Założę się o 1000 dolarów, że to jest od Bisch. Aktualizacja: OK, jednak nie jest. Pachnie nudno jak cholera.
Wczoraj w końcu to wypróbowałem, byłem ciekawy przez jakiś czas i szczerze mówiąc, byłem trochę sceptyczny wobec tego całego szumu. Ale czy się myliłem? Nie wiem, co to jest, ale jest coś, co uważam za bardzo intrygujące w tym perfumie, zabawne, ale nie w dziecinny sposób. Tak bardzo, że ciągle wącham swoją skórę, gdzie zapach wciąż delikatnie utrzymuje się ponad 12 godzin później w przytulnym, subtelnym dry down, i jestem zdumiony projekcją na papierowym pasku, gdzie pełna symfonia nut wciąż wypełnia pokój. Cała ta wrzawa o zapachu jak części kobiece jest w pewnym sensie prawdziwa, w sposób, w jaki myślę, że niektóre zapachy jaśminowe mają tendencję do tego. W tej kwestii, w pierwszej minucie po spryskaniu przypomniało mi to trochę o Womanity Muglera, prawdopodobnie z powodu nuty ambry (akord kawioru w Womanity), ale szybko to minęło, ewoluując w piękną i, jak wcześniej powiedziałem, intrygującą, delikatnie owocowo-kwiatową kompozycję, świeżą i przewiewną, mimo tendencji do wypełniania pokoju; jestem zaskoczony, że mi się podoba, ponieważ chociaż lubię zapachy wypełniające pokój, zazwyczaj nie jestem zbyt chętny do świeżych i przewiewnych, skłaniając się raczej ku ciemnym i dusznym, lub dusznym. Ogólnie bardzo mi się podoba, i naprawdę, naprawdę, naprawdę życzyłbym sobie, żebym tego nie lubił, ponieważ cena jest dla mnie zdecydowanym nie.
cierpkie jagody, dużo piżma, róży i paczuli. Paczula na początku jest lecznicza, ale potem staje się czekoladowa z odrobiną przypraw. Bardzo mi się podoba
Dla mnie to pachnie jak zwykły zamsz. Trochę mnie mdli...
Kiedy testowałem perfumy z tej nowej marki, od razu było jasne, że każdy zapach ma swój osobisty akcent. Żaden z nich nie przypominał mi bezpośrednio żadnego wcześniejszego zapachu, mimo że profile zapachowe są bardzo powszechne. Nie czułem, że ten styl jest od razu "mój", a zapachy są ciężkie, więc nie są dla tych, którzy lubią lekkie aromaty. Tak czy inaczej, myślę, że z czasem przyzwyczaisz się do tych zapachów. Im więcej je noszę, tym bardziej je lubię. Topaz Glamour otwiera się egzotyczną mieszanką jagód i owoców, która nie przypomina musującego, lekkiego, letniego napoju, lecz raczej kojarzy mi się ze słodyczami w kształcie winogron. Aromat nie jest w żadnym wypadku całkowicie sztuczny ani całkowicie realistyczny, ale jest bogaty, gęsty, nieprzezroczysty, a nawet trochę lepki, ale nie mdlący. Jest odurzający. Malina nie wyróżnia się w żaden sposób indywidualnie ani bardziej niż "jagody" ogólnie. Podobnie jak nuta czekolady w Opal Secret, owocowa nuta z jagodami utrzymuje się aż do późnego etapu rozwoju. Marka zdołała stworzyć te nuty w sposób, który nie jest zawsze taki łatwy, a nuty drzewne wspierają i podtrzymują je. Jeśli czekolada była zanurzona w bursztynie w Opal Secret, to tutaj wszystkie te jagody i owoce zostały zanurzone w bursztynie, ale nie jest to tak ciemne, jest jasne i złote, trochę błyszczące. Jakoś przypomina mi wschodzące słońce, które rozjaśnia się w miarę upływu dnia. Trwałość tego zapachu jest również dobra i zajmuje wiele godzin, aby zapach rozwinął karmelową słodycz. W etapie rozwoju zapach zaczyna tracić swoją wyjątkowość, a aromat staje się łagodniejszy, przyjemny, słodki, owocowy i całkowicie piękny, zmieszany z przytulnym piżmem. Topaz Glamour jest bardziej odpowiedni na zimę, ponieważ myślę, że może być ciężki i duszny w upalną pogodę, ponieważ jest bardzo blisko do bólu głowy, nawet teraz, gdy jest zimno. Problemem są pierwsze dwie godziny, a to jest tak intensywne, że trudno je nosić mniej. Trwałość jest świetna. Nie widzę siebie kupującego pełną butelkę tego zapachu, ale zdecydowanie polecam spróbować, jeśli chcesz czegoś bardzo unikalnego i ciężkiego w owocach. Wciąż uczę się koncepcji tej nowej marki i może później napiszę dłuższą recenzję. Już napisałem recenzję Opal Secret, Amethyst Soul jest teraz również napisana, a następna będzie Pearl Harmony i Onyx Wonder. Dziękuję za przeczytanie, mam nadzieję, że podobała Ci się moja recenzja. Byłbym wdzięczny, gdybyś śledził moje IG: @ninamariah_perfumes To daje mi dużo motywacji do pisania więcej. 🤗
Drugi raz wracam do tego dekantu. Poprzednim razem była ciepła jesień, teraz na zewnątrz panuje mróz.
Nie wiem, czy to zapach dla mnie. Nie ma w nim nic złego per se, po prostu nie są to rzeczy, które mnie ekscytują.
Uwielbiam różę i choć stara się ona jak może, by przebić się przez inne nuty, trudno ją jednoznacznie zidentyfikować.
Nie wiem, co jest tego przyczyną, może to być nuta orzechowa, która jest zbyt ciężka i tłusta, owocowa nuta gruszki, która wydaje się być przejrzała, albo szalone 46% stężenie, które sprawia, że jest gęsty i ciężki, ale po prostu uważam, że jest zbyt mdły. Nie w sposób skrzeczący, tylko w sposób gęsty, konsumpcyjny.
Dam mu kilka godzin i zaktualizuję.
6 godzin. Nadal uważam, że jest zbyt dekadencki.
Jest słodki, bogaty i ciężki, ale ma kremową konsystencję z ambrą, wanilią i drewnem.
Jest słabszy niż się spodziewałem po takim ekstrakcie.
Joe Smells Good na YouTube wprowadził mnie w to. Szałwia w tym zapachu jest ostra i medyczna. Wetiver jest suchy i przypomina siano, nie jest to ziemisty, wilgotny rodzaj Encre Noire. To dzieło sztuki, a nie coś, co nosi się dla komplementów. Zdecydowanie niszowy. Nie dla osób o słabych nerwach. Utrzymuje się na ubraniach przez około tydzień.
Patchouli of the Underworld od Electimuss, dla mojego nosa, to zapach mniej kojarzący się z brutalnym bogiem podziemi i jego niekonsensualną narzeczoną, niż przywołujący gorzki ból serca, który jest zaplątany w mit Orfeusza i Eurydyki. Kiedy byłem młodszy, byłem strasznie słony w imieniu Eurydyki; wszystko, co musiałeś zrobić, to nie oglądać się za siebie, Orfeuszu! Byłeś tak blisko powrotu ukochanej żony z martwych! Ale ...nie. Zrobiłeś jedyną rzecz, której specjalnie ci zabronili. Spojrzałeś. Margaret Atwood napisała w wierszu z punktu widzenia Eurydyki: "nie mogłeś uwierzyć, że jestem czymś więcej niż tylko twoim echem" i myślę, że właśnie to Patchouli of the Underworld uchwyciła tak niesamowicie, bladoszare echo tej bardzo ludzkiej wątpliwości i niedowierzania z jego strony, a także gorzkie rozczarowanie, które musiała odczuwać, i smutek doświadczany przez nich oboje. Teraz, gdy jestem starsza, lepiej rozumiem i z pewnością mam większe doświadczenie z miażdżącą powagą żałoby, wiem, że każdy doświadcza jej inaczej. A ludzie w żałobie zasługują na dar łaski. Orfeusz dwukrotnie opłakiwał utraconą żonę, a smutek Eurydyki, która została wciągnięta z powrotem w ciemność śmierci z powodu chwilowego załamania wiary jej męża, musiał być niezmierzony. To właśnie tak dobrze oddaje ten zapach. Zapomnij o kopiach marki dotyczących piżmowej seksowności czy czegokolwiek innego. To nie to. To lament osoby, której ulotna nadzieja została skradziona przez osobę, którą kochała najbardziej, i druzgocące poczucie żalu złodzieja. Jeśli ktoś miałby destylować te echa melancholii, ten antyczny smutek i butelkować powstałą esencję, rezultatem byłaby olfaktoryczna mgiełka dymu pieprzu i pudru oraz dziwne atramentowo-skórzane niuanse, które z czasem stają się rozpaczliwym pogrzebowym mydlanym kwiatem.
Powiem szczerze, że jestem zaskoczony, że ten zapach naprawdę mi się podoba. Nie ma o nim zbyt wiele do powiedzenia. Jest to zapach skóry pianki marshmallow, coś w rodzaju unoszącej się w powietrzu wanilii, lekki magiczno-realistyczny, codzienno-fabularny, cytatowo-bajkowy zapach... z nieuchwytną nutą kwaśnej gruszki z puszki. To dziwny element, który pojawia się bardzo rzadko, ale nie mogę udawać, że go nie wyczułem.
Jeśli jeszcze go nie próbowałeś, jest dokładnie tym, czym myślisz, że jest. Jest to ultra słodka, bolesna dla zębów miazga musującego cukru. Marshmallow i malutki skręt z cytryny z ledwo wyczuwalną lukrecją. Jest nędzny. Jest boski. W niewytłumaczalny sposób go uwielbiam. Kupuję wersję "perfum do włosów", aby móc spryskać się maniakalnym pyłem pixie. Po wyschnięciu jest słodko waniliowy i drzewny, jak może kora mitycznego drzewa waty cukrowej w lesie cukierków. Znam mnóstwo ludzi, którzy nienawidzą tego zapachu. No cóż. Więcej dla mnie!
Dior Addict to powiewająca chmura miodowego bursztynu i wanilii, jaśminu i kwiatu pomarańczy z kremową koronką z bobu tonka i szyfonowego drzewa sandałowego. To femme fatale w stylu barokowej gotyckiej lolity.
Fille en Aiguilles od Serge Lutens przypomina mi bogaty, przyprawiony kompot owocowy, który słodko gotuje się na kuchence w pokrytym śniegiem domku w najdłuższą i najciemniejszą noc w roku. Słońce właśnie zaszło, a drzwi z hukiem się otwierają; podmuch lodowatego wiatru niesie ze sobą krótki zapach sosnowych igieł; goście tupią nogami i dmuchają w dłonie, wszyscy mają czerwone nosy i zziębnięte uszy i gromadzą się blisko paleniska, gdzie ciepły blask oświetla ich twarze. Słodka, pikantna mikstura na piecu wyparowała, więc nie ma już syropowatego zapachu, ale zamiast tego lekko dymne pozostałości, sama esencja owocu. Dla mnie Fille En Aiguilles pachnie przyprawionym kompotem owocowym, kadzidłem perfumującym bliskie sąsiedztwo i rozgrzewającym ciała, a także światłem i wspomnieniami zimnej nocy i ukochanych przyjaciół, którzy ogrzewają twoje serce.
Kiedy miałam 18 lat, spotykałam się z chłopakiem, który mieszkał obok mnie, ale od tego czasu ukończył szkołę średnią i przeniósł się do Indiany, by studiować w Notre Dame. Spędziliśmy razem tydzień podczas letniej przerwy, w czasie której przyleciał na południe, by zostać ze mną i moją rodziną. Na początku tej wizyty oświadczył mi się pewnej nocy na plaży, a ja się zgodziłam... choć coś mi mówiło, że to skazane na porażkę przedsięwzięcie. Wiedziałam, że to nie potrwa długo, ale i tak się zgodziłam; przypuszczam, że podobała mi się myśl, że w odległej przyszłości czeka mnie coś interesującego. Pewnego późnego popołudnia, kilka dni później, wybraliśmy się na przejażdżkę; słońce wisiało nisko na horyzoncie, okna były opuszczone, a na wietrze, który potargał nasze włosy, unosił się piżmowy, słodki zapach kwiatów pomarańczy, ponieważ właśnie przejechaliśmy obok ogromnego gaju pomarańczowego. Jo Malone Orange Blossom pachnie jak to letnie popołudnie, słodkie kwiaty, umierające słońce i melancholia łez, które jeszcze nie zostały wylane z powodów, których nie jesteś do końca pewien.
Słodko-gorzkie mchy, zielony dym drzewny i złowieszcze lasy. Na pierwszy rzut oka jest to zapach nieco drażniący dla nosa, jakby punkowo-poetycka zielona wróżka opuściła artystyczny Paryż, by zamieszkać wśród starożytnych driad i nie dogadywały się dobrze, ale ostatecznie nawiązały niełatwą przyjaźń i stworzyły razem miękkie, surrealistyczne, nieco wywrotowe wspomnienia.
Mam wersję vintage z luźną, kości słoniowej pokrywką i jest niesamowita. Mocna, długotrwała i złożona, absolutnie ją uwielbiam. Pierwsze dwie godziny przypominają mi Tom Ford for Men, ale z dużo lepszymi składnikami i z kadzidłowo-kwiatowym twistem Amouage. To mniej zapach, który przypomina, a bardziej odczucie perfumu (wróciłem do domu i spryskałem każdą rękę innym zapachem, są bardzo różne, ale z tej samej rodziny). Dry down zmierza w kierunku, którego bym się nie spodziewał, gdyby nie niektóre recenzje tutaj. Staje się puszysty i kwiatowy, z kremowym kadzidłem ustępującym miejsca, absolutnie przepiękny, i to zasługa perfumiarza, ponieważ na kartce wyczuwam jakiś rodzaj śmierdzącego syntetyka tylko przez kilka sekund na początku (nie na skórze), więc to mogło łatwo stać się jednym z tych perfum, które degenerują się w jakieś nijakie, ogólne, drzewno-bursztynowe bazy. Tutaj nie mogłoby być dalej od tego. To piękna, najwyższej klasy perfumeria. Jest niezwykle noszalna w każdych warunkach, w przeciwieństwie do wielu Amouage, więc dla mnie to też prawdziwy sukces. Szkoda, że te 50 ml prawdopodobnie będzie moim pierwszym i ostatnim z powodu tego, jak bardzo jest wycofany. Warto zauważyć, że piramida powyżej nie oddaje naprawdę doświadczenia wąchania tych perfum. Wszystkie nuty są obecne, ale jest to bardzo zjednoczone, jeden wykwintnie skomponowany zapach, bardzo old-school, bez przeciążenia jakąkolwiek jedną rzeczą, jak to teraz robią wszyscy.
Lata 90-00 w butelce. Czysty, świeży i kultowy.
Słodki, ciepły, przytulny i pocieszający.
Laktonowe mleko, słodkie ptasie mleczko, kremowa wanilia, ciepły bursztyn.
Gdyby wziąć By The Fireplace i usunąć z niego trochę dymu i przypraw, to bylibyśmy tutaj.
Ten zapach również należy do mojej kategorii "nie przepadam za gourmandami, ale ten jest dobry".
Ta mieszanka Neroli zaskoczyła mnie mocnym cytrusowo-biało-kwiatowym otwarciem, do tego stopnia, że przy pierwszym powąchaniu zaszkliły mi się oczy. Jest dobrze zmieszana, do tego stopnia, że interesujące właściwości neroli wydają się gubić w mieszance. Nuty mandarynki i wanilii są zbyt ciężkie jak na mój gust, co w moim odczuciu odbiera delikatne niuanse kwiatu neroli. Z tych powodów uważam, że zapach jest dość sacharynkowy i jednowymiarowy.
Comme un Gant otwiera się słodko i ambrowo, otulony ciepłą przyprawą gwatemalskiego kardamonu. Drzewo sandałowe przenosi mnie do wnętrza katedry, świętej zasłony kadzidła. Nuty kokosa i wanilii są tu dobrze połączone, nigdy nie wkraczając na terytorium gourmand dzięki goryczce wetiweru. Pomimo tropikalnych nut, w mieszance Voyages Imaginaires wyczuwalne jest wyraźne europejskie wyrafinowanie, które, jak sobie wyobrażam, dobrze sprawdza się na dobrze podróżującym mężczyźnie, który lubi dobrze skrojone garnitury i whisky.
Kazehikaru (風光る) oznacza po japońsku "światło wiatru". Otwiera się chłodną, orzeźwiającą mieszanką liści shiso i cytrusów. Zielona rześkość przypomina mi świeżo opadłe igły sosnowe chrzęszczące pod stopami podczas wędrówek po ulewie. Ściągające nuty równoważą nuty ziemistej wetywerii i subtelnej japońskiej róży. Jako osoba, która dorastała w otoczeniu wiecznie zielonych lasów podobnych do tych na Hokkaido, zapach ten jest transportujący i głęboko nostalgiczny. To zapach, który kojarzy mi się wyłącznie z miejscem, a nie z osobą.
Tsuki (月) oznacza po japońsku "księżyc". Otwiera się kwaśną, kamforową cytryną / geranium, która natychmiast przypomniała mi środek odstraszający owady na bazie trawy cytrynowej i krople na kaszel Ricola Lemon Mint. Pikantna mięta daje subtelny efekt chłodzenia. Z czasem zapach nie ewoluował i nie mogłem pozbyć się skojarzenia ze sprayem na owady. Niestety dla mnie jest to zapach nie do noszenia.
Love, Don't Be Shy to bardzo dziewczęce perfumy. Są różowe i piankowe, słodkie i owocowe, figlarne i niewinne. Cieszę się, że mam tylko 1 ml dekant, nie potrzebuję więcej.
Edycja, po 2 tygodniach
Kiedy miałam około 5 lub 6 lat, babcia kupiła mi fioletową szminkę. Moja mama wpadła w szał, bo zostawiła na moich ustach fioletową plamę. Wow, to takie niestosowne. Tak mi się wydaje. Szminka pachniała jak winogrona. Te perfumy również pachną winogronami. Uwielbiam je ze względu na to wspomnienie. Zamówiłem już większy dekant (nie zapłacę pełnej ceny butelki, nie jestem szalony).
To jest ciemny, mglisty, niejadalny zapach bursztynowej czekolady, a czekolada pozostaje tam aż do końca. Tekstura nie jest lepka ani gęsta, lecz aksamitna. Nie ma w nim zbyt wiele słodyczy, pralina nie jest wyczuwalna, podobnie jak wanilia. Baza trzyma zapach z dala od wyraźnej kategorii gourmand, zdecydowanie nie jest jadalny. Bursztyn razem z ciemną, niesłodką tonką całkowicie owija czekoladę. Konwalia pozostaje ukryta, powiedziałbym, że jeśli jej nie lubisz, to nie ma znaczenia. Możesz poczuć ten zapach na skórze nawet po 15 godzinach, a w fazie dry down zmienia się w słodką, pyszną kombinację czekolady, praliny, wanilii i tonki, a ta gruba warstwa bursztynu znika. Sok jest absolutnie dobrze wymieszany, zapach nie jest skomplikowany i jest bardzo uniwersalny - dlatego świetnie nadaje się również do biura. Mimo to nie jest jednym z tych setek zapachów, które podobają się tłumom, bez jakiejkolwiek osobowości. Zapach bardziej pasuje do zimy, ponieważ myślę, że może być duszny i ciężki w gorącej pogodzie. Trwałość jest świetna. Styl nie jest do końca "mój", ale jakość jest na miejscu. Wciąż uczę się koncepcji tego nowego domu i napiszę dłuższą recenzję, gdy wystarczająco długo nosiłem ten zapach. Następnie napiszę o Amethyst Soul, a potem o Pearl Harmony, Topaz Glamour i Onyx Wonder. Dziękuję za przeczytanie, mam nadzieję, że podobała Ci się moja recenzja. Byłbym wdzięczny, gdybyś śledził moje IG: @ninamariah_perfumes. To daje mi dużo motywacji do pisania więcej. 🤗
Otwarcie to jasna zieleń i cytrusy zmieszane z odrobiną pieprzu i przypraw.
Następnie przechodzi w delikatne pieprzne nuty wodne i słone morskie powietrze z bardzo delikatnymi kwiatami.
Po pewnym czasie schnięcia lasy stają się bardziej widoczne, ale dzięki słonej, pieprznej mieszance uderza mnie to samo, co Santal 33. Gdyby wypuścili "Santal 33 By The Sea" jako flanker, to byłby to 🤣. Słony ogórek kiszony. Jest przepyszny.
Później lasy stają się łagodne i pojawia się słaba nuta Olibanum.
Piękny, choć stosunkowo bezpieczny zapach dla ELDO, ale naprawdę go lubię.