Stetson to zapach z lat 80-tych, gdy tylko poczujesz go po raz pierwszy, przeniesiesz się do okresu głośnych zapachów fryzjerskich i odważnych postaci. Ponieważ Francois Coty zmarł w 1934 roku, zapach ten najwyraźniej nie został stworzony przez samego mężczyznę - co moim zdaniem można wyczuć. Jest to jednak nadal wspaniały zapach; aromatyczne, ziemiste i ziołowe połączenie lawendy, szałwii i paczuli rozwija się w ciepłe, kwiatowe serce. Słodka baza z miodowego piżma i kremowej waniliny i kumaryny pięknie z tym kontrastuje. To oldschoolowy męski zapach po goleniu, w którym kryje się element szyprowy. Mam próbkę z zabytkowego flakonu i naprawdę ożywa na skórze. Dla mnie ten zapach wyraźnie pachnie tak, jakby mógł być inspiracją dla Giorgio for Men, który miał pojawić się zaledwie 3 lata po jego wydaniu. Klasyka męskiej perfumerii.
Pour un Homme de Caron podsumowuje wiele z tego, czego można oczekiwać od tradycyjnych męskich perfum. Wyraźnie czerpie wiele inspiracji z Guerlain Jicky, ale nie kopiuje go zbytnio. Ogólnie jest to podobne połączenie aromatycznej lawendy i kumaryny, które emanuje klasą i dojrzałością. Próbka, którą posiadam, jest nowoczesną formułą, nie mam doświadczenia ze starszymi wersjami, więc nie mogę dokonać porównań - ale mogę sobie wyobrazić, że oryginał jest o milę lepszy. Świeża słodycz wanilii i kumaryny w połączeniu z lawendą i rozmarynem jest nadal wspaniała, choć nieco syntetyczna. Ogólnie jest to bardzo przyjemny zapach, nie kocham go na tyle, aby zagwarantować zakup pełnego flakonu, ale wzbudził moje zainteresowanie na tyle, że chętnie poszukam starszej wersji (jeśli cena nie będzie oszałamiająca).
Miałem jakiegoś rodzaju połączenie z tym perfumem, zanim go jeszcze miałem, tak jak miałem z prawie wszystkimi perfumami, które kupuję w ciemno. Nie wiem, jak to się dzieje, ale najpierw to po prostu uczucie, że pokocham ten zapach. Potem zaczynam czytać wszystko, co możliwe na jego temat, i mam jakiś zapach w głowie, jakby miał pachnieć. Zamykam oczy, głęboko oddycham i wyobrażam go sobie w moim nosie i w moim mózgu. 1932 to wszystko, co sobie wyobrażałem. Piękne, chrupiące, podnoszące na duchu aldehydy z nutą cytrusów na początku, nie ma w nim gruszki. Bardzo delikatne kwiaty bawią się w chowanego z irysem, który od czasu do czasu przytłacza inne kwiaty, ale w międzyczasie się ukrywa i można poczuć niewinne powiewy skromnego, ale rozpieszczającego świeżego bukietu kwiatowego. Nie potrafię odróżnić tych kwiatów, to jak pastelowy obraz kwiatowy, gdzie wszystkie pigmenty są wyblakłe z powodu dużej ilości wody. Złożona baza to ten styl, który Chanel robi dobrze - czyste wibracje, między innymi biały piżmo, sandałowiec i nuta wanilii. W przybliżeniu dzielę to na trzy rodzaje pudrowych zapachów. Pierwszy to abstrakcyjne uczucie nowoczesnego, luźnego pudru, miękkiego, czystego, delikatnego i puszystego. Drugi to zapach pudru dla niemowląt. Zachęcałem ludzi do kupienia jednej butelki, jeśli nie wiedzą, jak to pachnie. To mała inwestycja, aby poznać ten ukochany i znienawidzony styl perfum. Trzeci to zapach starego pudru, który był głównie pachnący irysem. Pudrowy zapach w 1932 to ten ostatni. To znany zapach irysa Chanel połączony z aldehydami. Glamour, błyszczący, suchy, trochę nieśmiały i czarujący. Nie tak suchy i zimny jak La Pausa, ale mimo to suchy, towarzyszą mu inne piękne kwiaty, które dodają jasnoróżowego, a nawet jasnego żółtego i zielonego koloru do błękitnego i fioletowego. Ten perfum jest niezwykle delikatny, łatwo ginie wśród innych zapachów. Próba noszenia go w domu to błąd - jeśli moim zamiarem jest cieszyć się nim w pełni. Po tym, jak dostałem ten zapach, nosiłem go w domu i poprosiłem męża o opinię. Powiedział, że to nic specjalnego i jest nudny. Następnego dnia nosiłem go w całkowicie pustej siłowni. Podszedł do mnie i zapytał: "Co to za niesamowity zapach?" Najlepiej nosić go w klimatyzowanym pomieszczeniu. Na zewnątrz też jest świetny, ale szczerze mówiąc, błyszczy w czystym powietrzu wewnątrz, czy to w siłowni, czy w biurze. Jeśli próbowałeś tego w jakimś dużym domu towarowym, istnieje ogromna możliwość, że nie uchwyciłeś jego właściwego charakteru. To nie tylko zbyt pełne różnych zapachów, ale także zbyt hałaśliwe. Uwierz lub nie, to również ma znaczenie. Dziękuję za przeczytanie, a jeśli chcesz mnie śledzić na IG: @ninamariah_perfumes
Commodity Gold jest bardzo prosty i szczerze mówiąc nie spełnia konotacji, jakie można sobie wyobrazić po nazwie takiej jak "złoto". Wyobraź sobie najnudniejszą bursztynową wanilię, jaką możesz sobie wyobrazić, a teraz uczyń ją dziesięć razy nudniejszą - otrzymasz to. Nie jest przesadnie słodki ani ciepły, nie jest to w ogóle ciężki zapach. Jest w nim subtelna świeżość, która sprawia, że jest bardzo łatwy do noszenia, ale prawie zbyt łatwy, jeśli o mnie chodzi. Nie pachnie źle, po prostu jest mało inspirujący i nijaki. Całkowicie rozumiem, że prostota jest motywem przewodnim tej marki, co jest w porządku. Jednak prostota nie musi rezygnować z głębi czy złożoności - Oud Vanille Cartiera to doskonały przykład na to, jak udoskonalić pozornie prosty profil zapachowy. Ogólnie rzecz biorąc, nie jestem pod wrażeniem tego zapachu.
Jak w przypadku innych olejków perfumowanych, wydaje się być bardzo lekki i blisko skóry na początku, ale gdy olejek się rozgrzeje, powoli zaczyna się projektować. To jest bardzo bliskie EDP, ale oud ma więcej głębi i bogactwa. Rzeczywiście, oud wychodzi na pierwszy plan bardziej niż ambra, w przeciwieństwie do EDP, które najpierw ma ambrę z tłem oudu. Oud przypomina Dead of Night (bardziej niż w EDP), a bogata, niemal maślana baza przypomina Melt My Heart z jej pół-gourmandową nutą gorzkiej czekolady. Nie można się pomylić z Strangelove, i gorąco polecam ten olejek każdemu, kto jest fanem.
Bodacious to słodycz za słodyczą i jeszcze więcej słodyczy. Doprowadza gourmand do górnej granicy tolerowanej słodyczy - w przyjemny sposób. Dużo się dzieje, wiele nut krzyczy do siebie, ale ogólnie jest to piękny zapach. Skupia się wokół tematu lepkich, syropowatych wiśni morello wirujących wokół gorzkiej nuty pysznego koniaku. Bogactwo to równoważone jest przez wytrawny, orzechowy posmak migdałów, wzmocniony przez wytrawny tytoń w bazie. Oczywiście zapach nie byłby kompletny bez tonki i wanilii, których jest więcej niż wystarczająco. Jest też odrobina kwiatów, w szczególności heliotropu, który prawdopodobnie wzmacnia akord migdałowy, który jest niezwykle dominujący. Ogólnie rzecz biorąc, jest to piękny zapach i zdecydowanie jeden z tych, które warto sprawdzić dla miłośników gourmand, ale osobiście uważam go za nieco zbyt słodki. Zwykle jestem przesadnie słodki, ale w przypadku tego zapachu naprawdę muszę się ograniczać, aby nie nabawić się bólu zębów. Będę bardzo zadowolony z mojego 5 ml dekantu, ale wątpię, czy kupię pełny flakon.
KOCHAM TO na mojej żonie. To jest takie czyste, ciepłe, zapraszające, intymne doświadczenie. Nie ma nic, co by odrzucało na skórze. Ożywa i działa swoją olfaktoryczną magię. Nigdy nie znałem perfum, które byłyby tak różnorodne na różnych osobach. Tylko żałuję, że butelka nie jest większa.
Nie wąchałem tego, ale mam nadzieję, że gdzieś jest dorosły mężczyzna, który przyzna się innym, że to jest jego zapach podpisowy.
Otwarcie tego zapachu wydaje mi się bardzo kobiece. Uspokaja się w naprawdę ładny męski aromat, ale radziłbym poczekać z oceną. Ostatecznie, podoba mi się ten zapach, ale nie jest on szczególnie zapadający w pamięć.
Zaczyna się jak B.O., potem to bukiet wspaniałych róż z otwartym odbytem pośrodku. Jeśli lubisz takie rzeczy, to dobry perfum. Jest bardziej skankowy niż Ombre Nomade.
Widziałem w sieci wiele zachwytów nad Casablancą, a niektórzy twierdzą nawet, że to najlepszy szypr, jaki kiedykolwiek wąchali. Czy się z tym zgodzę? Nie, nie sądzę, aby był bliski bycia najlepszym, ale to nie znaczy, że nie jest świetny. To zdecydowanie wyjątkowe podejście do tradycyjnego stylu, stawiające na pierwszym miejscu koncepcję białych kwiatów i nut zwierzęcych. Owocowe otwarcie stanowi pierwsze wprowadzenie do zapachu; soczyste nuty mandarynki, grejpfruta i czarnej porzeczki w słodkim, hesperydowym stylu. Niedługo potem pojawiają się białe kwiaty - coś, co można opisać jedynie jako eksplozję tuberozy, kwiatu pomarańczy i jaśminu. Kwiaty te są mydlane, gumowate i czyste, ale z wyraźnym urokiem brudu w tle. Zwierzęce nuty są piękne, a w połączeniu z mchem dębowym łączą wszystko umiarkowanie dobrze. Uważam, że to piękny zapach, któremu nie można odmówić jakości, ale brakuje mu harmonii. Każda nuta wydaje się krzyczeć o uwagę tak głośno, że trudno znaleźć jakąkolwiek równowagę lub jasność wśród chaosu. Naprawdę lubię ten zapach, ale niestety nie jest to miłość dla mnie - jestem o wiele szczęśliwszy trzymając się perfum vintage.
Phul-Nana, czyli "piękne kwiaty", został zainspirowany ideą ręcznie zbieranego bukietu pięknych indyjskich kwiatów i aromatu, który wypełniał powietrze wokół nich. Pierwotnie stworzony w 1891 roku, jest to prawdziwy skarb, który został utracony przez okrutne działanie czasu, zanim Grossmith z wdziękiem go wskrzesił. Jak można sobie wyobrazić, jest to oczywiście cudownie kwiatowy zapach. Lekka, zwiewna melodia neroli, tuberozy, geranium i ylang-ylang wypełnia przestrzeń wokół Ciebie, z delikatnymi hesperydowymi akcentami, które są delikatne i ulotne. Zaskakująco, ciepła, bursztynowa baza ze szczególną obecnością opoponaksu i benzoiny daje o sobie znać, gdy osiada na skórze - przenosząc Cię w miejsce o wiele bardziej egzotyczne i ekscytujące niż Twoje obecne życie w społeczeństwie. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak ekscytujące musiały być takie materiały w XIX-wiecznej Anglii. To naprawdę wspaniały zapach, ponadczasowa kreacja, która nadal pachnie niesamowicie, mimo że kompozycja ma ponad 130 lat. Nie muszę dodawać, że nie wąchałem oryginału, nie mam tyle szczęścia, aby mieć taki przywilej, ale tęsknię za tym.
Dior Dior to absolutne piękno, prawdziwy skarb, który wydaje się odległy od dzisiejszego stylu perfumiarstwa. W swej istocie zapach ten jest pięknie gładkim i mydlanym białym kwiatem, z elementami pożądania ukrywającymi się tuż pod powierzchnią. Wspaniałe trio narcyza, konwalii i jaśminu prowadzi kompozycję, tworząc intensywnie liściasty, mydlany i lekko zielony charakter. Kwiaty są namacalne, jakby płatki, które wąchasz, były tuż obok - wzór, który wydaje mi się często zauważać w starszych perfumach. Dodatek aldehydów jeszcze bardziej pogłębia tę mydlaną nutę, podczas gdy baza z mchu i drewna tworzy element mroku, jednocześnie inspirując obraz spaceru przez las gęsto zaludniony pięknymi kwiatami. To jedne z trudniejszych do znalezienia perfum, jeśli chodzi o vintage Dior, i nie bez powodu. Za ten mniej znany zapach można umrzeć, a jeśli kiedykolwiek znajdziesz butelkę w dobrej cenie, nie wahaj się z niej skorzystać.
Dryad to cudownie złożony i stymulujący zapach, wyraźnie wzorowany na złotych czasach zielonych kwiatów i szyprów. Jest niesamowicie oldschoolowy i pachnący vintage, jak często styl perfum Liz Moores - wykonany do perfekcji. Szereg gorzko-zielonych aromatów i nut ziołowych, w tym spora dawka galbanum wraz z szałwią, estragonem i tymiankiem. Ostre cytrusy i akcenty mydlanych białych kwiatów pomagają dopełnić całość, ustępując miejsca kremowej bazie orris i mchu dębowego. Połączenie narcyza i kwiatu pomarańczy jest boskie, nadając subtelnej niewinności wśród siły kompozycji. Przede wszystkim jest to zapach zielony. Aromat jest potężny i niemożliwy do zignorowania, co nie jest złe, ponieważ wkrótce łagodnieje. Osobiście wolałbym, aby mech dębowy i orris wyróżniały się nieco bardziej, ale ogólnie jest to oszałamiający zapach i musi go wypróbować każdy miłośnik klasycznych perfum.
Rozumiem, dlaczego Pulse Of The Night jest tak wysoko oceniany, ale tylko w porównaniu z resztą obecnego rynku projektantów. Jest to przyjemny ciepły bursztyn i zdecydowanie jeden z najlepszych od Issey Miyake, ale ogólnie nie jest to nic specjalnego ani szczególnie zapadającego w pamięć. Dość syntetycznie pachnące kadzidło wiedzie prym, z ciepłym skórzastym bursztynem spoczywającym na łóżku słodkiej, kremowej wanilii i tonki. Ma wszystkie aspekty dobrego seksownego wieczorowego zapachu, ale niestety wypada nieco płasko. Jestem jednak pewien, że ten brak głębi jest tym, co tak bardzo przemawia do mas, nie można go tak naprawdę nie lubić. Ogólnie jest to ładny, przyzwoity zapach. Osobiście go nie uwielbiam, ale rozumiem, dlaczego inni to robią. Myślę, że Issey Miyake to jedna z tych marek, do których nigdy nie mogłem się przekonać.
Po nazwie "Concentré" można by się spodziewać, że będzie to znacznie mocniejsza i intensywniejsza wersja oryginalnego Endymiona - mylilibyśmy się. Ma wiele podobieństw do oryginału, ale wydaje się być nieco bardziej zaokrąglony, ale równie słaby. Sam zapach jest bardzo przyjemny, bardzo łatwy do noszenia, pachnący świeżo, czysto i satysfakcjonująco. Nie jest to jednak nic specjalnego. To dość standardowy mydlany "niebieski" zapach typu żel pod prysznic, który jest zauważalnie lepszy niż to, co można znaleźć na rynku projektantów, ale ostatecznie jest to ten sam profil. Nie ma nic złego w tym zapachu, gdyby nie fakt, że ceny detaliczne Penhaligons wydają się pochodzić z jakiegoś wymarzonego świata. Jeśli ten zapach został ci podarowany, to świetnie, ale naprawdę nie jest wart więcej niż 50 funtów.
Halfeti Black Rose: czy pachnie jak czarne róże (cokolwiek to jest)? Nie, nie pachnie. To raczej tania wymówka dla różanego zapachu z niewielką kreatywnością lub wyobraźnią, po prostu zapach, który ma przemawiać do mas i sprzedawać jak najwięcej. Zapach jest oczywiście różany, ale nie w przyjemny, naturalny sposób. Róża jest nieco piskliwa, plastikowa i bardzo mydlana - prawie jak tania woda różana. Kontrastuje z tym trochę generycznych cytrusów i nieprzyjemny nadmiar czarnego pieprzu z niejasnym drewnem w bazie. Ogólnie rzecz biorąc, nie jestem pod wrażeniem tego zapachu, niestety pachnie bardzo leniwie. Kiedy nałożyłem go na skórę, pomyślałem, że pachnie jak Cool Water z dodatkiem róży i pieprzu.
Magnolia Infinita to jeden z tych zapachów, o których myślisz "to przyjemne", ale po 30 minutach zapominasz, że w ogóle go wąchałeś. To bardzo przyjemny, cytrusowy, mydlano-biały zapach kwiatowy, który pachnie świetnie, ale bez wątpienia jest raczej nudny. Zapach koncentruje się głównie wokół słonecznej, cytrynowej nuty magnolii, a jej czyste, mydlane aspekty wzmacnia obfita porcja jaśminu. Wachlarz delikatnych cytrusów rozjaśnia wszystko jeszcze bardziej, aż do momentu, w którym pozostaje coś, co jest zasadniczo orzeźwieniem w formie zapachu. Nie jest to szczególnie imponujące, zdecydowanie nic przełomowego. Ale pachnie dobrze. Nie sądzę, by zapach taki jak ten zasługiwał na cenę Acqua di Parma, ale przypuszczam, że warto go wypróbować, jeśli pociągają Cię letnie białe kwiaty.
CDG 2 był dla mnie jednym z pierwszych zapachów, z którymi się zetknąłem - był to jeden z pierwszych zapachów, który naprawdę mnie zaskoczył i nadal uważam go za nieskończenie tajemniczy i intrygujący. CDG 2 został opracowany w 1999 roku przez Marka Buxtona, czarodzieja nosa stojącego za debiutancką wodą perfumowaną CDG i wieloma kultowymi zapachami dla CDG i innych domów, w tym Vetiver 46 Le Labo (a ostatnio dla nowej niszowej marki Oddity z Hongkongu). Zainspirowany sztuką kaligrafii, CDG 2 to złożony wariant szyprowy z charakterystyczną nutą atramentu, który dla mnie pachnie jak błyszczący magazyn - w szczególności rodzaj grubego magazynu o modzie, w którym na stronach znajdują się różne próbki perfum. Okrzyknięte w momencie premiery wysoce eksperymentalnymi perfumami, często opisywane jako "futurystyczne", moim zdaniem swój efekt zawdzięczają współgraniu cytrusów, herbaty, ziół i przypraw, jasnych, niemal chemiczno-metalicznych aldehydów, akordu atramentu i nut kwiatowych, które po kilku minutach wysuwają się na pierwszy plan, delikatnie stapiając się z miękkimi przyprawami i stając się bardziej pudrowe, nie przechodząc w konwencjonalną "kwiatowość". To prawie tak, jakby te perfumy bezpośrednio aktywowały ścieżki nosowe związane z przyjemnością wąchania kwiatów. Zapach jest jednocześnie naukowy - przywodzi na myśl fartuch laboratoryjny - i całkowicie organiczny. Jest wysoce androgyniczny i początkowo wydawał mi się całkowicie uniseksowy, choć z czasem poczułem, że w jego kwiatach zakodowana jest subtelna, cyborgiczna kobiecość - wciąż nadająca się do noszenia przez każdego. Zapach ma w sobie coś z postludzkiego optymizmu Homogenic Björk z końca lat 90-tych, nastrój, do którego czuję nostalgię, choć powiedziałbym też, że jest idealnie ponadczasowy, niewrażliwy na trendy. To zapach, który z przyjemnością wąchałbym w każdej chwili, choć niekoniecznie chciałbym go nosić na każdą okazję - jest nieco chłodny i słodko-gorzki, nawet metaliczny lub obcy, ale w wysublimowany sposób. Również butelka jest idealna: porysowana cyfra, metalowy kształt wielkości dłoni, niecentryczna nakrętka? Precyzyjnie oddaje połączenie radykalnej oryginalności i nieludzkiej gracji zapachu
Bardziej syntetyczny, o gorszym zapachu Silence the Sea, chociaż nie oznacza to, że jest to zły perfum. To zapach morski na poziomie Sephory, podczas gdy STS to sztuka wysoka.
Używałem tego do pracy dzisiaj i trwało długo. Po pierwszym psiknięciu nie mogę powiedzieć, że poczułem gardenie, tylko dużą dawkę cytrusów/kwiatów. W chłodni, łapiąc zapachy około godzinę po pierwszym psiknięciu, poczułem naprawdę realistyczną gardenie, co jest bardzo trudne do osiągnięcia w świecie perfum. Nie przesadzaj z aplikacją, bo nie doświadczysz tego perfumu w pełni. Zdecydowanie polecam spróbować. Cieszyłem się zapachem mojego ulubionego kwiatu na ramieniu przez cały dzień. Nie mogłem jednak nosić go regularnie, ponieważ wydaje się trochę zbyt dojrzały i kobiecy dla mojego stylu.
Na karcie pachnie identycznie jak Solo Vulcan od Loewe. Jeszcze nie sprawdziłem, czy również utrzymuje się na skórze.
Fantazjowałem o idealnym zielonym zapachu, czymś z gryzącą, warzywną świeżością zmiażdżonych łodyg - nie owocowym ani lekkim, ale ostrym i gorzkim, jak korzenie i ziemia. Eris "Green Spell" zapewnia podmuch galbanum i hiperrealistyczny liść pomidora, który przypomina najgłębszą część obrazu Henri Rousseau z dżungli: sprawia, że myślisz o życiu roślinnym w kategoriach ostrzy i włóczni. W tym śnie o zieleni nie ma światła słonecznego ani nawet światła księżyca, tylko gęste zarośla kolczastych, zroszonych liści wyższych od ciebie. Mandarynka i czarna porzeczka są wymienione jako nuty głowy, ale cytrusy i cierpkość jagód nie wydają mi się z przodu, wkradają się bokiem, wraz z miłym dodatkiem liścia figowego, który nieco rozgrzewa mieszankę, choć jest też liść fiołka, który ją chłodzi. To jak podziemna wersja Philosykos - raczej cienista, niemal trująca zieleń niż anielska zwiewność Diptyque. Ludzie wydają się narzekać na jego trwałość, ale nie znalazłem żadnego super-zielonego zapachu, który trwałby bardzo długo, więc myślę, że to po prostu przychodzi z terytorium. Ten wysycha do pikantnego, lekko piżmowego i trawiastego wetiweru, który utrzymuje się przez dłuższy czas, choć tak naprawdę tylko jako zapach skóry. Bardzo lubię te perfumy.
Oryginalnie napisane w 08/23 AMOUAGE MYTHS Woman Nathalie Lorson (2016) Uwielbiam stawiać sobie wyzwania i próbować odnaleźć swoje granice w unikalnych, polaryzujących zapachach. To była moja ostatnia obsesja i myślę, że to jest ten, którego używałem najwięcej, próbując wyobrazić sobie zapach w mojej głowie. Udało mi się to bardzo dobrze. W otwarciu mamy Narcyza i Liście Fiołka na ulotną chwilę, a potem naprawdę jest to ciemnozielony zapach z kwiatów weterynaryjnych (zielone części), które były w wazonie przez jakiś czas, zmieszane z zapachem świeżo skoszonej trawy. Myślałem, że nikt nie chce stworzyć takiego zapachu, jeśli nie byłoby to coś pięknego, i miałem rację. Ten zapach tutaj jest naprawdę uzależniający, uspokajający i przypomina mi piękną naturę, która była dużą częścią mojego życia. Przypomina mi moje dzieciństwo, kiedy spędzałem czas z dziadkiem na polach, pozbywając się chwastów rękami i biegając po świeżej trawie. Nie sądzę, że trudno jest go pokochać, jeśli po prostu kochasz ciemnozielony zapach roślin. Wąchając od razu mój przedramię, dokładnie to, co czuję (mam na myśli to, co opisałem), ale wokół mnie zapach jest naprawdę kuszący i znacznie bardziej abstrakcyjny, bardzo przyjemny i unikalny. Nie czuję żadnej skóry, jakiej się spodziewałem. To jest mszyste, ale nie suche. Nuty głowy: Narcyz, Liście Fiołka, Galbanum Nuty serca: Goździk, Paczula, Ambra Akord Nuty bazy: Skóra, Mech, Piżmo Po prostu cudowne! Dziękuję za przeczytanie, a jeśli chcesz mnie śledzić na IG: @ninamariah_perfumes