To jest nowoczesna hiperbola perfum, tak silna, że powinna być niemożliwa. Jedno małe kropnięcie gdzieś na ciele to WIĘCEJ niż wystarczająco, a 10 ml wystarczy na całe życie. Osobiście mam dość braku akigalawood Bischs, ale ten jest jednym z najlepszych. Nie mogę zdecydować, czy jest bardziej, czy mniej brutalny niż Tubéreuse Astral, myślę, że bardziej.
To jest magiczna rzecz. Gorzki, pogański, drzewny, pikantny... absolutnie fantastyczny do noszenia w chłodne dni. A flakon jest oszałamiający. Całkowicie unisex.
Ogromny, seksowny, chamski, pyszny zapach. Zdecydowanie na randki. Trwałość na skórze jest wspaniała.
Fizzy rose leather! Nie mam pojęcia, jak JC Ellena to robi. Zachwycające.
Szczypta Fils de Joie z wilgotnym papirusowym akordem z Figment Woman, stara szkoła śliwki w wspierającej (ale powściągliwej roli) oraz owocowym ylang ylang. Amouage to mój ulubiony dom perfumeryjny z jakiegoś powodu, każda kompozycja to triumf (mam na myśli erę Chonga i wcześniejsze, ostatnio są wzloty i upadki), a ta nie jest wyjątkiem.
Nie sądzę, żebym wcześniej miał nos na wyraźnej nucie jagodowej. To jest naprawdę interesujące.
To nie jest to, co uważałbym za smak borówki, przynajmniej tutaj w Wielkiej Brytanii. Bardziej przypomina balsam do ust, ale nie jest mdły ani sztuczny.
Cytrusy nie są zbyt ostre, ale pomagają zachować równowagę.
Przysiągłbym, że w otwarciu był tu tytoń i może lekka paczula, gdzieś jest sugestia przyprawy, zgaduję, że to mieszanka zielonych nut i suchej wetywerii!
Zielony, świeży bambus jest niemal wyczuwalny w ustach. Dodaje soczystej, świeżej nuty, która sprawia, że owoce nie stają się zbyt słodkie.
Borówka pojawia się i znika w centrum uwagi.
Jesteśmy po godzinie. Za jakiś czas zrobię aktualizację.
Około 5 godzin - osiadł w lekko słodkim kwiatowym z miękkimi i kremowymi odcieniami. Wciąż wyczuwalna jest też nuta jagodowa.
Bardzo różni się od wszystkiego, do czego jestem przyzwyczajony, naprawdę mi się podoba!
Cała magia Amouage dla mnie zniknęła. Produkcja ich zapachów nie poszła całkowicie w dół pod rządami Salmona, jak niektórzy by twierdzili, ale mimo że podoba mi się kilka ostatnich premier, zdecydowanie brakuje mi teraz ekscytacji i oczekiwania na nie. Jest w tym nijakość, homogenizacja, która wydaje się napędzana komercyjnie, a nie pasją. Cała paleta kolorów i koncepcje pastelowych (a w tym przypadku beżowych) butelek to wymowne wskazanie na to, co mam na myśli. Osobiście lubię pracę Bertranda, mógłbym i chętnie nosiłbym ten zapach, jest w porządku, (ALERT SPOILEROWY:) po prostu mnie nie ekscytuje. Jego mleczna laktonowa baza jest gładka jak kamyk i tak naprawdę ma znacznie więcej do zaoferowania, niż by się wydawało, stawiam, że Berty użył miliona materiałów, aby to stworzyć, ale przeciętny człowiek (lub nawet zapalony entuzjasta) uznałby to za nudne, drewniane dno. Więc czuję szczyptę przypraw w nutach głowy, potencjalnie to połączenie różowego pieprzu i cynamonu, bardzo Amouage, byś pomyślał, ale to jest ulotne i szybko ustępuje miejsca pocieszającemu drewnu kaszmirowemu, kardamonowi, orzechowemu laskowemu/pistacjowemu, kremowi sandałowemu. Wzmianka o cypriolu może tu lekko nawiedzać, a dziwność palo santo (na szczęście bez tego okropnego gumowego akcentu) mogłaby również odgrywać rolę w wzmocnieniu tego akordu sandałowego? To wszystko jest jednak zbyt niejasne. Jestem miłośnikiem orzechowych, szeroko piżmowych, niskoprofilowych perfum, ale to nie do końca mi odpowiada. Całkiem miłe, dość kreatywne, ale brakuje mu iskry Amouage z ery Chong. Za te pieniądze nie dostajesz doświadczenia, które kiedyś miałeś z Amouage, i z tego POWODU, rezygnuję. Aktualizacja: 07/12/24 Tak, noszę to dzisiaj i mogę potwierdzić, że Reasons zdecydowanie nie jest dla mnie. Lubię piżmowość w bazie i myślę, że to kreatywny zapach, czułem coś takiego wcześniej i to nie jest moja bajka, nie nienawidzę tego, ale też nie jestem fanem.
Miękkie białe kwiaty i ziemisty, skórzany, marzycielski mech dębowy i drzewne, bliskie skórze piżmo; to klasyczna perfumeria z przymrużeniem oka. Choć zdecydowanie czuć tu pudrowy, vintage'owy glamour, to jest on zilustrowany przez popękane szkło, jest w nim też coś połyskującego i dziwnego. To wyblakłe zdjęcie Siouxsie Sioux czytającej Królika Piotrusia Beatrix Potter, które nigdy nie istniało w tym świecie, ale jestem pewien, że istnieje w innej rzeczywistości.
Origins Ginger Essence jest jak przebudzenie się pierwszego dnia letnich wakacji i wystrzelenie z łóżka z okrzykiem i okrzykiem we wspaniałość pięknego bezchmurnego dnia, nieba tak błękitnego, że czujesz, że patrzysz wieczności w oczy, a wieczność też ma całkiem wspaniały dzień. Pierwszy dzień, w którym wiesz, że masz przed sobą dwa i pół miesiąca, w którym masz obowiązki i nikt nie wymaga od ciebie czasu. Jako dorośli prawdopodobnie od dawna nie doświadczyliśmy tej całkowitej i chwalebnej wolności, a ten jasny, musujący, musujący zapach pikantnego, świeżo posiekanego imbiru i aromatycznych, pikantnych skórek cytrusowych (oraz pobliskiego rondla z prostym syropem, tuż poza naszym peryferyjnym wzrokiem) jest tak bliski, jak to tylko możliwe, abyśmy mogli poczuć te bajkowe wczesne letnie wakacje. Zobacz także cały tekst piosenki June Hymn zespołu The Decemberists. "A panoply of song" to dokładnie to, jak opisałbym ten zapach.
mlleghoul04/13/21 05:53
Muszę być w specyficznym, wyjątkowym nastroju, by sięgnąć po tę aplikację. To znaczy głęboko w ferworze ogromnego głodu cukru. Dla kontekstu, oficjalny opis Kerosene's Unknown Pleasures wspomina o malowniczej wizji spaceru zimną ulicą Manchesteru, słuchania Joy Division, popijając ciepłą filiżankę London Fog. A potem cała masa rzeczy o przytulnej wanilii i rześkiej cytrynie". Ok, więc to nie jest idylliczny spacer z gotycką popołudniową herbatą w Wielkiej Brytanii, a bardziej modny bar w Austin ze specjalnym creme brulee pina colada zwieńczonym tymi lekko przyprawionymi ciasteczkami z kruchego ciasta lotniczego, które są smaczniejsze niż mają jakiekolwiek prawo być. To jak kokos, ananas i opiekany krem waniliowy Mcflurry z dodatkiem ciasteczek Biscoff. A tak przy okazji, nie czepiam się Austin. Podróżowałem tam kiedyś i zapomniałem spakować perfum - horror! - i kupiłem butelkę Unknown Pleasures z uroczego małego butiku. To niemal przerażająco szalone perfumy deserowe i muszę powiedzieć, że je uwielbiam.
Powracam do Daim Blond Serge'a Lutensa, zapachu, o którym myślałem, że mnie nie obchodzi. Jest obiektywnie "ładny", ale po prostu ze mną nie rezonuje. Wyczuwam rzeczy, które ludzie w nim kochają: nieuchwytny powiew miękkiego zamszu z wewnętrznej kieszeni drogiej torebki, chłodny kwiatowy irys, miskę moreli wygrzewających się w promieniach popołudniowego słońca. Ale te rzeczy są tam. A ja jestem tutaj. I nie łączymy się. To kobieta robiąca karierę, która wyszła za mąż, urodziła dzieci, zajmuje gdzieś kierownicze stanowisko i uprawia jogę na gorąco oraz spinning. To zupełnie nie ja. Przypomina mi to zdjęcie Maureen Prescott z pierwszego filmu Krzyk. Wygląda na poukładaną kobietę. Ale później okazuje się, że miała skomplikowaną przeszłość, która stała się katalizatorem całej serii. Dziś, gdy poczułem wcześniej niewykrytą nutę zadumanego cedru i tęsknego fiołka, pomyślałem o bólu, traumie i tragedii Maureen i zdałem sobie sprawę, jak bardzo wszyscy jesteśmy warstwowi i jak niczyje życie nigdy nie jest takie, jak sobie wyobrażamy z zewnątrz. To coś, z czym warto się pogodzić, podobnie jak, jak sądzę, Daim Blond.
Sahara Noir Toma Forda to zapach w mojej szafce, który od dawna ignorowałem i nie potrafię powiedzieć dlaczego. Jest intensywnie sugestywny w niesamowicie specyficzny sposób, więc najpierw moja nerdowska recenzja, a potem tłumaczenie dla tych, którzy nie mają tolerancji na głupoty.
Sahara Noir to płonący binarny zachód słońca widziany z nieruchomej, suchej wydmy na pustynnej planecie Tatooine; ognisko w kanionie o północy trzaskające pikantną żywicą drzewa Japor, aromatycznymi kwiatami krzewu molo i cierpkimi wstążkami kadzidła z trawy poonten, podczas gdy ziemia dudni chrapaniem i tabakami śpiącego stada bantha w pobliżu.
Oznacza to, że jest to najbardziej suche kadzidło, cytrynowo-drzewne trociny pinon, krąg pachnących płonących lasów i kruchy, dymny popiół papirusowy.
Niezależnie od preferowanego fandomu, a nawet jeśli trzymasz się wyłącznie rzeczywistości, Sahara Noir jest absolutnie boska.
Zauważyłem, że interpretacje hinoki różnią się w zależności od perfumiarza, od cytrynowego i iglastego po smolisty i pieprzny. Ta wersja to głęboko nieprzyjemne ognisko harcerskie płonące bandażami i mazidłem, które sprawia, że czuję się tak, jak wtedy, gdy śnię, wchodzę do zaciemnionego pokoju i przełączam włącznik światła, aby go oświetlić... a potem nic się nie dzieje. W tym momencie sen niezmiennie zamienia się w koszmar, ale nauczyłem się budzić w tym momencie, gdy mój mózg wrze, jest naelektryzowany i ogarnia mnie panika. Jako pisarz czasami pragnę tego zapachu, gdy potrzebuję szalonego, gorączkowego wstrząsu pobudzenia. Świetnie nadaje się również do nakładania warstw, aby dodać odrobinę artystycznego niepokoju do zapachu, który jest ładny, ale być może spokojny.
The Afternoon of a Faun jest jak zapachowy odpowiednik właściwego posiłku po tym, jak żywiłeś się ekstremalnie tanimi, tandetnymi przekąskami i awangardowym dziwactwem zakradania się na otwarcie galerii, aby podkradać przekąski z instalacji artystycznych kuchni molekularnej. Nie jest to pieczeń z żeberek, tofurnik czy jakikolwiek inny posiłek, ale jest to coś, co jesz, cokolwiek to jest dla ciebie, co zaspokaja twój brzuch, odżywia twoje ciało i sprawia, że czujesz się dobrze. Przypuszczam, że ta analogia jest moim sposobem na podziwianie tego, jak niezwykle wyważone są te perfumy. Inspirowane, jak sądzę, zarówno poematem fauna opowiadającym o jego napalonych snach, jak i skandalicznym baletem opartym na tym poemacie, The Afternoon of a Faun to mchowo-korzenno-drzewno-aromatyczno-zielono-kwiatowe pudełko subskrypcyjne zapachu owinięte w kokardę gorzkich ziół i pieprznego selera otaczającego serce dymnej herbaty immortelle i przypalonego cukru. Jeśli lubisz szyprowe zapachy, nie możesz się pomylić z tym. Jeśli nie jesteś pewien lub dopiero zaczynasz przygodę z perfumami, jest to świetny zapach na początek.
Me Myself & I marki Egofacto to zapach reklamowany jako urzekający i niepokojący kwiat z zmysłową tuberozą, tajemniczym kwiatem cykuty oraz dymem i wetywerią. Kiedy po raz pierwszy się o nim dowiedziałem, pomyślałem: wow, OK, TAK, PROSZĘ, weź moje pieniądze. Kilka lat później nadal uważam go za niezwykle rozsądną inwestycję. Pachnie dla mnie przytłaczająco niezapaloną paczką papierosów w niemożliwie drogiej skórzanej torebce i uwielbiam ten zapach. Powinienem wiedzieć lepiej. Moja matka paliła przez całe życie i zmarła na raka w 2013 roku. Ja jestem kujonem i nigdy nie paliłem najmniejszej ilości czegokolwiek, ale wciąż mam to romantyczne wyobrażenie siedzenia w paryskiej kawiarni, picia espresso, palenia francuskich papierosów, pisania poezji i wyglądania bardzo fajnie. Nie przekonasz mnie, że jest inaczej. To zapach, który wyczarowuje ponurą, nastrojową atmosferę, która nawiązuje do samej nazwy, ponieważ będziesz chciał być z nim sam na sam i obiecuję, że będziesz w doskonałym towarzystwie.
Ambre Noir od Sonoma Scent Studio to gęsty, intensywny i najciemniejszy bursztyn, jaki kiedykolwiek można było spotkać. Zarówno ponury, jak i tlący się, z nutami labdanum, róży, kadzidła, mchu, skóry i drewna, to poczerniałe leśne igraszki przy ognisku, gdy zasłona między światami jest najcieńsza. Zobacz także: końcowe momenty w filmie The VVitch. Jeśli lubisz skandalicznie mroczne, czarująco zadymione bursztynowe zapachy, wierzę, że ten przypadnie Ci do gustu.
Otrzymałam tak wiele próbek Nirvana Black w moich zamówieniach Sephora w 2014 roku, ale nigdy nie poświęciłam czasu, aby je wypróbować. Byłam przekonana, że nie będzie zbyt dobry. Od tego czasu nabyłam mini flakonik, który nie jest zbyt dużą inwestycją na wypadek, gdybym go znienawidziła. Gwoli ścisłości, nienawidzę niezgrabnych, brzydkich butelek, niezależnie od ich wielkości. Zaczyna się jako Vanilla Fields od Coty, które pamiętam z moich lat 20-tych jako dość tanie, ale nieoczekiwanie urocze, zakurzone, piżmowe waniliowe drzewo sandałowe. Jeśli odczekam minutę lub dwie, staje się prostym połączeniem ciepłej whisky i głębokiego drewna. Nie jestem jednak pewien co/jakie drewno? Może drewniane pudełko, w którym przechowywano whisky? Nie jest to skomplikowany zapach, ale z drugiej strony uważam, że wymienione są tylko 3 nuty, a czasami więcej nie zawsze oznacza lepiej.
Kiedy byłam mała, moja mama nie prowadziła samochodu, więc babcia woziła nas ze sobą na zakupy i zabierała tam, gdzie trzeba. W jej torebce znajdował się bezdenny zapas lizaków Dum Dum, a jeśli byliśmy grzeczni, dostawaliśmy jednego jako nagrodę. Kiedy miałam 4 lata, było to dla mnie ogromnym przeżyciem, ale kiedy skończyłam 5 lat, jakiś arbitralny przełącznik się przestawił i nagle uznałam je za całkowicie obrzydliwe. Nie, dzięki, babciu! Wyobraź sobie, że wytrząsasz lepkie odłamki ponczu owocowego, wiśni i cukierków o smaku maślanym ze swojej najlepszej torebki Belk's Church i... to jest w zasadzie Fancy. To jest pył Dum Dum. Interpretuj to jak chcesz. Możesz powiedzieć, cóż, Sarah, to nie jest stworzone dla ciebie. Ok, rozumiem to. Ale powiedz mi... dla kogo to jest stworzone? I czy trzymają swoje zabawkowe szminki na gorącej różowej plastikowej próżności i gotują w piekarniku EZ bake?
Kupiłem Hwyl pod wpływem impulsu, tylko dlatego, że ktoś umieścił go na liście zapachów, które pachną jak kemping - zauważając, że ten w szczególności pachnie tak, jak wyobrażają sobie dom Totoro. Czy chciałem pachnieć jak leśna siedziba zjadającego żołędzie nadprzyrodzonego japońskiego leśnego stworzenia? Czy trzeba pytać? Początkowo, myślę, że ze względu na cyprys i nuty drzewne, które mają ze sobą wspólnego, myślałem, że Hwyl pachnie bardzo podobnie do Comme des Garcons Kyoto i że być może nie potrzebuję obu. Ale tam, gdzie Kyoto jest medytacyjną modlitwą w chłodnej leśnej świątyni, Hwyl jest bardziej ziemisty, zielony i cieplejszy. Usiana grzybami, oświetlona liśćmi ścieżka prowadząca do świątyni, słońce przebijające się przez baldachim lasu, cyprysy, żywe dęby i bambusy kołyszące się na popołudniowej bryzie i szeleszczące niewidocznymi ruchami szopów i lisów, a może także małych leśnych duchów. Czy podąża za tobą Totoro? A może czeka na ciebie cierpliwie w świątyni? Może potrzebujemy obu zapachów, żeby się tego dowiedzieć.
Prada Amber to zapach, który przypomina mi Dior Addict, i to nie dlatego, że naprawdę pachną podobnie, ale oba są drzewnymi, słodkimi, żywicznymi zapachami, które zajmują dużo miejsca. Są obszerne, otulają Cię cudownie senną chmurą zapachu ... ale jest to również falujący kłąb zapachu, który można wąchać w kilku pokojach po drugiej stronie domu lub po drugiej stronie globu, a może nawet na Księżycu. Myślę, że trzeba się z tym pogodzić, by pokochać te perfumy. Prada Amber to piękny miodowy, balsamiczny bursztyn i aksamitna paczula z dysonansową ziołową goryczką, być może pochodzącą z estragonu lub bergamotki, która dodaje ciekawości i intrygi, utrzymując ją na granicy mdłości, zachowując jednocześnie tę przesadną moc.
Z nutami nocnych żywic, tlącego się kadzidła i chłodnego, pełzającego o północy mchu, Cathedral od DSH wyczarowuje wizje samotnej latarni zapalonej w oknie samotnej wieży, z której wybiega potykająca się postać w długiej, powłóczystej koszuli nocnej. Przed czym ucieka ta biedna, skazana na zagładę istota, boso przez mgliste wrzosowiska w bezksiężycową noc? Duchy, zjawy i dziwne, złowrogie duchy? Mroczny, burzliwy romans pełen gorzkich zdrad? Przerażające rodzinne klątwy i sny, iluzje, obsesje, morderstwa. To znaczy... przed czym ona nie ucieka, prawda? To nie te perfumy. Ze zrezygnowanym westchnieniem odwraca się i rusza w drogę powrotną. Cokolwiek jeszcze dzieje się w tym nikczemnym zamku, nie może zostawić za sobą tego nawiedzającego i całkiem możliwe, że nawiedzonego zapachu. To gotycki romans we flakonie.
Nie sądzę, aby sekret tego szczerego gnoma był szczególnie zapalający, ale przedstawia on pewne specyficzne obrazy. Wyrywając się z prac ogrodowych, by zakraść się na leśną imprezę, o której słyszał plotki, i spodziewając się bogatego balu, myje za swoimi gliniastymi, zabrudzonymi ziemią uszami i spryskuje swoje małe kończyny delikatną ziołową wodą kolońską z nutami liści fiołka i dziwnych cytrusów. To, co zastał po przybyciu na miejsce, to wróżkowy rave; odurzone wróżki i duszki flirtujące i igraszki na mchu pieprzowym, pod kulami dyskotekowymi odbijającymi się w brzozach i cedrach... i upokorzona twarz małego gnoma, który nie wie, jak tańczyć.
Prawdopodobnie jest za wcześnie, abym pisał tę recenzję, ponieważ mam na sobie Boudoir od 4 godzin, ale nie obchodzi mnie to. To jedne z najlepszych perfum, jakie kiedykolwiek wąchałem. Zaczyna się czysto i mydlanie, co jest świetnym żartem dla użytkownika. Potem nagle pojawia się ciepło, które jest BARDZO satysfakcjonujące i BARDZO nieodpowiednie. Mam maleńki flakonik o pojemności 5 ml i będę płakać, gdy się opróżni.
Świeżość tego niesamowitego zapachu natychmiast uderza w twarz. Wyczuwam w nim chłód, miętowo-eukaliptusową nutę, która jest czysta w ten mroźny zimowy dzień, a święte trawiaste piżmo tylko ją podnosi.
Bliming cudowny.