuty kumkwatu lub rozgwiazdy czy coś w tym stylu, ale mimo to bardzo przyjemne. Potem staje się oczywiste, że może to być jeden z tych zagubionych, chaotycznych, ogólnych zapachów, niewypał o małym znaczeniu, szybko odrzucany jak wiele innych, a nie sądzę, że to całkowicie przez ambroxan. Tak czy inaczej... Na szczęście i całkiem niewytłumaczalnie to ustępuje, a Obsessed ma swoisty 'trzeci akt', który dodaje kolejny zwrot akcji, w postaci kremowej, waniliowej ciepłoty i może, tylko może... labdanum wymienione w nutach? Jeśli czytasz moje recenzje, możesz wiedzieć, że jestem ogromnym fanem tej żywicy i chociaż nie potrafię jej tu zidentyfikować, baza ma przyjemny, przytulny drydown, więc nie odrzucam tej możliwości. Zwykle świeże, nietypowe, trudne do zdefiniowania nuty głowy, połączone z ogólnym sercem, które zadowala tłumy, oraz ciepłym (lub 'seksownym', jak będą to reklamować) waniliowo-syntetycznym ambrowym drydownem brzmią jak mój pomysł na okropny zapach, który próbuje być wszystkim dla wszystkich i nie robi żadnego z tych rzeczy dobrze. Jednak całkiem mi się podoba Obsessed. Trochę żałuję, że CK nie miało odwagi, by stworzyć intensywny, męski powrót do oryginalnej Obsession, to by mnie naprawdę zainteresowało. Muszę to jeszcze raz założyć, ale otwarcie było bardzo przyjemne, nie mam problemu z abroxanem, a nudne aspekty nie były zbyt nudne, a kremowy drydown jest miły... więc to dla mnie na tak.