Oyedo jest jasny, czysty i podnoszący na duchu od pierwszego psiknięcia. Otwiera się żywym wybuchem cytrusów, świeżym i lekko gorzkim, jak obieranie pomarańczy rękami. Pod spodem znajduje się suchy, niemal drzewny akcent, który utrzymuje go chrupiącym i eleganckim, nigdy cukrowym.
Gdy się ustabilizuje, pozostaje lekki i orzeźwiający, bardzo naturalny i spokojny. Oyedo pachnie prosto, ale wyrafinowanie, jak świeże powietrze i światło słoneczne. Idealny na ciepłe dni, do noszenia w ciągu dnia oraz w chwilach, gdy chcesz czuć się klarownie, pełen energii i cicho świeżo.
Jazz Club jest ciepły, przytulny i bez wysiłku cool. Otwiera się gładką mieszanką rumu i tytoniu, lekko słodką, lekko dymną, jakby wchodzić do słabo oświetlonego baru późno w nocy. Pod spodem znajduje się kremowa wanilia, która sprawia, że wszystko jest miękkie i pocieszające.
W miarę jak się rozwija, staje się bardziej o drewnie i skórze, bardzo zapraszające i intymne. Nie jest ostre ani głośne, po prostu bogate i atmosferyczne. Jazz Club pachnie pewnością siebie, ciepłem i cichymi nocami. Idealne na wieczory, chłodniejszą pogodę i chwile, kiedy chcesz czegoś zrelaksowanego, męskiego i pełnego charakteru.
Bal d’Afrique jest ciepły, gładki i cicho radosny. Otwiera się jasno i lekko cytrusowo, ale szybko staje się miękki i kremowy, z delikatną słodyczą, która nigdy nie jest ciężka. Jest w nim coś powietrznego i słonecznego, prawie jak czysta skóra po dniu spędzonym na słońcu.
Gdy się ustabilizuje, drewno i wetiwer pojawiają się w bardzo elegancki sposób, nadając równowagę i głębię, nie odbierając lekkości. Jest kojący, wyrafinowany i bardzo łatwy do noszenia. Nie jest głośny, nie jest agresywny, po prostu bezwysiłkowo piękny.
Bal d’Afrique pachnie radośnie, elegancko i nowocześnie. To zapach, który wydaje się zrelaksowany, ale pewny siebie, idealny na co dzień, gdy chcesz czuć się świeżo, ciepło i cicho schludnie.
Noir 29 wydaje się intymny i przemyślany. Otwiera się ciemno i sucho, z czarną herbatą na czołowej pozycji, lekko dymny i drzewny, nigdy słodki. Gdy się ustabilizuje, staje się cieplejszy i gładszy, prawie jak czysta skóra owinięta w miękkie drewno i liście herbaty. Nie ma dużej projekcji, ale pozostaje blisko i wydaje się bardzo osobisty. Cicho pewny siebie, stonowany i trochę tajemniczy. Idealny na spokojne wieczory i chłodniejsze chwile, gdy chcesz obecności bez wysiłku.
To daje bardzo cytrusowy, świeży, czysty, lekki kwiatowy zapach bursztynu - Oud unosi się w tle. Zdecydowanie nie jest to mocny zapach Oudu.
Można go nosić wiosną, jesienią, zimą. Dla mnie na popołudnie, randkę, a nawet na specjalne okazje. Unisex, ale lekko bardziej kobiecy - to piękno.
Cena jest niesamowita, trwałość jest DOSKONAŁA z pięknym szałem. Jeszcze raz, to nie jest przeciętny zapach „oud” dla tych, którzy nie są zaawansowani w tego typu zapachach, to seksowna, czysta mieszanka.
Piękny, bardzo trwały zapach.
To jest mój ulubiony zapach od Chanel. Bardzo go kocham.
Bardzo piękny zapach. Uwielbiam go
Prada Infusion de Cedre (d’Iris Cedre, d’Homme)- Daje najlepsze uczucie obierania pomarańczy przy basenie, zapach kremu przeciwsłonecznego unoszący się z twojej ciepłej skóry. Gdzieś w pobliżu jest dziecko, które niedawno zostało umyte szamponem Johnson’s no-more-tears. Kończysz swoją pomarańczę, opierasz się na leżaku, zamykasz oczy i kładziesz na nos starą książkę w miękkiej okładce, rozgrzaną słońcem, aby przyjemnie zdrzemnąć się.
Prosta nuta głowy słodkiej, niemal skórzastej mandarynki. Liniowa nuta serca z delikatnym neroli i pudrowym irysem na papierowym, zakurzonym cedrze i mydlanym białym musku, podgrzana i lekko osłodzona benzoesem, tworząc niemal puszystą teksturę. To Prada w najlepszym wydaniu. Daniela (Roche) Andrier jest mistrzem.
Casa Blanca jest jednocześnie ciepłym, przyprawowym zapachem tytoniowym/alkoholowym/skórzanym oraz owocowym/mineralnym/słodkim zapachem muśniętym słońcem.
Pierwszą rzeczą, którą zauważam, jest przyjemna, ciepła, delikatna przyprawa przypominająca cynamon oraz dość gęsta owocowa słodycz. Nazwałbym to figą, ale brakuje charakterystycznej liściastej zieleni. Jest rodzaj mineralnej nuty, która pojawia się i znika, bawiąc się owocowością, odmawiając przypisania do konkretnej kategorii. Trudno naprawdę wyłapać herbatę, jestem pewien, że po prostu ukrywa się w kompozycji, dodając świeżości do połączenia figi i minerałów. Bardzo przyjemna delikatna skórka szafranu, słodki rum i tytoń dopełniają bazę.
Zapach wcale nie jest przytłaczający ani ciężki, ale dobrze się utrzymuje z przyzwoitym śladem. Zasadniczo niemożliwe do przesadzenia. Uniseks, z lekkim akcentem męskim, dość słodki. Na każdą pogodę, niektórzy mogą uznać go za ciężki w najgorętszą pogodę.
Idealny zapach po prysznicu. Aegean Bronze pachnie czystością z słonecznym i ciepłym akcentem. Jest delikatny, nie przytłaczający, i pozostawia uczucie świeżej i eleganckiej skóry. Bardzo przyjemny na co dzień.
piękny
Naprawdę podoba mi się ten zapach. Jest trochę lżejszy niż amerykański, ale jest zielony i świeży.
Postać w kapturze obserwująca z cienia, ale cienia czego, i dlaczego w miejscu, gdzie cień nie powinien istnieć? Podstępna intruzja, myląca juxtapozycja, rzecz znaleziona w niewłaściwym miejscu. Poruszenie rzeczy, które lepiej pozostawić w spokoju. Żywiczny musk orchidei, dziki, balmy, gnijąca wilgotność ziemi. Mleczny mrok, jakby patrzeć oczami umarłych. Miodowe przyprawy częściowo zakopane, cynamon-kardamon, ekshumacja odroczona, ziemia jest zła, terror w terroirze. Nieskończona i ohydna nieznajomość, cielesny efuzjon dziwaczności i osobliwości, reinterpretowany jako niezbyt zły zapach. Właściwie, całkiem uroczy.
Zniszczony drewniany pomost, deski wybielone solą, gnijące morskie glony, przesuwająca się zasłona slate nieba. Konkurs Miss Akranes, jasne flagi więdnące w morskiej bryzie i mgle, ociekająca suknia i popękane gumowe buty. Lodowaty deszcz masła i soli, każda kropla to mała ostryga na języku. Sieci rybackie z perłowego szarego jedwabiu splątane z wodorostami i pustymi perkusjami kości ryb; jodowy posmak gnijących wodorostów w kałużach przypływowych, gdzie pułapki na homary rdzewieją, a szept muszli morskich bulgocze, szepcze, solone i wędzone. Zęby z morskiego szkła, korony z muszli krabów, berło z dryfującego drewna i kości wieloryba. Coś starożytnego porusza się pod portem, widowisko dla utopionych bogów. Co przypływ przynosi, burmistrz fotografuje do broszury. Co zabiera, nikt nie przyznaje się przed swoimi dziećmi. Velkomin til Akranes. Sjórinn heilsar þér svanglega.
Róża, którą od razu się cieszę, jest rzeczywiście rzadkim stworzeniem, a ta przywołuje dziką delikatność wiersza Yosano Akiko. Nie wiem, co ta niezwykła poetka sądziłaby o tym zapachu, ale przywołuję jej ducha w tych wrażeniach.
Starożytny dym drzewny unosi się między rozproszoną mgłą. Poranny dzwon echem— czuję metal na języku, wiosenny ostry, niezbędny cięcie.
Zielony liść unoszący się w płytkiej kałuży świątyni odzwierciedla moją prawdziwą twarz. Modliszka macha swoimi cienkimi ramionami w szyderczej błogosławieństwie.
Palec ukłuty cierniem rysuje olejek różany, szkarłatne wiersze na miękkich od snu kończynach, gorzkie sutry nie mogą zmyć tej słodyczy z pamięci.
Szczytowy pixie dream girl, sukienka Zooey Deschanel z kołnierzykiem Peter-Pan od ModCloth, miodowo-morelowo-jaśminowa cennota, infantylna heliotropowa babydoll od Alice & Olivia, porzucona i zapalona, tli się w rynsztoku. To nie był oczyszczający ogień, nie odkupieńczy płomień. Raczej jak okropny pożar w śmietniku, niszczący dowody twoich słodkich, kiczowatych przestępstw. Złodziejstwo z cukierkowego butiku, kradzież czyjejś kolekcji vintage'owych maszyn do pisania, albo popełniłeś jedno czy dwa kradzieże tożsamości, aby pozwolić sobie na swoją przepłaconą koktajl w słoiku z obsesją na punkcie rzemieślniczych bittersów. Trochę prawdziwego twee. Spalona, ostra słodycz "jak fuj, obrzydliwe" naklejka do skrobania, nałożona na już mdłą, coś złego kumulującego coś gorszego.
Zimna, skręcona, wyrachowana. Odrobina uzbrojonej słodyczy. Wilhelmina Slate w biurze na rogu z szklanymi ścianami od podłogi do sufitu, modowa piwnica, gdy jej dekorator wnętrz czyni swoje mroczne czary. Szampan waniliowy z dodatkiem absyntu, zielony i subtelnie ziołowy, aromatyczna trucizna w kryształowych kieliszkach. Cieniste, drewniano-muskowe cienie, śliskie przyprawy jak syczące groźby między kabinami w łazience. Złośliwe dziewczyny, które pożerały kości liceum i wszystko, używały złamanych palców przegranych do czyszczenia zębów; zdobyły swoje MBA w zgniłej czarnej magii i awansowały na najgorsze z szefowych; udoskonaliły sztukę uśmiechania się, jednocześnie wbijając noże między żebra i dźgając prosto w plecy. Kremowe migdałowe nuty, wystarczająco słodkie, by zamaskować gorzkie zioła. Fałszywe grzeczności/ groźny podtekst, szpiegostwo w każdej rozmowie, zastraszające groźby przebrane za małe rozmowy. Jak interesy w tym kwartale? Jak się mają twoje dzieci? Zranię cię. Uderzę, gdy się tego najmniej spodziewasz. Więcej kanapek?
Marissa Zappas Carnival of Souls Niezamierzony grymas szybko wygładził się w grzeczną pustkę, a dławiący dźwięk został zamaskowany przez odchrząknięcie. "Czy wszystko w porządku?" "Och, to nic, czuję się dobrze" i zaczyna trochę wymiotować w ustach, nie za bardzo oczywiste. Miodowa kwiatowa śmietana staje się kwaśna, szafran jak suszona trawa zmieszana z ciepłym mlekiem, które zaczęło się rozdzielać. Słodka i plastikowa śmietana kokosowa z dziwnie przyprawionym osadem paczuli, który osiada na dnie. Dziwna powaga, która nie trafia w sedno i zamiast tego wywołuje chwiejny, krzywy naiwność, z wilgotnymi oczami i tak desperacka, że staje się odpychająca. Wszystko, co próbowałem od Marissy Zappas, wydaje mi się zbyt subtelne, zbyt ulotne, historie, w których postacie i fabuły są natychmiast zapomniane, pozostawiając cię z pytaniem, czy cokolwiek się w ogóle wydarzyło. Carnival of Souls kontynuuje tę bezsensowną paradę prawie-perfum.
Lodowe plasterki cytryny w szklanej misce, otoczone lodem; świeże, chrupiące zioła moczone w lodowatej wodzie, subtelne jak koronkowy przód lub dwa. Pamięć o kieliszku słodkiego białego wina, miodowym, kwiatowym Gewürztraminerze; okrągłe, bogate, soczyste i dziwnie nieobecne mimo wszystkich swoich sugestii. Gdzieś pomiędzy urokliwym a orzeźwiającym, delikatne z błyskiem w oku; nie przesadnie grzeczne, ale zdecydowanie nieobraźliwe, nic dziwnego, na co można by wskazać palcem, ale jest tam fantomowy blask, migotliwa obecność, rzecz, której nie da się nazwać, co czyni to albo idealnie frustrującym, albo frustrująco idealnym.
Fraza "świeży i czysty" sprawia, że mam ciarki na skórze, prawdopodobnie dlatego, że kojarzę ją z ludźmi, którzy sprawiają, że czystość wydaje się cechą osobowości, którzy zamieniają podstawową higienę w aspiracyjny content stylu życia, którzy sprawiają, że czujesz się jak brudas tylko przez to, że istniejesz. Tymczasem nienawidzę brać prysznica (robię to, ale nie lubię ani sekundy tego!) i ogólnie niechętnie uczestniczę w higienicznym teatrze; całe to przedsięwzięcie jest wyczerpujące. Wood and Absinth omija tę całą irytującą szaradę. Saponiowany anyż, drzewno-mydlany zapach, który trafia w słodkie miejsce łatwości; ziołowa gorycz jak pasta do zębów, którą bym wybrał, ponieważ mięta mnie brzydzi, ponieważ widok kogoś żującego gumę sprawia, że chce mi się wymiotować, ponieważ co jest nie tak z oddechem, który pachnie bajglami i łososiem? To jest nieskomplikowane, co uważam za pochwałę — nie złożone, nie próbujące przywołać wspomnień ani przenieść cię gdzie indziej, po prostu niezawodny zapach tła do codziennego noszenia, kiedy nie chcę o tym myśleć, ale także chcę czegoś, co pachnie jak ja. Drewno, woda, gorzkie liście; proste, bezpośrednie składniki, które łączą się w zapach, który jest... co bym to nazwał? Niezbyt skomplikowany podstawowy zapach, lekko podniesiony? Funkcjonalny zapach, nieozdobiony, ale nie nudny? To jest kompetentny perfum, który mógłby skorzystać z mniej niezdarnego podsumowania, ale nie jestem pewien, czy zapach, który jest jedynie kompetentny, zasługuje na więcej pracy z mojej strony.
Moja natychmiastowa reakcja na Prophecy: "to jest kadzidło dla DZIEWCZYNEK." Nie jest surowe, monastyczne, kościelne ani dymne-święte; to bardziej "pal to w tle swoich relacji na IG, podczas gdy Hozier śpiewa coś mrocznego o pragnieniu i boskości, a ty układasz kryształy różowego kwarcu na swoim stoliku nocnym". Pastelowa duchowość talii tarota. Zdegradowana krew smoka. Marzenie bez marzyciela, ta eteryczna mistyczna atmosfera unosząca się swobodnie, bez potrzeby głębokiej praktyki duchowej. Zewnętrzne światło odbite lub wewnętrzne światło odsłonięte, tak czy inaczej zostało to poprawione na potrzeby mediów społecznościowych, estetyczne oświecenie przefiltrowane przez vintage Lightroom. Kremowe, prawie owocowe, prawie kwiatowe kadzidło — z wyjątkiem tego, że nie do końca kadzidło; złocista infuzja, która pachnie tak, jak luksusowy krem do ciała się czuje. Wibracja ubitego miodu; mógłbyś wziąć soczysty kęs tego brązowego kawałka żywicy. Pierwsze kadzidło dziecka, ale widzę, jak staje się CAŁĄ WIBRACJĄ, budując wokół tego całą estetykę. Strona DSH zauważa, że to bestseller, co ma sens... działa wystarczająco dobrze w tym, czym próbuje być, ale jest dla mnie zbyt słodkie, zbyt puszyste. Moje przepowiednie potrzebują trochę więcej doom i gloom.
Seminalis przywołuje malodorną mgławicę zamierzonego dyskomfortu - drzewno-muskowy, kremowo-mleczny ambretowy-sandałowy zapach, który dusi każdą cząstkę powietrza, którą możesz wciągnąć w swojej osobistej bańce. Duszący, klaustrofobiczny, podstępne wtargnięcie kogoś, kto dokładnie wie, jak blisko to za blisko i mimo to przekracza tę granicę, przekształcając intymną bliskość w grę o władzę poprzez złośliwość i celowe drapieżnictwo. To nie jest pierwotny biologiczny magnetyzm, który sugeruje marketing Orto Parisi, ale coś znacznie bardziej złowrogiego i w rzeczywistości znacznie bardziej obrzydliwego - nie odór, ale duszący zapach kogoś, kto narusza twoją osobistą przestrzeń. Typ, który nachyla się zbyt blisko i nazywa to magnetyzmem, który nazywa twój dyskomfort 'napięciem' a twoje wycofanie 'graniem niedostępnym'. Ktoś, kto corneruje cię przy ścianach w małych przestrzeniach, podąża zbyt blisko na ulicy, kontynuuje rozmowy, które wyraźnie próbujesz zakończyć. Ktoś, kto pamięta szczegóły, których nigdy nie dzieliłeś, pojawia się tam, gdzie jesteś 'przypadkowo'. Ktoś, kto czerpie przyjemność z naruszania granic, ponieważ nauczył się, że sprawianie, by ludzie się krępowali, może dawać poczucie władzy, kto przedstawia inwazję jako intymność i nazywa obsesję oddaniem.
To jest mydlany, przytulny, czysty musk, który jest tak uroczy, że aż prawie absurdalny. Przywołuje różowe, dołeczkowe policzki cherubów, które można uszczypnąć i są pulchne; jego nos chce być poklepany, a brzuszek potrzebuje małego pstryknięcia! Bąbelkowy i odważny, uroczy ponad wszelką miarę - szczerze mówiąc, to pachnie jak mały, pierdzący laleczek kewpie, delikatna chmurka pieniącego się, miękkiego białego mydła, kremowa piana, delikatny musk, który przypomina bawełniane kulki w stylu piankowym, i mydlana skóra. Nuty zapachowe wspominają o ognisku lub tytoniu, a ja w ogóle ich nie czuję, ale... coś przywołującego ten rodzaj ciepła? Ale ciepło jako nastrój, nie temperatura; esencja przytulnego, vintage'owego komfortu, puszysta, miękka znajomość. Ale jest też plastikowo-porcelanowa kwiatowa aura, jak chłodność lalkowej skóry, a nie ludzkiej skóry, pulsu i oddechu, tworząc tę dziwną małą napięcie między intymnym ciepłem a sztucznym, urokliwym wdziękiem czegoś ujmującego, co mogłobyś wygrać na starym jarmarku, jak proto-Labubu w butelce.