Oud potrafi płatać figle, mutując w wiele złożonych, podzielonych na podkategorie nut. Oud'ish bez wątpienia zawiera oud, ale nie mogę powiedzieć, że manifestuje się w sposób, który wcześniej wąchałem. Uważam, że jest to bardziej minimalistyczny, sterylny zapach, z którym spotkałem się w dużej części serii Zarko, ale z zasadniczą różnicą... Właściwie podoba mi się sposób, w jaki pachnie. To ciekawe drzewne piżmo o dziwnej jakości (które być może jest herbatą, fakt, że uwielbiam dobrą nutę herbaty, nie czyni mnie autorytetem w tej kwestii, ponieważ ponownie, Oud'ish nie ułatwia rozpoznania). Jedyną rzeczą, którą odczuwam, gdy wysycha na mojej skórze, jest bardzo kremowy las, prawie słodki i waniliowy. Jest bardzo gładki i faktycznie nadaje ciepły wymiar tym w dużej mierze zimnym, obojętnym zapachom. W zasadzie podoba mi się ten zapach, ale jego trwałość na mnie była żałosna i wynosiła zaledwie godzinę lub dwie.
To nie jest mój pomysł na ładne perfumy. Jako dom Zarko jest tak koncepcyjnie zagmatwany, jak fabuła tego hollywoodzkiego imiennika. Cytrusowe otwarcie jest świeże, ale potem ustępuje miejsca aldehydowemu i zimnemu metalicznemu, obciążonemu kalonem zapachowi wodnemu. Incepcja jest nie tyle słona i morska, co mniej naturalna i autentyczna. Nawet zielony lub drzewny element tego zapachu nie przywołuje natury. Po prostu mi się nie podoba, wąchałem go już wcześniej i mam dość tego rodzaju artystycznego minimalizmu, chyba że naprawdę do mnie przemawia, a ten nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Ma pewną trwałość, co jest plusem dla tych, którzy go lubią, ale po wyschnięciu jest to bardzo łagodny zapach skóry.
Nie mogę być zbyt surowy dla tego zapachu, ponieważ w rzeczywistości zapewnia całkiem przyjemne doznania. Nie sądzę jednak, by był tak dobry i przystępny dla mężczyzn, jak na przykład Liquides Imaginaires Dom Rosa. Pink Molecule to z pewnością dobrze oddany zapach szampana, nuty są natychmiast rozpoznawalne i wietrzeją po stronie kobiecości z musującymi bąbelkami i świeżością w otwarciu, uroczą nutą moreli i nutami kwiatów i kwiatów oraz słodyczą wina deserowego. Przywołuje na myśl różowy odcień w taki sam sposób jak Dom Rosa i dla mnie jest to dobra rzecz, jednak nuta róży dodaje wymiar, którego ten produkt po prostu nie osiąga. Nie będę się jednak nad tym rozwodził, jest to ładny zapach o przeciętnych parametrach użytkowych i energicznej, musującej jakości, której duży bruyer, taki jak ja, nie posiada i tak naprawdę też nie chce.
To jest zabawne, i to nie tylko z powodu natychmiastowych skojarzeń z cząsteczkami Escentric oraz minimalistycznym/leniwy designem perfum ultra nowoczesnej ery. Nie jestem miłośnikiem niejasnej drzewności niektórych z tych zapachów, ale nie jestem przeciwny używaniu tych technik czy cząsteczek, po prostu jeszcze nie znalazłem takiego, który naprawdę by do mnie przemawiał. To ma w sobie coś z Iso E super, może w podejściu? Mam na myśli, że jest wyraźnie inny, z trudnym do sklasyfikowania otwarciem cytrusowym, a potem pojawiają się jakieś nieokreślone drewna, które można by opisać jako cedr, ale jest też ciepło i odrobina piżma. Z czasem stał się nieco bardziej drzewny, co sprawiło, że nazwa 'Wooden Chips' stała się bardziej zasłużona, a zapach coraz bardziej przypominał subtelne sandałowe drewno, ale zdecydowanie mniej pikantne. Nie mogę powiedzieć, że czuję ziemisty, paczuli czy oudowy klimat z tego zapachu, raczej słabo rozczarowujący i podejrzany zapach skórny. Często martwię się, że jestem zbyt intensywny dla innych, a sam ledwo to wyczuwam. Nie zrozumcie mnie źle, lubię, gdy moje perfumy są artystyczne, awangardowe i interesujące, ale bez popadania w pretensjonalność, a Zarkoperfume Molecule No.8 to coś, co może to robić. Nie chcę bezosobowych, stworzonych przez komitet zapachów z modnych skandynawskich domów tylko dla samego faktu. Chcę dzieł sztuki, kompozycji, nad którymi pracują perfumiarze, którzy traktują swoje 'dziecko' z należytą starannością i uwagą, na jaką zasługują. Po prostu nie jestem tak zachwycony No.8, a po przetestowaniu całej linii, to nie jest najgorsze ani najlepsze. Bezbarwność wydaje się być tematem Zarko... naprawdę szkoda.
Cóż, lepiej w to uwierzyć... to 'Intensywna' kompozycja zapachowa, która zasługuje na tę nazwę i trochę pochwał. Miałem wątpliwości co do tego zapachu, niepewny, w jakim kierunku może podążać, ale w bardzo prosty sposób jest to wzmocniona wersja oryginału, doskonale uchwycająca jego ducha, ale znacznie go pogłębiająca. Uważam, że oryginał, mimo porównań z DH i DHI, jest tak różny, jak i podobny, a Intensywna to ta sama historia. Powiedziałbym, że jest bardziej orzeźwiająca niż oryginał, szczególnie na początku, a zauważalnie słodsza. Ma nieco gumową, ale raczej owocową, słodką (cukierkową) gourmandową nutę, która jest wyraźnie wzmocniona. Orzechowo-kremowa baza z wanilią i irysem jest tak urocza i stabilna, jak była za pierwszym razem, a wydajność była lepsza. Chciałem tylko zaznaczyć, że naprawdę zanurzyłem się w tym zapachu przy pierwszym użyciu, ale uzyskałem ponad 8 godzin, a nawet dłużej jako delikatny zapach na skórze. Chcąc porównać tę 'gumową' nutę, zestawiłbym ją z dwoma ostatnimi wydaniami (tylko pod względem stylu)... zobacz, czy możesz podążyć za moim tokiem myślenia, bo to od razu przyszło mi do głowy. Nowy Popeye Le Male i Ultra Male dzielą tę wysoko syntetyczną, słodką nutę, która jest lekko obecna w Popeye, a w Ultra Male jest jak na sterydach, co na początku jest nieco wulgarne, ale gdy się ulatnia, staje się sublime. Myślę, że to historia Valentino Uomo i Uomo Intense, z kluczową różnicą, że jego cukierkowe nuty są świetne od samego początku, nigdy nie przekraczając swoich granic. Tak, to jest miłe, cieszę się, że nie zepsuli dobrej reputacji pierwszego, a jeśli szybko skończę Uomo, zdecydowanie wezmę ten.
Nie wiedziałem nic o tej premierze, a okazało się, że jest to coś, czego nie spodziewałem się po Aramis... ale może powinienem był. Żaden brand nie jest zbyt cenny, by nie wskoczyć na modną falę, i to właśnie zrobił Aramis tutaj, a może także z flankami takimi jak Adventurer i Black, więc jak mówię... było to w połowie przewidywalne. Otwarcie jest od razu rozpoznawalne jako tonka, więc to już coś, a to syntetyczne, brudne, ciężkie chemiczne waniliowe tło przebija się przez całe doświadczenie. Lawenda rzeczywiście dobrze uzupełnia tonkę i jest odrobina tej kombinacji w Voyagerze. Spójrz... to zazwyczaj coś, co bym powiedział, że mi się nie podoba, nie przepadam za zapachami designerskimi, gourmand, tonka z zasady, ale po surowości i ciężkości otwarcia oraz pierwszej godzinie lub dwóch staje się to stonowanym zapachem skórnym, który dla mnie jest dość nieinwazyjny. Jestem bardziej tolerancyjny niż kiedyś, ale to nie jest dobre... odpuszczam.
Pamiętam, że próbowałem pour homme i mógłbym przysiąc, że ten też? A może nie, więc wróciłem do niego, aby zobaczyć, co myślę i jestem mile zaskoczony. Otwarcie jest bardzo podnoszące na duchu cytrusowe, nie wszystkie ostre, gorzkie grejpfruty, niektóre słodsze owocowe tony. Czyste, lekkie, pieprzne piżmo wita Cię, gdy się uspokaja, a na sucho z ciałem drewna, cedru i wetiweru z tyłu. Nie jest to rocket science i nigdy nikogo nie zadziwi, ale jest to bardzo ładnie skomponowany i nadający się do noszenia zapach. Givenchy Pour Homme wydaje się być w jakiś sposób retrospekcją, ponieważ nie ma w nim żadnych oczywistych, nowoczesnych sztuczek ani fanaberii... ale przypuszczam, że wyszedł w 2004 roku! Chciałbym zobaczyć ten mocno zredukowany i rozważyłbym dodanie go do mojej kolekcji, ponieważ jest to wartościowy zapach, nie będąc w żaden sposób wybitnym.
Bardzo interesująca butelka, a zapach wewnątrz również. W końcu ktoś stworzył dobry, słodko pachnący, bogaty, gourmand orientalny w świecie designerów, a nigdy w życiu nie pomyślałem, że będzie to pochodzić od Ferragamo. Może jestem trochę zbyt pochopny i spieszy mi się z recenzowaniem tego (czego rzadko robię bez przynajmniej kilku noszeń na sobie), ponieważ dzisiaj tylko krótko spróbowałem go na swoim ramieniu. Wydaje się być czymś słodkim, ale nie mdlącym i naprawdę głębokim, bez bycia w jakikolwiek sposób ostrym. Uomo otwiera się owocami, kwaśną słodyczą, która w rzeczywistości, gdy się ustabilizuje, pachnie bardziej jak lekko alkoholowy zapach figi. Baza to rodzaj pudrowego kakao i tonki, co muszę przyznać, że nie skojarzyłem od razu z tiramisu, ale przypuszczam, że rodzaj wanilii/czekolady/kawy to dokładnie to, czym są tonka i kakao, więc... tak, Tiramisu. (deser, który uwielbiam, nawiasem mówiąc) Butelka ma uderzający wygląd i przypomina flakony Lubin, Guerlain i Lalique z podobnymi wytłoczonymi czarnymi elementami. Będę musiał zaktualizować tę recenzję, ponieważ jestem ciekaw, aby spróbować Uomo ponownie, a sam ten fakt oznacza, że to dobra premiera. Uważajcie jednak, ten zapach jest dla tych z nas, którzy mają słodki gust i przewiduję, że nie przypadnie do gustu każdemu.
Ten perfum ma rzeczywiście niezwykłe odczucie, nie tylko w nutach otwarcia, ale przez cały czas, a myślę, że to wynika z czegoś, co przynajmniej koncepcyjnie było dobrym pomysłem. Korzeń wasabi to interesująca nuta, a biorąc pod uwagę, że większość ludzi nigdy tak naprawdę nie miała 'prawdziwego' wasabi (w tym ja), muszę opierać się na chrzanie i zielonym barwniku spożywczym, które dostajemy w restauracjach sushi, mimo to jest to rzadko używana nuta. Dla mnie uzyskuję ten sam efekt, co bardzo uspokajający zapach lawendy z otwarcia, ale głównie składa się z słodszych zielonych nut, fiołka i liścia figi, cytrusów i galbanum. Odbieram również całkiem przyjemny podton kawy, jest bardzo subtelny i prawdopodobnie pochodzi z nasion tonka, ale jest tam i jest bardzo przyjemny. To nie jest ziemisty zapach, ale zdecydowanie jest odrobina paczuli i trawiastych, ziołowych wibracji, które utrzymują wszystko w ryzach. Ciało tego zapachu to żywiczna mirra i labdanum, ale wciąż nowoczesne, jak coś od Comme des Garcon. Pomimo całego tego zainteresowania i obietnicy na początku, czegoś niestety brakuje w tej kreacji i cierpi na typowe wątpliwości dotyczące zapachów Olfactive studio. Wydaje się, że ich pomysły nie są w pełni rozwinięte, popełniłem błąd spiesząc się z zakupem najnowszej oferty 'Selfie', która znowu jest tą samą historią. Iluzja innowacji szybko ustępuje miejsca lekko luźnemu, bezkształtnemu zapachowi w nutach bazowych, bez żadnych z tych zdefiniowanych i wyraźnych nut z początku. Można by to powiedzieć o wielu zapachach, ale zbyt często zdarzało mi się mówić to o zapachach Olfactive studios i musi to coś znaczyć. Właściwie uwielbiałem to, gdy po raz pierwszy próbowałem tego w sklepie, ale teraz, po zakupie mini zestawu i noszeniu go, jestem mniej przekonany, że warto dodać to do mojej kolekcji. Nie zniechęcaj się do wypróbowania Panorama, ponieważ ma kilka interesujących pomysłów, po prostu bądź ostrożny, że efekt wow nowatorskiego otwarcia jest tymczasowy, a zapach staje się mniej lubiany w trakcie noszenia... przynajmniej dla mnie.
To nie jest to, czego się spodziewałem, sądząc po nazwie, a czasami może to być dobra rzecz, zwłaszcza gdy próbujesz nowej prywatnej mieszanki. Chociaż otwarcie jest przyjemne i jasne, nie powiedziałbym, że to typowy zapach bergamotki ani nawet typowy cytrus, może potrzebuję kilku prób, aby to rozgryźć. Jeśli chodzi o resztę zapachu, ma marginalnie bardziej kobiecy charakter, jeśli chodzi o kwiaty, niż typowa neroli, której być może się spodziewałem, może coś w stylu tych w niebieskiej butelce. Jest gardenia i ylang ylang, które nie są moimi ulubieńcami, ale w połączeniu z cięższą, bardziej orientalną bazą z drzewa sandałowego i tonki, z pewnością tworzy interesujący zapach. Zdecydowanie muszę to spróbować ponownie, aby podjąć decyzję i odpowiednio zaktualizować tę recenzję, ale Wenecka Bergamotka to nie całkowita klapa, to wiem.
Tak... kolejna letnia wersja, która jest bardziej niż lekko pochodna od innych. W rzeczywistości, jak słusznie zauważono, nuta kiwi tutaj przypomina mi letnią wersję z 2013 roku... spójrzmy prawdzie w oczy, to jest to samo.
Naprawdę oddaje soczysty, naturalny smak figi, podobnie jak Diptyque Philosykos. Zmysłowe, miękkie drewno i piżmo w bazie naprawdę odróżniają go od wspomnianego porównania i nadają mu ogólnie bardziej kobiecy zapach, ale... Czy bym go nosił? Muszę powiedzieć, że tak, zdecydowanie bym go nosił, więc nie może być aż tak kobiecy. Trwałość nie jest zbyt dobra, ale podejrzewam, że jeśli połączysz go z żelem pod prysznic lub balsamem do ciała, możesz uzyskać lepszą wydajność. Tak czy inaczej, będziesz ładnie pachnieć i czuć się odświeżony nosząc to... Lubię to.
Całkowicie zgadzam się z poniższą recenzją, Un amore eterno zdecydowanie wyróżnia się spośród tej trójki zapachów. Pozostałe również są ładne, ale ten ma magię, której oczekujesz od Roja. Polecił mi go mój przyjaciel z działu sprzedaży, który odwiedził butik Roja Dove i został mu przedstawiony przez samego mistrza. Zarówno ona, jak i jej mąż, zapachowy zapaleniec, wybrali ten zapach i rozumiem dlaczego. To złożony, bogaty, elegancki zapach gourmand z cudownymi tonami kawy, kakao, korzenia irysa i wanilii z nutami wielu innych wspaniałych składników. Uwielbiałem to.
Jeśli chodzi o zapachy DUA, które próbowałem, ten jest zdecydowanie lepszy od innych. Ironią jest, że oryginalna kompozycja została lepiej przyjęta niż cała masa klonów i bezwstydnych kopii popularnych zapachów. Muszę powiedzieć, że Mobster jest złożony, otwarcie to bardzo imponująca (powiedziałem "wow!" zanim jeszcze go powąchałem, ponieważ chmura znalazła mnie jako pierwsza) i wyjątkowa kombinacja gęstego tytoniu, ciężkich drzew oraz niesłodkiego akordu miodowego, a także z alkoholem i przyprawami. Wkracza w terytorium tytoniu wiśniowego Pure Havane, z oczywistymi porównaniami do Tom Ford Tobacco Vanille/Tobacco Oud. Główną rzeczą, którą czuję, gdy się osadza, jest bardzo naturalny, zielony, trawiasty paczuli, który przypomniał mi lekko wilgotną, zaczynającą się kompostować trawę. Przeniosło mnie to z powrotem do letnich wieczorów jako nastolatek, leżącego na trawie w parku, z nutami tytoniu i alkoholu. Jest tu też oud, ale nie bliskowschodni, nigdy żywiczny. Myślę, że słodycz suszonych owoców i miodu doskonale akcentuje ten zapach i nawet wskazuje na Parfums de Marly Herod, a nawet trochę Oajan. Mimo wszystkich tych oczywistych porównań, Mobster wyróżnia się dla mnie jako naprawdę unikalna i interesująca kompozycja, która ładnie się rozwija, pachnąc inaczej w trakcie noszenia. Dry down to wspaniałe, ciepłe, drzewne, słodkie tytoń i noszenie go sprawiało mi przyjemność. Tego rodzaju wydajność, której można się spodziewać, bez bycia zbyt mocnym lub duszącym, nie mogę w ogóle skrytykować tego zapachu.
Dobrze! Więc oto sprawa z tym perfumem... pachnie jak VIW, to prawda, i nie mogę zaprzeczyć wysokiej zawartości olejków oraz dobrej wartości. Mogę szczerze powiedzieć, że byłem nieco rozczarowany, nie dlatego, że Caribbean Waters zrobił coś szczególnie źle, po prostu różni się od Creeda w sposobie, w jaki do mnie dociera. Chcę tylko zaznaczyć dla porządku (jeszcze raz!), że nie jestem fanem Creeda tylko dla samego faktu, wiele zapachów jest zbyt drogie i mają problemy z konsystencją partii lub wydajnością, a klony, które są mniej więcej w tej samej kategorii, są łatwo dostępne. Tylko że... 'mniej więcej w tej samej kategorii', ponieważ jeśli chodzi o rzeczywisty zapach wielu z nich, muszę przyznać... wolę Creeda od klonu. Nie wiem, co to jest? Może to baza z ambry, która rzekomo jest używana we wszystkich z nich? Naprawdę nie wiem? To jest doskonały przykład tego, nigdy nie posiadałem VIW, ale nosiłem próbki tego zapachu intensywnie i chociaż nie jest to bardzo mocny zapach, muszę powiedzieć, że nigdy nie miałem z nim poważnych problemów z wydajnością. Perspektywa mocniejszej, oleistej wersji mnie przyciągała, ale DUA CW nie do końca to dostarcza, mimo że skóra błyszczy olejem po aplikacji. Oczywiście otwarcie jest wyraźne, mocne limonki, a drydown to mocno alkoholowy kokos i z tego punktu widzenia jest świetny, ale myślę, że jest po prostu przeznaczony do bycia subtelnym zapachem. Myślę, że jeśli nie lubisz tego rodzaju zapachów, CW nie sprawi, że poczujesz się lepiej w tej doświadczeniu, ponieważ jest zdecydowanie cięższy (szczególnie przez pierwszą godzinę) i mniej zgrabny niż VIW. Po prostu myślę, że Creed ma nieznaną jakość i lżejsze podejście, co sprawia, że po prostu lepiej pachnie dla mojego nosa. Nie ma w tym wiele, i cieszę się, że mam CW, wydajność była całkiem dobra, ale nie zauważyłem znaczącej poprawy w porównaniu do VIW, jeśli mam być szczery. Zdecydowanie bardziej się projektuje na początku, zanim się ustabilizuje, i trwał przez cały dzień, więc nie mogę mu tego zarzucić. To wystarczająco bliskie przybliżenie, żeby nie musieć kupować VIW, jeśli masz takie skłonności. Wciąż mam ogromny problem z klonami i czuję się zawstydzony, że posiadam te, które mam, mimo że zostały kupione jako eksperymenty badawcze, ponieważ nie chciałbym krytykować czegoś, czego nigdy nie próbowałem.
Wow! To jedna z najbardziej unikalnych rzeczy, które wąchałem od dłuższego czasu, mogę szczerze powiedzieć, że nie spotkałem się z czymś podobnym do The Noir. Na początku zachęcono mnie do spróbowania go w sklepie na karcie i nie mogłem się z tym naprawdę oswoić? Po noszeniu go teraz nie mogę powiedzieć, że jestem mądrzejszy? W przeciwieństwie do niektórych myśli wyrażonych poniżej, czuję mnóstwo herbaty w tym zapachu, szczególnie na początku, ale niewątpliwie utrzymuje się przez cały czas. Bvlgari ma trochę romansu z herbatą i muszę powiedzieć, że naprawdę uwielbiam oryginalny zapach dla mężczyzn, mimo że nie posiadam butelki. (Muszę to naprawić pewnego dnia) Herbata w tym zapachu nie jest typową czarną herbatą, ale znacznie bardziej orientalna, ciemna, aromatyczna, ale wciąż z metalicznym akcentem. Tytoń i oud (podobno) nadają tej dziwnej miksturze dymną głębię, co dodatkowo wzbogaca herbatę, a z nutą róży w tym zapachu jest pełen interesujących elementów. Czuję bazę paczuli, która ujawnia się bardziej w fazie suchej, ale znów dodaje do sprzecznych, czystych i brudnych, naturalnych wibracji tego całego perfumu. Mógłbym mówić i mówić o tym zapachu i mimo mojego pozornie entuzjastycznego opisu, na koniec dnia doszedłem do wniosku... nie do końca lubię The Noir. Ma pewne cechy, których po prostu nie mogę znieść i posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że faza sucha staje się jeszcze gorsza, ale jako kompozycja perfumowa uważam, że jest naprawdę doskonała i coś, co chciałbym, aby mi się spodobało. Więc brawo Jacques Cavallier! Jestem teraz na tyle odważny, że chcę dodać to do mojej kolekcji, zamiast trzymać się bezpiecznych rzeczy, które spełniają dla mnie kryteria noszenia. Chcę być wyzwany, a ten zapach to zrobił. Wydajność była również całkiem dobra, a sillage był cichym, niepostrzeżonym towarzyszem, który ciągle przypominał, że jest obecny. Fascynujące rzeczy, zachęcam każdego do spróbowania tego.
Oh Cartier... Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jestem nieco rozczarowany tym zapachem. Nie jest zły sam w sobie, to wyraźnie nowoczesny zapach wodny, z cytrusowym otwarciem i widoczną trwałością, ale nie mogę powiedzieć, że mi się podoba. Jest znacznie lepsze oferty dla tych z nas, którzy chcą tego rodzaju zapachu. Nigdy tak naprawdę nie podobała mi się wersja Noire, nawet po tym, jak w końcu jej szukałem, z powodu tego, jak dobry jest oryginalny Pasha de Cartier. To w zasadzie sportowy flankier gorszego flankiera w pierwszej kolejności i nie chcę być tym, który narzeka, ale spodziewam się więcej od Cartiera. Jestem pierwszym, który gani ludzi, którzy tak mówią o Diorze czy YSL, ale w przypadku Cartiera mają mniejszą, bardziej skoncentrowaną linię i publiczność, a co za tym idzie, mniejsze potrzeby wydawania 'uzupełniaczy', prawda? Są na bardziej eleganckim końcu spektrum projektantów, przynajmniej tak to postrzegam. W związku z tym nie czują potrzeby, aby schlebiać masom i produkować flankery i zapachy dla samego ich istnienia, aby konkurować z 1 Million czy Eros. Nie czuję, że to jest to, czym jest Edition Noire Sport, ale nie ma unikalnego charakteru Declaration ani mainstreamowej, dostępnej godności Roadster, ani żadnego z ich flankers, żeby być sprawiedliwym. Widzę to jako wydanie 'meh' i może zbyt dużo myślę o tym, powinienem po prostu przyjąć to na chłodno, ale byłem naprawdę podekscytowany, gdy zobaczyłem tę fajnie wyglądającą butelkę w sklepie, tylko po to, by poczuć się nieco pusty. Moja rada to zdobyć oryginalny Pasha de Cartier i unikać flankers, ponieważ nawet obecna formuła jest znacznie lepsza i ciekawsza niż to.
Nie jestem do końca przekonany co do tego zapachu i nie byłem przez jakiś czas... stąd dopiero teraz zabieram się za recenzję My Land. Jest interesujący i nie pozbawiony zalet, ale dla mnie pachnie jak mokre drewno, wetiwer i nuta fiołków, połączenie, które czasami może wyczarować obrazy tapetowania w wilgotnym domu w mokre i nędzne sobotnie popołudnie... w latach siedemdziesiątych. Nie wiem dlaczego? Nawet nie urodziłem się w latach 70-tych, ale hej ho. Myślę, że My Land (zwłaszcza początek) przypomina mi linię He Wood, skrzyżowaną z wodnym kalonem z lat 90. i piżmową nutą Narciso Rodrigueza dla Niego, ale także ze skórzanym elementem w suchym puchu. Niezłe referencje i z tego powodu muszę powiedzieć, że nic dziwnego, że stał się trochę nowoczesnym klasykiem. Butelka ma z pewnością unikalny design, nie jestem pewien, czy jest to rodzaj "śmiechu z" czy "na", ale przypuszczam, że owinięcie kawałka skóry wokół flakonu jest czymś, czego nigdy wcześniej nie widziałem. Myślę, że będę musiał wypróbować go jeszcze raz, ponieważ nie mogę dojść do satysfakcjonujących wniosków dotyczących My Land, był to również wyraźnie przeciętny wykonawca. Jestem pewien, że ta recenzja zostanie zaktualizowana w przyszłości.
Naprawdę lubię ten zapach i w przeszłości męczyłem się nad jego zakupem, ale ostatecznie zrezygnowałem z niego ze względu na wydajność i stosunkowo wysoką cenę. Absolutnie rozumiem skojarzenie z 4711, ale myślę, że ma kilka subtelnych różnic. Otwarcie jest zielone i tryskające cytryną, limonką i petigrain, tylko nutami ziół, a następnie goździkami, które tworzą idealną wodę kolońską w klasycznym stylu. Zapach pachnie niesamowicie, chciałbym znaleźć coś takiego, ale w połączeniu z niesamowitą wydajnością i byłbym bardzo szczęśliwym człowiekiem.
Jeśli chcesz poznać prawdziwy opis tego zapachu i prawidłową ocenę całej linii OS, przeczytaj poniższą recenzję Deadidol. Całkowicie zgadzam się, że są one naładowane, z wyjątkiem może Chambre Noire? Tyle obietnic w początkowych nutach tylko po to, by doprowadzić do rozczarowania. Rzeczywiście są tu sprytne nuty i na początku był to dla mnie natychmiastowy hit, którego nie spodziewałem się, będąc nieco oszukanym przez kolor soku. Śliwkowe, cierpkie, mocne otwarcie z mnóstwem żywicznego piękna, powiedziałbym, że bardziej benzoin ociepla olibanum, ale nazwijmy to po prostu... żywicami. Zdecydowanie wyczuwam drzewo sandałowe, nutę papirusu, gdy zaczyna się uspokajać, dodatkowo wzmacniając ten ciężki orientalny klimat, ale dodając coś doey prawie pszenicznego. (Zwykle nie przepadam za papirusem, ale użyty oszczędnie w odpowiedniej kompozycji może się podobać. Ombre Indigo prawie się z nim rozstaje, a zapach przechodzi w skórzastą, ziemistą wetywerię. Jest to całkiem niezła mieszanka elementów i jako takie perfumy o unikalnym zapachu zasługują na pochwałę. Wciąż jednak wracam do faktu, że drydown nie dorównuje świetności otwarcia. Nie mogę wypowiedzieć się na temat wydajności, ponieważ jest to dopiero drugie noszenie (i nie pamiętam wydajności za pierwszym razem), ale mogę powiedzieć, że już zanika, a zastosowałem go zaledwie półtorej godziny temu. Obiecujący początek, ale przeznaczony do pójścia drogą innych wydań Olfactive Studios, naprawdę szkoda. Jestem jednak romantykiem i jako taki ten zapach nadal dostaje ode mnie miłość, pomimo oczywistych problemów, Jeśli je odrzucisz i ocenisz zapach, zwłaszcza otwarcie, to te perfumy zasługują na pochwałę.
Dobrze, nienawidzę Eight & Bob i trudno nie pozwolić ich bzdurnym historiom wpłynąć na moją ocenę ich zapachów, może powinienem po prostu się wyluzować? Ale zostawiając to na boku... Egipt to był zapach, na który spojrzałem i od razu pomyślałem, że będzie to przyprawowa, ciepła sprawa i dokładnie to dostajemy na początku. To świetne męskie otwarcie, z nieco lżejszymi nutami, ale potem gałka muszkatołowa, drzewo sandałowe, a może nawet lekki akcent tytoniu w stylu Tom Ford for Men. To szybko znika i zamienia się w bardziej mleczną, lawendową, kardamonową fougère, w stylu oryginalnego Eight & Bob lub czegoś w rodzaju Amouage Reflection. Nie jestem szczególnie entuzjastycznie nastawiony do tej środkowej części doświadczenia i pragnę bardziej przyprawowego początku, ale prawdą jest, że Egipt nigdy tego nie dostarcza. Dry down wraca do czegoś cieplejszego i lekko skórzanego, alkoholowego i przyprawowego drzewa sandałowego przypominającego Chamber Noire lub Bentley Intense, ale to za mało, za późno. Wciąż bardzo słabo czuję go 9 godzin później, więc nie mogę naprawdę powiedzieć, że nie działa, ale na pewno nie jest to bestia. Muszę przyznać, że od razu polubiłem ten zapach, a potem trochę go przeanalizowałem, prawda jest taka, że Egipt w wielu aspektach jest w moim guście i uważam go za dobry zapach na co dzień, ale z pewnością nie dorównuje L'air du desert marocain ani nawet Bentley Intense. Warto jednak go powąchać, ponieważ ma kilka interesujących motywów, które przypadną do gustu osobom, które lubią zapachy, które wymieniłem. Nowe butelki Eight & Bob są klasyczne, ale też stylowe. Sprawdź to, mam jeszcze kilka próbek, które na pewno będę nosił ponownie.
Oszczędzę Ci rantu marki Eight & Bob (zachowam to dla Egiptu) i po prostu trzymam się faktów na temat tego, czym jest Cap d'Antibes. Otwarcie jest bardzo zielone i przyjemne, z autentyczną nutą świeżej wetywerii, traw i odrobiną słodyczy. Ta słodycz jest dostarczana przez główny element, który bardzo szybko staje się oczywisty, a są nim fiołki. Myślę, że jest to dobre połączenie z zielenią, ponieważ dobrze komponuje się ze wspaniałą, soczystą nutą ogórka, która ani razu nie idzie w tak okropny sposób. Jest tu też drzewna nuta brzozy/cedru i może mchu dębowego, ale nie sprawia to, że zapach jest mniej pudrowy czy bezlitośnie fiołkowy. Całkiem mi się podoba, ale za tę cenę nie zawracałbym sobie nim głowy. Aktualizacja: Po dzisiejszym noszeniu jestem pod wrażeniem uwag, które już otrzymałem i chociaż dopiero co go zaaplikowałem, mój ślad zapachowy został skomentowany jakieś 15 minut po tym, jak wyszedłem z pokoju. Dwie rzeczy, na które należy zwrócić uwagę, to moja mama, która to skomentowała, a ona ma bardzo dobry zmysł węchu i naprawdę jest świeżo zaaplikowana, ale wciąż całkiem niezła. Muszę powiedzieć, że podobał mi się za pierwszym razem, ale teraz naprawdę mi się podoba, szkoda, wiem, że zanika, ale nie mogę winić sposobu, w jaki zaczyna się i jeśli jesteś fanem fioletowych zapachów, to wnosi kilka fajnych atrybutów do stołu.
Naprawdę uwielbiam ten zapach. Kupiłem go w ciemno w dyskoncie, ponieważ prawie zawsze mogę ufać, że Dunhill będzie co najmniej zadowalający. Oczywiście po pobieżnym spróbowaniu można by pomyśleć, że jest to dość nijaki i nie do końca pionierski zapach, ale 51.3N to zapach, który trzeba nosić i żyć z nim, aby naprawdę go docenić. Dla przykładu, dopiero po trzech próbach w pełni wyczułem nutę rabarbaru w otwarciu i teraz czuję ją za każdym razem. Drydown jest naprawdę piękny, choć to lekko miodowa, ciepła wanilia i drzewo sandałowe. Jakość jest przyzwoita jak na tańszy zapach od projektanta, butelka jest ciężka i elegancko wygląda, a wydajność nie jest świetna, ale w porządku, gdy jest mocno zaaplikowana. Nie mogę powiedzieć nic bardziej sprawiedliwego niż to, że Dunhill stworzył tutaj świetny orientalny zapach i dumny dodatek do mojej garderoby.
Wow! Absolutnie uwielbiam ten zapach. Niektórzy mogą być wprowadzeni w błąd przez Oud w tytule i chociaż nie jest on całkowicie o oud, to zdecydowanie jest obecny. Nie jest to w najmniejszym stopniu spowodowane tym, że Oud Saphir przypomniał mi Bella Bellissima White Leather, rodzaj słodkiej wanilii/skóry z nutami maliny i egzotycznej guawy. Nie jest to tak nachalne i nie ma nadmiaru wanilii ani niczego innego w tym stylu. Oud Saphir jest niesamowicie luksusowy, ale jednocześnie uspokajający i zrównoważony, a w porównaniu do Tuscan Leather nie ma w sobie gazowego, kokainowego szaleństwa. W rzeczywistości jedyną podobieństwem, które mogę dostrzec, jest nuta maliny i skóry, ale są one tak różne, jak tylko coś zawierającego te dwie nuty może być. Nazwanie tego klonem TL byłoby krzywdzące, ponieważ ostatnio wąchałem wiele klonów lub podobnych zapachów TL i skojarzenie od razu przychodzi na myśl. Myślę, że czuję tu również brzozę, co dodaje skórzanego odczucia, a także lekko mleczną nutę sandałowca/wanilii, nieco podobną do santal carmin. W zasadzie ten zapach jest niesamowity, pachnie jak kilka naprawdę przyzwoitych zapachów, które lubię. Dobra trwałość też... więc znowu najwyższe oceny dla Atelier Cologne.