To jest ciemny, mglisty, niejadalny zapach bursztynowej czekolady, a czekolada pozostaje tam aż do końca. Tekstura nie jest lepka ani gęsta, lecz aksamitna. Nie ma w nim zbyt wiele słodyczy, pralina nie jest wyczuwalna, podobnie jak wanilia. Baza trzyma zapach z dala od wyraźnej kategorii gourmand, zdecydowanie nie jest jadalny. Bursztyn razem z ciemną, niesłodką tonką całkowicie owija czekoladę. Konwalia pozostaje ukryta, powiedziałbym, że jeśli jej nie lubisz, to nie ma znaczenia. Możesz poczuć ten zapach na skórze nawet po 15 godzinach, a w fazie dry down zmienia się w słodką, pyszną kombinację czekolady, praliny, wanilii i tonki, a ta gruba warstwa bursztynu znika. Sok jest absolutnie dobrze wymieszany, zapach nie jest skomplikowany i jest bardzo uniwersalny - dlatego świetnie nadaje się również do biura. Mimo to nie jest jednym z tych setek zapachów, które podobają się tłumom, bez jakiejkolwiek osobowości. Zapach bardziej pasuje do zimy, ponieważ myślę, że może być duszny i ciężki w gorącej pogodzie. Trwałość jest świetna. Styl nie jest do końca "mój", ale jakość jest na miejscu. Wciąż uczę się koncepcji tego nowego domu i napiszę dłuższą recenzję, gdy wystarczająco długo nosiłem ten zapach. Następnie napiszę o Amethyst Soul, a potem o Pearl Harmony, Topaz Glamour i Onyx Wonder. Dziękuję za przeczytanie, mam nadzieję, że podobała Ci się moja recenzja. Byłbym wdzięczny, gdybyś śledził moje IG: @ninamariah_perfumes. To daje mi dużo motywacji do pisania więcej. 🤗
Otwarcie to jasna zieleń i cytrusy zmieszane z odrobiną pieprzu i przypraw.
Następnie przechodzi w delikatne pieprzne nuty wodne i słone morskie powietrze z bardzo delikatnymi kwiatami.
Po pewnym czasie schnięcia lasy stają się bardziej widoczne, ale dzięki słonej, pieprznej mieszance uderza mnie to samo, co Santal 33. Gdyby wypuścili "Santal 33 By The Sea" jako flanker, to byłby to 🤣. Słony ogórek kiszony. Jest przepyszny.
Później lasy stają się łagodne i pojawia się słaba nuta Olibanum.
Piękny, choć stosunkowo bezpieczny zapach dla ELDO, ale naprawdę go lubię.
Bardzo naturalnie pachnący narcyz. Jeśli myślę o poszczególnych nutach, mogę je dostrzec, ale tak naprawdę jest to bardziej harmonijny zapach, który przywołuje na myśl samą naturalną roślinę. Mech dębowy jest oldschoolowy, nie jestem pewien, jak to zrobiła! Pachnie nowocześnie, ale przypomina mi o vintage'owych florach z czasów, gdy nie bali się na to postawić. Jest bardzo żółty i ma nutę moczowatej, miodowej słodyczy, absolutnie uroczy!
Początkowe 5 minut było dla mnie nieco trudne, jak zawsze w przypadku perfum, które łączą aspekty alkoholowe i owocowe, a dodatkowo mam trudności z osmanthus, ale potem zaczyna się robić bardziej poważnie, jak skórzany tytoń czy coś w tym stylu, i naprawdę to uwielbiam. Przysięgam, że pachnie jakby był tu jakiś tytoń, surowy, wilgotny tytoń. Alkoholowy, pikantny aspekt sprawia, że jest to trochę apetyczne, to niesamowite. Nie jestem pewien, do jakiego gatunku bym to zakwalifikował, to na pewno coś, co łamie gatunki, bo jest w tym coś trochę gourmand. Jest bardziej dynamiczne niż Narcis Nocturne, co kilka minut czuję coś innego. Teraz, w fazie dry down, to tytoń fajkowy na starym biurku w bibliotece z oprawionymi w skórę tomami pokrytymi kurzem, z kieliszkiem może absyntu?! Lol, niesamowite!
Génération Godard od Toskovat to zapach lepkiej wody sodowej rozlanej na starych poduszkach foteli, mrowiący w ustach kwaśno-cukrowy smak cytrusowych cukierków i świszczący oddech tłustej maszyny do popcornu. Grupa zranionych, lekkomyślnych dziwaków pracujących na zmiany w ponurym blasku historycznego kina, ich sekrety i dziwne pokrewieństwo to nielegalne piżmo i skórzany klej, który trzyma razem rozpadający się sen tego rozpadającego się zabytku; nastrojowe różane perfumy nasączone aksamitną podszewką zjedzonego przez mole futra skradzionego ze stęchłej szafy zgubionych i znalezionych, ostatnie westchnienie przed zniszczeniem budynku.
Po powąchaniu Flos Mortiis z Rogue Perfumery mam wrażenie, że dla zwykłych użytkowników perfum będzie to jeden z dwóch sposobów. "Starsza pani" lub "headshop". Chociaż nie uważam, że mój entuzjazm dla zapachów jest przypadkowy w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa, z pewnością nie chcę sugerować, że jestem lepszy lub mądrzejszy od któregokolwiek z nich - zdecydowanie istnieją aspekty zarówno pewnego rodzaju biżuterii vintage, jak i tego wszechobecnego elementu kadzidła champaca na bazarze bohemy. Ale wszystko to jest owinięte w cienie wiersza Edgara Allana, miodowa słodycz romantycznego sentymentu spleciona z kruszącym się gorzkim mauzoleum skrzypiącym wiekiem trumny, zaokrąglonym karmazynowym pocałunkiem czerwonej porzeczki owocującej obrzydliwie w brudzie świeżo obróconego grobu. Więc może to sok starej damy, ale zdecydowanie jest to wielka dama na starożytnym portrecie nad kominkiem, na którym siedzi kruk z żywicznymi piórami, którego zmatowiałe oblicze podąża za tobą w każdym zakątku przeciągającego się salonu, którego kości skrzypią pod deskami podłogowymi, na których stoisz, a którego fantomowa dłoń spoczywa teraz lekko na twoim ramieniu.
Montblanc Signature jest o tyle dziwny, że tak naprawdę wcale nie jest dziwny (jest dość prosty w kompozycji i wykonaniu, prawda?), ale sprawia, że czuję dziwne, pokręcone rzeczy. Jeśli to ma sens. To rodzaj echowego, pustego, świeżego, drzewno-kwiatowego melanżu, który pachnie tak, jakbyś używał czyjegoś szamponu, perłowej piany białego piżma droższej niż myślisz. Śpisz pod chrupiącą białą pościelą nieznajomego, chłodną na skórze, z utrzymującym się zapachem płatków magnolii i grubych kwiatów piwonii, ich miodową słodyczą przylegającą do tkaniny.
Być może znajomy znajomego ma mieszkanie do wynajęcia, podczas gdy on jest influencerem we Francji, więc korzystasz z ich drogo umeblowanego, minimalistycznie eleganckiego zakwaterowania na kilka miesięcy w szczególnie modnej części miasta. Spędzasz dużo czasu samotnie w mieszkaniu, przymierzając jej jedwabne bluzki i kaszmirowe swetry, przeglądając jej wyselekcjonowany wybór książek vintage Vogue i książek o fotografii artystycznej i próbując zrozumieć, kim jest. Śledzisz również jej media społecznościowe i niczym sroka zbierająca błyszczące skrawki, zbierasz jej zwroty i maniery, upiększając swoje własne odbicie zapożyczonym upierzeniem. Zaczynasz zamawiać dostawy Door Dash pod jej nazwiskiem, wszystkie kulinarne przysmaki, które artystycznie Instagramowała podczas swoich podróży, makaron z sosem i setki małych, gorzkich filiżanek kawy. Wyobrażasz ją sobie obok siebie, śmiech odbijający się echem w sterylnej ciszy, fantomową kończynę, której pragniesz dotknąć.
Granica między naśladownictwem a metamorfozą zaciera się. Rozwija się kremowa magnolia, wyblakłe zdjęcie intymności, które nigdy nie były dzielone. Świetliste piżmo, czyste i lekko pudrowe, staje się całunem, zapożyczoną tożsamością, która jednocześnie dusi i odurza. Ten zapach nie tylko pachnie jak noszenie cudzych perfum; pachnie jak niepokojąca alchemia stawania się kimś innym. I w tej pożyczonej skórze, w tym skradzionym życiu, pozostaje pytanie: jak daleko się posuniesz, aby stać się kimś więcej niż tylko jej cieniem?
Na wstępie zaznaczę, że nie przepadam za oryginalnym Shalimarem (a przynajmniej za Shalimarem, którego wąchałem, a o którym wiem, że oryginałem-oryginałem nie jest). Wolałbym więc myśleć o Millésime Iris jako o własnym zapachu. Przy pierwszym powąchaniu jest to prawdziwie bombastyczny spektakl waniliowej peruki z pudrem w stylu Marii Antoniny Sofii Coppoli, ale jest w nim też coś tandetnego i tandetnego, jakby to wszystko było "Niech jedzą ciastko" zuchwałe bogactwo sfilmowane przez mafijną żonę w panterkę zamszową torebkę Instagram filtr reality show, gęsty od sfabrykowanego dramatu i desperackiego pragnienia. To rodzaj lepkiego, pozłacanego Wersalu, który spotyka się z pożarem śmietnika w Jersey Shore. I wierzcie lub nie, początkowo, kiedy go testowałem... nie nienawidziłem go. Późnym wieczorem poczułem dymno-drzewno-waniliowo-kwiatowe mistrzostwo luksusu i piękna unoszące się z mankietu mojego swetra i prawie zemdlałem. BOŻE, CO JEST TAK TOKSYCZNE, pomyślałam. Niespodzianka! To był ten tabloidowy hashtag o wanilii z wcześniejszego dnia! Millésime Iris, zawierasz w sobie wiele, a ja jestem tu dla nich wszystkich.
Subtelny, bogaty dym wokół mnie, który chcę wdychać raz za razem.
Eauso Vert Fruto Oscuro: W podziemiach starożytnej hiszpańskiej misji znajduje się zapomniana piwnica z winem, w której powietrze jest gęste od stuleci fermentacji. Masywne beczki zakopały się w podłodze piwnicy, a ich drewniane klepki poczerniały z czasem. Tutaj kalifornijskie rodzynki - te klajstrowate stworzenia znane z lat 80-tych - odnalazły swoje prawdziwe powołanie jako bachanaliowi kapłani sabatu o północy.
Tańczą w ciemności, a ich pomarszczone ciała lśnią od komunijnego wina, które uległo rozkosznemu zepsuciu. Sam sakrament ewoluował, rozwinął świadomość, nauczył się wypełzać ze swoich beczek nocą. Nosi w sobie pamięć o owocach, które dojrzały poza punktem cnoty, owocach, które wybrały rozkład jako formę transcendencji.
Czarne wiśnie grasują, bujne, krnąbrne stworzenia nocy, pozostawiając po sobie ślady wosku i atramentu, podczas gdy plamy mchu rosną w niemożliwych odcieniach fioletu. Gdzieś w ciemności, drzewo pigwy zakorzeniło się w kamieniu, jego owoce fermentują na gałęzi, ociekając dżemem, który smakuje jak spowiedź złych duchów o północy.
To owoce, które odrzuciły słońce, każda kropla to maleńka czarna masa, nieświęte święto owoców, które w ciemności zdziczały.
TLDR; owoc jako stworzenie nocy; gotyckie rodzynki kalifornijskie; czarna masa bezbożnych wiśni
To niefortunne, ponieważ do tej pory szczerze uwielbiałem wszystko, czego próbowałem od Kerosene, ale Wood Haven pachnie jak wilgotne, spleśniałe cedrowe pudełko bento opróżnione z zawartości, z wyjątkiem kilku krewetkowych i słonawych pasków nawodnionego kombu i kwaśnych skrawków ostrego marynowanego imbiru. Chyba nie wszyscy mogą być zwycięzcami
Carbonara, zapach jest naprawdę interesującym podejściem do Carbonary, soczystego, pieprznego dania z makaronu, w którym wyraża te pikantne elementy poprzez doznania smakowe: jest pluszowa, kremowa bursztynowa wanilia, ziemisty, lekko dymny brązowy cukier, mleczny kokos z delikatną słonością i trio papryczek, które kłują enigmatycznie. Całość otulona jest drzewnym, alkoholowym, aksamitnym aspektem, który w ogóle nie kojarzy mi się z daniem, ale zapewnia bogaty, aromatyczny *something*, który rządzi zapachem, który może być również w domu na wózku deserowym. Chcę wypróbować wszystkie propozycje tego perfumiarza i być może też je zjem
Staram się szanować wizję perfumiarzy, jeśli chodzi o inspirację ich zapachami, ale opis Kill the Lights od Gritti Fragrance, z jego historią jedynego w swoim rodzaju odzianego w skórę, wymykającego się spod kontroli łamacza zasad, pędzącego przez burzę na swoim bestialskim motocyklu, w ogóle mi nie odpowiada. Nic w tych słowach nie rezonuje i, z całym szacunkiem, to nie jest moja historia podczas noszenia tego zapachu. Zamiast tego ten stęchły, balsamiczny, drzewno-kwiatowy zapach przenosi mnie w bardzo dosłowne miejsce, do piosenki Kill the Lights z albumu Walking With Strangers kanadyjskiego zespołu darkwave synth-rock The Birthday Massacre z 2007 roku. Ta bujna, melancholijna piosenka zawsze brzmiała tak, jakby ktoś znalazł zakurzoną księgę bajek i sparafrazował te zaklęcia przez gotycki, ponury, zmęczony światem, zmęczony 20-latek "to są przerwy, dzieciaku". Jest w nim miazga perfum z ostatniej nocy i zadymionych barów, połączona z gorzkimi, kruchymi stronami śliwki z trucizną nadziei i szczęśliwych zakończeń. To kolejny zapach w mojej podróży po różowym pieprzu, a także enigmatyczne wtrącenia artemizji i davany - dwie sugestywne nuty, które zawsze przykuwają moją uwagę - i choć niekoniecznie uzyskuję z niego to, co twórca miał na myśli, nadal uważam go za intrygujący i przyjemny zapach.
Notturno od Meo Fusciuni to zapach, który ma przywoływać poezję i wyimaginowane pokoje nocy. Jest miękki, bardzo miękki, co jest interesujące w przypadku zapachu skórzanego, ponieważ w przeciwieństwie do większości, nie ma w nim nic cierpkiego, dymnego ani garbnikowego. To skóra noszona blisko skóry i zużyta przez lata, wyściełana w górę iw dół po schodach z twardego drewna w godzinach ciemności, wyściełana futrem i najeżona małymi pazurami. Bezszelestnie wskakujący do łóżka o północy, ugniatający małą plamkę pośród wyblakłych flanelowych kołder i drzemiący w zgięciu twoich kolan. Wiesz, że to sny, duchy i mgiełki wspomnień; twój drogi przyjaciel o atramentowym futrze zmarł dwanaście lat temu w czerwcowe popołudnie i został pochowany pod dębem uderzonym piorunem w New Jersey. Telefon na skrzypiącej cedrowej szafce nocnej oświetla godzinę; często odwiedza nas o tej porze. Są to ciepłe, miękkie jak koc chwile, słodki poślizg w czasie lub przestrzeni, lub sen, kiedy wszystko jest bezpieczne, dobre i dokładnie takie, jakie powinno być.
Jade Vines od Regime des Fleurs to zapach, którego miałem nadzieję nie pokochać, ale wiedziałem, że jestem skazany na porażkę, ponieważ większość rzeczy tej nie do końca przyjaznej dla budżetu marki naprawdę mi się podobała. Sposób, w jaki chcę o nim opowiedzieć, prawdopodobnie nie będzie pomocny dla tych, którzy szukają dosłownych recenzji perfum, więc: proste ujęcie jest takie, że jest to drżący, drzewno-zielony sen o gorączce ociekający świetlistym, miodowym halucynacyjnym kadzidłem tuberozy. Nie ma w nim nic naprawdę wodnego, przynajmniej nie w lekkim, słonecznym, morskim sensie, ale wyobrażam sobie talasowy ołtarz, aby przywołać coś mroczniejszego z głębi otchłani; wyobraź sobie Uxię Cambarro jako kapłankę Ezoterycznego Zakonu Dagona w jej legowisku, zacienionej grocie słabo oświetlonej opalizującymi zakwitami alg i widmowym, świecącym kryształem soli. Jest więc ten zielony las, senny biały kwiatowy element, ale także coś z tajnych jaskiń nad morzem i echa tajemnych rytuałów, które kiedyś odbywały się w ciemności. Im dłużej zastanawiam się nad którymkolwiek z tych aspektów, tym bardziej mi się one wymykają; jest to perfumeryjny odpowiednik przebywania w pomieszczeniu z większą liczbą zakamarków, niż logika mówi, że jest to możliwe, lub wielokrotnego czytania tej samej strony książki z niepokojącym podejrzeniem, że za każdym razem jest ona w jakiś sposób niejasno inna. Gorąco polecam wypróbowanie tego zapachu podczas słuchania Kilimanjaro Dark Jazz Ensemble, aby spotęgować dziwność.
Peche Obscene od Lvnea, we współpracy z muzykiem Chelsea Wolfe, jest chwalebny - ale mam na myśli chwalebny sposób, w jaki coś potwornego i wspaniałego prześladuje martwą strefę nocy, ukradkiem i w ciemności. To jest brzoskwinia, napromieniowana i popielata, porośnięta mchem i połamanymi ptasimi gniazdami, posolona przeciwko klątwom, zaklęta w żelazo, które zarówno odstrasza, jak i powstrzymuje. Brzoskwinia, o której krąży więcej legend niż życia, brzoskwinia, której cień unosi się niepokojąco daleko poza jej zrujnowanym miąższem. Soki zepsute grobowym brudem wetiweru i paczuli oraz sączące się z dziwnego skórzastego / dżemowatego kadzidła osmantusa, Peche Obscene to nieumarły lich brzoskwini i jest absolutnie, przerażająco, urzekający w sposób, w jaki wszystkie pyszne zakazane rzeczy są.
Tropikalny letni gourmand, który uzupełnia również śnieżny dzień kadzidlaną bazą. Ciepły, ale lekki. Piękny
Bottega Veneta... gdzie byłaś przez całe moje życie!? To jest oszałamiające, absolutnie wspaniałe, a jednocześnie tak skromne i skromne. Piękne, nowoczesne podejście do szyprowego profilu zapachu z odrobiną oldschoolowego uroku. Tak bardzo chciałbym, żeby nie został wycofany. W zapachu dominuje skóra, mech dębowy i paczula. Jest gęsty i suchy, lekko zielony, lekko ziemisty, z obfitą kremową nutą skóry i mchu dębowego, dzięki czemu zapach jest wyjątkowo gładki. Jest tu też odrobina jaśminu i bergamotki, które dodają zapachowi lekkości, ale tak naprawdę wszystko kręci się wokół tych trzech nut. Jest wspaniały, to jak udało im się stworzyć tak rozkoszny zapach mchu dębowego w 2011 roku jest naprawdę imponujące. Będę wypatrywał tej butelki na eBayu, POTRZEBUJĘ jej.
Cuir Grenat - modernistyczne/minimalistyczne podejście do popularnego malinowo-skórzanego profilu zapachowego. Nuty malinowe i ja od dawna się nie dogadujemy, jeszcze nie znalazłem takiego, który by mi się podobał. Dobrą rzeczą jest to, że nie jest odpychający, co uważam za większość malinowych zapachów. Ten zapach wykorzystuje ideę tego brutalnego krzyku, który zwykle ma skóra, i zamienia go w szept. Malina, zwilżona i spłaszczona, aby zachować swoją słodycz, nie stając się chorobliwą. Na wierzchu znajduje się zauważalna ilość ambrofixu, który nadaje zapachowi ogólną czystość, rodzaj żelu pod prysznic. To miłe, podoba mi się fakt, że czysty mydlany aspekt równoważy to, co mogło być ostrymi i niesmacznymi perfumami. Z przyjemnością będę nosił dekant, ale nie kupiłbym flakonu, bo to po prostu nie mój styl.
Black Saffron to jeden z najbardziej znanych zapachów Byredo i chyba rozumiem dlaczego, ale nie dla mnie. Jest to wariacja na temat dość typowego malinowo-skórzanego zapachu, ale o wiele bardziej mydlana, niż można by się spodziewać. Wyobraź sobie Tuscan Leather, gdyby pozostawić go na kilka godzin w kąpieli z bąbelkami. Otrzymujesz charakterystyczną kombinację słodkich, niemal plastikowych malin i wytrzymałego, starego skórzanego buta. Na szczęście nie jest tak mdlący jak Tuscan Leather, dzięki wyskokom jałowca, soczystemu grejpfrutowi i odrobinie pudrowego fiołka. Następnie mamy ten jawnie czysty i mydlany aspekt z cashmeranu. Szczerze mówiąc, nie wyczuwam tu zbyt wiele szafranu, więc nie wiem, dlaczego znalazł się w nazwie. Szczerze mówiąc, nie jest to zły zapach, ale malina i skóra to połączenie, z którym nigdy się nie dogadywałem.
Mississippi Medicine od DS & Durga otwiera się cierpkim, pieprznym cyprysem, ustępuje miejsca trzaskającej sośnie, dymnemu ogniowi, słodkiej brzozie, błotnistej trawie i spalonym liściom... i wysycha do słodko ziołowego, drzewnego kadzidła; dziwne włosy pachnące dymem po przebudzeniu i niejasne marzenie o zejściu w ciemność, tańcu i wróżeniu z przodkami oraz byciu częścią rytuałów starszych niż można sobie wyobrazić.
By Serpentine od Exaltatum London otwiera się w sposób, który sprawia wrażenie chimerycznego szypru, pełnego niepewnej obietnicy, ale także nieco dziwnego; to rozkosznie kwaśny / gliniasty / bursztynowy kameleon zapachu i z każdą chwilą czuję coś innego. Subtelny blask i sass różowego pieprzu, wyrafinowany gorzki cytrusowy zhuzh bergamotki, ostra, kłująca zieloność jodły, pierzaste łaskotanie delikatnej pudrowości fiołka i aksamitne marzycielskie balsamiczne serce drewna i tytoniu. Jest trochę zbyt ziemisty, by nazwać go świetlistym, ale błyszczy i świeci pomimo swoich bardziej zakurzonych aspektów. By Serpentine to niesamowicie lekki i nieuchwytny zapach, nie czuję go bezpośrednio na nadgarstku, gdzie go spryskałem, a jednak czuję jego aureolę unoszącą się wokół mnie. To piękna rzecz, ale nie jest zbyt trwała; po około pół godzinie czuję się tak, jakbym obudził się z niezwykle przejmującego snu, którego szczegóły natychmiast zapomniałem.
Mam pewne problemy z tym legendarnym trackim bardem, ale odłożę je na bok dla zapachu takiego jak Orpheus Incarnate marki Curionoir, który próbuje uchwycić hiper-specyficzny moment w jego mitologii. Olfaktoryczna interpretacja podwodnego doświadczenia; uczucie nieważkości i spokoju, wizje turkusu i fioletu oraz nieodparty urok syreniego śpiewu. Nie mogę pojąć, jak to zrobili - w tym zapachu naprawdę nie ma nic, co odczytuję jako wodne lub oceaniczne, a nawet cokolwiek wodnego, a jednak, jeśli kiedykolwiek pływałeś na fali, w prądach, nawet w chłodnych wodach basenu, oczy zamknięte na blask słońca lub blask księżyca, echo szmerów i bulgotów świata zagłuszone przez fale otaczające miękką różową skorupę uszu - to perfumy, które wyczarowują spowolnione oddechy i wyciszone bicie serca tego spokoju. Wyczuwam przyprawione goździki, chłodny, ziemisty oris, dekadencję tonki i heliotropu oraz niemal mdląco słodką ziołowość lukrecji, a wszystko to razem jest pięknym i genialnym chórem... ale nie mam pojęcia, jak przekłada się to na hipnotyczną zmysłową kołysankę samotnej kąpieli o północy.
Świetnie się bawiłam rozmawiając o Sexy Viking z Wikingiem, który ze mną mieszka. Mój mąż, Ývan, jest Islandczykiem i mieszkał na Islandii do czasu, gdy był nastolatkiem. Jego najbliższa rodzina, mama, tata i bracia, mieszkają teraz w Stanach Zjednoczonych, a niektórzy z nich mieszkają kilka dzielnic dalej, ale reszta jego krewnych jest rozproszona po całej Islandii. Wraca tam co kilka lat, a ja byłem tam raz, ale z pewnością nie znam tego kraju na tyle dobrze, by mieć wyrobioną opinię na temat zapachu inspirowanego jego aspektami. Cóż, to znaczy, mam opinię na temat zapachu, mogę mieć opinię na temat wszystkiego, ale myślę, że nie mogę zbytnio komentować poczucia miejsca, które ma on wywoływać. Ývan powiedział mi, że ma ogólne poczucie świeżości, rześkości, wiecznie zielonej iglastej sosny. Przypomina mu to lata, które spędził w ramach programu pracy z młodzieżą, zwożąc drewno z lasu... co, jak przypuszczałem, było czymś w rodzaju bezpłatnej pracy drwala, ale roześmiał się i powiedział, że jaki dzieciak będzie wykonywał taką pracę za darmo? W każdym razie, jego szczególne wspomnienie dotyczy momentów, w których odpoczywał i po prostu kładł się w łóżku pachnących igieł sosnowych i zamykał oczy, podczas gdy słońce filtrowało przez baldachim drzew. Powiedział również, że przywodzi mu to na myśl lodowate wiecznie zielone drzewa zimą, podczas tradycyjnych wizyt na grobach w Boże Narodzenie. On i jego matka odwiedzali cmentarz z wieńcami i zniczami dla zmarłych krewnych, a była tam zalesiona ścieżka, po której ślizgali się po świeżo opadłym śniegu, aby dotrzeć do grobów. Ogólnie rzecz biorąc, porównał to do zapachu starożytnego leśnego wieńca Yule, pełnego zimowych dobrodziejstw. Dodałbym, że to, co czuję, to przede wszystkim cierpkie, orzeźwiające, zimne jagody. Coś jaskrawoczerwonego, ozdobionego klejnotami i tak gorzkiego, że nawet ptaki śnieżne tego nie zjedzą. Ale także trochę jak kwaśne, kandyzowane skórki grejpfruta. W miarę upływu czasu zapach staje się bardziej owocowy, słodowy, delikatnie miodowy - ale tak czy inaczej, jest to piękna nuta. Ogólnie rzecz biorąc, myślę, że oboje zgadzamy się, że jest to niesamowity zapach, a tak się składa, że jest oszałamiająco idealny na dzisiejsze przesilenie zimowe (w dniu pisania tej recenzji).