Must de Cartier to jeden z koronnych klejnotów domu, jeden z wielkich klasyków, który na zawsze będzie budził miłość i szacunek. Jest coś tak pocieszającego w tym zapachu, że przenosi Cię do krainy wolnej od zmartwień i trosk - dopóki nie oderwiesz nosa od nadgarstka. Jean-Jacques Diener wykorzystał Shalimar jako podstawową strukturę dla tej wersji, szczególnie z wykorzystaniem wanilii tutaj. Jest niesamowicie gładki, wanilia, tonka i drzewo sandałowe tworzą kremowy, niemal maślany i płynny efekt, wzmocniony delikatnym ciepłem drzewa różanego i goździka. Ma też w sobie odrobinę gryzienia, jednak galbanum i skóra z dumą zakłócają to, co wydawało się nudnym zapachem. Jest wspaniały, uwielbiam go. Tak niesamowicie elegancki i wyrafinowany, że jest to zapach, który wymaga eleganckiego ubioru w wyrafinowanym otoczeniu. Ale jednocześnie pozostaje doskonale uprzejmy i dyskretny - jak osoba, która bez wysiłku prześlizguje się przez pokój, przyciągając uwagę wszystkich wokół siebie, nie mówiąc nawet słowa.
Le Temps de Reines to zapach, którego nie znam zbyt dobrze, zarówno pod względem zapachu, jak i historii. To bardzo przyjemnie ciepły i gładki drzewny zapach, lekko pudrowy, lekko korzenny z delikatnymi ziemistymi akcentami. W zasadzie graniczy z pięknem, ale nie jestem pewien, czy go kocham. Drzewo sandałowe króluje w tej kompozycji; z jego delikatnymi kremowymi, pudrowymi aspektami zapewniającymi nieskończenie gładką bazę dla innych nut. Karmazynowe ciepło geranium wraz z odrobiną ciepłych przypraw tworzy kuszące tło dla bardzo subtelnej paczuli. Jest bogaty, głęboki i intensywnie kremowy - niemal maślany. Jest to jeden z tych zapachów, które są tak głęboko gładkie, że albo je uwielbiasz, albo odrzucasz. Gładka, maślana natura tego zapachu jest wspaniała, ale dla mnie brakuje mu trochę mocy, aby naprawdę sprawić, że będzie dla mnie miłością - myślę, że gra to trochę bezpiecznie, jeśli mam być szczery. Ale pachnie świetnie.
Feminite du Bois, arcydzieło Christophera Sheldrake'a dla Shiseido, zanim stało się ikoną Serge'a Lutensa. Rewolucyjne wykorzystanie drzewa cedrowego, tworzące jeden z najbardziej rozkosznie otulających profili zapachowych dostępnych obecnie na rynku. Nie ma dużej różnicy między tą wersją a wersją Serge Lutens, przynajmniej dla mojego nosa, poza faktem, że ta jest zauważalnie łagodniejsza, gładsza i odrobinę bardziej mydlana. Serge jest odważny i zuchwały w przedawkowaniu drzewa cedrowego, soczystych śliwek i ciepłych przypraw - uderzają cię w twarz i nie odpuszczają (w dobry sposób), podczas gdy Shiseido jest stonowany; ostrzejszy i cieplejszy, bardziej zapach skóry, jeśli w ogóle. Ludzie często wpadają w szał, próbując dostać w swoje ręce "oryginalną" formułę/edycję perfum, ale jest to jeden z tych rzadkich przypadków, w których uważam, że kontynuacja była lepsza. Obecny Féminité jest mocniejszy, trwalszy i bardziej pobłażliwy, zachowując jednocześnie cały swój wspaniały charakter.
Nie wiem (ani nie obchodzi mnie to), co to o mnie mówi, ale lubię zapach prawdziwego zioła... Uwielbiam też grejpfruta i skórę (jako notatkę, uwielbiam Fahrenheita i Bleu), więc mój hype na to był naprawdę duży. Ale rozczarowałem się. Nie pachnie jak realistyczna odmiana chwastów, ale raczej jak... na przykład, wiesz, że pomarańcze nie pachną / smakują jak "pomarańczowe cukierki" lub "rzeczy o smaku pomarańczowym", tak samo jak wiele innych rzeczy. Cóż, tak dzieje się tutaj; pachnie jak coś "o smaku chwastów", a nie jak rzeczywiste zioło. Co więcej, pachnie "chwastem i winogronem" (tak, nie grejpfrutem... winogronem!). Myślę, że, jak na ironię, grejpfrut sprawia takie wrażenie. Jest tam zielonkawa, jakby polo-podobna skóra, ale chwasty i winogrona nie pozwalają mi się nią cieszyć. Nie przyprawia o ból głowy, ale gdybym ciągle wąchał punkt aplikacji, mógłbym dostać mdłości.
Ogólnie rzecz biorąc, naprawdę próbowałem go polubić, ale... tak, nie. Co ciekawe, podobał się nawet niektórym starszym kobietom z mojej rodziny (nieświadomym nuty marihuany).
Pomijając moją niechęć do samego zapachu, ma on świetne parametry dla tych, którym się podoba. Być może to oczywiste, ale i tak to powiem: to nie jest bezpieczny zapach do kupowania w ciemno (najpierw wypróbuj!). To zapach bardziej na zimną pogodę i nocna bestia dla tych, którzy potrafią go pociągnąć.
Wreszcie, IMHO, Invictus Platinum Paco Rabanne przypomina mi ten, ale jest lepszy, mniej syntetyczny / cukierkowy i świeższy.
Nie chcę być złośliwy, ale to pachnie jak gloryfikowana szarlotka, i to nie w dobry sposób. Nie zrozum mnie źle: uwielbiam szarlotkę, uwielbiam jej zapach, ale nie chcę pachnieć jak ona, a co gorsza w zapachu (z oczywistym alkoholem, który ma zapach). Myślę, że to ta sama koncepcja pracy w piekarni lub restauracji; chleb i czosnek pachną niesamowicie, ale pachnienie nimi nie jest najlepszym pomysłem.
Ten zapach dostałem w prezencie. Nie jest to zapach, którego całkowicie nie lubię, ale nie jest to też coś, co chciałbym mieć ponownie; w prawdziwym życiu uwielbiam zarówno żurawinę, jak i kawę, ale razem, w sferze zapachowej, ah... nie jest to dla mnie dobre połączenie. Jest bursztyn, drewno i cytrusy; szałwia jest subtelna i nie wyczuwam szafranu. Raczej spryskałem się trochę, ponieważ mam osobiste wrażenie, że może być trochę ofensywny, jeśli jest mocno spryskany... jest po prostu zbyt słodki, jak sądzę, ale z drugiej strony, to dla mnie. Rozumiem, że żurawina i kawa to dobre zapachy, ale myślę, że nie powinny być razem. Jest to bardzo jesienny zapach i chociaż można go używać w ciągu dnia ze względu na żurawinę i cytrusy, słodka nuta kawy (nie jak espresso lub czarna kawa, ale bardziej jak słodki napój o dużej szumie i cenie, ale niskiej jakości) sprawia, że nadaje się do wieczornego użytku, szczególnie jeśli jesteś w swobodnym otoczeniu.... i cóż, tylko jeśli to lubisz, ponieważ nie wyobrażam sobie innych scenariuszy (takich jak romantyczna randka lub noc pełna akcji); nastolatkom może się to spodobać, nie wiem. Zdecydowanie polecam najpierw przetestować.
Po prostu piękne.
Jak spacerowanie po mokrej rabacie ogrodowej, gdzie rośnie mięta. Mięta pozostaje wyraźna, ale w końcu ustępuje. Po prostu niesamowity zapach.
Skóra, zdecydowanie obecna... obecna jak w garbarni lub w starym sklepie z wyrobami skórzanymi z Dzikiego Zachodu. A ah, benzyna; wynik połączenia wetiweru, cedru i ozonowych liści fiołków. Efekt skóry i benzyny wzajemnie się uzupełniają, dając na początku pewne wibracje 'twardego/złego faceta'; pomyśl o skórzanych kurtkach, ciemnych zaułkach, kijach bejsbolowych na ramieniu, motocyklach chopper, muscle carach, metalowych ramach i drewnianych uchwytach broni, hard rocku, heavy metalu, Terminatorze. Jednak to tylko pierwsze minuty, około 20; potem łagodnie się rozwija. Skóra nadal trwa, ale benzyna powoli zanika, ustępując miejsca gałce muszkatołowej, piżmu, bursztynowi, kwiatom i cytrusowym nutom, a w procesie tworzy pewne wyrafinowane wibracje; pomyśl o mężczyźnie z brodą palącym cygaro i pijącym bourbon lub espresso w garniturze trzyczęściowym, wolnym bluesie, R&B, eleganckim Dzikim Zachodzie, wypolerowanych brązowych lub jasnobrązowych brogach lub butach wizytowych, nocy, pokoju z przyciemnionym światłem lub kominkiem, gdy na zewnątrz pada deszcz, czarnym Jaguarze E-Type lub Chevrolecie Corvette C1, filmach noir, serialu Lucifer. Doskonale rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie (w tym ja) kochają to, a inni nienawidzą; to jest bardzo, bardzo męskie; męskie jak cholera, szczególnie w pierwszych minutach. Myślę, że to jest nabyty gust (jak wiele rzeczy w życiu). W kategoriach piwa rzemieślniczego, to jest odpowiednik IPA lub toasty stout; regularni pijacy tylko jasnego lagera oczywiście będą mieli trudności za pierwszym razem. Cholera, to nawet jak klasyczne koktajle lub picie czystego alkoholu dla zwykłego piwosza, lub dla tych, którzy piją alkohol tylko w shotach lub mocno słodkich i/lub rozcieńczonych koktajlach; nie ma nic złego w lubieniu świeżych lub niebieskich zapachów (w końcu jest moment i miejsce na wszystko), ale tak, myślę, że rozumiesz. Ten zapach błyszczy w chłodniejszej pogodzie; zima przez cały dzień, wiosenne i jesienne noce i popołudnia, może nawet na jakieś specjalne randki letnie. Na miłość boską, nie noś tego w szortach i sandałach; to po prostu niewłaściwe, a ludzie, którzy to zauważą, słusznie pomyślą, że nie masz pojęcia, co robisz. Podobnie, nie noś tego na plaży, ani w letnie południe (może chyba, że jesteś w czymś z Dzikiego Zachodu...?), ani jeśli jesteś zbyt młody (mówiąc to, myślę, że niektórzy nastolatkowie mogliby to całkiem dobrze nosić w zależności od kontekstu, ale to ryzykowne). Na koniec, chociaż są ilustracyjne panie, które uwielbiają, gdy mężczyzna nosi to (bo, cóż, męski zapach), niektóre inne nie będą tego lubić i wolą świeżego i miłego (ale czasami nudnego dla nas) pachnącego faceta. Istnieje duża szansa, że dziewczyny, które nie lubią Sauvage, Acqua di Giò lub Light Blue, ponieważ są stosunkowo powszechne, są zbyt świeże (znowu, kontekst) i/lub nie są wystarczająco męskie, w zamian polubią Fahrenheit.
Jest drogi, jak na swoją cenę. Do tej pory nosiłem go tylko latem, więc czekam na wypróbowanie go jesienią. Pikantność górnych nut tak naprawdę nie znika, co sprawia, że nie jest to całkowicie jedwabiście gładkie doświadczenie, jest trochę piskliwe.
Drapliwe chemikalia sprawiają, że moje włosy w nosie się kręcą. To jest Bisch przez duże B. Wysoki ton, histrioniczne, wywołujące ból głowy gazy wojenne. Po prostu nie mogę pojąć, co on zamierza zrobić w Hermès.
Goujonki z kurczaka w panierce z pieprzem, zanurzone w majonezie cytrynowo-limonkowym. Nie to, żebym ich nie lubił, ale rzeczywiście pachną jak jedzenie.
Nie rozumiem tej negatywności. Dla tych, którzy chwalą Fate Woman, to bliski kuzyn, a może nawet rodzeństwo. Kremowy cynamon i róża, naprawdę pyszne, nieco łatwiejsze do noszenia niż Fate Woman. Jest mniej kadzidlany i nie ma chili, więc nie jest aż tak szalone i odważne, ale musimy zaakceptować, że te dni są już za nami (badaboom). Wiele osób narzeka na drzewno-bursztynową bazę w Crimson Rocks, a ja zazwyczaj jestem na to bardzo wrażliwy, ale w ogóle tego nie czuję w tym zapachu. Uwielbiam to. Aktualizacja: o, dębowy dry down, nie spodziewałem się tego. Spodziewałem się, że surowa drzewna baza się ujawni i będzie mi przeszkadzać, ale zamiast tego mam piękny, mocny, szlachetny dąb, całkowicie unikalny i fotorealistyczny. Miód również pojawia się po pierwszej godzinie i jest bardzo realistyczny. Aktualizacja: nie mogę się tym nasycić, to moja nowa ulubiona róża. P0AL pozostawił mnie obojętnym, ale to daje mi to, co innym wydaje się dawać tamten. Utrzymuje się na ubraniach, ale nie w nachalny sposób. To taka pyszna, bogata, dżemowa róża i pikantny cynamonowy smakołyk, a gdy dni stają się krótsze i zaczyna się chłód, odkrywam, że to mój nowy podpis. Szkoda, że nowe opakowanie jest takie nijakie, takie anodyne, ale mogę to wybaczyć. Ten zapach obecnie jest mało zauważany, ale uwierzcie mi, jeśli (kiedy) zostanie wycofany, ludzie będą desperacko chcieli go zdobyć.
Jest taki męski! Wytrawne i drzewne perfumy, którymi można cieszyć się niemal przez cały rok, ale polecam je na chłodniejsze miesiące.
Bardzo aromatyczny, wytrawny, z nutami ziołowymi i odrobiną słodyczy w otwarciu.
Rozwijają się balsamiczne nuty drzewne.
Jest znacznie bardziej suchy, miękki i aromatyczny niż Santal 33.
Przypomina mi luksusowe pustynne spa.
Olejek eteryczny Mica dessert bloom pachnie dokładnie jak deser po deszczu. Mam go od 2 lat i właśnie mi się kończy. Nie jest mocny, ale nie potrzeba wiele, aby ktoś wiedział, że tam jesteś.
Nie uważam tego za fekalne ani śmierdzące, to bardziej jak przytulna egzotyczna wiejska zagroda, ciepła, wilgotna słoma, zwierzęta, trochę miodu i odrobina czegoś kwiatowego w fazie dry down, a przede wszystkim ŻYWICE! Dla mnie to perfumy kadzidlane. Uważam, że są łatwe do noszenia, ale mój próg tolerancji jest już niski, ponieważ mam mnóstwo naprawdę śmierdzących perfum, czystych olejków oud itd. Nie uważam niczego za trudne do noszenia, poza źle wykonanym badziewiem. To staje się moim ulubionym. Czuję, że to daleki kuzyn Absolue Pour le Soir. Aktualizacja: nosząc je w chłodny grudniowy dzień, to niesamowite. Rzeczywiście pachnę jak wiejska zagroda, a to zupa syntetycznych zwierzęcych nut, ale jest dawkowane i zrównoważone idealnie, aby nie być odrażające, mdlące ani zbyt głośne. Najlepsze perfumy z tej marki moim zdaniem.
Pachnie jak popcorn z masłem. Niedobry.
Wyjątkowy zapach. Bogaty. Będziesz potrzebował wielu noszeń, aby naprawdę docenić go jako początkujący.
Pachnie jak zwykłe waniliowe ciasto piżmowe, bardzo zbliżone do balsamu do ciała EOS. Zapach jest tak samo okropny jak balsam do ciała. Trwałość jest dłuższa niż balsamu do ciała, ale to wszystko. Szkoda, że w ogóle nazywają to perfumami.
Pachnie jak truskawkowo-brzoskwiniowy koktajl mleczny, ale nie jest zbyt słodki. Trwały i świetnie się utrzymuje. Po około 10 godzinach baza pachnie bardzo podobnie do bazy Erba Pura (zanim jednak jest zupełnie inna)
10/10 polecam
Testując go przekonałam się, że absolutnie nie znoszę zapachu neroli...
Piękna wanilia! Wyczuwam tu bardzo subtelną kwaskowatość, która świetnie komponuje się ze słodyczą pozostałych nut. Muszę go aplikować co 4-5 godzin, ale jest tego wart. Poza tym bardzo podoba mi się design butelki, jest taka elegancka i bezpretensjonalna. Jedno z moich najlepszych odkryć tego roku, na pewno!
Grown. Klasyczny. Ponadczasowy. Szykowny. Zamierzony czy nie, Donna The Gold to ukłon w stronę złotej ery perfumiarstwa designerskiego, kiedy kwiaty były nieskrępowane, a butelkowana kobiecość śmiało lekceważyła zadowalanie tłumu.
Słodka mandarynka daje musujące i soczyste otwarcie mocnej gardenii, mocnej i bujnej, która otwiera się szybko. Śpiewa, długie i tęskne solo, które nie jest wystarczająco długie, gdy dołącza do niej skromny kokos, aby dodać głębokiej harmonii.
To świeżo upięta gładka fryzura, naturalna twarz z odważnymi czerwonymi ustami, złota biżuteria, głęboki czerwony manicure... to kobieta, która wie, kim jest i chodzi w tym bez przeprosin. Jest złota i oszałamiająca.
3 słowa. Kupa i kakao! 🤢🤢🤢🤢