Wetywer od Guerlain w reinterpretacji Xerjoffa lub Parfums de Marly lub czegoś podobnego. Krawędź całkowicie zniknęła, a cała korzenna, ziemista nuta została zastąpiona mdłym, przesłodzonym podkładem,... tak bardzo słodkim i dość irytującym. Chciałbym powiedzieć, że to zbędne, ale to prawdopodobnie całkiem sprytny ruch Guerlain, aby uczynić starą klasykę atrakcyjną dla tłumów, które uwielbiają takie bzdury jak Initio i PDM. Muszą jednak uporządkować swoje butelki, jeśli chcą dotrzeć do tego rynku, bo krzyczą o budżetowym wykonaniu.
wilgotny jaśmin z lochu, kolekcja szkieletowych cyprysowych kolan i skórzana maska kata nasączona olejkiem paczuli
Choć generalnie nie recenzuję zapachów, które mi się nie podobają (chyba że w jakiś sposób czuję się przez nie osobiście zaatakowany i muszę być złośliwy i małostkowy), ten jest tak dziwaczny, że nie mogę przestać o nim myśleć, a skoro tak o nim myślę, to prawdopodobnie o nim napiszę, a skoro tak, to marnotrawstwem byłoby nie podzielić się tymi przemyśleniami również tutaj. Tak więc, aby przygotować się do tego, wyobraź sobie lynchowski dysonans i niezgodność ryby w perkolatorze do kawy. Nie jest to ani ryba, ani kawa, ale myślę, że wiesz, o co mi chodzi. Początkowo jest to ulotny powiew koreańskiego mleka bananowego i przegrzanej elektroniki, być może pulchny plastikowy pojemnik uległ samozapłonowi, rozpryskując spieniony sok bananowy i smażąc płytki drukowane, a cała arkada zapaliła się i spłonęła. Metaliczny ozon i statyka iskrzących przewodów ostatecznie i w jakiś sposób nieuchronnie - w sposób, w jaki logika snów wydaje się całkowicie rozsądna i racjonalna - ustępuje miejsca potwornie zwierzęcemu indolowemu jaśminowi i w jakiś niewytłumaczalny sposób staje się ledwo wyczuwalnym dymnym kwiatowym zapachem skóry. Nie sądzę, że Y06-S to zapach, który się nosi; to doświadczenie, które się znosi. Jest dziwaczny, oszałamiający i trochę mdlący, ale myślę, że to dobre przypomnienie, że perfumy są formą sztuki, a sztuka nie zawsze powinna być łatwa do strawienia. Powinna zmuszać nas do myślenia.
Jestem absolutnym fanem bujnego, gorączkowego va-va-voom tuberozy i zawsze dobrze jest zobaczyć, jak jest ona interpretowana przez różnych perfumiarzy. Charade Sary Baker wkracza na scenę z rozkapryszoną tuberozową damą, a nie klasyczną, bogatą diwą, której można by się spodziewać. Ten zapach jest złośliwy i musujący; wyobraź sobie głosy Queenie Goldstein lub Betty Boop, oddychające, chichoczące szampanem i miodowym szeptem. Ale zwrot akcji! Podczas gdy nasza oszałamiająca tuberoza rozpraszała Cię swoimi kunsztownymi, ambrowymi szykanami, wyłania się roślinna paproć, a elf z Lothlorien wychodzi z cienia, sylvańska strzała wycelowana w Twoje serce. Bujność tuberozy przeplata się z zielonymi nutami, łącząc nasze dwie gwiazdy, tworząc urzekające napięcie. Ylang-ylang dodaje łagodnie rozpadającego się ospałości, podczas gdy styraks i benzoina tkają słaby ślad dymnej, balsamicznej słodyczy. Akord skórzany wydaje się być nie na miejscu, ale to ziemisty, oleisty, skórzany wachlarz trzyma tę nieprawdopodobną teatralną produkcję razem
Jak to powiedzieć, nie będąc niemiłym? Shangri-La od Hiram Green to mniej bujna i harmonijna utopijna ziemia obiecana, a bardziej wyobrażona przez Hieronima Boscha piekielna menażeria, spustoszona i nękana, skazana na zagładę i potępiona - cały horror, wielkość i nieokiełznane szaleństwo kosmosu, wydestylowane w jeden zgrzytliwie chaotyczny zapach. Początkowy podmuch przejrzałych, sfermentowanych brzoskwiń i owoców cytrusowych uderza w nas ostro, trąbiąc prosto z błyszczącego różowego tyłka dziwacznego potwora; balsamiczny rozkład jaśminu otula nas rozmytym, rozgorączkowanym, wijącym się arkuszem złototronowego ptaka pożerającego ludzi, aby przypomnieć nam, że wszystko jest próżnością, a przyjemności cielesne są ulotne, a dziwnie przyprawione pocałunki świńskiej zakonnicy pozostają na twojej skórze jak groteskowa pamiątka z karnawału deprawacji. W jakim pokręconym umyśle jest to Shangri-La? Myślę, że Hiram Green ma nad nami przewagę.
Eris Perfumes Mx to obślizgłe, niepokojące echo natrętnej myśli, fiksacji, przymusu, który pulsuje pod skórą i wzbudza niepokój i intrygę w równym stopniu. Hipnotyzujące wąsy szafranu, piżmowy pomruk czegoś pierwotnego, czegoś niepokojącego. Aksamitne drzewo sandałowe, przyjemne ciepło, komfort, ale coś jest nie tak. Dreszcz imbiru, ukłucie pieprzu, ostre, nagłe, budzące cię, przypominające ci, że nie jesteś sobą. Lustro chwieje się, odbijając oczy nieznajomego, którego nie rozpoznajesz, uśmiech na ustach, które nie są twoje. Tajemnicze, intymne i czyste, to perfumy szeptu, który przylega do ciebie, wspomnienie działań, których nie potrafisz wyjaśnić, wyborów, których nie dokonałeś. Czy te tęsknoty są twoje, czy też stałeś się fascynacją, naczyniem dla nieproszonych, szalonym powabem uwolnionym z ciemności?
EDIT: Po napisaniu tego wszystkiego w oparciu o bardzo silne wspomnienie, które mi się nasunęło, zdałem sobie sprawę, że napisałem całą tę obślizgłą, wspaniałą złośliwość o perfumach, które celebrują uwolnienie się od binarności płci... i że gdyby ktoś mnie nie znał, ta recenzja mogłaby zostać odebrana jako ktoś, kto jest przerażony lub obrzydliwy z tego powodu. Albo coś równie niefortunnego, czego nie chciałbym, żeby mi przypisywano. Nieeeee! Proszę, nie myśl, że wcale tak nie jest. Uwielbiam koncepcję, wykonanie i inspirację dla tych perfum! Ta konkretna recenzja została zainspirowana tym, jak zapach przypomniał mi o tym, co działo się w thrillerze YA Lois Duncan "Stranger With My Face", w którym nastolatka zdaje sobie sprawę, że jej zazdrosna siostra bliźniaczka dokonuje nocnej projekcji astralnej do jej ciała i zmusza ją do robienia strasznych rzeczy!
Obecna formuła (przynajmniej próbka, którą otrzymałem od Jovoy kilka miesięcy temu) ma niezwykle głośną i trwałą nutę kiwi, a ogólnie perfum jest BARDZO głośny i agresywny. Mimo to mi się podobał, a kiedy znalazłem 100 ml na Vinted za mniej niż 100 euro, nie wahałem się. Partia mojego flakonu pochodzi z 2020 roku i chociaż na początku jest taka sama, rozwija się bardzo różnie. Syntetyczna nuta owocowa jest bardziej naturalna w zapachu, a szybko ustępuje miejsca bogatej mieszance żywic, bursztynu i kadzidła. Czuję tutaj orzechy włoskie, podczas gdy w bardziej nowoczesnej wersji nie mogę ich znaleźć. To prawdopodobnie pełne syntetyków, ale efekt jest znacznie bardziej oldschoolowy i naturalny, nie tak daleko od jednego z dawnych bursztynów Serge'a Lutensa. Na początku myślałem, że to bardziej noszalne i łagodniejsze niż próbka, którą mam, ale w pewnym sensie podoba mi się szaleństwo próbki, im więcej noszę tę starą partię, tym bardziej cieszę się, że ją zdobyłem. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż jest głośny i owocowy, ale wydaje się bardziej elegancki i dopracowany, a znacznie mniej piszczący i wymagający. Brak fanfar nuty głowy przez wiele godzin pozwala mi dostrzegać imbir, benzoes i skórę, a ogólnie jest tu rodzaj akordu coli, którego w ogóle nie czułem w próbce. Kolejną rzeczą, którą tutaj dostrzegam, a którą trudno mi było zauważyć w próbce, jest immortelle, co być może sprawia, że przypomniało mi to niektóre dzieła Wujka Serge'a. Jest wspaniała i syropowa jak syrop klonowy!
Bardzo przyjemny zapach różanego szafranu i oudu. bardzo pudrowy, zdecydowanie do pokochania lub znienawidzenia.
To jeden z moich ulubionych zapachów na lato. Ogólnie bardzo przyjemny cytrusowy zapach na lato z kilkoma przyjemnymi kwiatami, którym nieco przeszkadza wydajność. Otwiera się wybuchem cytrusów, głównie pomarańczy i mandarynki, ale wyczuwam też nutę limonki. Po około godzinie wysycha do bardzo przyjemnych kwiatów. Kwiaty są tym, co moim zdaniem sprawia, że jest to zapach unisex, ponieważ neroli i inne kwiaty powiedziałbym, że są nieco bardziej męskie, ale zdecydowanie mogą być noszone przez kobiety. Kwiaty są sercem zapachu i kiedy wyschną, nie wyczuwam tak naprawdę wymienionych nut bazowych. Zapach ma dobrą projekcję przez pierwszą godzinę, po czym słabnie. Trwałość wynosi około 6 godzin. Oczywiście jako zapach Toma Forda jest szalenie drogi za zaledwie 50 ml, ale poleciłbym ten zapach na lato tylko ze względu na to, jak dobrze pachnie.
Na mojej skórze jest to piękny, przewiewny, świeży, słony kokos z minimalną słodyczą.
To nie kokosowy balsam do ciała, to świeżo rozcięty kokos, z którego kapie woda kokosowa.
Jest bardzo delikatna zielona nuta i subtelne ciepło bursztynu, ale ogólnie jest to lekki świeży słony kokos.
Idealny delikatny zapach na lato. Bezpłciowy. Coś w sam raz na ciepły wieczór i lekkie ubrania.
Po kilku godzinach nadal jest bardzo wyczuwalny na skórze. Pozostaje słony kokos oraz zwiewna, drzewna, lekko metaliczna nuta.
Widziałem inne komentarze, że jest to podobne do Another 13 z kokosem. I mieszanka entuzjastycznych recenzji i tych, którzy go nienawidzą lub nie czują kokosa. Zakładam, że ma to związek z Iso E Super?
Jedyny raz, kiedy nie podobał mi się zapach Iso E Super, to jeden z ELDO, którego nazwy nie pamiętam - był zdecydowanie zbyt ścierny.
Mam Sans Fleurs i Triad, obie uwielbiam i uważam za całkowicie dynamiczne, każda aplikacja to podróż, która nigdy nie jest taka sama jak poprzednia. Teraz mam Lao Oud i jest całkowicie w tym samym klimacie. Co jest naprawdę dziwne, to to, że otwiera się jak BAM, śmierdzący kupy w twojej twarzy, a potem nagle opada, pozostawiając zapach czekolady, miodowego oudu, co trochę mnie rozczarowało, ale właściwie, poczekaj chwilę, wraca silniejszy niż kiedykolwiek i ciągle to robi, bawiąc się w chowanego, ale jakoś za każdym razem wraca z większą zemstą. W fazie suchej uważam, że jest bardzo podobny do Sans Fleurs, chociaż wąchając je obok siebie ujawnia się mnóstwo różnic, ale myślę, że mają oba ten sam rodzaj oudu plus mało lub wcale elementów kwiatowych i dawkę wanilii. Ten perfum to absolutna bestia, a teraz jest tuż poniżej Triad pod względem przerażającego, potwornego zapachu. Jest łatwiejszy do noszenia niż Triad (ze względu na epicką latrynę Triad wypełnioną hyraceum), jeśli możesz przetrwać pierwsze minuty, które uwielbiam, ale które za każdym razem mnie zaskakują. Aktualizacja: nie, faza sucha nie przypomina mi Sans Fleurs, przypomina mi środkowa. Faktyczna faza sucha nagle ujawnia suchy, realistyczny zapach kawy, jak świeżo mielone ziarna kawy, absolutnie wspaniały i niespodziewany!
To ciepły, pocieszający, otulający zapach. Skłania się ku gourmand, ale nie za bardzo.
Jest pikantny, żywiczny i kadzidlany.
Jest gładki, kremowy i wciągający. Kakao nie jest zbyt gorzkie i dodaje wystarczająco słodyczy.
Ambra jest po prostu oszałamiająca. Słona, gładka, woskowa perfekcja. To nalewka z 7% naturalnej i etycznie pozyskiwanej ambry. Żadnych syntetyków tutaj. Wierzę, że hyraceum jest również autentyczne i etycznie pozyskiwane.
Animaliki są bardzo dobrze zbalansowane, biorąc pod uwagę mieszankę ambry, hyraceum i kastoreum.
Otwarcie jest po prostu niesamowite z eksplozją ciepłych, kremowych przypraw i ambry.
Gdy się ustabilizuje, jest dymny, gładki i kremowy, z przyprawami tańczącymi w i na zewnątrz przez ciepłą skórę, futro i wanilię.
fajny
Niesamowity, gładki, słodki i lekko pikantny zapach projektuje jak szalony i utrzymuje się na mojej skórze przez ponad 14 godzin.
Przyjemny, świeży, drzewno-aromatyczny zapach. Lawenda i liść fiołka nadają mu przyjemną świeżość. Idealny do noszenia na co dzień wiosną i latem. Otwiera się jak większość innych zapachów Paco Rabanne, słodko, ale nie tak słodko jak inne z linii invictus. W miarę schnięcia wyczuwalne są nuty pieprzowe i kwiatowe. Gdy wyschnie, zaczyna się pojawiać kaszmeran i piżmo, nadając mu nieco drzewny profil. To dobry wybór na co dzień i na zakupy.
Ładne perfumy oud z niebieskimi nutami. Tajemniczy zapach na randkę.
Gdy miniesz jabłkową fajkę wodną na początku, robi się lepiej (chyba że to lubisz). Powiedziałbym, że jest to dla bardzo odważnych ludzi. Trzeba być odważnym, by to zrobić.
Nie za mocny, ale też nie za lekki. Dobry profil i zapach do noszenia przez cały rok.
Zwykle muszę nakładać warstwy, ALE to świetny profil zapachowy
jest BARDZO pieprzny. Nawet w fazie wytrawnej. Nie jest to już mój idealny profil zapachowy. Ale jeśli potrafisz znaleźć sposób na ułożenie go warstwami lub lubisz pieprz, to działa.
O wiele lepszy niż woda perfumowana IMO. Uwielbiam to. Dobry na każdy dzień.
Zawsze mi się podobało. Zawsze zbierał komplementy. Bardzo atrakcyjny.
Niesamowity zapach od początku do końca. Na początku może być trochę intensywny, ale z czasem staje się przyjemnym, skórzanym zapachem, który jest idealny na specjalne okazje w zimne noce.
Piękna, bogata, słodka, a jednocześnie świeża róża.
W tle delikatna słodycz i przyprawy.
Delikatne akcenty wanilii i ambry sprawiają, że zapach jest dobrze zaokrąglony. Żywiczne i balsamiczne ciepło również dodają głębi.
Uwielbiam ten zapach.