Chypre Mousse od Oriza Legrand to nieoczekiwany ... miodowy absynt szyprowy? Objawia się jako drożdżowy pączek nakrapiany ostrymi, zielonymi ziołami i polany chochlą błyszczącej, ciepłej glazury cukrowej wykonanej z miodu z halucynogennych kwiatów i gorzkiego ekstraktu z piołunu. Tak jakbyś poszedł do super rzemieślniczego sklepu z pączkami / apteki w zmienionym stanie i zamówił "specjalną zieloną wróżkę". Jest intensywnie słodki w niepokojący sposób, którego nie potrafię do końca określić, i absolutnie nie jest dla mnie - ale zdecydowanie potrafię go docenić.
Jest to rozkoszna, głęboka wanilia, nic zbyt słodkiego ani ciastowatego. Na sucho jest po prostu pyszny i utrzymuje się przez wiele godzin.
Kiedy ktoś mówi o perfumach Le Labo i Iso E, Another 13 jest jednym z zapachów, które przychodzą na myśl, a te perfumy przyciągają tłumy. Another 13 to jedne z tych perfum, które za każdym razem pachną inaczej. Jeśli chemia ciała jest kompatybilna, wysychanie jest tak niebiańskie.
Moim zdaniem są to perfumy warte pełnego flakonu, które nadają się do noszenia na co dzień. To także bezpieczny wybór na randki!
Mitsouko jest już znany i kochany przez prawie wszystkich, to po prostu triumf pomysłowości w branży perfumeryjnej - prawdziwa definicja arcydzieła. Piszę tę recenzję, próbując dekant z flakonu EDT z lat 90. i jestem zakochany. Prym wiedzie oczywiście mech dębowy, który jest intensywnie zielony i kremowy. Jasne, hesperydowe aspekty nut cytrusowych nadają zapachowi dużo mocy, podczas gdy oddaje się kremowym aspektom z nienagannym brzoskwiniowym aldehydem C14. Pudrowe kwiaty i ciepłe przyprawy są tu bardziej wyczuwalne niż w obecnej formule, która bardziej skupia się na próbie odtworzenia akordu mchu dębowego najlepiej jak potrafią. Żadne słowa nie są w stanie opisać mistrzostwa stojącego za tym wspaniałym pięknem, a przywilej wypróbowania tego zapachu z czasów, zanim IFRA zepsuła użycie jego najważniejszej nuty, jest surrealistyczny. Muszę zdobyć flakon tego zapachu, jeśli mam dalej żyć na tej ziemi.
Oud Cologne to mariaż dwóch rzeczowników, których zwykle nie używa się razem, to dopiero drugi zapach, który wypróbowałem od Bortnikoffa, ale naprawdę mi się podoba. Zdecydowanie koncentruje się bardziej na aspekcie "wody kolońskiej" niż oudu, którego, szczerze mówiąc, nie mam zbyt wiele. Jednak mimo to jest cudowny. Na pierwszy plan wysuwa się cudownie naturalnie pachnący koktajl gorzkich, rześkich owoców cytrusowych, w tym pomarańczy, grejpfruta i bergamotki - to tak, jakby prawdziwa rzecz znajdowała się tuż przed nosem. Jałowiec i sosna nadają mu piękny zielony, aromatyczny, niemal ginowy akord, uzupełniony słonymi akcentami ambry i geranium. Jak już wspomniałem, nie wyczuwam w tym zapachu oudu, co nie jest niczym złym, a jedynie mylącym. Jeśli chodzi o zapachy cytrusowe, ten jest absolutnie oszałamiający - naprawdę fantastyczna propozycja na cieplejsze dni, kiedy potrzebujesz orzeźwienia, ale nie jestem pewien, czy chciałbym wydać tyle pieniędzy na zapach cytrusowy.
Bortnikoff to marka, która intryguje mnie od dłuższego czasu, a Tabac Doré jest jedną z jej bardziej popularnych propozycji, więc byłem bardzo podekscytowany możliwością wypróbowania tego zapachu. Muszę przyznać, że czuję się nieco rozczarowany, jeśli mam być szczery, to naprawdę nie jest mój styl zapachu - szczerze mówiąc, nie czuje się nawet jak perfumy, które niektórzy mogą pokochać. Ma przytłaczająco suchą nutę tytoniu - nie jest popielaty ani paskudny jak papieros, ale bardziej jak suszone liście tytoniu na siłę zmiażdżone w starej, brudnej fajce. Gęste, oleiste balsamy wraz z siarczystym labdanum i gęstym oudem zamieniają ten zapach w coś przypominającego wilgotną ziemię. Szczerze mówiąc, to wszystko, co naprawdę z niego wyczuwam. Rozumiem, że ludzie uwielbiają ten dom za nieograniczone wykorzystanie wysokiej jakości naturalnych materiałów, ale dla mnie wydaje się, że brakuje mu ogólnego polotu i spójności - to raczej zapora naturalnych surowców dla samego faktu, że są naturalne. Nie jest to zła kreacja, ale nie jest to coś, co chciałbym nosić.
Goodman's to przepięknie wyrafinowany aromatyczny orient, doskonale oddający bogactwo i elegancję klienteli Bergdorf Goodman. Jest podobny do innych kreacji Roja, a mianowicie Vetiver i Semi Bespoke 10, ale podąża we własnym kierunku. W profilu zapachowym dominuje wetyweria z jej suchymi, trawiastymi właściwościami, uzupełnionymi orzeźwiającym uderzeniem rześkiej, gorzkiej bergamotki. Z tego miejsca ujawniają się orientalne aspekty, suche kadzidło i subtelne ciepłe przyprawy cynamonu i kardamonu pozostają w bazie, aby nadać jej kopa. Myślę, że to piękny zapach - nie jest tak wyjątkowy ani ekscytujący jak niektóre inne zapachy roja, ale taka jest idea. Ten zapach jest stworzony dla nowoczesnego mężczyzny, który wyraźnie ma pieniądze, ale chce chodzić po ulicach bez robienia zamieszania. To piękny, klasyczny męski zapach, który z pewnością bym kupił, gdybym znalazł go w odpowiedniej cenie.
Comme des Garcons Rouge to dziwny i zaskakujący zapach, zupełnie nie tego spodziewałam się po tym błyszczącym, wiśniowo-czerwonym flakonie. Zamiast tego przypomina mi dzieło sztuki autorstwa wspaniałej i ekstrawaganckiej argentyńskiej malarki Leonor Fini. W Les Sorcieres obserwujemy pięć oszalałych czarownic rojących się i szybujących na swoich miotłach przez wirujące krwistoczerwone niebo. Ten zapach odzwierciedla te gorączkowe doznania zwiewnego, oszałamiającego zawrotu głowy i łączy je z ziemistą ziemistością, jak zioła, liście i rzeczy świeżo wykopane z ogrodu. Rouge pachnie jak musujący krzew (winny napój, nie krzaczasta roślina. Ale także bez większości octu) rabarbaru i buraka, ognistego korzenia imbiru i kwiatowego różowego pieprzu. Kociołek czarownicy, który zwęża się do pięknego imbirowego kadzidła.
Czuję ten zapach i nagle cofam się w czasie do dawnych czasów z 2014 roku, kiedy robiłem coś w Internecie, co niektórzy z was mogą pamiętać, choć mogliście nie wiedzieć, że to ja. Udostępniałem codzienne misje miłości i samoakceptacji od najbardziej nikczemnego złoczyńcy Eternii o twarzy czaszki, gdy postępował w swojej podróży uzdrawiania. Mówię oczywiście o Skeletor is Love. Strony na facebooku i tumblr nadal istnieją, jeśli nie masz pojęcia, o czym mówię. W każdym razie, ktoś na Makeup Alley zdał sobie sprawę, że to ja, i połaskotany, że twórca tej dziwnej rzeczy był również entuzjastą zapachów, zostaliśmy przyjaciółmi. Miyako od Annayake był rzadkim zapachem, który nalegała, abym znalazła, wskazała mi jego ofertę na eBayu i wkrótce był w moim posiadaniu. Zainspirowane japońskimi rytuałami kadzideł, były to perfumy, o których nigdy nie słyszałam, ale zaintrygowały mnie i są niespodziewanie piękne. To ciepły, bogato pachnący bursztyn, mnóstwo suchych, marzycielskich przypraw i drewna oraz zmienna, ale całkowicie ambrozyjna nuta dymnego zielonego kwiatowego kardamonu. Jest bujny i hipnotyzujący, a kiedy go noszę, przypomina mi o dziwnych połączeniach, które tworzymy w życiu i o tym, że jeśli nie jesteś na nie otwarty, możesz przegapić coś spektakularnego.
Tibetan Mountain Temple nie pachnie jak moje wyobrażenie o mieszance przygotowanej zgodnie z wielowiekowymi tradycyjnymi metodami buddyzmu tybetańskiego, aby towarzyszyć ofiarom modlitewnym lub rytuałom duchowego oczyszczenia. Ale co ja tam wiem! To bardziej jak alejka z przekąskami w sklepie turystycznym *next * do klasztoru, ale jedyną rzeczą, którą sprzedają, są pomarańczowe lody śmietankowe i te absurdalnie pyszne Newman Ginger-Os, które, jeśli nigdy ich nie jadłeś, są w zasadzie jak Oreos w koncepcji, ale zamiast kanapki z czekoladowym ciasteczkiem, jest to imbirowy snap.
Byłem małym dzieckiem, które nigdy nie zwracało na nic uwagi. Wiecznie miałem głowę w chmurach. Oczywiście, kiedy jesteś wiecznie wyłączony z tego, co się dzieje, rzeczy dzieją się niezauważone. Czasami są to takie rzeczy, jak zapisanie cię przez matkę na letni obóz, o którym nic nie wiesz, dopóki nie zapakuje cię do autobusu z wieloma dziećmi, których nie znasz, do miejsca, o którym nigdy nie słyszałeś. Wciąż jednak można marzyć i wyobrażać sobie, więc po prostu znalazłem miejsce dla siebie, oparłem głowę o foliową szybę okna autobusu i wdychałem czyste, chłodne poranne powietrze wczesnego czerwcowego poranka w Ohio, gdy pojazd nabrał prędkości i wyjechaliśmy z przedmieść w promienie słońca. Demeter's Fresh Hay pachnie jak miodowy kwiat czerwonej koniczyny, ciepła, zakurzona ziemia i miękka, drzewno-trawiasta wetyweria; żyzna gleba letnich marzeń i nieograniczona przestrzeń wyobraźni młodego człowieka
Poets of Berlin od Vilhelm Parfumerie to nikczemna bioluminescencyjna zmutowana borówka. Borówka poddana szkicowemu, niedofinansowanemu eksperymentowi w prototypowym telepodzie, ale w komorze znajdowała się również cząsteczka cytrynowo-aloesowo-bambusowego odświeżacza powietrza Glade, zanim została hermetycznie zamknięta, a także rozbity klejnot, który spadł z akrylowego paznokcia stażysty, niezauważony. Rozdarty atom po atomie, mały dżemowaty owoc połączył się z błyszczącymi odłamkami słodkiego blasku i żrącą, świecącą w ciemności cytrusową lilią. Nie sądzę, by David Bowie kiedykolwiek napisał piosenkę o tym potworze, ale była adaptacja filmowa z Jeffem Goldblumem
Mamy randkę z Old Scratch i spotkamy się z nimi ubrani w Idole de Lubin i nic więcej. Ten zapach jest sprzedawany dla mężczyzn, co jest stekiem bzdur, ponieważ ten drzewny, mrocznie przyprawiony zapach z nutami szafranu, rumu, drewna tekowego i trzciny cukrowej byłby druzgocący dla każdego, kto posiada ludzkie ciało. A mówiąc o posiadaniu ludzkich ciał, nasz bae Beelz ma wpaść o północy, a ten piekielny smakosz przepełniony bezbożnym dymem, syropowatym alkoholem i grzechem odzianym w skórę sprawi, że poczuje się jak w domu.
To jest nowoczesna hiperbola perfum, tak silna, że powinna być niemożliwa. Jedno małe kropnięcie gdzieś na ciele to WIĘCEJ niż wystarczająco, a 10 ml wystarczy na całe życie. Osobiście mam dość braku akigalawood Bischs, ale ten jest jednym z najlepszych. Nie mogę zdecydować, czy jest bardziej, czy mniej brutalny niż Tubéreuse Astral, myślę, że bardziej.
To jest magiczna rzecz. Gorzki, pogański, drzewny, pikantny... absolutnie fantastyczny do noszenia w chłodne dni. A flakon jest oszałamiający. Całkowicie unisex.
Ogromny, seksowny, chamski, pyszny zapach. Zdecydowanie na randki. Trwałość na skórze jest wspaniała.
Fizzy rose leather! Nie mam pojęcia, jak JC Ellena to robi. Zachwycające.
Szczypta Fils de Joie z wilgotnym papirusowym akordem z Figment Woman, stara szkoła śliwki w wspierającej (ale powściągliwej roli) oraz owocowym ylang ylang. Amouage to mój ulubiony dom perfumeryjny z jakiegoś powodu, każda kompozycja to triumf (mam na myśli erę Chonga i wcześniejsze, ostatnio są wzloty i upadki), a ta nie jest wyjątkiem.
Nie sądzę, żebym wcześniej miał nos na wyraźnej nucie jagodowej. To jest naprawdę interesujące.
To nie jest to, co uważałbym za smak borówki, przynajmniej tutaj w Wielkiej Brytanii. Bardziej przypomina balsam do ust, ale nie jest mdły ani sztuczny.
Cytrusy nie są zbyt ostre, ale pomagają zachować równowagę.
Przysiągłbym, że w otwarciu był tu tytoń i może lekka paczula, gdzieś jest sugestia przyprawy, zgaduję, że to mieszanka zielonych nut i suchej wetywerii!
Zielony, świeży bambus jest niemal wyczuwalny w ustach. Dodaje soczystej, świeżej nuty, która sprawia, że owoce nie stają się zbyt słodkie.
Borówka pojawia się i znika w centrum uwagi.
Jesteśmy po godzinie. Za jakiś czas zrobię aktualizację.
Około 5 godzin - osiadł w lekko słodkim kwiatowym z miękkimi i kremowymi odcieniami. Wciąż wyczuwalna jest też nuta jagodowa.
Bardzo różni się od wszystkiego, do czego jestem przyzwyczajony, naprawdę mi się podoba!
Cała magia Amouage dla mnie zniknęła. Produkcja ich zapachów nie poszła całkowicie w dół pod rządami Salmona, jak niektórzy by twierdzili, ale mimo że podoba mi się kilka ostatnich premier, zdecydowanie brakuje mi teraz ekscytacji i oczekiwania na nie. Jest w tym nijakość, homogenizacja, która wydaje się napędzana komercyjnie, a nie pasją. Cała paleta kolorów i koncepcje pastelowych (a w tym przypadku beżowych) butelek to wymowne wskazanie na to, co mam na myśli. Osobiście lubię pracę Bertranda, mógłbym i chętnie nosiłbym ten zapach, jest w porządku, (ALERT SPOILEROWY:) po prostu mnie nie ekscytuje. Jego mleczna laktonowa baza jest gładka jak kamyk i tak naprawdę ma znacznie więcej do zaoferowania, niż by się wydawało, stawiam, że Berty użył miliona materiałów, aby to stworzyć, ale przeciętny człowiek (lub nawet zapalony entuzjasta) uznałby to za nudne, drewniane dno. Więc czuję szczyptę przypraw w nutach głowy, potencjalnie to połączenie różowego pieprzu i cynamonu, bardzo Amouage, byś pomyślał, ale to jest ulotne i szybko ustępuje miejsca pocieszającemu drewnu kaszmirowemu, kardamonowi, orzechowemu laskowemu/pistacjowemu, kremowi sandałowemu. Wzmianka o cypriolu może tu lekko nawiedzać, a dziwność palo santo (na szczęście bez tego okropnego gumowego akcentu) mogłaby również odgrywać rolę w wzmocnieniu tego akordu sandałowego? To wszystko jest jednak zbyt niejasne. Jestem miłośnikiem orzechowych, szeroko piżmowych, niskoprofilowych perfum, ale to nie do końca mi odpowiada. Całkiem miłe, dość kreatywne, ale brakuje mu iskry Amouage z ery Chong. Za te pieniądze nie dostajesz doświadczenia, które kiedyś miałeś z Amouage, i z tego POWODU, rezygnuję. Aktualizacja: 07/12/24 Tak, noszę to dzisiaj i mogę potwierdzić, że Reasons zdecydowanie nie jest dla mnie. Lubię piżmowość w bazie i myślę, że to kreatywny zapach, czułem coś takiego wcześniej i to nie jest moja bajka, nie nienawidzę tego, ale też nie jestem fanem.
Miękkie białe kwiaty i ziemisty, skórzany, marzycielski mech dębowy i drzewne, bliskie skórze piżmo; to klasyczna perfumeria z przymrużeniem oka. Choć zdecydowanie czuć tu pudrowy, vintage'owy glamour, to jest on zilustrowany przez popękane szkło, jest w nim też coś połyskującego i dziwnego. To wyblakłe zdjęcie Siouxsie Sioux czytającej Królika Piotrusia Beatrix Potter, które nigdy nie istniało w tym świecie, ale jestem pewien, że istnieje w innej rzeczywistości.
Origins Ginger Essence jest jak przebudzenie się pierwszego dnia letnich wakacji i wystrzelenie z łóżka z okrzykiem i okrzykiem we wspaniałość pięknego bezchmurnego dnia, nieba tak błękitnego, że czujesz, że patrzysz wieczności w oczy, a wieczność też ma całkiem wspaniały dzień. Pierwszy dzień, w którym wiesz, że masz przed sobą dwa i pół miesiąca, w którym masz obowiązki i nikt nie wymaga od ciebie czasu. Jako dorośli prawdopodobnie od dawna nie doświadczyliśmy tej całkowitej i chwalebnej wolności, a ten jasny, musujący, musujący zapach pikantnego, świeżo posiekanego imbiru i aromatycznych, pikantnych skórek cytrusowych (oraz pobliskiego rondla z prostym syropem, tuż poza naszym peryferyjnym wzrokiem) jest tak bliski, jak to tylko możliwe, abyśmy mogli poczuć te bajkowe wczesne letnie wakacje. Zobacz także cały tekst piosenki June Hymn zespołu The Decemberists. "A panoply of song" to dokładnie to, jak opisałbym ten zapach.
mlleghoul04/13/21 05:53
Muszę być w specyficznym, wyjątkowym nastroju, by sięgnąć po tę aplikację. To znaczy głęboko w ferworze ogromnego głodu cukru. Dla kontekstu, oficjalny opis Kerosene's Unknown Pleasures wspomina o malowniczej wizji spaceru zimną ulicą Manchesteru, słuchania Joy Division, popijając ciepłą filiżankę London Fog. A potem cała masa rzeczy o przytulnej wanilii i rześkiej cytrynie". Ok, więc to nie jest idylliczny spacer z gotycką popołudniową herbatą w Wielkiej Brytanii, a bardziej modny bar w Austin ze specjalnym creme brulee pina colada zwieńczonym tymi lekko przyprawionymi ciasteczkami z kruchego ciasta lotniczego, które są smaczniejsze niż mają jakiekolwiek prawo być. To jak kokos, ananas i opiekany krem waniliowy Mcflurry z dodatkiem ciasteczek Biscoff. A tak przy okazji, nie czepiam się Austin. Podróżowałem tam kiedyś i zapomniałem spakować perfum - horror! - i kupiłem butelkę Unknown Pleasures z uroczego małego butiku. To niemal przerażająco szalone perfumy deserowe i muszę powiedzieć, że je uwielbiam.
Powracam do Daim Blond Serge'a Lutensa, zapachu, o którym myślałem, że mnie nie obchodzi. Jest obiektywnie "ładny", ale po prostu ze mną nie rezonuje. Wyczuwam rzeczy, które ludzie w nim kochają: nieuchwytny powiew miękkiego zamszu z wewnętrznej kieszeni drogiej torebki, chłodny kwiatowy irys, miskę moreli wygrzewających się w promieniach popołudniowego słońca. Ale te rzeczy są tam. A ja jestem tutaj. I nie łączymy się. To kobieta robiąca karierę, która wyszła za mąż, urodziła dzieci, zajmuje gdzieś kierownicze stanowisko i uprawia jogę na gorąco oraz spinning. To zupełnie nie ja. Przypomina mi to zdjęcie Maureen Prescott z pierwszego filmu Krzyk. Wygląda na poukładaną kobietę. Ale później okazuje się, że miała skomplikowaną przeszłość, która stała się katalizatorem całej serii. Dziś, gdy poczułem wcześniej niewykrytą nutę zadumanego cedru i tęsknego fiołka, pomyślałem o bólu, traumie i tragedii Maureen i zdałem sobie sprawę, jak bardzo wszyscy jesteśmy warstwowi i jak niczyje życie nigdy nie jest takie, jak sobie wyobrażamy z zewnątrz. To coś, z czym warto się pogodzić, podobnie jak, jak sądzę, Daim Blond.