Ten zapach wolę w porównaniu do wersji Baby, która była dość pudrowa. Ten jest łatwym w odbiorze cytrusowym zapachem mandarynki z zielonymi nutami. Ma kilka kwiatowych akcentów, ale nic nie jest przytłaczające. Podoba mi się koncepcja i to, że te perfumy są naturalne. Trwałość nie jest zbyt mocna, ale utrzymuje się przez około 4 godziny.
To niemal idealny zapach skondensowanego mleka w stylu fotorealistycznym. Powód, dla którego nie jest całkowicie doskonały, to fakt, że gdy zaczyna się rozwijać, a przez resztę swojego bardzo długiego życia na skórze, ma pod spodem nutę, która, przyznaję, jest wyczuwalna tylko wtedy, gdy wciśniesz nos bezpośrednio w zapach, ale w przypadku tego typu aromatu dokładnie to chcę zrobić. Ta niepożądana nuta przypomina coś w rodzaju spalonego plastiku, gumowatego akcentu, który staje się silniejszy podczas rozwijania się zapachu. Mimo tego mankamentu, naprawdę go uwielbiam i chętnie spryskuję nim swoje 30 ml przed snem i w dni wolne.
Zły. Śmierć przez geosminę, bardzo silny, za dużo.
Paris Minuit odnosi się do Paryża o północy, jednak ja wcale nie mam takiej wizji. Jest tu coś, z czym się nie dogaduję, nie jestem pewien, co to jest, ale wydaje mi się ostre i kwaśne, a jednocześnie gęste i gumowate. Z mojego doświadczenia wynika, że czasami odmiany ylang-ylang mogą być tak odbierane, więc może to jest to. Jest to zapach zdominowany przez ylang-ylang, którego zwykle jestem wielkim miłośnikiem, ale nie tutaj, co szkoda powiedzieć. Jest słodka ostrość biegnąca przez kwiaty z kwiatu pomarańczy, mandarynki i spora dawka różowego pieprzu, który moim zdaniem wydaje się kolidować z ylang-ylang. Burdin ma kilka naprawdę przyjemnych zapachów, żaden z nich do tej pory mnie nie zachwycił, ale wszystkie są zapachami, które chętnie bym nosił. Jednak nie ten, po prostu nie mogę ominąć tego kwaśnego, gumowego aspektu.
Les Beaux Jours lub "The Good Days" ma na celu przeniesienie Cię do wspomnień przypominających ciepłe, słoneczne dni, kiedy jesteś najszczęśliwszy. Czy powiedziałbym, że udało mu się to osiągnąć? Tak jakby. To oczywiście bardzo kobiecy zapach, ale nadal może być noszony przez odpowiedniego mężczyznę. Intensywna czerwona soczystość granatu i litchi poddaje Cię podmuchowi iskrzącej słodyczy, która jest następnie podnoszona przez ostry posmak klementynki. Kwiatowa mieszanka zwiewnej róży, mydlanej lilii i miękkiego jaśminu delikatnie łączy się, aby jeszcze bardziej rozjaśnić wszystko. Ogólnie rzecz biorąc, otrzymujemy kolejny owocowo-kwiatowy zapach od Burdin, ale tym razem jeszcze bardziej słodki niż inne odpowiedniki. To przyjemny i miły zapach na lato, ale osobiście nie sięgałbym po niego zbyt chętnie.
Emmène-Moi tłumaczy się dosłownie jako "weź mnie", co jest dość dziwną nazwą dla zapachu. Po takiej nazwie można by się spodziewać erotycznego i zmysłowego zapachu mającego na celu uchwycenie najgłębszych pragnień ludzkiego przyciągania, czego niestety nie otrzymujemy. Zapach ten koncentruje się na słodkiej i pudrowej nucie moreli wraz z osmantusem, który bardzo ładnie podniósł wytrawną owocowość zapachu. Obok tego znajdują się czyste, mydlane białe kwiaty oraz nuty bergamotki i cytryny, ale ogólnie jest to po prostu morelowo-osmantusowa mikstura. To bardzo przyjemny i przyzwoity zapach, wyobrażam sobie, że dobrze sprawdziłby się jako bardziej kobiece letnie orzeźwienie, jednak moim zdaniem brakuje mu charakteru i głębi. Za tę cenę oczekiwałbym czegoś więcej niż tylko przyjemnego zapachu.
Carrure to orzeźwiający wybuch soczystej i drzewnej męskości, idealny do oczyszczenia umysłu w gorący letni dzień, ale ogólnie nie jest to szczególnie wyjątkowy zapach. Grejpfrut zajmuje centralne miejsce, nadając priorytet słodkiej, soczystej naturze owocu i pozostawiając za sobą goryczkę. W bazie trio czystej wetywerii, miękkiego cedru i sosnowego amyrisu łączy się, tworząc gładką, ale męską bazę odmładzającej świeżości. Wyczuwalna jest subtelna nuta ciepła pochodząca od pimentu, ale ogólnie mam wrażenie, że pozostaje ona w tle i jest przyćmiona przez inne wspomniane nuty. Zapach jest przyjemny i bardzo łatwy w noszeniu. Jednak nie robi zbyt wiele poza tym, więc nie jestem pewien, czy naprawdę gwarantuje cenę detaliczną. Jakość składników wydaje się być całkiem dobra, a zapach jest oczywiście dobrze wykonany, ale brakuje mu jakiejkolwiek zapamiętywalności.
Podstawowy, wodny szablon lat 90-tych, a następnie uczynić go szalonym, wykwintnym, luksusowym i orzechowym, to jest rezultat. Cudowny.
Uroczy, serowy, aldehydowy oud, jak Oud Khol, ale z bardziej autentycznym zapachem oudu i większą złożonością.
Niesamowite. Weź już wspaniałe L'Atessa i dodaj kremową, ciepłą bazę waniliową, voilà, idealne.
Bardzo wyraźny geosmin, wprowadzający złożoną bazę ziołową, pleśniową, zieloną, kamforową. Bardzo interesujący, ale być może niezbyt noszalny. Niezaprzeczalnie wysokiej jakości sztuka olfaktoryczna. Aktualizacja - musiałem usunąć pasek kartonowy z mojego salonu, ponieważ zapach geosmin był tak nuklearny. Za dużo!
Bardzo nieprzyjemny, duszący. Okropny.
To pachnie dokładnie jak australijska mgiełka do włosów dla mnie
Ferragamo Intense Leather zaskoczył mnie, głównie dlatego, że nigdy nie spotkałem zapachu Ferragamo, który byłby choć w połowie przyzwoity. Nie jest to szczególnie imponujący ani ekscytujący zapach, ale jest dość przyjemny i szczerze mówiąc spodziewałem się znacznie gorszego. Dobrą rzeczą jest to, że zdecydowanie pachnie skórą, dominuje w centrum zapachu, a jednocześnie dobrze równoważy się ze wszystkim innym. W tej ciemnej, gładkiej skórze obok mnóstwa mandarynki, różowego pieprzu i szałwii dominuje ziemistość, która nadaje całości aromatycznego kopa. Jak już wspomniałem, jest to dość przyjemny zapach. Nie kupiłbym go od tak i nie jest to coś, co nosiłbym w porównaniu z resztą mojej kolekcji, ale dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją podróż w odkrywaniu skórzanych zapachów, nie jest to wcale złe miejsce na rozpoczęcie.
1 Million to jeden z tych zapachów, w przypadku których naprawdę nie mogę pojąć, jak ludzie mogą uważać go za przyjemny. To po prostu jeden z najgorszych zapachów na rynku masowym, a mimo to jest ikoną kultury - najprawdopodobniej ze względu na krzykliwy i rozpoznawalny flakon. Ogólnie rzecz biorąc, zapach ten jest syntetyczną mieszanką ciepłych przypraw i cytrynowej mandarynki. Skutkuje to zapachem, który stara się być zarówno ciepły, jak i świeży, ale nie udaje mu się to. Zamiast tego produkt końcowy jest po prostu zaporą intensywnej ostrości - atakującą nozdrza bezlitośnie. Naprawdę uważam, że jest to okropny, okropny zapach. Nie podoba mi się intensywnie, ale tak jest w przypadku prawie wszystkiego od Paco Rabanne, jeśli mam być szczery.
No właśnie. MYSLF to kolejny mdły, nudny i zapomniany zapach typu żel pod prysznic; całkowicie pozbawiony wyobraźni i leniwy. Założeniem tego zapachu jest zarobienie pieniędzy na rynku masowym, co jest dość uczciwe, ale nie wykazuje żadnego wysiłku, aby stworzyć coś, co jest obiektywnie dobre. Jest to w zasadzie eksplozja ambrofixu, dominująca zmysły i wypełniająca nos, aż do momentu, gdy jest to wszystko, co można poczuć. To właśnie sprawia, że jest to zbyt syntetyczny żel pod prysznic, chociaż ma kilka ulotnych akcentów bergamotki i białych kwiatów. Nie ma tu złożoności ani zainteresowania, tylko tania świeżość. Współczuję każdemu, kto zapłacił znaczną kwotę za ten zapach, kiedy prawdopodobnie można znaleźć coś o tej samej jakości i stylu za około 5 funtów - tak, pachnie tak cholernie tanio. Przerażająco nudny.
Przyznam, że mam trochę sentymentu do oryginalnego Boss Bottled. Posiadając wersję Intense, która jest o niebo lepsza, nie czuję potrzeby posiadania flakonu tego zapachu, ale tak klasycznego profilu zapachowego nie można tak po prostu zapomnieć. Jest w tym zapachu coś tak pocieszającego i nostalgicznego, pomimo słabej jakości. Dominuje w nim intensywnie soczysty, ale syntetyczny akord jabłkowy, który kojarzy się z tanią chemią, a mimo to całkiem mi się podoba. W kontraście z pikantnością cynamonu i ciepłem wanilii otrzymujemy coś raczej przytulnego i uwodzicielskiego, a jednocześnie chłopięcego i młodzieńczego. Jak już wspomniałem, zawsze będę szanował Boss Bottled za stworzenie tak klasycznego i powszechnie rozpoznawalnego profilu zapachowego. Nie jest to zapach, który często bym nosił, ponieważ jakość zdecydowanie go zawodzi, a jednak jego taniość nadaje mu ikoniczny charakter.
Przyznaję, że Phantom Parfum jest ulepszeniem w stosunku do oryginalnego Phantoma, który jest najbardziej trafnym przykładem "polerowania łajna" na świecie. Ogólnie rzecz biorąc, nadal jest to okropnie zły zapach, ale nie jest już tak okropny jak poprzednia wersja. Zdecydowanie nadal chodzi o tę chorobliwie słodką syntetyczną wanilię z barbarzyńską surową chemiczną naturą fałszywej lawendy. Jest jednak gładkość kardamonu, która pomaga nieco lepiej zaokrąglić wszystko. Na Boga, to wciąż potwornie skrzeczący i niechlujny zapach, ale przynajmniej jest jakaś poprawa - to najlepsze, na co można liczyć od Paco Rabanne. Po prostu nie rozumiem, dlaczego Phantom w ogóle istnieje, komu się to podoba? Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że dziecko skleciło ten zapach, nawet się nie starając.
O mój Boże. Otwarcie przypomniało mi o milionie innych perfum, nie w negatywny sposób, ale pomyślałem, że ok, nic nowego, a nawet wyciągnąłem kilka z tych zapachów i powąchałem je obok tego (oczywiście były zupełnie inne, ha). Ale to, co nastąpiło, to podróż do nieba, z musującymi cytrusowymi nutami głowy lśniącymi nad mchem, piżmem, przyprawami i bogatą bazą. Staje się coraz lepsze i lepsze i tak, jest tak dobre, jak wszyscy mówili. Dla porządku, dwa inne zapachy, które od razu przetestowałem obok, to Bois du Portugal i Lalique Pour Homme (Lion). Po początkowych 5 minutach są identyczne, ale w ogóle nie przypominają NYI, poza tym, że są mniej więcej w tej samej kategorii. Naprawdę nie rozumiem tego porównania. NYI jest znacznie lepsze niż te dwa (Lalique jest moim ulubionym zapachem z powodu ceny, braku pretensjonalności i ceny). New York Intense trzeba nosić, aby w to uwierzyć. Jest tradycyjnie męski, co na początku mnie odrzucało, ale jest tak dobre, że transcendentuje tę bzdurę męskich/kobiecych zapachów. Poza tym. Chciałbym poczuć to na kobiecie, z którą się umawiam. Jeszcze jedna rzecz, po chwili zaczyna się wkradać kadzidło, co przypomina mi Amouage, chociaż nie jeden konkretny ich zapach, bardziej ich klimat. A może przypomina mi resztki Sunshine Man. Tak czy inaczej, to wygrana na każdym poziomie. Zgadzam się, że to arcydzieło, na równi z Interlude Man. Aktualizacja: to najbardziej "podróżujący" zapach, jaki posiadam, po prostu genialny za każdym razem.
Przy pierwszym powąchaniu możesz na chwilę pomyśleć, o tak, już to wąchałem, Guerlain, Frédéric Malle itd., ale nie, wstrzymaj się. To najlepszy zapach wetiweru, jaki kiedykolwiek miałem na nosie. Delikatny akcent fiołka, blask aldehydów Chanel, bogaty tytoń, wykwintny wetiwer i luksusowe drzewo sandałowe. To wspaniała, złożona celebracja wetiweru, zdecydowanie wyprzedzająca wszystkie inne, moim zdaniem.
Nosy działają w zabawny sposób. Kiedy spryskuję BR540, myślę o spalonym cukrze i waty cukrowej. Tworzy to super słodką, cukrową chmurę puszystości. Nie wyczuwam żadnego Ambroxanu ani drewna. Jednak przy Instant Crush głównie wyczuwam drewno, cytrynę i coś trochę gorzkiego (prawdopodobnie szafran). Niestety, to nie dla mnie.
Ma nadmiar fixatywy Rasquinet, co dla mnie psuje go od samego początku. To wszystko, co czuję. Może Norlimbanol? Jest szkodliwy. Oprócz tego (ponieważ niektórzy uwielbiają te bazy i/lub nie doświadczają ich jako rażących dla zatok), to, co tutaj mamy, to wysokotonowe, ultra-nowoczesne, piszczące/krzyczące aldehydy oraz białe i tropikalne kwiaty. U odpowiedniej osoby myślę, że to mogłoby być niesamowite. Zazwyczaj nie czuję się w ten sposób w stosunku do perfum, ponieważ to zależy od noszącego, ale mogę sobie tylko wyobrazić super atrakcyjnego, sportowego, młodego klubowicza noszącego to.
Syntetyczny, odważny i niesamowicie mocny. Mimo to bardzo mi się podoba. Jest nowoczesny, czysty i lśniący. Niesamowity zapach i projekcja, musi być najsilniejszy w mojej kolekcji. Jest to również magnes komplementów, jeśli jest to interesujące, jest bardzo powszechnie lubiany, a jego silna natura sprawia, że nie można go przegapić. Osobiście nie rozumiem porównań do ganymede, czuję go trochę, ale dla mnie jest o wiele bardziej ozonowy i skórzany, jest zupełnie inny. Tak, oba to ten sam perfumiarz i nowoczesne zapachy z jego charakterystycznym akcentem, ale nie takie same i nie jest zbędne posiadanie obu, jeśli je lubisz. To niesamowita wartość, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę wydajność. Może być świetnym codziennym noszeniem, jeśli nie przesadzisz z rozpylaniem, kilka rozpyleń jest więcej niż wystarczające. Atomizer na butelce jest idealny, ponieważ tworzy bardzo delikatną mgiełkę. To ode mnie "tak".
Dla mnie to klejnot w koronie Penhaligons. Idealne połączenie przypraw, wanilii, figi, herbaty i drewna. Dużo się dzieje, ale nic się nie wyróżnia, jest niesamowicie dobrze wymieszany, a wszystko działa w doskonałej harmonii. Ma podobieństwa do eau de baux od L'Occitane, ale tamten jest cieplejszy i bardziej świąteczny, a ten jest jaśniejszy i bardziej złożony. Wiem, że Penhaligons dostaje dużo flacków za wydajność, ale czuję, że jest całkiem niezły, nie jest masywny, ale to część jego klasy, długowieczność jest dobra, utrzymuje się przez długi czas, gdy przejdzie do zapachu skóry. Wszystkie pory roku, wszystkie okazje, będziesz po prostu świetnie pachnieć.