Nie zamierzam nawet ukrywać, że to moje ulubione perfumy wszech czasów, a przynajmniej plasują się w tym górnym rzędzie, w którym moje ulubione zapachy wahają się między kilkoma wybranymi zapachami.
Nie będę też ukrywał, że najprawdopodobniej go znienawidzisz, ponieważ jest to jedna z tych kompozycji, które są skrajnie polaryzujące, a jej przeciwnicy przeważają nad wielbicielami. Na co ja odpowiadam: nie obchodzi mnie to, uwielbiam to, a mój gust jest oczywiście o wiele, wiele lepszy niż kogokolwiek innego (mówię to z martwym wyrazem twarzy).
To jest zapach morza, nie w wodnym niebieskim stylu, nie w klimacie letnich wakacji na plaży, ani nie jest to mineralny morski zapach, który ostatnio zyskuje na popularności. Nie, to zapach morza na jego obrzeżach, gdzie woda gromadzi się w nieruchomych, lekko stagnujących basenach skalnych, a wodorosty przylegają do spodu pomostów i pochylni, wysychając i ostro pachnąc w prawie słońcu. Jest to ostry, nieco gorzki zapach wytrwałych roślin, które w jakiś sposób przetrwały rosnąc na skalnych ścianach i na szczytach klifów. Co do samych składników? Kogo to obchodzi, skoro łączą się one w celu wytworzenia tej magii, ale obejmują one prawdziwy oud i ambrę.
Nosiłem go dziś podczas spaceru brzegiem morza. Było cicho i pochmurno, a przypływ przyniósł ze sobą grubą warstwę morskich śmieci na powierzchni wody. Uderzyło mnie to, jak bardzo te perfumy różniły się od szczerze pachnącej wody, a jednocześnie w jakiś sposób ją sugerowały.
Jakiś czas temu Christophe Laudamiel zasugerował zarówno te, jak i Carre Blanc jako dwa perfumy najbardziej odpowiednie do środowiska pracy. Dowcip. Ten drugi ma nuklearną wytrwałość, podczas gdy ten jest tak daleki od zadowolenia tłumu, jak można sobie wyobrazić.
Podobnie jak wszystkie perfumy z serii Strangelove, ten jest bardzo drogi, ale powinieneś przynajmniej spróbować go kilka razy, jeśli nadarzy się okazja. Jest zupełnie inny niż wszystko, z czym miałem do czynienia wcześniej.
To był zapach, który przetestowałem w Sephora w Kohl’s w trakcie dnia pracy w ogrodzie. Był naprawdę czysty, orzeźwiający i przyjemny. Nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł się tym obrazić. Jest naprawdę sympatyczny. Więcej ciotek i mam powinno obdarowywać tym swoich synów i siostrzeńców. Omiń Sauvages, Bleu De Chanels i Dylan Blues. Ten zapach zasługuje na większą obecność w przestrzeni publicznej. Aktualizacja: Przetestowałem go ponownie i już mnie nudzi. Jest dość bezpieczny i prosty. Cieszę się, że go nie kupiłem. Nie jest zły, po prostu mnie nie porusza. Dobrze się utrzymuje na skórze.
Tom Ford wyraźnie nawiązuje do zapachów przeszłości w tym przypadku. Naprawdę mocny zapach. Dla mnie ostry, drzewny, pikantny zapach sosny łączy się z delikatnym, pikantnym rozmarynem i paczulą, co nadaje mu rodzaj dojrzałego, medycznego aromatu, który nie przypadł mi do gustu na mnie. Wydawał się dla mnie trochę zbyt dojrzały, a ja uwielbiam starsze zapachy, takie jak Agua Brava (1968). Pachnie jak odkrywca lub profesor, który spędza dni w gabinecie otoczonym mahoniowym meblami i starymi mapami. Taki, który śmieje się przez swoje duże wąsy „Hmbrr brr mbrr!”
Bardzo się cieszę, że kupiłem to w ciemno. To prawdziwe piękno. Nie widzę nikogo, kto by tego nie polubił. Jest grzeczne i dobrze się zachowuje. Jest świeże i czyste, lekko kwiatowe, a jednocześnie na tyle unikalne, że warto je kupić. Najbardziej wyróżniają się dla mnie bergamotka i bazylia. Czy ma wyraźną osobowość?… Może nie tak bardzo jak inne w mojej garderobie, ale to świetny zapach na początek kolekcji. Wtopi się w tłum i będzie cieszył innych. Jeśli kupujesz ten, który jest na zdjęciu z wysoką, matową butelką i srebrnym atomizerem, mając nadzieję, że pachnie jak Bowling Green, to nie pachnie. Domyślam się, że to był ten vintage? Tak czy inaczej, ten zapach jest niedoceniany i zasługuje na więcej uwagi w miejscach publicznych. Osobiście nie wydałbym na niego więcej niż 40 dolarów, ale będę go używać w cieplejsze dni, a na skórze sprawuje się naprawdę dobrze i długo się utrzymuje. Odpowiedni dla każdego wieku. Może skończyć się na tym, że dam go mojemu synowi, lub przynajmniej pozwolę mu go nosić, kiedy tylko zechce.
Dziś poszedłem do butiku w Paryżu i noszę to na jednym nadgarstku. To nie jest zupa tonka (choć jest słodka), ma bardziej przypominający spalony cukier, drzewny charakter, bardzo przyjemny. Spodziewałem się, że będzie przypominać Tonka Impérial lub Fève Délicieuse, ale tak nie jest, poza tym, że to mocny zapach tonki. Choć to odejście od zwykłego kwiatowego stylu Dusita, wciąż zachowuje coś z ich DNA. Jeśli chodzi o wspomniane kultowe klasyki Guerlain i Dior, wolę to od obu, ponieważ jest mniej szorstkie niż Dior i mniej słodkie niż Guerlain. Pissara nigdy nie zawodzi, a to nie jest wyjątek! Myślałem też, że nie wyczuwam białej czekolady, ale pojawia się po około godzinie, naprawdę urocza. Mimo listy nut gourmand, wciąż pachnie jak perfumy, a nie po prostu jak ciasto/jedzenie, a migdał dodaje alkoholowego akcentu.
Phoenix Flame extrait de parfum to moje najczęściej noszone perfumy od czasu ich premiery w listopadzie i uważam, że jest to bardzo przyjemne doświadczenie, szczególnie o tej porze roku! Po pierwsze, jak sugeruje nazwa, należy spodziewać się, że PF będzie dymny (reprezentuje odnowę). I rzeczywiście tak jest. Nie jest to dym, którym można się udławić. Z moich przedramion unosi się jednak kilka loczków czarnej, dusznej sadzy. Żartuję, ale to jest dym. Po drugie, jest magiczny, magnetyczny naturalny oud, który jest drzewny i nieco leczniczy. Oczywiście % oudu został odmierzony dość zręcznie, ale jest tam i jest wspaniały. PF jest również kadzidlany. Nie jest to kadzidło głównego akordu, nic w tych perfumach takie nie jest. Zawarte tu żywice, kadzidło i mirra (pięknie współgrają z akordem bursztynowym i przyprawami kardamonu i cynamonu) zapewniają ciepło feniksa powstającego z tych dymnych popiołów. A potem jest sumak, który naprawdę rozwija się w wytrawnym wydaniu. Pikantny i głęboki z nutą ziemistej słodyczy i kwiatowo-cytrusowych nut, równoważy resztę bardzo rozgrzewających nut i zapewnia coś zachwycającego i wyjątkowego. Phoenix Flame to niesamowite perfumy, które zostały wyraźnie opracowane i rozwijane przez długi czas, co jest rzadkością, która zawsze się opłaca. To właściwe perfumy stworzone przez niezwykle utalentowanego artystę i gorąco polecam wszystkim ich sprawdzenie.
Gdy tylko HWY 1 dotarł do mojego nosa, był dla mnie natychmiastową miłością. Idealny pod każdym względem. Momentami, w połowie i w fazie wytrawnej, czułem wibracje Jub XXV, ponieważ ma w sobie tę mocną żywicę kamforową, ale z naciskiem na drewno Hinoki. Dla mnie projekcja i projekcja były przyzwoite przez 3-5 godzin. Jasne, chciałbym trochę więcej mocy, ale ten zapach można mieć za przyzwoitą cenę. Pod tym względem jest to DOSKONAŁY zakup.
Nazywam go Hwy 1, ponieważ przypomina mi tę piękną autostradę w północnej Kalifornii. Perfumy te pachną jak las sekwoi ze swoją omszałą bazą. Ziemiste, rześkie powietrze i ciemne lasy. Brzmi też po prostu lepiej niż to, co mówisz Hwyl.
Uwielbiam prawie wszystko Georgio Armaniego, jeśli chodzi o wodę kolońską. Ten zapach ma bardzo przyjemny wodny zapach z subtelnymi dodatkami świeżych przypraw. Zapach jest fenomenalny. Niestety, na mojej skórze ten zapach nie ma żadnej trwałości ani ochrony. Zużywam minimum 15 rozpyleń. Zapach utrzymuje się bardzo blisko skóry. Gdybym mógł uzyskać więcej niż kilka godzin trwałości tego zapachu, zdecydowanie byłby to 5 gwiazdek.
Tani, świeży zapach
To bardzo niedoceniany zapach. Nuta kawy jest dość subtelna, ale bardzo przyjemna. Cytrusowa nuta bergamotki jest wyczuwalna od razu, ale nie utrzymuje się przez cały dzień. Subtelne kawowe nuty wytrawne połączone są z odrobiną drzewnych nut wetiweru. Profil zapachu jest absurdalnie prosty, ale skuteczny. Zapach ten z łatwością otrzymałby 5 gwiazdek, ale jego trwałość jest słaba, a projekcja po pierwszej godzinie słaba.
Nie spodziewałem się, że w 2025 roku zakocham się w zapachu zielonej herbaty, ale myślę, że tak właśnie się stało. Spędziłem lata unikając zapachów zielonej herbaty, odkładając je mentalnie na bok wraz z odświeżaczami powietrza i fantazyjnymi płynami do naczyń, zdezynfekowanym akordem z końca lat 90-tych na ladach domów towarowych lub chemicznym przybliżeniem nawiedzającym hotelowe lobby.
One Day Jasmine Tea otwiera się niepowtarzalnym aromatem zielonej herbaty jaśminowej parzonej o minutę za długo. Jest tam emocjonalna przepaść - elegancka przyjemność na granicy stania się gorzką, ponurą i ponurą na języku. Ale... nie do końca.
To zapach herbaciarni wujka Iroh po godzinach, spokojne chwile, kiedy siedzi sam, parząc ostatnią filiżankę, podczas gdy drobinki kurzu dryfują w wieczornym świetle. Jaśmin nie jest tutaj przesadnie słodkim i dusznym kwiatem, ale upartą, złożoną obecnością, która kwitnie z taką samą cichą pewnością, jak mądrość Iroh. "Kwiat, który kwitnie w przeciwnościach losu, jest najrzadszy i najpiękniejszy ze wszystkich", mógłby mruknąć, choć myślę, że tak naprawdę pochodzi z Mulan.
Kompozycja charakteryzuje się przejrzystością, która przecina wszelkie utrzymujące się mdłe lub zwierzęce obawy - ziołowa klarowność przypomina oczyszczenie umysłu przed chwilą medytacji. Coś ziemnego zakotwicza lekkość, sposób, w jaki korzenie utrzymują glebę przed deszczem, zapobiegając erozji bez zwracania uwagi na ich zasadniczą pracę. Pomiędzy tymi elementami wpleciona jest nuta oolong, cytrusowa orchidea, która łączy wysokie i niskie, jak błyskawica, którą Iroh uczy Zuko przekierowywać - ani nie zmniejszając, ani nie wzmacniając prądu, po prostu prowadząc go tam, gdzie powinien dotrzeć.
Zapach pozostaje niezłomny, odrzucając sentymentalizm, a jednak w jakiś sposób czuje się jak uścisk, który zawiera wiele. Niesie w sobie złożoność Iroh - żal za synem, nadzieję dla siostrzeńca i szczególną mądrość, która pojawia się dopiero po utracie wszystkiego i odbudowie od zera. Udaje mu się ucieleśnić wszystko, co sprawiło, że wujek Iroh stał się pewną ręką na rumplu, niezależnie od tego, czy po raz pierwszy spotkałeś go jako dziecko, czy odkryłeś go jako dorosły szukający pocieszenia w animowanej mądrości.
Gdy wieczór zapada nad Jasmine Dragon, pozostaje tylko duch płatków zawieszonych w chłodzącej cieczy, czysty mineralny ślad utrzymujący się na skórze; echo przysłowia, które ujawnia swoją prawdę dopiero po latach od jego usłyszenia.
To zdecydowanie nie jest tylko "gorący sok z liści".
Bezapelacyjnie najlepszy gruszkowy zapach. Pachnie jak świeży gruszkowy szampon.
Subiektywne doświadczenie osób, które wydają mnóstwo pieniędzy na perfumy LV, zawsze wydaje się być superlatywne. Każdy zapach jest "najbardziej oszałamiający" w swoim rodzaju i "absolutnie bezpieczny do zakupu w ciemno". To, co mi to mówi, to fakt, że ci ludzie rzeczywiście kupili te perfumy w ciemno i teraz wmawiają sobie, że nie zostali oszukani na jakieś ogólne, sentymentalne bzdury. Nie poczułem ani jednego zapachu LV, za który zapłaciłbym 70 euro, nie mówiąc już o szalonych cenach deluxe (nawet na rynku szarym). To jest kompletny absurd.
Pachnie jak perfumy dla dzieci lub jak jakaś atrakcja w parku rozrywki (Bubble Works profesora Burpa dla tych, którzy dorastali w pobliżu Londynu w latach 90-tych).
Tak nijakie. Jaki jest sens tych perfum LV? Dla mnie wszystkie pachną jak kopie znacznie tańszych, bardzo oklepanych zapachów, które wąchałem wielokrotnie.
To pachnie jak ogólny, bursztynowy, niebieski perfum od projektanta. Może gdy wydajesz takie pieniądze, twój mózg nie jest już w stanie być obiektywny, ale miałem tylko próbkę i wątpię, czy nawet ją wykorzystam. Jeśli mam być hojnym, powiedziałbym, że dorównuje Uncut Gem, ale wolę Uncut Gem, jest bardziej interesujący.
Ładny
Świetny dla kobiet
Idealny na randkę
Najlepsza tonka. Kropka!
To bardzo owocowy, słodki, waniliowy zapach. Niesamowicie mocny, myślę, że bardziej niż Ultra male.
Ale dla mojego nosa jest to bardzo syntetyczne i coś jest nie tak z tym zapachem. Daje mi trochę bóle głowy.
Jest wart swojej ceny. Ale nie dla mnie.
Nuty akordów mówią "Animalic" i zdecydowanie się do tego przyłączam!
Ten zapach ma dziki aspekt. Jest głośny i ciężki, ale nie w zły sposób.
To piękny zapach, ale nie nosiłbym go na co dzień.
Świetny zapach na co dzień. Dość męski.
Świeży, cytrusowy, trochę owocowy, ziemisty i drzewny.
tak dziwnie satysfakcjonujący zapach. w otwarciu nie czuć nic poza limonką, ale gdy się uspokoi... to jak palenie limonki w ognisku, z dodatkiem kadzidła. nie mogę przestać wąchać ręki. solidne 8/10 - zdecydowanie nie jest to bezpieczny zakup w ciemno.
Ten sok to przyjemny zapach, ale nie czuję się przez niego przeniesiony. Dymna, drzewna wiśnia, kiedy spryskam się nim po raz pierwszy. Trwałość jak szalona i dobry zapach. Nie należy nadużywać atomizera, bo można się nim całkowicie spryskać. Do noszenia w chłodne lub zimne dni.
Pachnie niesamowicie, znacznie bardziej noszalny niż EDP. Choć otwiera się podobnie, rozwija się w jaśminową fanfarę z subtelnym tytoniem i skórą pod spodem, to znacznie bardziej złożona podróż niż surowy oryginał. Tutaj również paczuli jest znacznie cichsza (bo jest paczuli), pojawia się znacznie później i nie przygnębia mnie tak jak w EDP. Nutka fiołka jest piękna, przypomina Portrayal Man i jest tak bardzo podobna do oryginalnego taty, Farenheit. Dla marki, która jest cyniczna i cynicznie produkuje kiepskie flankery oraz drogie, bezwartościowe produkty, ten wyróżnia się jako, powiem to, arcydzieło.