Cała kolekcja Vie di Milano z pewnością ma bardzo interesujące propozycje. Po przetestowaniu wszystkich wydania z 2020 roku i większości z 2022 roku, mogę stwierdzić, że ten zapach zasługuje na pełną butelkę. To wspaniała gourmandowa propozycja. Orzech laskowy i kawa są dla mnie najbardziej wyraźne, kwiaty są obecne, ale słabo wyczuwalne. Dla mnie ten zapach przypomina nadzienie do ciasta czekoladowo-orzechowego, ale mniej słodkie. Albo jak pyszne latte z orzechów laskowych. Wydajność jest dobra jak na EDP, trwa 5 godzin lub dłużej na skórze. Sillage jest dość intymne, co moim zdaniem pasuje do profilu zapachu. Jeśli jesteś miłośnikiem gourmandów, zdecydowanie warto spróbować!
Angeliki to kunsztowne i ekspresyjne uchwycenie emocji, zainspirowane 104-letnią babcią perfumiarza, która szczególnie upodobała sobie klasyczne szyprowe perfumy. Ten zapach zdecydowanie spełnia tę ideę, ale z własnym, unikalnym akcentem. Zgodnie z oczekiwaniami, zapach jest zdominowany przez gęsty, ziemisty, ale kremowy mech dębowy. Obok niego pojawiają się zwiewne aldehydy oraz piżmowe, mydlane nuty hiacyntu, bzu i szeregu innych kwiatów. W bazie znajduje się subtelny szept gładkich nut zwierzęcych i balsamu tolu, który kontrastuje z gęstą, słodką nutą pomelo i moreli. W tym zapachu wiele się dzieje i pachnie fenomenalnie, ale odkryłem, że sięgam po inne zapachy, gdy mam ochotę na klasyczny szypr. Rozumiem, dlaczego ten zapach jest tak uwielbiany, ale niestety po prostu go nie noszę.
Proste, nudne, pozbawione duszy, pudrowe, sztuczne drewno. Zdecydowanie przepłacone i przesadnie reklamowane tylko przez tych, którzy dostają prowizję.
Diorissimo to moim zdaniem szczyt, jeśli chodzi o konwalie. Uderza orzeźwiająco i zachęcająco, jednocześnie czując się niezwykle naturalnie i czysto. Zapach niemal w całości składa się z tego pięknego kwiatu w całej jego okazałości. Ten zapach oddaje każdą wspaniałą esencję konwalii, od mydlanego białego kwiatowego aspektu aż po zieloną roślinną łodygę kwiatu. Zielone nuty, bergamotka i szereg innych kwiatów intensyfikują i wspierają gwiazdę pokazu, ale nigdy nie pokazują swojej twarzy. Zawsze uważałem Les Clochettes du Bonheur za najlepszy zapach konwalii, jaki kiedykolwiek wąchałem, dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak duży wpływ miała na niego ta mistrzowska kreacja. Uwielbiam go.
Dioressence to pięknie gładkie, wyrafinowane i czyste podejście do klasycznego szypru o wyjątkowej jakości i ogólnie niesamowitym profilu zapachowym. Zaczyna się bardzo zielono od ziemistej paczuli i szeregu zielonych liści i kwiatów, wraz z dużą dawką mydlanych aldehydów, aby go rozjaśnić. Od tego momentu gęste, bogate kwiaty zaczynają błyszczeć wraz z delikatnym pikantnym akcentem cynamonu. Gwiazdą jest oczywiście mech dębowy, paczula i aldehydy. Odnajduję tu wiele podobieństw do oryginalnej Miss Dior, ale ten zapach wydaje się być znacznie jaśniejszy i czystszy. Zachęcam każdego miłośnika szyprów do poszukiwania tego zapachu, szczególnie starszego flakonu, w którym dumnie lśni mech dębowy. Uwielbiam moją EDT i mogę sobie tylko wyobrazić, jak musi pachnieć parfum, prawdziwe arcydzieło zapachu.
Aldehydowy, otwarcie Chanel z pudrowym, cytrusowym blaskiem, ustępujący miejsca lodowatej, surowej mieszance ostrego kwiatu pomarańczy i irysa, oraz dość wyraźnego kolendry. Jakość jest niezaprzeczalna, ale nie wyobrażam sobie noszenia tego, jest to w jakiś sposób prawie kwaśne. Mogę sobie wyobrazić bardzo, bardzo bogatą, bardzo, bardzo nieszczęśliwą matriarchinię Dickensa, która pachnie w ten sposób. (10 minut później) OK, tak, teraz magia zaczyna się.... Coś ciepłego przebija się, ale tylko nieznacznie. Piżmo pachnie wspaniale, pudrowo, delikatnie, ale potężnie, a bergamotka, irys i irysowe korzenie unoszą się i wirują na puszystych, piżmowych chmurach. Cudowne. Cofam wszystko, mogę to nosić, to majstersztyk, jak mogłem w to wątpić. Nikt nie robi tego jak Chanel.
Nienawidzę Santal 33 tak bardzo, że boję się przypadkowo nałożyć cokolwiek, co choćby przypomina ten zapach, na moją skórę. Jednak podobnie jak w przypadku wspomnianego okropnego perfumu, podobieństwo jest tylko powierzchowne i nie trwa długo. Ten zapach jest subtelny, złożony i elegancki. Jest mocny, ale zmienia się i ewoluuje z czasem, włączając dymne, kadzidlane elementy, gdy delikatny kwiatowy akcent ustępuje. Gdzie Santal 33 jest nieustępliwy, liniowy i mdły, ten zapach to klasyczna, wyrafinowana perfumeria, która wie, jak połączyć wytrwałość z powściągliwością. Perfumy z dominującym sandałowcem prawdopodobnie nigdy nie znajdą się na mojej liście ulubionych, ale te są świetne mimo wszystko.
Jestem wielkim fanem unikalnych zapachów, a ten to prawdziwy hit. Abstrakcyjna kwiatowa indole i mocno miodowy akord mieszają się z aldehydowym blaskiem i brudnym paczuli, tworząc nieziemskie, szalone, kapryśne doznanie. Coś w tej sci-fi śmiałości przypomina bardziej zwariowane zapachy Wujka Serge'a (na przykład Fils de Joie, z powodu zmierzchowej mgły miodowej indole). O, a kadzidło jest bardzo Lutensowe i stanowi dymną bazę, na której osiada głównie wysoka otwierająca nuta. Czy pachnie jak atrament? Powiedziałbym, że tak, jak Encre Noir, ale z zupełnie innej perspektywy. Szczerze mówiąc, oba mają pewien rodzaj atramentowego elementu, ale gdyby nie sugerowała tego nazwa i opis, nie jestem pewien, czy bym na to wpadł. Ale to w porządku, myślę, że zrobili świetną robotę z tym perfumem. To zdecydowanie mój ulubiony Byredo i jedyny, którego szukałem. Nie jestem pewien, kiedy/gdzie/czy mogę go nosić, ale na pewno założę go dla siebie wieczorem, a może nałożę delikatnie przed wyjściem, aby zdążył się ulotnić przed wzięciem metra! Nota poboczna: to ten sam rodzaj zapachu jak w Sadonaso, ale tutaj jest znacznie bardziej odważny, więc dla wszystkich, którzy narzekali, że Sadonaso nie był wystarczająco szokujący, może to zaspokoi waszą ciekawość. Jeszcze jedna nota poboczna: zaczynam podejrzewać, że sillage pachnie jak prawdziwy mocz z odrobiną soku z urynalnego ciasta. Nadal go jednak uwielbiam.
Bardzo żenująca nazwa, Bois d'Orage jest znacznie bardziej odpowiednia, poetycko związana z inspiracją (Angéliques Sous La Pluie) i wcale nie żenująca i/lub wskazująca na francuską pychę (nie ma słowa na pychę w języku francuskim). Perfumy są świetne, ale zaskakująco ulotne, biorąc pod uwagę, jak mocne jest otwarcie. Mimo to, uwielbiam je, a jeśli ktoś zapyta, mówię, że noszę Bois d'Orage.
🤍 Słodsza, miększa, przytulniejsza i nie tak mydlana wersja oryginalnego EDP. 🤍 Bardzo uniwersalny i łatwy do noszenia, zawsze mam butelkę przy sobie. 🤍 Nie jest tak chrupiący, zimny i lekki jak L’Eau - nie ma tu cytrusów. 🤍 Trwałość jest bardzo dobra, a wydajność znacznie lepsza niż w oryginalnym EDP - nigdy nie byłem jego wielkim fanem. Jakoś tak szybko znika. 🤍 Oryginalny parfum wciąż jest moim ulubionym, kiedyś mieszałem bardzo stary vintage z dość nowym, ale to bardziej na specjalne okazje. 🤍 Jeśli jeszcze tego nie próbowałeś, mogę powiedzieć, że ten flankier to przyjemna niespodzianka. Dziękuję za przeczytanie, a jeśli chcesz mnie śledzić na IG: @ninamariah_perfumes
Z pewnością kandydat na najgorszą nazwę perfum w historii!
Gdzie jest cała miłość do tych perfum?! Są tak wspaniałe i unikalne. Jedyną rzeczą, którą wąchałem i która jest zbliżona do tego zapachu, jest Adorem od Nez, który, mimo że go uwielbiam, blednie w porównaniu do Kalahari. Nie mogę powiedzieć wiele więcej, poza tym, że spróbuj zdobyć je, jeśli lubisz kadzidlane, czekoladowe, nie-gourmandowe przyjemności. Dają mi też nuty kawy, naprawdę ciemnej, suchej.
Fajnie, fajnie, fajnie, unikałem kupowania zapachów, a potem oszalałem na punkcie starych rzeczy. To pojawiło się do zgarnięcia przy zakupie w ciemno i pomyślałem ... dlaczego nie? Uwielbiam oryginał, naprawdę, a ten ma wiele z tych samych wspaniałych cech, rodzaj dojrzałego, opiekanego kokosa, z typowym pudrowym, pieprznym, drzewnym mchem i skórą tego rodzaju męskiego biz. Zwykle flankery Sport mają zastrzyk czegoś jaśniejszego lub świeższego i jest to zdecydowanie mniej elegancki, wieczorowy strój niż oryginał, ale daleko mu do "świeżości". Więc tak, pieprzne drewno, pudrowe goździki i łagodne zaokrąglenie prażonego kokosa. Jest genialny i bardzo nienaruszony jak na swój wiek i fakt, że jest w plastikowej butelce. Nie ma powodu, dla którego nie powinien być dobrze przechowywany, ale istnieje przekonanie, że plastik jest w jakiś sposób gorszy od szkła. Dostałem go za grosze, ale nie zapłaciłbym jakiejś głupiej ceny na eBayu czy czymkolwiek innym, jest dobry i stanowi kawałek nostalgii, choć w prawdzie istnieją o wiele bardziej pożądane roczniki, ale ten jest solidny.
Próbowałem wielu perfum Avon i wszystkie są zaskakująco wspaniałe. Ten jednak, nie za bardzo. Rzeczywiście pachnie jak J'adore, ale to taka wersja J'adore z niższej półki.
Zalety: ładnie pachnie i niewielka ilość wystarcza na długo. Wady: jak młodzi studenci mogą wymieszać koktajl imprezowy, wrzucając do wiadra każdy znany rodzaj alkoholu, aby się totalnie upić, tak tutaj mamy wymieszane wszystkie znane popularne mocne utrwalacze, co daje całkowicie nieustępliwy, zupełnie liniowy zapach, który szczerze mówiąc, po godzinie mnie wyczerpuje. Mogę sobie wyobrazić noszenie tego na festiwalu, gdzie będzie bałagan, ale mój perfum przetrwa wszystko. Ale te dni mam już za sobą. Podsumowanie: świetny dla młodych ludzi, którzy lubią imprezować, w większości innych kontekstów myślę, że jest dość nieodpowiedni. To nie jest uprzejmy zapach.
Absolutnie wspaniałe, zmieniające życie otwarcie szybko przechodzi w bardzo ładną, ale bardzo znajomą bazę typu Tobacco-Vanille. Wcale nie jest źle, a gdybym nie miał Tobacco Vanille, mógłbym rozważyć zakup tego zapachu, ale magia tkwi w otwarciu i niestety nie trwa to zbyt długo.
To, co brzmi jak interesujący zestaw nut, jest całkowicie zatarte przez ciężki piżmo. Na mojej skórze czuję głośne, duszące piżmo i kokos, ale muszę wcisnąć nos w zapach, aby poczuć najmniejsze sugestie czegokolwiek innego. To jak aqua universalis pomalowane piżmem, przez co nie można go dobrze poczuć.
Cóż, na początek uwielbiam tę markę i jestem tylko nieco rozczarowany, że perfum nie jest tak kreatywny jak opakowanie i opisy. PRAWIE jest, to jest frustrujące, w środku są ziarna dobrych pomysłów, można wyczuć chęć, imperatywną skłonność do niepowtarzania ani ostatecznego reprodukowania czegokolwiek, z pewnością nie intencjonalnie ani cynicznie, i to czuję oraz doceniam. Jednak wykonanie po prostu brakuje „czegoś”, czego nie potrafię określić. Tak trudne, jak to jest być oryginalnym, kiedy zobaczyłem nuty tego zapachu, w połowie spodziewałem się Aventusa (lenistwo z mojej strony, bo ananas) i cieszę się, że to nie to, co otrzymałem, z pamięci jednak to jest podobne do Pacific Rock Moss, tego niezwykle popularnego australijskiego zapachu (marka umyka mi) Goldfield & Banks, to to!! W każdym razie cytrusy są jasne i trochę jak koktajl, a nuta/akord ananasa jest bardzo obecny i bardzo przyjemny w połączeniu z dobrą nutą limonki, uwielbiam, że morska bryza jest świeża, orzeźwiająca, nie za słona, ale przywołująca morze w pewnym nowoczesnym sensie perfumerii. Ozonowe promienie słońca wydobywają się z tego zapachu, co bardzo mi się podobało, a pod spodem czysty, kwiatowy piżmo, delikatne, ale skutecznie prowadzące perfum do nieuchronnie subtelnego zakończenia. Na początku jest dość intensywny i obecny, pokazując wszystkie te nuty głowy i blask, ale ostatecznie szybko się wycofuje. Podobało mi się. Prawdopodobnie jeden z bardziej mainstreamowych i komercyjnych z tej linii, ale wciąż nie czuję, żeby zmierzali w kierunku nudnego lub klonowego domu.
Potężny zapach i monolityczna trwałość to typowe cechy diagramu Venna perfum Bisch, inne to kreatywność, wyrazistość i oryginalność. Suma tych wszystkich cech owocuje zwykle nowatorskimi zapachami, które łączą w sobie funkcjonalność i noszalność klasyka z geniuszem artysty. Tubereuse Astrale kojarzy się z czymś, co Barrois odrzuciłby jako zbyt krzykliwe - rasową tuberozą ze stacji kosmicznej - ale po umieszczeniu w stajni Crivelli pasuje jak ulał do ich innych szturmowych propozycji. Jego figlarne, głośne, bąbelkowe kwiaty są zgodne z aurą perfum podobną do Ganymede i uwielbiam jego hałaśliwe, zuchwałe nastawienie. To najmniej kobieca tuberoza, jaką kiedykolwiek próbowałam i coś, co będę nosić z wielką przyjemnością. Obserwuj mnie na Instagramie: @TheScentiest
Wcale nie pachnie naturalnie, raczej tanio syntetycznie, ogólne kwiatowe nuty i hiper słodka syntetyczna wanilia. Na szczęście nie jest zbyt przytłaczający, ale zapach brakuje jakiejkolwiek głębi czy wyrazistości.
Drewniane ambrowe utrwalacze, które po spryskaniu są niemożliwe do usunięcia, na litość boską!
Pachnie dokładnie jak Muglers Angel Nova - tylko trochę mniej słodko.
Okropne, zderzające się nuty. Wymiotny bleurgh.
To jak typowy zapach żelu pod prysznic dla mężczyzn z lat 90-tych.