Pierwsze tchnienie Coeur Noir przeciwstawia się jego ponurej prezentacji z nieoczekiwaną lekkością - chłodnym pastelowym kandyzowanym pyłem, sprasowaną pudrową słodyczą, jak owocowe wispsy i cukrowe płatki kwiatów zmielone kredą. Jest to zakotwiczone przez drzewną, żywiczną wanilię, ale zamiast kremu lub słodyczy, przywodzi na myśl delikatną, aromatyczną książeczkę papiers d'Armenie. Lekkość jest jednak zwodnicza. Gdy osiada na skórze, słodycz zaczyna się powoli wycofywać, niczym zaćmienie stopniowo przyciemniające niebo. To, co się wyłania, jest bardziej kontemplacyjne - mroczna, podobna do mirry jakość, to dymno-kwaśne kadzidło, które sugeruje cienie obiecane przez to czarne pudełko w kształcie serca, graniczną przestrzeń wiecznego zmierzchu, nigdy nie osiągając pełnej ciemności.
Jeden z moich ulubionych
Owocowy, słodki, kremowy, świeży, drzewny i pikantny.
Łatwy w użyciu, świetny na ciepłe dni.
***"Prosty", który został bardzo dobrze zbudowany!
Perfumy o świetnej jakości i bardzo wysokiej "przyjemności". Naprawdę lubię słodkie perfumy i ten należy do tej kategorii, ale jak mogę powiedzieć ... Ma słodycz, która bardzo różni się od innych perfum, które lubię. Być może wanilia jest tu w jakiś sposób lżejsza, a lawendę wyczuwam o wiele bardziej, wnosząc orzeźwiający/aromatyczny aspekt. Zgadzam się z niektórymi kolegami, którzy twierdzą, że nie jest to złożony aromat, ale bardzo dobrze radzi sobie z "prostotą" wanilii / lawendy. Po wyschnięciu nadal można poczuć lekkość, którą przekazują perfumy, ale z nieco bardziej "drzewnymi" nutami... Ale nadal w pewnym sensie bardzo lekki!!!
Na mojej skórze udało mi się uzyskać dobrą wydajność, z projekcją i trwałością odpowiednio (2h - 3h) i (8h - 10h). Powiedziałbym, że może być używany bardziej na chłodne dni (w dzień lub w nocy) i te dni z odrobiną słońca i nieco chłodniejszym wiatrem, z jesiennym klimatem. Nie wiem, czy mogę uznać go za perfumy "imprezowe", łatwo wierzę, że mogą go przyćmić inne perfumy o większej projekcji i słodszych aromatach (wanilia, toffi, karmel, owoce itp.).
Jeśli już lubisz perfumy nieco słodkie, a zwłaszcza perfumy z lawendą, to warto poznać i wypróbować. Nie oczekuj od niego całkowicie unikalnego, złożonego i innowacyjnego aromatu. To, co zapewnia, to perfumy, które są bardzo atrakcyjne dla publiczności oraz lekki i bardzo przyjemny aromat przez cały czas ich ewolucji. Zdecydowanie warto go mieć w swojej kolekcji, ale także poznać inne wersje linii Valentino Uomo...
Wspaniały, czysty cytrusowy zapach bez ofensywy, łatwy do chwycenia i spryskania. Nic specjalnego, po prostu przyjemny w noszeniu. Można go nosić wszędzie praca siłownia kościół szkoła nie ma znaczenia po prostu ładnie pachnie
Słodki kwiatowy zapach róży z lekką nutą pudrową, ale nie zbyt kobiecy. Bardzo przyjemny różany zapach
To świeży, korzenny zapach. Przypomina mi stonowany Beekman Place od Bond no.9. Nie jest tak mocny jak Beekman Place, ale przy pierwszym powąchaniu czuć czysty, mydlany zapach z nutą bazylii. Jest to dobry, tańszy Beekman Place. Jeśli ci się podoba, możesz go kupić.
Muszę przyznać, że początkowe kilka minut jest dość spektakularne. To potężny zapach. Niestety po kilku godzinach cała słodycz i cała chwała znika, a ty zostajesz z niechlujnym wrażeniem L'Interdit Rouge. Tuberoza i przyprawy, ale wcale nie przyjemne.
Zapach bardzo starej osoby. Jak babcine wibracje. Kojarzyłby mi się z panią po siedemdziesiątce🤣 Ten zapach w ogóle nie jest dla mnie. Nie mogę uwierzyć, że kupiłem w hype kmt
Najlepszy wszech czasów, nie ma konkurencji, jest zbyt dobry i jest zapachem moich marzeń, jest lepszy niż moja żona i dzieci (pozwól mi uderzyć)
Jeden z najlepszych zapachów w historii. Jedynym minusem jest to, że nie jest wydajny. Na mojej skórze zapach utrzymywał się dwie godziny
Rötten ägg
Te perfumy mają tylko trzy nuty - atrament, kawę i wetiwer - i mają przywoływać zapach mężczyzny czytającego gazetę w kawiarni. Zawsze szukam nut atramentu, a ta jest jedną z moich ulubionych, jakie wąchałem: naprawdę pachnie jak gazeta. Niemal czuję papier gazetowy na palcach, atramentowe litery ścierające się na dłoniach, podczas gdy moja głowa wypełnia się szeryfowymi literami niczym kubistyczny kolaż. Podobnie jak wiele nut atramentowych (Encre Noir czy Lampblack Fzotica), ta jest wyizolowana z wetiweru i to niesamowite, jak można uzyskać wyraźną czerń drukarni wraz z dżentelmeńską drzewnością wetiweru jako w pełni odrębne zapachy, połączone karmelizowanym aromatem palonych ziaren kawy, słodkim i gorzkim jednocześnie. Zapach jest zwiewny i przejrzysty, jakby docierał do nozdrzy za sprawą pary z ekspresu do kawy, i tworzy bardzo specyficzną atmosferę. Wyobrażam sobie bar kawowy w czarno-białym włoskim filmie neorealistycznym (lub scenę na dworcu kolejowym we Włoszech Calvino 𝘐𝘧 𝘰𝘯 𝘢 𝘸𝘪𝘯𝘵𝘦𝘳'𝘴 𝘯𝘪𝘨𝘩𝘵 𝘢 𝘵𝘳𝘢𝘷𝘦𝘭𝘦𝘳), z deszczem na zewnątrz, zaparowanymi oknami i szybami, wszyscy wyglądają dystyngowanie w szarych garniturach i kapeluszach, płaszczach przeciwdeszczowych i parasolach. Klimat jest tajemniczy i lekko melancholijny, poważny i książkowy. Absolutnie uwielbiam ten zapach, ale projekcja jest niezwykle subtelna, co może wynikać tylko z tego, że nakładam go z fiolki, ale naprawdę muszę przycisnąć nos do skóry, aby w ogóle go poczuć. Nie jest to problem z trwałością: Mogę nałożyć go rano i nadal czuć go osiem godzin później, ale nigdy nie wychodzi poza zapach skóry. Jest również bardzo liniowy, pachnie dokładnie tak samo przez cały czas trwania. Naprawdę chciałbym zobaczyć, jak zachowuje się po rozpyleniu, ponieważ go uwielbiam, ale trudno byłoby uzasadnić butelkę, jeśli zawsze będzie tak słaba.
Sweet Ash to zapach spodni dresowych - taki, po który sięga się w dni, gdy komfort jest kluczowy. Jak zrzucenie szorstkości dnia i zatopienie się w czymś miękkim. Jakby sam komfort mógł zawierać wspomnienia odosobnionych krajobrazów i długich, krętych ścieżek. Odrobina dzikiej przyrody, kawałek kory, ukłucie sosnowych igieł, falbanka mchu, sprasowana i zakonserwowana, owinięta w pachnącą wanilią chusteczkę, schowana głęboko w kieszeni, gdzie gromadzi ciepło i wspomnienia. To zapach poranka spędzonego całkowicie w domu, światło słoneczne przefiltrowane przez na wpół zasunięte zasłony, tworzące miękką mgiełkę jak skrawek lasu złożony i trzymany blisko. To jest to, co rozpylasz, gdy jesteś skulony na kanapie, stopy schowane pod tobą, ulubiony kubek kawy parujący w pobliżu, zebrany tom omiatanych wiatrem wędrówek podróżników po pograniczu zrównoważony na kolanie - cichy towarzysz tych chwil absolutnego bezruchu, bycia całkowicie spokojnym, podczas gdy tylko bohaterowie książek przeżywają przygody.
Po prostu jeden z najsmaczniejszych męskich zapachów, jakie kiedykolwiek wąchałem. Wspaniale gładki, słodki dym kadzidła przeplatany ostrymi, ale doskonale zharmonizowanymi przyprawami na tle skórzanych i drzewnych nut. Pachnie bardzo podobnie do CDG 2 Man, ale tylko żywicznym, bursztynowym suchym akordem (najlepsza część, moim zdaniem), a nie pudrowymi-aldehydowymi nutami otwarcia.
Kiedy początkowo go próbowałem (z fiolki z aplikatorem), uznałem Scorpio Rising za jeszcze bardziej aksamitny i wyrafinowany niż 2 Man. Byłem zaskoczony, ponieważ można by się spodziewać, że perfum nawiązujący do infamowego homoerotycznego okultystycznego filmu motocyklowego Kennetha Angera będzie pachniał trochę bardziej niebezpiecznie, prawda?
Potem dostałem większą próbkę w sprayu i różnica jest zauważalna! Z atomizera otrzymujesz znacznie bardziej intensywne, aromatyczne nuty głowy (nie tylko te ciepłe-przyprawowe), które mają lekko skunkowy i bagienny charakter. Konopie nie są wymienioną nutą, ale dymno-skórzane-ziołowe aspekty łączą się, aby nadać odrobinę zapachu wody z bonga lub potu — co szczerze mówiąc sprawia, że jestem trochę mniej zakochany w tym zapachu, ale zdecydowanie przywołuje więcej okultystycznego klimatu lat 70., którego się spodziewałem. Nadal jednak jest to niezwykle seksowny zapach — drogi, ale przepiękny.
Dla mnie są to perfumy "śniadaniowe". Mają przywodzić na myśl japońską świątynię, ale dla mnie ich drzewno-kadzidlane nuty kojarzą się z naprawdę przyjemnym kremem do golenia - męskim, ale nie agresywnym. W połączeniu z nutą kawy, zapach daje wrażenie, że jesteś facetem, który ma piękny apartament w Kioto (może twój wieżowiec ma widok na świątynię), gustownie umeblowany w duńskie modernistyczne meble z drewna tekowego. Twój system stereo to hi-fi. Masz subskrypcję Monocle. Budzisz się w słoneczny dzień w świetnym nastroju, ponieważ twoje kreatywne projekty idą zgodnie z planem. Nie możesz doczekać się pracy.
Centre Stage to jeden z najnowszych zapachów od domu Thameen, z którym nie jestem zbyt dobrze zaznajomiony, jeśli mam być szczery. Jest to interesujący zapach, z aspektami, które naprawdę lubię, ale także takimi, których absolutnie nie znoszę - stawia mnie przed pewnym dylematem. Ten przytłaczający przypływ lawendy uderza w twarz po pierwszym rozpyleniu, ze szczególnym naciskiem na suche, pieprzne aspekty tego kwiatu. Jest tu niemal klasyczny, pudrowy aspekt pochodzący od orris i białych kwiatów, który bardzo mi się podoba. Jednak wszystko to wydaje się brutalnie zrujnowane w najbardziej barbarzyński sposób przez niepożądane przedawkowanie drewna bursztynowego. Gdyby tych drzew bursztynowych nie było, jestem pewien, że mógłbym nawet pokochać ten zapach, ale niestety są - a więc pozostaje tylko polubienie. Nie rozumiem procesu myślowego, aby zwiększyć trwałość? Nie warto rujnować tego, co mogło być pięknym zapachem.
Od dawna jestem miłośniczką Cartier Oud Vanille, więc nadszedł najwyższy czas, aby odkryć więcej z tej linii. Kontynuując temat prostoty, Oud & Pink to przede wszystkim oud i róża. Uważam, że bardziej koncentruje się na aspekcie różanym, a oud jest bardziej szeptem w tle. Ta różana nuta jest zaskakująco jasna i miąższowa, z ostrym, niemal słonym niuansem, jakby była obecna geranium. Daje efekt delikatnej, słodkiej wody różanej; jest nieświadomie łatwy w noszeniu, z jedynie odrobiną goryczy, która sugeruje subtelną obecność akordu oudu. Chociaż podoba mi się ten zapach, chciałbym, aby oud był bardziej obecny. Nie kocham go tak, jak Oud Vanille, z tego prostego powodu, że nie jest to rodzaj róży, do którego mam tendencję, ponieważ jest to nuta, co do której jestem raczej wybredny. Zapach jest jednak świetny.
The Moon to bajeczna reprezentacja owocowych perfum oud. Malina jest jedną z najbardziej znienawidzonych przeze mnie nut zapachowych wszechczasów, w zasadzie nienawidzę prawie wszystkich malinowych zapachów i prawdopodobnie mógłbym policzyć te, które lubię na jednej ręce - to jest jeden z nich. Chociaż nie jest to mój ulubiony z Desert Gems, jest wspaniały. Malina jest intensywnie słodka i dojrzała, niemal słodka jak purée, w towarzystwie innych czerwonych jagód i owoców leśnych. Ta słodycz staje się aksamitna i egzotyczna dzięki przedawkowaniu szafranu i róży, zanim rozwinie się w gęstą, ciemną, niemal pudrową bazę oudu i skóry. Nie jest tak śmiały i odważny jak The Night, co dla niektórych może być ulgą, ale ta śmierdząca nuta była cechą, którą uwielbiałem. Powiedziałbym, że to mój najmniej ulubiony zapach z kolekcji Desert Gems Malle'a, ale nie umniejsza to faktu, że są to absolutnie oszałamiające perfumy.
Dla mnie są to perfumy "śniadaniowe". Mają przywodzić na myśl japońską świątynię, ale dla mnie ich drzewno-kadzidlane nuty kojarzą się z naprawdę przyjemnym kremem do golenia - męskim, ale nie agresywnym. W połączeniu z nutą kawy, zapach daje wrażenie, że jesteś facetem, który ma piękny apartament w Kioto (może twój wieżowiec ma widok na świątynię), gustownie umeblowany w duńskie modernistyczne meble z drewna tekowego. Twój system stereo to hi-fi; parzysz kawę w Moccamasterze; masz subskrypcję Monocle. Budzisz się w słoneczny dzień w świetnym nastroju, ponieważ Twoje kreatywne projekty idą zgodnie z planem. Nie możesz doczekać się pracy.
Przyzwoita jakość
Okazja za 40 dolarów. Mleczny, lekko kawowy zapach, ale trochę gumowaty.
Bomba z wanilią i tonką!!!
Sunrise in Sydney to jak dotąd mój ulubiony produkt z niszowej linii Bujairami!
Klasyczny cirtusowy banger z pewnością!