Cóż, w końcu spróbowałem zapachów Johna Varvartosa i powierzchownie jestem z nich bardzo zadowolony. Mówię tak, ponieważ wszystkie zapachy otwierają się fantastycznie, po czym rozczarowują w trakcie schnięcia. Niestety z Varvatos Artisan jest podobnie, choć może w nieco mniejszym stopniu. Otwarcie to słodka soczysta klementynka, która jest bardzo trafna i oczywiście unosi się na bazie nut drzewnych i musującej, zielonej nucie galbanum. Wszystko to jest bardzo przyjemne, ale potem zaczyna się wycofywać z tego świeżego i naturalnego zapachu do czegoś nieco bardziej białego kwiatu, kwiatu pomarańczy i odrobiny imbiru. To wszystko w ciągu pierwszych 20 minut i myślę, że Artisan jest trochę zwycięzcą. Następnie, po ustąpieniu nuty pomarańczy i mandarynki, zapach zmienia się w nieco kwaśną katastrofę samochodową. Na mojej skórze pojawia się liść pomidora... tak... zielona, lekko metaliczna nuta, która miesza się z białym kwiatem, który po prostu nie jest zbyt przyjemny i z pewnością kontrastuje z pięknym otwarciem. Wydajność jest dość słaba (trwa 2 godziny, jeśli to?), Ale ten zapach jest interesujący, a otwarcie jest bardzo ładne, więc tylko za to daję JV Artisan kciuki w górę.
Zrobiłem te wszystkie recenzje w złej kolejności! Udało mi się napisać naprawdę dogłębną recenzję Cuir de Russie, a następnie ją usunąć, aby nigdy więcej jej nie zobaczyć. To było moje pierwsze i bardzo pozytywne doświadczenie z Chanel Les Exclusifs, nie wiem dlaczego, ale bałem się spróbować tego. Myślę, że z jakiegoś dziwacznego powodu myślałem, że może pachnieć jak Serge Lutens Cedre... trochę wkurzony po tym, jak okazało się, że jest to kreacja Sheldrake. Dzięki niebiosom, że tak nie było, otwarcie jest bardzo czyste i radosne, zielone aldehydy, ale z natychmiastową przyprawą. Powiedziałbym, że jałowiec i cyprys pod względem wymienionych tutaj nut i można by się oszukać, myśląc, że jest to bardzo lekki świeży drzewny zapach. Następnie, po kilku minutach rozwoju, wyłania się bardzo skoncentrowany dymny wetiwer. To wysusza wszystko i w połączeniu z cudowną pikantną nutą drzewa sandałowego tworzy niezwykle wyrafinowaną wetywerię i plasuje się w czołówce najlepszych, jakie wąchałem. Porównania z Encre Noire są oczywiste jako punkt odniesienia dla eterycznej, ziemistej jakości. Myślę, że główna różnica polega na tym, że Sycomore nie ujawnia swojej ręki tak szybko jak EN i jako taki rozwija się nieco inaczej. To dobry zapach.
Nie jestem pewien, czy już go recenzowałem, ale w każdym razie w ciągu ostatniego tygodnia ponownie odwiedziłem Sycomore EDT, ponieważ uważam, że jest to jeden z bardziej popularnych Les Exclusifs, ale jeden z tych, które są mi najmniej znane. To wetyweria! Nie będzie to wielkim szokiem dla tych z Was, którzy czytają recenzję Chanel Sycomore i nienawidzę czepiać się poprzedniego recenzenta (poniżej), ponieważ jest to trochę kutasowe posunięcie, ale jestem kutasem, więc jest w porządku i idealnie pasuje do charakteru, więc powiedziałbym, że porównanie tego do Encre Noir jest lekko mówiąc dziwaczne. Ta świeża, jałowcowa interpretacja wetiweru jest milion mil od ponurej, melancholijnej... nie, skrajnej nędzy Lalique, że stwierdzenie, że są to różne "wibracje", jest niedopowiedzeniem. Encre jest genialny jak na to, czym jest - najbardziej ponurym dniem, jaki można sobie wyobrazić, mówię o wilgotnym Manchesterze! Ale jego konstrukcja jest tak prymitywna, więc Iso E i octan wetiwerolu i niewiele więcej, i chociaż Sycomore EDT jest pozornie prosty, jego kluczową różnicą jest to, że czuje się żywy, czuje się zaokrąglony, jak powinien być dobry Chanel, i chociaż jest to jeden z najmniej kwintesencji "Chanel" Chanel, do którego mógłbym się odnieść, i nawet nie wnosi nic nowego do stołu pod względem pomysłów na kompozycję wetiweru, ani tak naprawdę nawet szczególnie nie lubię tego stylu zapachu z osobistego punktu widzenia, muszę powiedzieć, że są to wyjątkowo dobrze wykonane i satysfakcjonujące perfumy.
Wow! To bezkompromisowy zapach. Zamiast być ciepłym, ten zapach jest pozytywnie gorący! Agresywny bursztyn, złagodzony i sfeminizowany nutami kwiatowymi, ale powiedzmy sobie szczerze, jest to obfity, balsamiczny zapach żywicy. Intensywność przypomina niemal syrop, otwierając się przyprawami orientalnymi i odrobiną pudru. Ma w sobie odrobinę starego stylu prostej benzoiny, Bain de Caron w połączeniu z bardziej elegancką tuberozą, która jest widoczna w otwarciu i zanika w suchym puchu, ale dla mnie stanowi świetne uzupełnienie bursztynowego akordu. Tuberoza jest dla mnie jedną z tych rzeczy, które kocham/nienawidzę, ale w tym przypadku dostaję tylko dobre rzeczy. Słodka ostrość bardziej przypomina labdanum niż olibanum, ale tak czy inaczej jest widoczna przez cały czas... kolejna rzecz, którą lubię. Jest tu też kremowa nuta drzewa sandałowego, być może bardziej uwydatniająca się na mojej skórze i spiskująca z bursztynowym akordem w celu odurzenia. Postrzegam go jako kwiatowo-orientalny zapach, który mogę zrozumieć, że niektórzy uważają za unisex i szczerze mówiąc, mógłbym go pociągnąć. To powiedziawszy, w pełni przypomina mi pewną siebie, seksowną, bardziej dojrzałą kobietę. Przez to skojarzenie w mojej głowie nie mógłbym go nosić, ale jestem cholernie pewien, że pociągałaby mnie nosząca go kobieta. Jest nieco bardziej niegrzeczny niż zapach, który mogłaby nosić twoja mama, lubię myśleć bardziej o wyzwolonym typie kuguara kołyszącym Halston Amber Woman. Trwałość też nie jest najgorsza... Zapach jest przyjemny i mocny, nie utrzymuje się zbyt długo, ale projektuje naprawdę dobrze przez dobre kilka godzin, zanim powróci do słabo wyczuwalnego na skórze zapachu. Aktualizacja: Moja dziewczyna nosiła próbkę tego zapachu przez ostatnie kilka dni i na początku wydawał jej się bardzo tuberozowy.
Będę szczery... całkowicie impulsowo kupiłem ten zapach i teraz nie jestem w 100% pewny? John Varvatos to marka rzadko widywana w Wielkiej Brytanii aż do teraz, ironiczne, że tydzień po powrocie ze Stanów (gdzie widziałem te rzeczy wszędzie i nie próbowałem) kończę kupując zapach JV w domu. W każdym razie nie wiedziałem nic o tej marce, poza mieszanymi recenzjami tutaj i udało mi się zdobyć 5 (4 miniatury) i ten jeden, ponieważ całkiem mi się podobał. Dark Rebel na początku wydawał się bardzo interesującym, ciemnym, dymnym zapachem z lekko tajemniczym akcentem, jeśli nie z trochę głupią nazwą. Otwarcie to ultra ciemne hebanowe drewno, tytoń, skóra i styrax, które dla mojego nosa były bardzo kuszące. Surowa, zwierzęca jakość otulona przyprawionym rumem i mocną nutą cynamonu, która szybko przechodzi w serce znajomego mainstreamowego jedzenia. Muszę przyznać, że to klasyczny przypadek naprawdę przeciętnego zapachu, który udaje coś całkiem unikalnego i specjalnego przez pierwsze 10 minut. Szkoda, bo naprawdę zwróciłem uwagę na Dark Rebel. To nie jest apokalipsa, chociaż zapach na skórze, do którego to przechodzi, to słodki Captain Morgan, który jest obecny przez cały czas, ale jakoś pachnie trochę tanio w porównaniu do tego chaotycznego otwarcia. Podsumowując, 'Niszowe otwarcie, projektancki finisz.' Wydajność jest przeciętna, granicząca z słabą, ale wiecie co??? Nie jestem zniechęcony, ponieważ ten zapach zabiera cię w podróż, choć krótką i nieco rozczarowującą... ale podróż mimo wszystko.
Zignorujmy na chwilę dwie rzeczy... Po pierwsze... że jest to zapach Bond No.9 i jako taki jest dość drogi. I po drugie... że pachnie jak wiele świeżych zapachów, które już wcześniej wąchałeś. Być może jestem nieco nieobiektywny, ponieważ próbowałem tego zapachu w sklepie Bond no.9, który znajduje się prawie bezpośrednio na końcu High Line, wkrótce po tym, jak cieszyłem się słonecznym spacerem w dół. Nawiasem mówiąc, High Line to naprawdę świetny pomysł i coś, co powinno przyjąć więcej miast z podobnymi podwyższonymi liniami kolejowymi, jeśli tylko mogą. To, co zauważyłem, to dużo wytrzymałych traw, a nie kolorowych, delikatnych roślin kwitnących. (W każdym razie High Line otwiera zapach uderzeniem świeżości i cytrusów. Muszę powiedzieć... Chciałbym mieć rabarbar z tego, ale po prostu nie jest mi smutno. Sprzedawcy zapewniali mnie, że są tam tulipany i nie będąc konkretnym, powiedziałbym, że jest tam niesłodki kwiatowy aromat. Hiacynt jest absolutnie obecny, nie jest to coś, za czym przepadam, gdy jest ostry, ale tutaj daje przyjemną "MOKRĄ" trawiastą jakość. To musi mieć drzewną bazę, na której może siedzieć i przylegać, jestem pewien, że tam jest, ale tak naprawdę nie mogę tego wykryć. Może gubi się w czystym kwiatowym piżmie, które jest zielone i przyjemne aż do gorzkiego końca w fazie wytrawnej. Podoba mi się fakt, że w tym zapachu pomyślano o wysokiej linii i chociaż wszystko mówi, że pachnie jak generyczny zielony / kwiatowy zapach, jakość składników jest dla mnie nadal widoczna. Wydajność jest dobra i subtelnie projektuje, o ile nie szaleje się z aplikacją. High Line to piękny zapach, ale nie dla mnie i nie jest to coś, co chciałbym dodać do mojej garderoby.
Muszę powiedzieć, że w sklepie był to dla mnie natychmiastowy hit i po noszeniu jednej z próbek, które otrzymałem, moja opinia niewiele się zmieniła. To przyzwoity napar i rozumiem, dlaczego miałby być masowo atrakcyjny (wydaje mi się, że pamiętam, jak sprzedawca powiedział mi, że to bestseller), bardzo dobrze wymieszane świeże drzewno-cytrusowe połączenie, które tak naprawdę nie może się nie udać. To, co może zrobić, to zbladnąć w porównaniu z wieloma zapachami projektantów, które mają ten sam brief, i znowu myślę, że tego nie robi. Wynika to z faktu, że jest tu postrzegana jakość ze świeżego jałowca, a następnie niejasno tropikalnego otwarcia, które szybko zostaje uzupełnione odrobiną suchości cedru, a nawet nutą brzozy, która moim zdaniem pochodzi z rdzenia wetiweru. Mówiąc "nieco" tropikalny owoc mam na myśli dość wyraźną nutę ananasa, która w żaden sposób nie przypomina mi Aventusa. Pozostając w temacie, bo wydaje się to być kwestią sporną (z pewnością z recenzentem poniżej), Scent of Peace dziwnie przypomina mi Aventusa, ale nie dlatego, że pachnie nawet zdalnie podobnie, ale po prostu dlatego, że wydaje się być wprost skierowany do tego preppy tłumu, który chce nosić, designerski zapach, ale szuka czegoś nieco bardziej ekskluzywnego. Mógłby równie dobrze przypominać Bleu de Chanel, ale myślę, że jest świeższy i bardziej pasuje do mojej ulicy. Tak... Bond No.9 ma zapach, który zdecydowanie nosiłbym tutaj, gdy ten wyschnie do końca, pachnie bardzo męsko, dobrze współgra z moją skórą, wydajność jest dobra, a cena jest całkowicie akceptowalna. Aktualizacja: Tak, powiedziałem, że przypomina mi Aventusa, ale tak nie pachnie....errrr... tak, dlaczego przypomina mi Aventusa? Ponieważ w rzeczywistości pachnie trochę jak Aventus. Tylko przez pierwszą godzinę i nie jest tak ostry / dymny ani ananasowy. Muszę powiedzieć, że jest to doskonały zapach, który bardzo mi się podobał przez cały dzień. Następnie nowy aspekt, kredka / ołówek do golenia, owocowe / kremowe drzewo sandałowe, którego nigdy wcześniej nie wykryłem w bazie. Przywodzi mi na myśl Donna Karen Fuel for Men/Aventus i coś jeszcze... spokojnie, zapach spokoju ma więcej wymiarów niż się spodziewałem... i trochę go chcę.
Wall Street kojarzy mi się z Gordonem Gekko lub ubranymi w garnitury Valentino cwaniaczkami z lat 80. wąchającymi kokainę i rozmawiającymi przez ceglane telefony komórkowe z wielką gumową pałeczką wychodzącą z górnej części, w prawdziwym stylu Patricka Batemana. Sztuczka Bond No.9 polegająca na nazywaniu zapachów nazwami części Nowego Jorku to coś, co naprawdę uwielbiam w tej marce. Mam naprawdę miękkie miejsce w sercu dla Nowego Jorku, ale tak naprawdę nie kojarzę jasnego i przewiewnego wodnego zapachu ze zgiełkiem dzielnicy finansowej. Można argumentować "czym w ogóle pachnie ulica lub dzielnica?", co jest słuszną kwestią, ale poza tym, że jestem dość blisko wody, nie rozumiem tutaj związku z Wall Street? Powiedziałbym, że gdziekolwiek jesteś na Manhattanie, jesteś dość blisko wody... nawet w samym środku! W każdym razie... Słowa takie jak "Aquatic?", nuty takie jak ogórek? To wcale nie wzbudza we mnie zaufania. Ogórek to wspaniały, soczysty, naturalny zapach, ale w perfumach jest zwykle mocno zaakcentowany i zsiadły z kremowym migdałem, wanilią, tonką lub drzewem sandałowym itp... które dla mnie powodują mdłości. Ten jest inny... nie pachnie dokładnie, ale świeżo i działa naprawdę dobrze w środowisku wodnym. Wyczuwam nutę Sel Marine, podobną słoną morską bryzę bez okropnych elementów czy kremu do opalania. Jest tak niejasno słony, doskonale przyprawiony i może być spowodowany wodorostami lub mniej prawdopodobne (bardziej dziwaczne) pistacjami! Raczej chłodzący, owocowy, lekko metaliczny nadmorski egzotyczny napój. Na pewno jest tam bardziej sucha nuta gorzkiej pomarańczy, amorficzne cytrusy i oczywista wetyweria. Baza, która również wysycha, jest ciepła z odrobiną lekkiego białego piżma, ale nadal dość metaliczna, co jest dość anomalne. To dobry zapach od Bond No.9... niezłe parametry, uniseksowy, ale całkowicie pasujący do tego mężczyzny, a nawet męski. Dla mnie jest lepszy niż bardzo przyjemny Creed Millesime Imperial (co wydaje się godnym porównaniem) ze względu na to, że jest bardziej interesujący. Wydajność jest w porządku i bardzo podoba mi się zapach... kciuki w górę dla Wall Street.
Zagłosowałem na "Lubię to", ale szczerze mówiąc, to tylko dlatego, że jest to przyjemny zapach, a nie naprawdę świetne perfumy. Jeśli uda Ci się ominąć przytłaczające owocowe otwarcie i niesamowicie szamponową jakość, która dominuje całe doświadczenie, jest w tym jakaś zaleta. Otwarcie to jagodowa mikstura, która jest super kobieca i pachnie DOKŁADNIE jak szampon więcej niż jednej z moich koleżanek. Następnie pudrowa, minimalnie czysta kombinacja białej piwonii i magnolii, która jest sercem tego zapachu. Powiedziałbym, że jest to ciepła syntetyczna baza bursztynu po wyschnięciu, ale nadal dominujący owocowo-kwiatowy proszek. Największym zaskoczeniem jest dla mnie bluszcz. Tak, da się go wyczuć i to jest właśnie ta zbawienna zaleta Sag Harbor (choć po jakiejś godzinie zanika), która sprawia, że ten zapach nie jest po prostu tani czy totalnie szyprowy i faktycznie przypomina mi carthusię czy inny włoski dom, które wykorzystują ten ziołowy, zielony zapach przeciwko dokuczliwemu pudrowi nowoczesnej bazy. Niestety to zawsze zwycięży i nie ma mowy, żebym był w stanie nosić taki zapach. Cieszę się, że po umyciu włosów przez moją żonę zapach nie utrzymuje się zbyt długo, nie mówiąc już o tym, że ona nakłada zapach, który jest bardzo podobny. Niektórzy go pokochają i życzę im powodzenia, jak wspomniałem, myślę, że ma pewne zalety jako zapach o wysokiej cenie... po prostu nie dla mnie. Aktualizacja: Jest to bardzo trwały produkt, umiera aż do skóry, ale ma bardzo dobrą trwałość.
Dobrze, nigdy nie próbowałem Windsor i wcześniej byłem kuszony, aby kupić niesamowicie przepłacony próbnik, tylko po to, aby być jednym z nielicznych uprzywilejowanych, którzy wiedzą, o co całe zamieszanie? Podejrzewam, że jak wielu, wielu ludzi, którzy czują zapach Royal Mayfair po raz pierwszy i mają nadzieję na święty graal, są rozczarowani, ponieważ to naprawdę nie jest to, czego się spodziewali po Windsor. Cóż, zgadzam się. Chociaż mogę się mylić... To może być blada imitacja w porównaniu, ale nawet sprzedawca szybko powiedział, że to doppelganger Windsor, więc jakie wnioski mam wyciągnąć? Cóż, opierając się tylko na zapachu, od razu pachnie jak Creed. Nie jestem do końca pewien, czy potrafię to wyrazić słowami... ale proszę o chwilę cierpliwości. Myślę, że to otwarcie jałowca/cytrusów, które jest świeże i orzeźwiające w naprawdę dobry sposób. Potem pojawia się lekko ziołowy akord sosnowy, który osiada na mojej skórze w bardzo różnym sercu róży. Mówię 'różnym', ponieważ nie jest ciemny ani gęsto perfumowany, ani dżemowy, ani nic w tym stylu, ale bardziej jak wyrafinowana nuta róży Penhaligon's opus 1870. To jednak nie jest cała historia i zaczynam mówić o tym, co uważam za 'przybranie'. Głównym winowajcą (w zależności od tego, jak na to patrzysz?) tutaj jest eukaliptus, który przechodzi przez każdą warstwę tego perfumu od góry do dołu. W rzeczywistości uznałem to za dość interesującą i subtelną nutę, nie przytłaczającą, ale absolutnie rozumiem awersję i negatywne skojarzenia z nią związane. Mentolowe cukierki na kaszel, tanie miętowe zapachy, a w połączeniu z sosną w tanich produktach do czyszczenia łazienek. Na szczęście myślę, że w tej kompozycji jest to dość taktownie ujęte i nie przechodzi w tę strefę, ale zamiast tego chodzi po cienkiej linii wątpliwej atrakcyjności, ale na pewno ci, którzy to kochają, będą czcić tę jakość jako coś, co odróżnia ją od innych zapachów i w prawdzie... tak jest. Moja dziewczyna nienawidziła tego zapachu. Ja jednak polubiłem Royal Mayfair, moją drobną krytyką byłoby to, że jest trochę słaby i bez życia. Myślę, że głęboka baza drzewna i suchy finisz nie zaszkodziłyby. Zamiast tego otrzymujesz zapach, który nigdy naprawdę nie uderza, ale dostarcza rzadko (jeśli w ogóle?) widziane pomysły olfaktoryczne. W końcu powiedziałbym, że to jest to, czego szukam w zapachu, więc nie mogę go za to winić. Royal Mayfair z pewnością nie jest powtórzeniem wyeksploatowanych i zmęczonych koncepcji, (cóż... może jedna z własnych?) za co należy mu się uznanie i trochę kredytu. Utrzymywał się rozsądnie na mojej skórze, ale myślę, że za tę cenę możesz czuć się oszukany, jeśli oczekujesz czegokolwiek innego niż siły bestii. Chciałbym to dobrze przetestować i dać lepszą ocenę, ponieważ moje pierwsze myśli były takie, że nie nosiłbym tego, ale mam przeczucie, że to może być zapach, który zyskuje na wartości.
Nie jest to marka, z którą jestem zbyt zaznajomiony. Próbowałem kilku zapachów Sisleya, ale zazwyczaj zostawiam je w spokoju, tak jak większość marek "tylko dla kobiet". Wiem, wiem, powinienem być bardziej otwarty, ale jakoś lubię to ograniczenie, ponieważ rynek jest wystarczająco duży bez próbowania wszystkiego, co się pojawia. Soir d'Orient jest jednak inny, pomyślałem, że skomentuję to, co jest dość atrakcyjnym zapachem. Mówię to, ponieważ jest dostępny w domach towarowych, ale ma ten lekko niszowy, bliskowschodni akcent. Mówię "lekko", ponieważ zdecydowanie należy do bezpiecznego, nowoczesnego, zachodniego obozu, ale z ukłonem w stronę oudu i kadzidła, co natychmiast przyciągnęłoby moją uwagę (gdybym była kobietą). Tak, mówię to, ponieważ to wciąż dość kobiecy zapach kwiatowy, nieprzesadnie różany, z nutą pieprzu i żywicy oraz bazą z drewna. Po prostu uważam, że jest trochę bezduszne i ogólne, butelka wygląda świetnie, jeśli nie trochę myląco, przypominając mi Armani Prive lub te wyższe klasy kombinacje oud/róża w złoto-czarnym wydaniu. Niestety, nie spełnia oczekiwań. Więc tak naprawdę nic nie wyróżnia tego zapachu spośród wielu interesujących orientalnych, mimo to to wciąż ładny perfum. Gdyby był odrobinę odważniejszy i dymny z kadzidłem, mogłabym go nosić sama.
Po prostu jest to tak słodki zapach, jak tylko słodki może być, w tym przybliżonym skórzanym klimacie, do którego dąży wiele perfum w stylu toskańskiej skóry Toma Forda itp. Niedawno w odpowiedzi na wątek na forum długo dyskutowałem o zaletach tych skórzanych zapachów i subtelnych różnicach między nimi. Chociaż na początku jest dość skórzany, ten ma tendencję do podążania drogą skóry AdP i dość szybko się wysładza. Nie zrozumcie mnie źle, to doskonałe perfumy i przy oszałamiająco niskiej cenie, świetna alternatywa dla TL i tym podobnych. Nie jest to bogactwo ani gęstość długotrwałych skór niszowych i znacznie łatwiej osiada na zapachu skóry, tylko delikatnie wystając. Mogę jednak z tym żyć, ponieważ wydajność jest nadal bardzo dobra i nieustannie przylega do ubrań. Monotheme wyprodukowało kilka świetnych zapachów w cenach, którym nie można odmówić okazyjności.
Hmmmm... powinno być tu wiele do polubienia, ale niestety dla mnie to nie trafia w mój gust. Po pierwsze cieszę się, że znalazłem Monotheme w sklepach, ponieważ te zapachy od lat mnie omijały i wreszcie mogę je wypróbować. Zaczyna się od pieprznej przyprawy w otwarciu, która dla mnie była niezwykle obiecująca, ale niestety nie trwa długo, a obietnica zanika wraz z moimi nadziejami na ten zapach. Wyczuwalne jest wyraźne labdanum i bursztyn z pudrową nutą kwiatową i podbudową drzewną. Muszę przyznać, że ten zapach wydaje się nieco zmęczony i nieco przestarzały, prawie jak babcia. Uważam, że wydajność jest dość dobra, a ta marka jest oczywiście dobrej jakości za stosunkowo niską cenę wywoławczą. Mój werdykt jest taki, że Black Our to bardzo dobry zapach, ale nie mój i jeśli szukasz oudu, chociaż jest on obecny, poszukałbym gdzie indziej.
Balmain to marka, którą szanuję. Nie jestem pewien dlaczego, ponieważ w zasadzie nie oferują nic dla mężczyzn, a kiedy już to robią, nie ma zbyt wielu opcji do wyboru. Mimo to, wciąż mi się podobają, trochę jak Lalique, jestem przekonany przez niszowy urok w cenach projektantów. To jednak jest ogólnym śmieciem. Przykro mi to mówić, ponieważ nie mam wątpliwości, że jest to noszalne i nie obraziło mnie ani nic, ale być może gorsze od tego jest to, że pomyślałem, że już to wszystko wcześniej wąchałem. To nie było coś, czego się spodziewałem po Balmain, a zwłaszcza z nazwą taką jak Homme, można by pomyśleć, że to kapitan flagowca? (również z powodu munduru w stylu neapolitańskim.) Tak, butelka jest być może najbardziej atrakcyjną rzeczą w tym zapachu. Nuty głowy to zmęczony akwatyk, świeża bergamotka, a potem ulotny, syntetyczny akord fiołka, który znowu jest w porządku i można się nabrać, myśląc, że jest całkiem ładny w pierwszych minutach, ale szczerze mówiąc, chcę więcej! Potem, jak wiele zapachów w dzisiejszych czasach... Burberry Brit czy Versace Eros, żeby wymienić kilka... próbuje robić za dużo. Tzn.: świeży i podobający się tłumowi, eteryczny i klasycznie perfumowany fiołek, a potem fałszywie orientalna baza z cieplejszymi drewnami i ziarnami tonka oraz lekko pudrowym „skórzanym” akcentem??? Nie czuję też szafranu w Balmain Homme, ale może jeśli spróbuję go ponownie, to się ujawni?? Moim zdaniem wszystko jest wymieszane w niebyt, zblendowane w przeciętność, nie można robić wszystkiego z zapachem, bo po prostu wychodzi bez tożsamości... za to Balmain są winni, jest w tym coś taniego, co się z tego wydobywa i to jest dość poważne przestępstwo. Trwałość była 'średnia', wierzcie lub nie? Trochę jak wszystko inne w tym przypadku.
Bardzo przyzwoita propozycja od Jo Malone i świetny dodatek do linii Cologne intense. Mówiąc o czarnych butelkach, muszę powiedzieć, że mimo iż wszystkie są bardzo dobre same w sobie, nie oferują wiele pod względem unikalnej kompozycji, z wyjątkiem Oud & Bergamot, który tak naprawdę nie pachnie ani jednym, ani drugim, ale udaje się mu wyróżnić w tej linii. To cierpi na to samo, ponieważ jest dość prostym, pikantnym zapachem kadzidła. Otwarcie to intensywny, orzeźwiający olibanum, bąbelkujący i cytrusowy jak chłodne gin & tonic. Elemi ma również podobny efekt, więc te dwa zapachy są bardzo wyraźne od samego początku. Następnie przyprawy stają się bardziej drzewne, to jest vibe pieprzowego drewna, który jest trochę jak sandałowiec, ale bez jakiegokolwiek kremowego elementu, raczej niż cedr. To zdecydowanie ma bardziej brudny element niż Avignon czy Cardinal, które moim zdaniem są bardziej podnoszące na duchu i zdominowane przez kadzidło/elemi. Muszę powiedzieć, że po wyschnięciu czuję jakość i ciepło moich ulubionych żywic, balsamiczny labdanum i benzoes, które pozostają blisko skóry po początkowo dość mocnym zapachu. Myślę, że szybkie znikanie do zapachu skórnego nie zawsze jest złe, zwłaszcza w przypadku takich zapachów jak ten i faktu, że noszę go latem. Ogólnie wydajność jest w porządku. Podsumowując, jest dobry i chwała firmie Jo Malone za wejście w ten obszar, ponieważ pasuje i wzbogaca linię. Nie kupiłbym go, ale gdyby zrobili mini zestaw ze wszystkimi tymi zapachami, na pewno bym go kupił. Aktualizacja: Głęboko w fazie wysychania i ma niejasne cechy Armani myrrhe imperiale lub black afgano, ale nie tak głębokie ani luksusowe. Wciąż miłe, jak na ciężkie, pikantne drewna, to spełnia oczekiwania. Kocham labdanum i zdecydowanie czuję tu jego wibracje.
Jeszcze jeden 'Intensywny' zapach. Flankery bez wstydu korzystają z sukcesu swoich poprzedników w dzisiejszych czasach. Butelka wygląda naprawdę fajnie, szczerze mówiąc, i nie oceniam, może być naprawdę dobra?
Jestem wielkim, wielkim fanem herbaty, a wszystko, co ma w nazwie 'Herbata', zdecydowanie przyciąga moją uwagę, szczególnie 'Tea escape'. Muszę powiedzieć, że jestem niezdecydowany i na pewno wezmę jeszcze jeden próbkę, aby dowiedzieć się, co się dzieje? Myślę, że to ryż tutaj? Zdecydowanie jest w tym jakiś nieznany, ziołowy element? Myślę, że wiem, jak pachnie ryż, ale nie jestem pewien, czy należy do zapachu, który chcę nosić. Muszę przyznać, że 'Tea escape' to... to unikalna, niemal dziwna propozycja, nawet herbata nie jest dymna, aromatyczna earl grey, ani klasycznie sucha czy metaliczna? Ale to zdecydowanie herbata. Herbata zazwyczaj łączy się z cytrusowymi nutami i to odświeżające, że Maison Martin Margiela i Pellegrin postanowili pójść w innym kierunku. Element osmanthus i kwiatowy nie powinien być bagatelizowany w tym zapachu, ponieważ jest dużą częścią i gdy się osadza, oferuje unikalny smak, który przypomina mi produkty Lush. Ta mieszanka naturalnego i syntetycznego to naprawdę bardzo interesujący zapach. Muszę wrócić do tego, ponieważ byłem skuszony, aby to kupić tylko dla dziwności i musiałem się powstrzymać.
'W zakładzie fryzjerskim' to doskonale dobrana nazwa zapachu (w przeciwieństwie do wielu dzisiejszych), spodziewałem się czystego, ziołowego, zielonego mydła i skórzanej, aromatycznej przyjemności i dokładnie to otrzymałem. Otwarcie jest nieco ostre i świeże z nutą cytrusów, może potem lawenda i bazylia. Serce i baza to mleczny, mydlany, talcowy klimat z nutą piżma i geranium. Pachnie bardzo znajomo, niemal pocieszająco i na mojej skórze przechodzi w męski, czysty, skórzany zapach. Naprawdę nie można się pomylić. Nie ma tu innowacji, chociaż może ten zapach mógłby zyskać na kilku dodatkowych nutach? Może nie rozumiem sedna? Nie sądzę, aby ten zapach miał być wyjątkowy, jest funkcjonalny i praktyczny, jak branding i odczucie wszystkich zapachów z tej marki. Kluczem jest prostota i to działa. Mógłby mieć nieco lepszą trwałość, biorąc pod uwagę, że to marka niszowa, a chociaż nie jest drogi za 100 ml, wciąż jest nieco niedostateczny. Nie mogę jednak w ogóle skrytykować tego zapachu, to po prostu dla mężczyzn, którzy wiedzą, czego chcą... ładne golenie, zapach mydła.
Całkowite rozczarowanie. Dlaczego? Cóż, głównie dlatego, że miałem nadzieję, że dostarczy zupełnie inne doświadczenie, ale zamiast tego jest grane trochę prosto, bezpiecznie i blisko oryginału. To pachnie jak oryginał, dobrze, prawda? Tak... to dobrze, lubię oryginał. Czy 'Extreme' w tytule jest warte uwagi? Cóż, jest bardziej ekstremalne. (przynajmniej w otwarciu i pierwszej godzinie lub dwóch, na pewno tak jest!) jednak oprócz wyraźnego dodatku bardziej agresywnego przyprawienia (kumin jest wyraźny) dla mnie ma obrzydliwą gorycz lakieru do włosów/amoniaku i coś, czego nie potrafię określić w nowoczesnych miksturach, co sprawia, że są głębsze, twardsze, bardziej trwałe, ale nie poprawiają ich, a w niektórych przypadkach całkowicie psują otwarcie i zajmują dużo czasu, aby się wygładzić. To niestety jeden z tych przypadków. Jednak po wyschnięciu jest bardzo podobne do oryginału, z wyjątkiem głębszej ambry/tobaku i kremowej waniliowej bazy, szczególnie widocznej w bardzo późnych etapach wysychania. Muszę przyznać, że to jest dość urocze. Więc nie jest źle, po prostu słodkie i duszące jak oryginał, ale w zupełnie nowy sposób. Spicebomb extreme sprawia, że Spicebomb wydaje się subtelny i stonowany... tak, to prawda. Projekcja i trwałość są bardzo dobre, myślałem. Warto sprawdzić, ale nie miejcie zbyt dużych nadziei, bo jak moje, zostaną one zniszczone.
Chociaż to jest opisane jako zapach dla kobiet, opisałbym go jako uniseksowy zapach gourmand. Jednak kiedyś kupiłem Visa dla siebie, a ostatecznie dałem go mojej dziewczynie, ponieważ czułem, że mogę go nosić, ale był dla mnie trochę za bardzo kobiecy. To ma podobne odczucie i lekko owocowo-kwiatową jakość Visy, głównie w nutach głowy, ponieważ baza tego zapachu to wanilia, tonka i wschodnia sandałowa nuta Cashbah. Więc orientalny zapach z wyraźną głębią i jakością, której można się spodziewać po Robertcie Piguet... Dobrze utrzymywał się na mojej skórze. To wszystko, co mogę o tym powiedzieć? Ława przysięgłych jest w drodze, ale na pewno spróbuję go ponownie za kilka miesięcy i zaktualizuję.
Wow! To znakomity wetiwer, ciemny, szorstki, lekko dymny, suchy jak siano i mokry jak zielona trawa, jest genialny... wszystko, czym powinien być. Bardzo dobry (jeśli nie najlepszy Vetiver) pod względem naturalnych, dokładnych perfum, ale niekoniecznie moja ulubiona kompozycja wetiwerowa. Otwarcie ma cytrusowy twang, również zabarwiony mentolem, który jest podnoszący na duchu, ale także nieco dziwny. Mimo tych wszystkich pochwał... Nie wydaje mi się, żebym chciał go jakoś szczególnie nosić. Vetiver veritas jest wysokiej jakości, a koncentracja wody perfumowanej jest dość trwała i delikatnie wyczuwalna. Jeśli jesteś fanem wetiweru, ten zapach zdecydowanie powinien znaleźć się na Twoim radarze.
Oh wow! To jest oszałamiające. Bardzo podobny do tych mocnych, słodkich skórzanych zapachów, takich jak toskańska skóra, Clive Christian C, golden boy, AdP leather....etc itp. Ale co najważniejsze, ma o wiele bardziej delikatny dotyk. Kiedy mówię, że nie zrozum mnie źle, jest tak samo głęboki jak odpowiedniki, o których wspomniałem, ale prawdopodobnie ma więcej wymiarów, ponieważ zdecydowanie czuję więcej kadzidła. Jest słodki, ciepły, dymny i z pewnością rozumiem, dlaczego tak się nazywa. Dodatkowo jest bardziej noszalny (na co dzień) niż zapach typu toskańskiej skóry. Ma w sobie odrobinę szlachetnego kadzidła, szafranową gładkość i choć nie dominuje w nim kadzidło, to zdecydowanie wyczuwam je również w L'incendiaire. Jedynym minusem, jaki przychodzi mi do głowy, jest to, że nie kupiłem go na miejscu. Mam Clive Christian C i miałem okazję kupić inne (które uważam za blade w porównaniu), ale mimo całego podobieństwa ten nowy Serge Lutens nadal ma zalety i podejrzewam, że po prześledzeniu obok siebie różnice będą jeszcze bardziej widoczne. Bardzo mi się podobał. Najwyższe oceny ode mnie. hmmmm... Aktualizacja. Cóż, napisałem powyżej "...nie zdominowany przez kadzidło..." ??? tak... to nie tak. Po burzliwym i bogatym otwarciu ten zapach wysycha do doskonale wysokiej jakości i nieco ciemniejszego Olibanum niż zwykle... ale to tylko to....olibanum. Musiałem być ślepy na nos po raz pierwszy, trzymam się tego, co powiedziałem o L'incendiaire, który daje złożone wrażenie przy pierwszym zastosowaniu, ale nie zajmuje dużo czasu, aby umrzeć do mocnego kadzidła i przepraszam SL i Sheldrake, ale mogę to dostać (z wyjątkiem nie do końca tego) gdzie indziej taniej. Nie powinno chodzić o pieniądze, ale w tym przypadku muszę zrezygnować z tego zapachu.
Nie jestem w ogóle fanem kwiatowych zapachów i to nie jest rodzaj zapachu, który bym nosił, ale z pewnością mogę go docenić. Bardzo delikatna i podnosząca na duchu mieszanka w otwarciu z mandarynką oraz delikatnym bukietem jaśminu, kwiatu pomarańczy i hiacyntu. Hiacynt nie jest moim ulubionym kwiatowym aromatem, moja mama zawsze ma hiacynty w swoim domu, a ich zapach jest bardzo intensywny. Mieszanka jaśminu i może irysa nadaje temu zapachowi słodycz, w połączeniu z miodową i waniliową bazą, co sprawia, że jest... po prostu bardzo miły. Jakość jest niezaprzeczalna, a ten zapach utrzymuje się i utrzymuje, nie mogę mu nic zarzucić. Jeśli jesteś fanem jasnych i radosnych kwiatowych zapachów, nie możesz trafić lepiej niż sprawdzając ten.
"Przyjemnie zaskoczony" tak opisałbym siebie po wypróbowaniu tego zapachu. Pomyślałem, że "intensywny" przydomek i fakt, że nie byłem aż tak zachwycony oryginalnym Gentlemen Only (który nie jest zły TBF), nie wspominając o tym, że jest to kolejny designerski zapach fasoli Tonka. Jeśli ta kombinacja czynników nie wystarczyła, by zniechęcić mnie do wypróbowania tego zapachu, to nie wiem, co by mogło? W każdym razie w końcu wytrwałem i okazało się, że nie jest to zły zapach. Givenchy Gentlemen Only Intense otwiera się nutą pieprzu, która szybko przechodzi w syntetyczną żywicę i czekoladową paczulę. Gdy wysycha, staje się bardziej drzewny i może odrobinę dymnej brzozy, ale nic szczególnie odważnego. Dla mnie jest to kremowy zapach zdominowany przez ciepły waniliowy zapach bobu tonka, bursztynu i paczuli. Paczula ratuje ten zapach, który w przeciwnym razie byłby kolejnym "nijakim" zapachem, jakich ostatnio wiele. Trwałość była w porządku, ale nie rewelacyjna.
O rany!!! Notatki na ten temat sprawiają, że ślinka mi cieknie, brzmi absolutnie niesamowicie, a z mojego doświadczenia z kolekcją Prive, to na pewno nie zawiedzie.