Kiedy wyobrażam sobie kobietę, która może mieć spojrzenie, które porwałoby bogatego prezesa i wie DOKŁADNIE, ile jest warta w najbardziej seksowny sposób, myślę o tych kobietach z początkowych scen filmu "Diabeł ubiera się u Prady"...
Wiesz, te panie, które zakładają te wszystkie stroje, które można opisać słowami takimi jak "szyk" i "precyzja"?
W każdym razie, udawajmy, że wiemy, że są w wieku 20 lub 30 lat. Wiemy, że są bardzo inteligentne... ale tajemnicze.
Myślę o Dior Poison.
Myślę o czarnych eleganckich garniturach z koronkową bielizną Agent Provacateur pod marynarką i szpilkami stukającymi o marmurową podłogę.
Myślę o spontanicznej kolacji przy świecach i serwetkach z materiału.
Ponieważ BR540 jest dla sugar babies, Santal 33 jest dla hipsterów, Angel i Alien Thierry'ego Mugliera i Aquolina's Pink Sugar przypominają mi o byciu 21. Nie używamy żadnego z nich. Żegnaj Opium, nie mamy czasu na twoje tanie fusy. Mamy ogromną wiedzę, a reszta z was nie ma pojęcia, o co nam chodzi.
Ponadto, jeśli nie przesadzisz z rozpylaniem i wykonasz tylko 1 uderzenie za szyją, Poison otula cię prawie jak welon. Jest tam, ludzie wiedzą, że jest, ale nie rozlewa się po tobie jak melasa.
To zapach, który przypomina mi czasy studiów. Teraz jestem pracującą dziewczyną po trzydziestce i odkupiłam ich tradycyjny olejek w kulce. Przytulne, czyste nuty nadal dobrze stapiają się z moimi wibracjami i nie mogłabym być szczęśliwsza. Ten zapach to bezpieczna przestrzeń w butelce i utrzymuje się na mojej skórze przez całą noc.
Chociaż piżmo można nosić o każdej porze roku, myślę, że Love by Auric Blends jest bardziej wiosenny ze względu na swoją czystość i suchość.
To jest perfum o tanim zapachu, ordynarny, który powinien kosztować około 50 euro za 100 ml, a nie absurdalną aktualną cenę. Jest szorstki, nieprzyjemny i całkowicie syntetyczny w swoim klimacie, i to w negatywnym sensie. Wśród niezliczonych waniliowych perfum zalewających rynek ostatnio, jest wiele lepszych i tańszych opcji. To jest śmieć, a na dodatek podrażnia moje gardło i płuca.
Po recenzji Bergamask moje oczekiwania wobec Megamare były bardzo niskie - można śmiało powiedzieć, że zostały spełnione. Gaultieri zaprezentował kolejną molestację zmysłów, w postaci tandetnie pachnącego akordu wodnego. Uwielbiam intensywnie wodne zapachy z tym potężnym akordem wodorostów, Acqua di Sale od Profumum Roma jest tego doskonałym przykładem. Jednak w przypadku Megamare pachnie po prostu tanio i leniwie - jest przytłaczająco mocny, do tego stopnia, że nie da się go nosić. Nie jest nie do noszenia, ale jest wiele zapachów w tym stylu, które faktycznie ładnie pachną. Po raz kolejny Gaultieri udowadnia, że jest mistrzem w tworzeniu tanich i niechlujnych zapachów. Naprawdę nie podoba mi się jego twórczość, to nie są dzieła sztuki czy pomysłowości, to niechlujne obelgi pod adresem perfumiarstwa.
Bergamask to graniczny atak na nos, nieskrępowany atak na zmysły, który niekoniecznie mi się podoba. Dlaczego robi się wokół tego tyle szumu? Nie rozumiem, na czym polega tu atrakcyjność, poza brutalnie mocnym wykonaniem, które ludzie zdają się cenić ponad wszystko. To po prostu przedawkowanie bergamotki i cytryny, i to nie w dobry sposób. Jest szorstki, piskliwy i, szczerze mówiąc, katastrofalny. Sprawia wrażenie, jakbyś wylał na siebie środek do czyszczenia powierzchni o zapachu cytryny. Czytałem, że winowajcą jego monstrualnej trwałości i projekcji jest javanol, syntetyczna cząsteczka drzewa sandałowego. Nie jest w żaden sposób wyzywający, nie jest "ultra niszowy", to po prostu słaby zapach. Ludzie opisują Alessandro Gaultieriego jako kreatywnego geniusza, ja tego tutaj nie widzę - widzę tylko kogoś, kto potrzebuje krzyku, by zwrócić na siebie uwagę i w pośpiechu wrzucił garść niechlujnych aromatyczno-chemicznych substancji.
Eau the Audacity... Penhaligon's rzeczywiście ma czelność wypuścić zapach, który jest niczym innym jak czymś mocno inspirowanym już sklonowanym na śmierć profilem zapachowym. Jeśli jeszcze nie wiesz, to jest to nic innego jak profil zapachowy Bois D'Argent marki Dior. Jest to ta sama kombinacja słodkiej, kremowej wanilii, kadzidła i skóry oraz przytłaczającej fali pieprzu atakującej nozdrza. Z tego rodzaju zapachami jest tak, że nigdy nie są tak dobre jak oryginalna wersja, co w tym przypadku nie może być bardziej prawdziwe. To ładny zapach, pachnie przyjemnie i rozumiem, dlaczego ludzie go lubią. Ale nie ma tu żadnej kreatywności, żadnej oryginalności, to po prostu zostało stworzone dla szybkiego zarobku, a Penhaligon's będzie go bezlitośnie doić. Wystarczy kupić Bois D'Argent i mieć to z głowy.
Babycat to jeden z tych zapachów, które masy chwalą po prostu za to, że robią absolutne minimum - przyjemnie pachną. To tak, jakby ludzie chwalili celebrytów za wykonywanie podstawowej ludzkiej funkcji. To dość przyjemny zapach, ale dla tak wielu osób nazywanie go "najlepszą wanilią w historii" jest grubą przesadą. To przyjemny, gładki, zamszowy zapach wanilii - jest miękki i kremowy, ale nie staje się zbyt słodki. Wyobrażam sobie, że to zasługa kadzidła, które jest dość suche i nieco gęste, wraz z przytłaczającą ilością pieprzu. Jest bardzo pieprzny, zbyt mocno jak na mój gust. Jeśli już, to natychmiast przenosi mnie do królestwa Bois D'Argent i Bois D'Iris - nie jest to nic nowego ani pomysłowego. YSL wzięło wypróbowany i przetestowany profil zapachowy i po prostu nadało mu bardzo mały obrót. Jest ładny, ale brakuje mu kreatywności.
Początek ciepły i dymny z nutą pikanterii.
Wysycha łagodniej, z większą ilością cytrusów i boozowym ciepłem.
Niesamowity zapach.
Wierny DNA linii, ale z pięknym uderzeniem mięty.
W połączeniu z innymi nutami, takimi jak kakao, daje niemal cukierkowy klimat
Zdecydowanie najlepsza z ich nowej prywatnej serii. Wydajność jest jednak bardzo przeciętna. Trzyma się blisko skóry i trwa około 4/5 godzin. Mam nadzieję, że maceracja pomoże poprawić wydajność, ponieważ nawet otwarcie tego zapachu jest dość szorstkie, zajmuje minutę lub 2, zanim wanilia i gładki bursztyn się utrzymają. Drydown jest jednak wspaniały.
Najbardziej odpowiedni epitet dla tego zapachu to delikatny. Bardzo piękny, korzenny, na początku słyszę cytrusowość, może imbir ją daje. Brzmi bardzo drogo i szlachetnie, idealnie skrojony, wszystko jest w równowadze, siedzi blisko skóry, idealny do biura.
Jest spektakularny, ALE tylko w chłodniejszych miesiącach. Najpierw wypróbowałam go latem i nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Teraz, gdy pogoda jest bardziej odpowiednia, po prostu... zakochałem się w nim. Kadzidło jest o wiele bardziej wyczuwalne na mojej skórze, miód jest również bardzo wyczuwalny jako nuta głowy. Jest lekko słodki, lekko przypalony sianem, lekko pudrowy. Niesamowite połączenie, jakoś przypomina mi dzieciństwo.
Piękne, świeże, chrupiące jabłko zmieszane z innymi nutami świeżych owoców. Zielony i lekko pieprzny z mydlaną czystością. Absolutnie piękny zapach.
One White Crow pachnie jak światło księżyca i długie cienie, które rzuca wzdłuż meandrującej ścieżki splątanych paproci i pełzającego mchu w zagubionym krajobrazie, miejscu, które już nie istnieje lub które nie istnieje już tak, jak w twojej pamięci sprzed jakiegoś czasu. Miejsce, w którym fiołki kwitną w odwrotnej kolejności w mrocznych ciemnościach tuż przed świtem, w cichej, ziewającej godzinie, kiedy sny są najbardziej żywe, a rzeczywistość najbardziej krucha. To starożytne rozlanie żalu, aubada lamentująca nad niesamowitym światłem wiciokrzewu świata, który przechylił się tylko o ułamek swojej osi, którego słońce nie świeci już w sposób, który rozpoznajesz. I choć oczywiście świat się zmienił, a światło słoneczne świeci pod innym kątem, zapach jest przede wszystkim uświadomieniem sobie, że to ty, twoje własne serce, stało się inne, wyobcowane. Estrange - uczynić siebie obcym. To zapach wszystkich tych, których straciłeś. Których już nigdy nie spotkasz. W świetle słońca, księżyca czy w ogóle w jakimkolwiek krajobrazie.
April Aromatics Calling All Angels to pulchne nieziemskie owoce, objedzone starożytnym bursztynowym nektarem, wiszące ciężko o zmierzchu, ostatecznie wysychające i pękające w upale umierającego słońca. Milczące siostry, spowite tajemnicą, rozciągają te pijane miodem kule na ogromnej przestrzeni czasu zaśmieconej kośćmi, a ich miąższ staje się elastyczną skórą pod czcigodnymi, nieustającymi dłońmi. Kłęby aromatycznego dymu unoszą się z rozsypanych krzemieniem stosów, a w powietrzu unosi się esencja eonów skompresowana w odłamki wypalonego kryształu, skamieniałe światło słoneczne i płowe łzy pogrążonych w żałobie drzew. Zręczne palce sióstr układają fragmenty balsamicznego owocowego miąższu i lepkich soków-klejnotów, tworząc mozaikę węchową, pachnącą uświęconą słodyczą całkowicie poza zasięgiem śmiertelności. W tym zapachu śliwkowej głębi otulonej skórzastymi szeptami, żywicznych rytuałów i świętego dymu, granice między rośliną, minerałem i oddaniem zacierają się w mglistym, odurzającym mirażu, ambrozyjnym świadectwie wiecznego, niekończącego się i wiecznego.
Stora Skuggan Azalai wyczarowała dla mnie bardzo specyficzny obraz. Czy ktoś jeszcze pamięta Peaches & Cream Barbie z lat 80-tych? Nie wiem, czy miała konkretny zapach, ale Azalai to fantazyjny aromat tej wspaniałej, spienionej, bladokoralowej sukni, którą nosiła. Miód nasycony szafranem, morele kandyzowane w szampanie i złota aureola chmur z bursztynu cukrowego przefiltrowane do miodowego, mglistego blasku przez niezliczone warstwy delikatnej tkaniny, pajęcze welony z tiulu i organzy. Przezroczysta i świetlista, lekka i marzycielska, to wszystko, o czym marzyłam, było tak wyjątkowe w tej lalce. Nawet jeśli w końcu ścięłam jej włosy i wydałam ją za mąż za małego, plastikowego Lando Calrissiana, tylko po to, by zniknęła w tajemniczych okolicznościach na nartach we francuskich Alpach podczas ich miesiąca miodowego.
Lilac and Gooseberries to nieskomplikowana mieszanka cierpkich, pikantnych jagód na delikatnym kwiatowym tle. Nie jest tak ostry ani gorzki, jak bym się spodziewał... ani tak interesujący. Pachnie bardziej jak idea osoby niż osoba. Jakby ktoś opisywał swoją niesamowitą dziewczynę-czarodziejkę, która jest tak doskonała i cudowna i nigdy nie pierdzi, nie je kanapek z cebulą, nie pobiera krwi ani nie popełnia błędów, a on pomija wszystkie niuanse i złożoność tego, co czyni jego ukochaną tak intrygującą. To tak, jakby ktoś nakarmił maszynę AI materiałem na idealną dziewczynę, a ona stworzyła robota według jego specyfikacji, ale nie ma ona osobowości i nie stała się jeszcze samoświadoma. A jednak... są takie dni, kiedy naprawdę potrzebuję tego pustego miejsca, by zbudować siebie tak, by być ładną, poukładaną i zdecydowanie bardzo normalną, ponieważ tego oczekuje ode mnie świat.
Mikado Bark to przytulny, komfortowy zapach bez typowych cech, na których opierają się perfumy przytulności i komfortu. Nie jest ani bogaty, ani mroczny, nie powiedziałbym też, że jest w jakiś szczególny sposób nostalgiczny. To zapach, którego pikantne, drzewne nuty nie są dokładnie duchami samych siebie, ale wszystkie zostały stłumione i wyciszone, a wszystkie razem, ich wyciszone echa harmonizują z wykwintną subtelnością. To perfumy, które unoszą się jak mglista zasłona, jednocześnie uziemiając i podnosząc na duchu swoją delikatną obecnością. Niosą w sobie miękkość światła latarni gromadzącego się w cieniach o zmierzchu, ale także przywołują ulotne ciepło światła słonecznego przebijającego się przez ponure popołudniowe chmury. Zapach zachęca do introspekcji, wygładzając ostre krawędzie i wyciszając odważne tony w delikatny akord. To tak, jakby znajome nuty zapachowe zostały stworzone na nowo - ich esencja została uchwycona, a następnie złagodzona i ocieplona. Zapach przywołuje obraz samotnej zielonej pozostałości pośród morza wyblakłego szkarłatu i rdzy, gdy październik ustępuje listopadowemu chłodowi. Utrzymując się w powietrzu, uosabia jesiennego, kontemplacyjnego ducha hobbitów, wyobrażonego na nowo jako gremlincore'owa playlista przesiąknięta hauntologicznym pogłosem.
Light My Fire to idealna nazwa dla tak rozgrzewającego i odurzającego zapachu. Zdałem sobie sprawę, że Kilian są bardzo dobrzy w chodzeniu po tej linii między seksownym a przytulnym - ten robi obie te rzeczy genialnie. To rodzaj ciemnego, ziemistego zapachu tytoniu wykonanego wyjątkowo dobrze. Tytoń jest niesamowicie suchy, papierowy i prawie roślinny, przypuszczam, że podniesiony przez siano, aby wysuszyć go jeszcze bardziej, aż stanie się lekko trawiasty. Ta trawiastość nadaje mu mroczny i ziemisty charakter poprzez dodanie dużej ilości paczuli, obok wetywerii i brzozy. Jest też odrobina miodowej słodyczy i wanilii, ale jest ona subtelna. Paczula przypomina mi nieco Straight to Heaven, który uwielbiam. Jednak ten zapach podąża w nowym kierunku dzięki słodkim nutom tytoniu i miodu. Uważam, że jest fantastyczny, po prostu pachnie rozgrzewająco i uwodzicielsko - nie kocham go jednak tak bardzo jak Straight to Heaven, który uwielbiam.
Voulez-Vous Coucher Avec Moi lub "Do You Want to Sleep With Me" to zaskakująco erotyczna i sugestywna nazwa dla tak grzecznego i wyrafinowanego zapachu. Naprawdę podoba mi się ten zapach, ale nie przekazuje on tego rodzaju obrazów, których się spodziewasz; zamiast tego myślę o bogatej, ważnej kobiecie ubranej na dziewiątkę w całej swojej finezji. Tuberoza może być dla niektórych trudną nutą. Jeśli jest dobrze zrobiona, jest jedną z moich ulubionych nut wszechczasów. To dobra tuberoza - ale nie wybitna. Wyczuwalna jest w niej ta bąbelkowatość, której można oczekiwać od zapachu tuberozy, ale brakuje jej jakiegokolwiek cielesnego, seksualnego aspektu, co ją powstrzymuje - jednak rozumiem, dlaczego mogli to zrobić, aby spodobać się masowemu rynkowi. Ogólnie rzecz biorąc, jest to dość typowa tuberoza, złagodzona maślanym ylang-ylang wśród innych białych kwiatów, róży i odrobiny wanilii. Zapach świetny, nie mogę się z tym kłócić, ale jest trochę zbyt czysty i bezpieczny jak na mój gust.
Dark Lord to odważny i wyrazisty zapach, którego można oczekiwać od Kiliana; Alberto Morillas robi to, co robi najlepiej. To dziwna i niezwykła mieszanka nut, które mogą nie wyglądać dobrze na papierze, ale w jakiś sposób wyłaniają się jako coś pięknego w połączeniu. W otwarciu jest bardzo pieprznie, brutalne uderzenie pieprzu wystarczy, aby wywołać mrowienie w nozdrzach, lekko zrównoważone gorzkim orzeźwieniem bergamotki. Od tego momentu robi się ciekawie - zielony, łodygowy jaśmin z czystymi mydlanymi aspektami kontrastuje z niemal dymną gorzkością rumu i brzozy, osiadając na ciemnym, bogatym i ziemistym basie paczuli, cedru i skóry. Dark Lord to odpowiednia nazwa dla cudownie odważnych perfum, które nie zbliżają się do granicy nie do noszenia, ale zdecydowanie pachną poza normą. Pomimo wszystkich pochwał, jakie dla niego mam, nie jest to prawdziwa miłość, po prostu dlatego, że nie jest w moim stylu. Z przyjemnością będę nosić próbkę, ale prawdopodobnie nie kupię pełnego flakonu.
Vodka on the Rocks to jedna z tych nazw zapachów, które początkowo napełniają cię ekscytacją, obecnie na rynku jest nasycenie zapachów alkoholowych, ale nie tak wiele dla bardziej orzeźwiających alkoholi. Niestety ten zapach pozostawia wiele do życzenia, robi krok w dobrym kierunku, zanim dość dramatycznie się zawiedzie. Nie można zignorować faktu, że jest to po prostu interpretacja Kiliana DNA A&F Fierce - jest to natychmiast rozpoznawalny mydlano-czysty, nastoletni żel pod prysznic. Jest przyjemny, ale nie ma tu elementu kreatywności, oryginalności czy zainteresowania; równie dobrze można po prostu kupić Fierce. Nie ma żadnego związku z wódką. To rozczarowujące, gdy niszowe domy, które stworzyły niesamowite i oryginalne zapachy, zniżają się do tak niskiego poziomu, kradnąc tani, wypróbowany i prawdziwy profil zapachowy tylko po to, by zwiększyć sprzedaż. Jak powiedziałem, pachnie całkiem nieźle, ale nie podoba mi się zasada działania.
Wprowadzony na rynek w 2017 roku i sklasyfikowany jako Oriental Vanilla.
Nosem jest Sultan Pasha.
Góra: cytryna meyer, krwista pomarańcza, bergamotka, lawenda, brzoza, przyprawy
Serce: białe trufle Alba, róża damasceńska, jaśmin wielkokwiatowy, masło orris pallida
Baza: biała ambra, drzewo sandałowe Mysore, cywet, piżmo, opoponaks, drzewo gwajakowe, miód, paczula, benzoina syjamska, tonka, wanilia tahitańska, wanilia madagaskarska.
Otwiera się bardzo lekko i jasno słodko z nutą kwiatową, cytryna i krwista pomarańcza pojawiają się głównie w kilku momentach aplikacji. Następnie zapach rozwija się w piękny gourmand. Jest to gourmand, ale nie przesadnie waniliowy. Jest słodki, ale nie przesadnie słodki, gładki i lekko kremowy. Ma subtelną drzewną jakość, ale ta drzewna jakość ma jadalną jakość. Kompozycja jest również cudownie maślana.
Dość trudna recenzja do przeprowadzenia, ponieważ nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego, więc trudno jest rozebrać nuty.
Podobnie jak w przypadku większości attarów Sultan Pasha, wydajność jest bardzo dobra! Przynajmniej 8 godzin trwałości przy zdrowej projekcji.
Ogólna ocena 4/5.
Wydany w 2016 r.
Sklasyfikowany jako kwiatowy
Nosem tego zapachu jest Sultan Pasha.
"Thebes jest dedykowany bardzo starej, wycofanej kompozycji, którą wąchałem w Paryżu w pewnym słynnym lokalu. Była tak sugestywna, że tylko raz perfumy doprowadziły mnie do łez. W rezultacie pracowałem przez wiele miesięcy i wiele późnych nocy, aby go odtworzyć, ponieważ chciałem, aby były to moje charakterystyczne perfumy. I oto jest... Thebes. Zainspirowane przez Djedi Guerlain". - Sultan Pasha
Góra: bergamotka, muguet (konwalia), aldehydy i róża perska otto. Środek: masło orris, absolut róży bułgarskiej, absolut jaśminu wielkokwiatowego i piżmo. Baza: wetyweria, bursztyn, ambra, piżmo i nuty zwierzęce.
Otwarcie z ciepłym korzennym blaskiem z woskową i maślaną kremowością w tle, daje mi lekko marcepanowy klimat. W miarę rozwoju zapachu woskowatość wzrasta, a także rozwija się słodycz, z ciepłą poświatą zawsze obecną obok niej, z odrobiną delikatnej pudrowości. Otwarcie dotyczy głównie masła orris lub irysa, a marcepan i ciepła korzenna woskowa jakość naprawdę przypominają mi Irisior również przez sultan pasha. Gdy zapach wysycha, staje się znacznie głębszy i ciemniejszy, dołącza do niego zwierzęcy akord skóry, chociaż pudrowy kwiatowy irys i ciepły korzenny akcent są nadal na pierwszym planie. Zapach sprawia bardzo starożytne wrażenie, jak wejście do egipskiego grobowca, który właśnie został otwarty.
Projekcja jest silna przez pierwsze kilka godzin, po czym zapach staje się nieco bardziej bliskoskórny. Trwałość wynosi około 5 godzin.
Ogólna ocena 6/10.