Jeśli Happy for men od Clinique to KPBS, to Artisan od Johna Varvatosa to NPR. Gdyby to w ogóle miało projekcję lub trwałość, chciałbym to w swojej garderobie. Świetnie wyglądająca butelka też.
Cóż, w końcu spróbowałem zapachów Johna Varvartosa i powierzchownie jestem z nich bardzo zadowolony. Mówię tak, ponieważ wszystkie zapachy otwierają się fantastycznie, po czym rozczarowują w trakcie schnięcia. Niestety z Varvatos Artisan jest podobnie, choć może w nieco mniejszym stopniu. Otwarcie to słodka soczysta klementynka, która jest bardzo trafna i oczywiście unosi się na bazie nut drzewnych i musującej, zielonej nucie galbanum. Wszystko to jest bardzo przyjemne, ale potem zaczyna się wycofywać z tego świeżego i naturalnego zapachu do czegoś nieco bardziej białego kwiatu, kwiatu pomarańczy i odrobiny imbiru. To wszystko w ciągu pierwszych 20 minut i myślę, że Artisan jest trochę zwycięzcą. Następnie, po ustąpieniu nuty pomarańczy i mandarynki, zapach zmienia się w nieco kwaśną katastrofę samochodową. Na mojej skórze pojawia się liść pomidora... tak... zielona, lekko metaliczna nuta, która miesza się z białym kwiatem, który po prostu nie jest zbyt przyjemny i z pewnością kontrastuje z pięknym otwarciem. Wydajność jest dość słaba (trwa 2 godziny, jeśli to?), Ale ten zapach jest interesujący, a otwarcie jest bardzo ładne, więc tylko za to daję JV Artisan kciuki w górę.
Czy próbowałeś tych perfum?
Podziel się swoimi wrażeniami i pomóż innym odkryć wspaniałe zapachy