Dusząco mocny z duszącym, utrwalającym wykończeniem. Gold Immortals jest 1000 razy lepszy.
Ostatnio próbowałem La Dompteuse Engagée i chociaż mi się podoba, czegoś mi w nim brakowało, pragnąłem bogatej, syropowej głębi. Fils de Joie to dokładnie to, czego mi brakowało. Brzęczące białe kwiaty i gęsty miód, ale nie gourmand. Lekko zielono-bananowy/tuberozowy od ylang. W przeciwieństwie do wielu zapachów Serge'a Lutensa, nie wydaje się metaliczny ani syntetyczny (a wiesz, że lubię niektóre z nich). To jest na wyższym poziomie. Noszę to przez cały dzień dzisiaj, w najcieplejszy wiosenny dzień tego roku w Paryżu, i jest absolutnie wspaniałe. Jest mocne, ale doskonale pasuje do każdej sytuacji, nie dominując przestrzeni powietrznej i bez piszczenia czy drapania (to powiedziawszy, nałożyłem ostrożnie). Teraz to jest obok L'incendiaire jako mój ulubiony zapach Serge'a Lutensa.
Dobrze skomponowany gourmandowy zapach z wieloma różnymi nutami, które są niemożliwe do oddzielenia. Dominującymi nutami są kawa i mleko, a w otwarciu wyczuwalne są świeże, ziołowe akcenty z Davany. Mimo dość wielu nut, ten zapach jest liniowy, nie ma żadnych różnych poziomów i nie rozwija się podczas noszenia. To nie do końca mój styl zapachu, a jego aromat jest trochę duszący, syntetyczny i przypomina zapach do pomieszczeń. Tak czy inaczej, muszę przyznać, że nie lubię zapachu kawy w perfumach (chociaż tutaj bardziej przypomina latte), a połączenie suszonych owoców (które wcale nie są smaczne ani realistyczne) z mlecznym akcentem nie działa dla mnie. Uwielbiam wszystkie wspomniane nuty bazowe, ale niestety brakuje tutaj jakości i żadna z nich nie spełnia moich oczekiwań. Dziękuję za przeczytanie, a jeśli chcesz mnie śledzić na IG: @ninamariah_perfumes
Celtic Rose ma na celu celebrowanie zachwycającej prostoty kwiatu róży, bez zbędnych dodatków odwracających uwagę od jej piękna i muszę przyznać, że cel ten został osiągnięty. Róża nie jest gęsta ani dżemowata, nie jest też przesadnie słodka ani mdła - jest wyważona do perfekcji. Jest tu zdecydowanie więcej nut niż tylko to, co tu wymieniono. Jest odrobina czarnego pieprzu, ale dla mojego nosa to mnóstwo aldehydów i nut cytrusowych, które znacznie rozjaśniają i odświeżają różę. Po nazwie można by się spodziewać czegoś mrocznego i kwiatowego, a tymczasem jest to zapach zaskakująco świeży i odpowiedni na wiosnę. Nie jest szczególnie wyjątkowy ani wyjątkowy, ale pachnie dobrze i zaspokaja zmysły.
Gdy tylko spryskasz skórę Love Toxin, krwistoczerwony kolor soku sprawi, że będziesz wyglądać, jakbyś właśnie rozciął sobie ramię. Przynajmniej gdyby zapach nie przypadł do gustu, świetnie nadawałby się do kostiumów na Halloween. Zwykle gardzę akordami truskawkowymi w perfumach, prawie zawsze wydają się zbyt plastikowe i syntetycznie słodkie, ale ten tutaj jest niesamowity. Oczywiście akord truskawkowy jest syntetyczny, nie ma innego wyjścia i chociaż ma elementy tego słodkiego plastiku, jakość wszystkiego innego pięknie go równoważy. Mocna dawka bąbelkowej tuberozy, kastoreum z fekaliami i nutami soczystej brzoskwini i śliwki kontrastują z truskawką z brutalną siłą. Całość spoczywa na grubej skórzanej bazie i miękkich pudrowych kwiatach, podczas gdy owoce i tuberoza utrzymują się. Nie ma słów, które mogłyby wystarczająco dobrze opisać ten zapach, to naprawdę jeden z bardziej wyjątkowych zapachów, jakie kiedykolwiek próbowałem. Osobiście nie jest to coś, co bym nosił, ale nie umniejsza to pomysłowości tych perfum.
Mortal Skin to jedna z bardziej wyjątkowych kreacji Stephane'a Humberta Lucasa, łącząca w sobie szereg dziwnych i niezwykłych nut, a mimo to pięknie je ze sobą łączy. Podsumowując, jest to żywiczny zapach na bazie kadzidła; gęsta, żująca natura mirry, opoponaksu i styraksu łączy się, tworząc niesamowicie mroczny, ale kuszący dymny charakter. Obok tego dominuje nuta jeżyny, której słodka soczystość stonowana jest dużą dawką gęstego czarnego atramentu. Zestawia to pyszną aurę jeżyny z czymś znacznie bardziej gorzkim i ponurym. Skórzane labdanum i gładka drzewna baza dopełniają ten zapach do perfekcji. Ten zapach to fantastycznie prowokująca kreacja, zdecydowanie zapach wyróżniający się z tłumu. Nie jestem pewien, czy to dokładnie mój styl, ale potrafię docenić kreatywność i pasję, które włożono w jego stworzenie.
Santi Ana wyobraża sobie siedzenie w starej, zakurzonej stodole wypełnionej zielonym sianem, podczas gdy słońce wpada przez pęknięcia w dachu, a delikatny powiew letnich kwiatów unosi się w powietrzu. Słowa nie są w stanie opisać, jak przenoszący jest ten zapach. Siano jest najbardziej dominującą nutą - jest suche, ziemiste, lekko zielone i pachnie tak, jakby prawdziwe było tuż przed tobą. Soczysta świeżość wiciokrzewu i jabłka tworzy obraz kwiatów w gorący letni dzień, podczas gdy nuty słodkiego propolisu i ostrej mięty pięknie łączą wszystko razem. Ten zapach jest magiczny, pachnie dziwnie nostalgicznie, a jednak nie potrafię przypisać do niego żadnego wspomnienia. Jakość składników jest fenomenalna, to czysty kunszt, ale niestety po prostu nie można uzasadnić szalonej ceny za perfumy, które bardziej przypominają wspomnienie we flakonie niż coś, co nosiłoby się regularnie.
Annick Menardo ma tendencję do pewnego rodzaju stylu, przynajmniej w mojej głowie, chociaż podejrzewam, że prawdopodobnie ma eklektyczny katalog, jak wielu perfumiarzy, ale jak powiedziałem, te perfumy pasują do tego szczątkowego obrazu, jaki mam z jej pracy. Osobiście uwielbiam estetykę późnych lat 90-tych i wczesnych lat 50-tych. Bardzo mgliste, gładkie, przyprawione piżmowe perfumy, szczególnie dla mężczyzn, był to nowy czas unisex, po tym, jak fala wodna się rozbiła (przepraszam za kalambur), a ludzie byli w gucci rush, Envy i DG by i Donna Karen etc.... sandałowe, piżma z elegancką przyprawą lub lawendą na wierzchu. Ponadczasowe, ale z tego okresu. Ten Celine jest bardzo podobny, chociaż nie jest tak kultowy ani wyróżniający się, ale za cenę, którą zapłaciłem (14 funtów), a teraz z perspektywy czasu Celine jest jedną z tych modnych marek projektantów z ekskluzywną linią perfum na równi z Chanel, Dior itp... to był naprawdę fajny zakup. Uwielbiam gałkę muszkatołową i nuty orzechowe. Osobiście lubię tego typu perfumy, ale czy są nudne i nieciekawe? Tak. Czy posiadanie tego zapachu naprawdę wzbogaci kolekcję? Nie. Uwielbiam mieć ogromne rezerwy perfum, które mogę nosić i odczuwać bardzo mało emocji, a jednocześnie dobrze pachnieć i nie być nadmiernie lub niedostatecznie stymulowanym. Ten zapach spełnia te warunki.
Rêverie de Bergamote to mniej świeża i przewiewna strona bergamotki, do której jesteśmy przyzwyczajeni w większości perfum, a bardziej celebracja bogatego i szorstkiego brudu cytrusów. Wibrujące wybuchy bergamotki połączone są z delikatnymi nutami pomarańczy i zielonymi, ziołowymi dodatkami bazylii, artemizji, rozmarynu i lawendy. Z tego miejsca bogata i mocna geranium dodaje do szeregu ostrych cytrusów i ziół, zanim osiądzie w aromatycznej i skórzastej bazie. Wyczuwam subtelną nutę kminku, który wydaje się być użyty tylko po to, aby podnieść brudny charakter bergamotki. Do ziemistej wetywerii i paczuli dołącza mech i drewno, tworząc cudownie męską bazę. To zapach, którego odkrycie było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Zabiera w podróż i oferuje inne spojrzenie na bergamotkę, którego zwykle nie widzimy w większości perfum. Jeśli jesteś prawdziwym miłośnikiem bergamotki, koniecznie wypróbuj ten zapach.
Co można powiedzieć o Pacific Lime, poza jego piękną prostotą i radosnym profilem zapachowym. Jest to prawdopodobnie jeden z moich ulubionych zapachów limonkowych, z jakimi się zetknąłem, ale szczerze mówiąc, nie ma wielu zapachów limonkowych do wyboru. Jasny, orzeźwiający i rześki charakter limonki łączy się z soczystą i rześką cytryną, które idealnie się ze sobą komponują. Odrobina czystego eukaliptusa wnosi do zapachu delikatną mydlaną nutę, podczas gdy kremowy kokos i odrobina mięty przenoszą nas do tropikalnych krain. Pomimo prostoty tego zapachu, naprawdę go lubię. To jeden z tych zapachów, które są tak przyjemne w noszeniu i natychmiast poprawiają nastrój, że mogę sobie wyobrazić, że działa niesamowicie dobrze w upalne lato.
Semi Bespoke 24 to intensywnie słodki i kobiecy kwiatowy gourmand. Jest bogaty i mocny, a jednocześnie lekki i pyszny we właściwy sposób. Zaraz po spryskaniu się nim, zostajesz porwany przez słodką soczystość malin, kontrastującą z wytrawnym orzechowym smakiem kandyzowanych migdałów. Cytryna i bergamotka podnoszą na duchu, a cały profil zapachowy jest wygładzony i zrównoważony przez szereg gęstych, pudrowych kwiatów, w tym heliotrop, wisterię i różę. W bazie wyczuwalne są nuty słodkiej tonki i delikatne szepty ciepłych przypraw, ale w większości przypadków profil zapachowy nie zmienia się zbytnio. Osobiście nie jestem fanem nut malinowych, w większości przypadków nie mogę ich znieść. Muszę jednak przyznać, że malina tutaj jest cudowna, wszystko jest wygładzone do perfekcji, ale niestety nadal nie jest to zapach, za który zapłaciłbym 750 funtów.
Semi Bespoke 23 to cudownie męski i intrygujący drzewno-aromatyczny zapach. Otwiera się silnie zieloną, ziemistą i ziołową miksturą oregano, tymianku i bazylii, którą odświeża wibrująca bergamotka i delikatne kwiaty. Niedługo po rozpyleniu następuje eksplozja gęstego i mocnego kadzidła. Ten żywiczny aspekt jest wzmocniony przez skórzane labdanum i kremowe drzewo sandałowe, przy jednoczesnym zachowaniu słodkiej, ciepłej pikanterii goździków i wanilii. W miarę osiadania na skórze wyłania się bogata drzewna baza oudu i cypriolu, obok ziemistej paczuli, ostrego cedru i sosny. Zapach ten jest przepiękny, jednak wykazuje silne podobieństwo do PDV4, tylko bez akordu rumu. Nie mogę zaprzeczyć, że jest to bardzo dobry zapach i z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom drzewnych aromatów, ale stosunek jakości do ceny po prostu nie istnieje, skoro PDV4 jest tej samej jakości za lepszą cenę.
Semi Bespoke 10 to oszałamiający, aromatyczno-przyprawowy zapach z nutami kremowego szypru. Na początku wita nas łagodne ciepło kolendry i kardamonu, kontrastujące ze słodkimi i orzeźwiającymi nutami kremowej brzoskwini i pikantnej mandarynki. Od tego momentu, gdy zapach zostaje otoczony gęstą i pudrową chmurą miękkich kwiatów, bardziej intensywna pikantność daje o sobie znać dzięki dodatkowi cynamonu i goździków. W fazie wytrawnej zapach ten nabiera jednak blasku - dymna, królewska natura kadzidła i mirry łączy się z szeregiem gładkich nut drzewnych i jest równoważona przez najbardziej kremowy mech dębowy i irys. Ten zapach to prawdziwa rozkosz dla zmysłów, dużo się w nim dzieje, ale jednocześnie pachnie czysto, elegancko i wyjątkowo. Mam wrażenie, że jest to wariacja na temat profilu zapachu Reckless Pour Homme, z bardziej żywicznym, pudrowym aspektem ogólnego produktu końcowego.
Semi Bespoke 21 to ponadczasowy skórzano-szyprowy zapach, który ma mnóstwo charakteru, jest naprawdę niezapomniany, gdy tylko go poczujesz. Zapach początkowo jest bardzo świeży, żywy i cierpki, z ostrymi nutami soczystego grejpfruta i rześkiej mandarynki. Cytrusy są następnie rozświetlane przez delikatne kwiaty, z różą i jaśminem na czele. Gdy zapach osiada na skórze, staje się głębszy i bogatszy. Grube warstwy bogatej skóry przeplatają się z oleistą ziemistością cypriolu i są wygładzane przez tradycyjną szyprową bazę z mchu dębowego, labdanum i paczuli. Do tego dochodzą drzewne, aromatyczne akcenty jałowca, kadzidła i cedru. Ogólnie jest to zapach zdominowany przez skórę i cypriol. Cypriol jest tutaj bardzo łagodny i dobrze komponuje się ze skórą, nie jest wybuchowy jak Majestic Aoud czy FM Promise. Zapach jest piękny i chętnie kupiłbym flakon, ale otwarcie podoba mi się o wiele bardziej niż wytrawność, więc cena nie jest dla mnie tego warta.
Bardzo wymagający fotorealistyczny, indolowy, morderczy triffid kwiatowy. To osiągnięcie perfumerii, ale całkowicie nie do noszenia dla mnie. Ma również nuklearną wydajność, co odkryłem w trudny sposób. Rano wychodziłem z domu i spryskałem się dwoma małymi psiknięciami (z dekantu, więc naprawdę małe psiknięcia). Zapach całkowicie mnie przytłoczył w ciągu 30 minut, a mimo to nadal intensywnie, odpychająco się rozprzestrzeniał przez około 5 godzin. Nie mogłem się doczekać, aby go zmyć.
Niesamowity, pikantny i lekki. To kardamon w sposób, którego nigdy wcześniej nie spotkałem. Suchy jak cynamonowe patyki i suszone owoce, ale jednocześnie świeży i orzeźwiający. Uwielbiam!
To niesamowite, Amer jest tak utalentowanym artystą.
Zwykle nie jestem miłośnikiem zapachów opartych na mięcie, wręcz ich nienawidzę, ale ten jest naprawdę dobrze zrobiony - uwielbiam go. Mięta nie jest zbyt mdła ani pastowata, jest idealnie zbalansowana i fantastycznie orzeźwia w upalny dzień. Ten ostry i orzeźwiająco pikantny podmuch mięty jest początkowo zrównoważony soczystą świeżością grejpfruta i śliwki, które pachną pysznie w powietrzu. Następnie wyczuwalna jest wodna słoność oceanu z deszczem lejącym się na głowę w palącym słońcu. Następnie w bazie pojawia się nuta intensywnej słodyczy wanilii, brązowego cukru i pudrowego Turkish Delight. Ayjal jest oszałamiający, to taki podnoszący na duchu i radosny zapach do noszenia. Mogę sobie wyobrazić, że świeci wspaniale w upale, kiedy potrzebujesz czegoś świeżego i zachęcającego, niesamowicie dobrze osadza się na skórze. Tak właśnie robi się miętę w perfumach.
Patrząc na rozkład nut Turath, spodziewałem się czegoś bardzo słodkiego i odpowiedniego na chłodną pogodę, ale znalazłem coś zaskakująco orzeźwiającego i wszechstronnego. Jest to satysfakcjonująco słodki i przyjemny w noszeniu owocowy zapach, który świetnie sprawdzi się przez cały rok. Po pierwsze, zapach ten wydaje się bardzo syntetyczny ze względu na zastosowanie akordów truskawkowych i jabłkowych, ponieważ bardzo rzadko pachną one naturalnie, ponieważ nie ma dla nich surowca. Ta orzeźwiająca soczystość jest kwestionowana przez ciemną lepkość suszonych owoców wraz z dymnym kadzidłem i oudem. Ta słodycz jest wzmocniona przez słodkie kandyzowane owoce, odświeżone przez zwiewną słoność ambry. Turath jest wspaniały, nie mogę kłamać, nie jestem pewien, czy jest wart swojej ceny, ale naprawdę lubię go nosić. To jeden z tych zapachów, które można wygodnie nosić w upalne lato i gorzki chłód zimy i nie czuć się nie na miejscu. Wspaniały.
Diwan to owocowy różany aromat, który od razu powala na kolana - ten zapach naprawdę wypełnia pomieszczenia. Jest słodki i uwodzicielski, zwiewny i kwiatowy, a jednocześnie gęsty, dymny i mroczny. Zapach koncentruje się przede wszystkim na ciemnym, dymnym warczeniu gęstego oudu, skóry i kadzidła, które stanowią gorzki kręgosłup zapachu. Kontrastuje z tym szereg lepko-słodkich nut owocowych, w tym malin i truskawek, wspartych konfiturową różą i szafranem. Są tu też inne nuty, ale tak to wygląda w ogólnym zarysie. To wspaniały owocowy zapach oudu, ale nawet nie rozważałbym zapłacenia za niego ceny detalicznej. Jest bardzo przyjemny w noszeniu, ale niestety nie pozostaje w mojej pamięci przez wiele dni, jak niektóre inne SOD.
Baz to czysty brudny luksus w butelce, jest brudny i sprośny, ale na swój sposób gładki i elegancki. Dominuje w nim brutalnie bogaty i ostry akord skórzany wraz z ostrą, moczową i niemal kwaśną nutą cywetu. Ta zwierzęca skóra jest wzmocniona pikantnymi nutami kardamonu i czarnego pieprzu, wraz z dymnymi elementami żywicy i kadzidła. Ten dymny charakter jest z kolei wzmocniony przez brzozę, z bogatymi ziemistymi nutami kastoreum i oudu. Z drugiej strony tego mrocznego, ponurego romansu, intensywna, soczysta natura śliwki i iskrzące aldehydy zapewniają poświatę światła wśród tego wszystkiego, co pięknie równoważy wszystko. Skupienie się na cywecie i skórze przypomina mi trochę Diaghileva, ale poza tym zapach zmierza w zupełnie innym kierunku. Nadal ma w sobie brud i erotyzm, ale z własnym, wyraźnym bliskowschodnim akcentem. Niesamowity zapach.
Uwielbiam to. To były pierwsze perfumy, które kiedykolwiek powąchałem z tej marki, i myślałem o nich przez dwa lata, zanim w końcu zdobyłem tester w rozsądnej cenie. To unikalny zapach róży z doskonale zbalansowanym towarzystwem figi i eukaliptusa. Nie potrafię zidentyfikować cashmeranu, ale wyobrażam sobie, że sprawia, iż nie jest to brutalnie zimny i drzewny zapach. Brzmi to głupio, ale jest jednocześnie proste i złożone, ponieważ te same trzy nuty nieustannie się zmieniają i przeplatają podczas noszenia. Nie ma niespodzianek, ale mi to odpowiada, ponieważ to olśniewająco piękny zapach, który nie jest zbyt liniowy, ponieważ odczuwam coś innego w różnych temperaturach, porach roku itd. To zdecydowany faworyt, ma świetną trwałość i potrafi być wytrwały i mocny, nie przytłaczając mnie ani nie odbierając innym powietrza. Absolutna klasa w butelce.
Naprawdę piękny zapach tytoniu, jeden z najlepszych, jakie znalazłem. Złote odcienie całych liści tytoniu rozłożonych i piekących się w gorącym popołudniowym słońcu. Ciepłe i drzewne liście szumią głębokim, ciemnym smakiem melasy. Koniecznie trzeba spróbować. Gorąco polecam. Obserwuj mnie na Instagramie: @TheScentiest
Negatywne recenzje to tak naprawdę te, które najbardziej przyciągnęły mnie do chęci zakupu tego zapachu w ciemno. „Pachnie jakbyś ugotował dużą włoską kolację, a potem poszedł na spacer do lasu”, „świetnie, jeśli chcesz pachnieć jak 50-letni ksiądz”, człowieku, to brzmi inaczej i fascynująco. Nie znam niczego, co pachniałoby choćby w przybliżeniu jak to. Ma nuty, które obejmują liść laurowy, a jest bardzo niedrogi. Mojej żonie bardzo się podoba na mnie. Czuje się bardzo staroświecko i wyraźnie w międzynarodowy sposób. To zapach dla pracującego człowieka. Mocny uścisk dłoni, bezpośredni kontakt wzrokowy, miękki, dźwięczny głos, zgrubiałe ręce, słowo otuchy, niezawodnie spokojny i opanowany. Gdyby Aqua Brava był mężczyzną, byłby wszystkimi tymi cechami. Poświęciłbym połowę lub więcej mojej garderoby zapachowej za wersję edt tego zapachu. Wąchałem płyn do dezynfekcji rąk, który miał lepszą trwałość. PUIG!!! DAJCIE LUDZIOM TO, CZEGO CHCĄ!!! Uwaga: Mam prawie 20 różnych zapachów do wyboru i TEN jest JEDYNYM, który moja żona ocenia na 10/10.