Escape en Indonésia to niezwykle przyjemny, świeży zapach, bez ostrych czy szorstkich nut. Nie jestem fanem cytrusowych zapachów, ale zawsze cieszyłem się, nosząc ten. Jest tak delikatny, nie chrupiący, a raczej kojący niż energetyzujący, co jest rzadkością w kategorii cytrusowej. Neroli i jaśmin są piękne, a jednocześnie neutralne płciowo. Nie sądzę, aby ten zapach miał zielony charakter, ale pozostaje jasny z pięknym słonym i zmysłowym akcentem ambry. Nie ma w nim żadnych zwierzęcych nut, po prostu sprawia, że ten cytrusowy zapach jest czymś więcej niż tylko świeżym cytrusowym perfumem. Drzewo sandałowe pomaga utrzymać aromat gładkim i jedwabistym, ale nigdy nie staje się ciężkie ani kremowe. Zastanawiam się, dlaczego kobiety nie odkryły tego zapachu, ponieważ nie ma w nim ani męskiego, ani kobiecego charakteru, jest całkowicie neutralny. Escape en Indonésia to absolutnie świetny wybór na gorące temperatury, ale nie wydaje się również nieodpowiedni na chłodniejsze dni, to także świetny zapach do biura. Nie utrzymuje się przez cały dzień, a sillage jest minimalny, ale nie widzę w tym problemu w tego rodzaju perfumach. Możesz łatwo przesadzić z aplikacją, zanurzyć się w nim, a otrzymasz delikatną mgiełkę wokół siebie, jakby to była twoja druga skóra. Dziękuję za przeczytanie, mam nadzieję, że podobała ci się moja recenzja. Będę wdzięczny, jeśli śledzisz mnie na IG: @ninamariah_perfumes. To daje mi dużo motywacji do pisania więcej. 🤗
Cześć, czy to mnie szukasz? Bo zastanawiam się, gdzie jesteś I zastanawiam się, co zrobisz Czy jesteś gdzieś, czując się samotnie? Czy ktoś cię kocha?
Powiedz mi, jak zdobyć twoje serce Bo nie mam pojęcia Ale pozwól, że zacznę od powiedzenia...
Nie mogę cię poczuć.
O, witaj wiosenny romans! To wyjątkowy, niemal medyczny cytrusowy zapach z pięknym organicznym, lekko słodkim, świeżym bazyliowym i wetiwerowym wykończeniem. Goździk doskonale dopełnia tę cytrusową kompozycję. Bardzo się cieszę, że jest w mojej kolekcji. To nie jest zapach na 6-8 godzin (człowiek z domku na plaży) .. myśl raczej o 3-5 godzinach w klasycznym świeżym stylu. Zdecydowanie wart swojej ceny .. i można go znaleźć w świetnych cenach u amerykańskich dyskontów.
Tacit pokonał LV On the Beach i H24 Vives w walce o jedno z miejsc w wiosennej, letniej rotacji.
Elegancki wędzony wetiwer z odrobiną surowej ziemistości. Bardzo klasyczne odczucie. Świetny wetiwer, który znajduje się w czołówce moich osobistych ulubieńców obok Diora.
To lżejsza, słodsza wersja Tilia autorstwa Marca Antoine'a Barrois. Zaczyna się zielono i bardzo kwiatowo, a następnie przechodzi w słodki i przyjemnie pachnący zapach. Zaskakująco długo utrzymuje się na skórze jak na wodę toaletową, ponieważ otrzymałem komplement 10 godzin po nałożeniu. Jest uniseksowa, z lekkim nastawieniem na kobiecość.
Divine Vanille może mieć nuty głowy przypraw dodane do profilu, ale trudno mi naprawdę wychwycić cokolwiek poza wanilią. Nie zrozumcie mnie źle, wanilia ma niesamowity aromat. Jednak ten zapach jest moim zdaniem dość liniowy od początku do końca. W tej cenie lepiej byłoby wybrać Cremo Spice and Black Vanilla, ponieważ Cremo ma bardziej złożony profil za ułamek ceny. Czy podoba mi się ten zapach? Tak. Czy kupiłbym go ponownie? Prawdopodobnie nie.
Ładny zapach bzu z kremowymi nutami, szczególnie w nutach głowy. Przechodzi w przyjemny wiosenny zapach. Uwielbiam, że większość składników jest naturalna. 🌿
Pachnie 20 razy drożej, niż jest (lub niestety była).
Mój przyjaciel w pracy nosi to. Świetnie pachnie na nim.
Ten zapach to nieskazitelny sen. Otwiera się cytrusami, ale nie jest zbyt cytrusowy. Ten zapach jest tak gładki. Drzewno-bursztynowe wykończenie jest świetne. To nie jest bestia pod względem projekcji czy sillage. Projekcja i sillage są dobre, ale ten zapach błyszczy w bardziej intymnym otoczeniu i jest bardzo nieinwazyjny. Przypomina mi Lafayette St w fazie wykończenia. To jest must-have moim zdaniem.
To klasyka z jakiegoś powodu. Wszechstronny, swobodny, można go nosić na elegancko lub na co dzień. Podstawa każdej męskiej garderoby.
Lekka nuta czerwonych owoców na początku, która przechodzi w bardzo gładką skórę.
Mając taką nazwę (Pielucha Diabła), miałem wysokie oczekiwania. To, co otrzymałem, to perfum, który pachnie jak wiele innych perfum Lutensa. Co nie znaczy, że jest zły, ale jest tak bliski wielu innym, że czuję się nim całkowicie znudzony. Wyobraź sobie Le Participe Passé spotykającego L'incendiaire, Ecrin de Fumée i Périlleusement Votre. A w rzeczywistości tutaj syntetyczny oud jest bardziej szorstki niż w wymienionych wcześniej i już po pięciu minutach mnie irytuje. Duże, grube meh. Aktualizacja: to głównie soliflor labdanum, nie czuję żadnych innych nut, tylko syntetyczny oud, trochę żywicznej słodyczy na początku i labdanum.
Przyjemna, gęsta, lekko gorzka, prawie mleczna czarna herbata z bergamotką i pomarańczą. Jak Earl Gray. Delikatnie przyprawiona, mocna morela i dymne, kadzidlane drewno z odrobiną trawiastej, ziemistej, lekko pudrowej słodkiej bazy. Wspaniała herbaciana nuta. Znakomity morelowy zapach.
Z powodu ceny musiałem zacząć od podróżnej wersji 10 ml. Dzięki dobremu samopoczuciu, jakie ten zapach mi daje, oraz potwierdzeniu od osób wokół mnie, które szczerze mnie komplementowały, zdecydowałem się na pełną butelkę w dyskoncie. Prawie 40% taniej od ceny detalicznej. Jestem pewien, że 100 ml wystarczy na całe życie, tak intensywny, jak jest.
Najlepsza lawenda.
Jest wytrawny, bez typowej waniliowej bazy. To jak wąchanie prawdziwego kwiatu.
Jeśli kochasz lawendę, ale nie lubisz bursztynowej bazy do niej, to jest to.
Jeden z moich ulubionych zapachów wszech czasów. Nic nie może się z nim równać.
Jedyna lawenda, która rządzi wszystkimi.
Niezwykle realistyczne kadzidło.
Włoskie kadzidło kościelne. Chłodzące kadzidło. Nie zimne, ale chłodne.
Łagodna cedrowa baza.
Niezbyt trwały, ale niesamowity, póki trwa. Tak dobry, że nie przeszkadza mi jego przeciętna trwałość.
Mitsouko dla mężczyzn. Zaczyna się jak fougère, a kończy jak szypr.
Kwiaty pokryte mchem i skórą. Dostojny szypr, jak Mitsouko. Ale z solidną skórzaną bazą. I nie tak brzoskwiniowy...
Po prostu wspaniały.
Betonowe budynki, stal, para i lodowate gruszki. To obraz miejskiej dżungli. Natura wśród tego, co stworzone przez człowieka.
**Lekko pieprzowa Rose de Mai z nutą czarnej herbaty.
Sentimental to podróż przez emocje. Na początku uderzają mnie ostre, metaliczne nuty, przywołujące ból dawnych ran i utrzymujące się wspomnienie krzywdy. Później jednak pojawia się miękkość płatków róży, symbolizująca przebaczenie i dająca poczucie nadziei. Wszystko to otacza subtelne, korzenne ciepło - duch, który nie chce się poddać, idąc naprzód przez ból. To zapach, który odzwierciedla zarówno bezbronność przeszłych zmagań, jak i cichą siłę, która pozwala nam iść naprzód.
Jest naprawdę świetny, jeden z moich ulubionych z Zary.
Jeszcze raz! Nie sądzę, że to zły perfum, jednak patrząc na próbkę wcześniej, kolor płynu wewnątrz wydawał mi się alarmujący. Gdyby to były słodycze lub napój, nie pozwoliłbym mojemu dziecku tego spróbować, ponieważ przypomina to kryształowy metamfetaminę lub PCP z E-numerami i cukrem. Ten zapach, podobnie jak bolesnie słodki Triumph of Baccus, jest syropowaty i niezdarny w konstrukcji, nie brakuje mu głębi, ani znajomych akordów perfum, ani nawet kreatywnego zainteresowania kompozycją, ale dla mnie wydaje się klaustrofobiczny. Otwarcie jest szalone, mieszanka toksycznej owocowości i ciężkich, ciężkich kwiatów z ambry, powiedzenie, że przypomina Flowerbomb, jest dziwne! Potem zaczyna przypominać Noel au Balcon od ELDO, co jest stosunkowo krótkotrwałe, ponieważ zakończenie przypomina podobny truskawkowy biszkopt/ głowę lalki (patrz znowu Triumph of Baccus) i waniliowe piżma, co nie ma nic wspólnego z miodem i duszonymi owocami Noel. Może to łagodne kwiatowo/piżmowe gładkie wykończenie to, co nadaje energię Flowerbomb? Nie wiem? Więc to, co mówię, to to, że ma progresję i głębię, te zapachy są wyraźnie (przesadnie) skoncentrowanymi EDP lub Parfum, stworzonymi, aby były jak najgrubsze, obecne i luksusowe, ale próbując podkręcić do 11, kończą na około 6.5. Mam wrażenie, że wiele z nich to gotowe formuły z półki, lekko zmodyfikowane, a następnie uwolnione przez ten kąt Lux Niche, który myślałem, że będzie kiczowaty i tandetny, ale w rzeczywistości podoba mi się wybrana sztuka, wygląd produktu jest dobry, a marketing nie jest zbyt żenujący. To nie jest naprawdę moja rzecz, ale jest w porządku.
Co powiedzieć o tym zapachu? Cóż, to w pewnym sensie znajoma historia, ciężar akordu skórzanego (który jest bardzo suchy i dymny) dominuję nad wszystkim innym w tym perfumie, z wyjątkiem chwil otwarcia (sekund!) oraz dobrze ugruntowanego zapachu skóry (po wielu godzinach). Nie zamierzam wątpić w irysowy beton czy inne drogie składniki wymienione w nutach, ale czuję, że są one przytłoczone przez ten popielaty skórzany akord, który w pewnym sensie mi się podoba, ale jest dość dziwny i stanowi coś w rodzaju nabywanego gustu. Jest takie powiedzenie używane przez ekspertów bokserskich/trenerów 'dusić własną pracę', co jest dość oczywiste, ale w skrócie oznacza brak wystarczającej przestrzeni do zadawania skutecznych ciosów, niezależnie od tego, jak to się objawia. Cóż, czuję, że to w pewnym sensie podsumowuje markę Argos - ich zapachy nie są śmieciami ani niczym w tym stylu, ale wydaje się, że mają mało miejsca na oddychanie, a ten zapach jest tego uosobieniem, ponieważ ten popielaty akord jest rozciągnięty na kompozycji, nie pozwalając jej na oddanie czegokolwiek innego. Teraz, gdy się ustabilizował, jest znacznie bardziej piżmowy i słodszy na skórze, zachowując jednocześnie trochę tego dymnego skórzanego akordu. Rozumiem, perfumeria jest trudna, wszyscy jesteśmy trudni do zadowolenia; gdyby nie był tak potężny przez cały czas, mogłbym napisać recenzję, w której stwierdzam, że to słaba interpretacja istniejącego tematu, więc daję mu trochę luzu, bo nie można ze mną naprawdę wygrać. Co mnie natychmiast uderzyło, to podobieństwo do Rasasi, o którym wspomniałem w innej recenzji Argos... To pachnie bardziej jak ambra / Memo Irish Leather nawet niż tamto. Jednak przypomniał mi się inny Rasasi (przynajmniej na początku) i był to Tobacco Blaze, który jest dziwną kombinacją tego nieustępliwego dymnego akordu i brzoskwini/ moreli, co skłoniło mnie do stwierdzenia, że pachnie jak kubek jogurtu brzoskwiniowego, który został przerobiony na popielniczkę, co nie brzmi świetnie, ale w rzeczywistości było interesującym konceptem. Jednak teraz, gdy się nieco ustabilizował, jest znacznie bardziej jak ambra.