Wspaniały zapach. Chciałbym, żeby trwał dłużej, ale to jeden z najlepszych zapachów, jakie posiadam. Zawsze będę miał butelkę tego zapachu
Nie mam żadnych tatuaży, więc nie jestem w stanie ocenić, czy pachnie jak salon tatuażu (co jest ideą), ale zdecydowanie pachnie jak salon: ma gumową, przemysłową nutę wetiwerowo-różaną, która przywołuje na myśl czarne skórzane fotele salonowe i lekko ozonową jakość, która przywodzi mi na myśl suszarki do włosów. Jest również dymny, jakby od papierosów za drzwiami sklepu. Nie zidentyfikowałbym nuty jaśminu (nie nazwałbym niczego tutaj "kwiatowym"), ale myślę, że może on objawiać się jako zapach zabiegów na włosy lub skórę. Pojawiają się również drzewne i piżmowe aspekty, które wygładzają i łagodzą zapach do aksamitnej konsystencji, która sprawia, że industrialne akcenty nie wydają się szorstkie. Ogólnie bardzo interesujące i dobrze wykonane perfumy, chłodne i nieco ostre, ale nie "dziwne", ładnie wyważone. Osobiście nie jest to jednak to, czego oczekuję od "atramentowego" zapachu. Chciałbym, aby nawiązywał raczej do książek niż tatuaży, więc coś bardziej papierowego i naturalnego, może z bardziej antyczną skórą, kadzidłem lub zielonymi akcentami. (Innymi słowy, jak Perfumer H's Ink).
Nie jest to najbardziej "specjalny" zapach tytoniowy per se, ale mój Boże, jak jest gładki. Volutes Eau de Parfum to jeden z tych zapachów, które naprawdę błyszczą w powietrzu. Przy bliższym przyjrzeniu się, irys trochę przytłacza wszystkie inne nuty, co sprawia, że czuję się bardzo anosmiczny. Ale sillage - o mój Boże. To zniuansowany, pikantny tytoń, nie przesłodzony ani mdlący, idealna ilość suchości i odrobina przypraw (chciałbym powiedzieć imbir?) z miodowym akcentem, który wydaje się magiczny w jesiennym wietrze lub cieplejsze zimowe dni. Nie tak magiczny jak Volutes EDT, ale mimo to świetny zapach od Diptyque.
Syntetyczne otwarcie, ale jeśli przejdziesz przez to, jest piękne, dostaję tak wiele komplementów i jest to świetny duplikat, sugerowałbym edp, który jest o wiele gładszy i trwa dłużej ogólnie 9/10
to najlepszy zapach, jaki kiedykolwiek czułem. To bardzo zielony, fougére, który przypomina mi piżmowy, drzewny, zielony kawałek clover☘️ i jest fenomenalny.
Klasyczny, czysty zapach, świetny zapach i wiele komplementów. Zdecydowanie ulepszenie Prada L'homme
Dobry casualowy zapach na zimę i chłodne dni.
Ogólny zapach: 4/5 - Dla mnie pachnie jak kilka innych produktów Le Labo. Kupiłem zarówno ten, jak i Bergamote razem i są to podobne zapachy, ale wolę Bergamote.
Trwałość: 3/5 - maksymalnie 4 godziny
Cena: nie warto
Ogólny zapach: 4/5 - To bardzo przyjemny, kwiatowo-cytrusowy zapach, który jest dość orzeźwiający i dobry do codziennego użytku. Otrzymałem kilka komplementów na jego temat, ale moje doświadczenie z tym i innymi zapachami Le Labo jest takie, że nie utrzymują się długo (4 godziny).
Nie jest wart swojej ceny, ale jeśli ci się spodoba, kupiłbym mniejszą butelkę.
Ogólnie: 3/5 - To solidny zapach, ale jego wydajność nie jest najlepsza. Jedyny raz, kiedy ktokolwiek to zauważył, to kiedy spryskałem go około 8 razy w punktach tętna. Pachnie ładnie i czysto, ale nie kupiłbym go ponownie.
Ogólny zapach: 5/5 - Nie jest dla każdego, ale ja uwielbiam ten zapach. Jest subtelny, ale bardzo orzeźwiający i przyzwoicie komplementowany. Trwałość jest minusem w porównaniu do innych Creedów, więc nie sądzę, że jest wart swojej ceny.
Ogólny zapach 5/5: Uwielbiam ten świeży, cytrusowy zapach. Jest czysty, kultowy. Minusem jest to, że nosi go każdy facet i jego brat, nie będziesz się wyróżniać. To był pierwszy drogi zapach, jaki kiedykolwiek kupiłem i nadal otrzymuję mnóstwo komplementów.
Ogólna ocena zapachu: 5/5 - Uwielbiam ten cytrusowy, słodki, młodzieńczy zapach. Mnie osobiście uzależnia, a moja dziewczyna go uwielbia. Młodzieńcza słodycz nie jest jednak dla każdego.
Cena/wartość: 3/5 - Trochę zawyżona cena.
Zapach 5/5: mocny ślad
Trwałość 4/5: około 5-6 godzin
To bardzo cytrusowy, świeży, czysty, mydlany zapach, który jest bardzo przyjemny i orzeźwiający. Minusem jest jego trwałość i cena. Trwałość wynosi zaledwie 4 godziny, a cena jest trudna do uzasadnienia. Uwielbiam jego czysty, cytrusowy zapach i mógłbym go używać na co dzień, gdybym nie czuł, że muszę go ponownie aplikować w połowie dnia. Polecam po prostu kupić duplikat (Game of Spade Full House jest jak 95% dopasowania).
Lubię ten zapach, ale go nie kocham. Trwałość jest na mnie solidna (około 6 godzin), ale nie jest warta szumu ani ceny. Myślę, że są lepsze korzenne zapachy w tej cenie. Ogólnie 3,5/5 dla mnie.
Zapach 10/10. Mój pierwszy oud i nie zawiódł mnie. Cena/wartość to dla mnie jedyny minus tego zapachu, jest drogi. Jednak dla mnie trwa 6-8 godzin, pachnie niesamowicie i wyrafinowanie. Poleciłbym każdemu, kto chce zapłacić za cenę!
Absolutnie uwielbiam ten zapach. Może nie być całoroczny dla każdego, ale absolutnie nosiłbym go przez cały rok. duży komplement, ogólnie 4,75/5. Tylko trochę na wyższym końcu za cenę
Ten zapach jest niesamowity, początkowe górne nuty pachną bardzo czysto, pieprznie, cynamonowo, a nuty bazy są rozkoszne. Ogólnie 4,5/5 dla mnie, żałuję tylko, że nie utrzymuje się dłużej (dla mnie to wciąż około 6 godzin).
Wetywer od Guerlain w reinterpretacji Xerjoffa lub Parfums de Marly lub czegoś podobnego. Krawędź całkowicie zniknęła, a cała korzenna, ziemista nuta została zastąpiona mdłym, przesłodzonym podkładem,... tak bardzo słodkim i dość irytującym. Chciałbym powiedzieć, że to zbędne, ale to prawdopodobnie całkiem sprytny ruch Guerlain, aby uczynić starą klasykę atrakcyjną dla tłumów, które uwielbiają takie bzdury jak Initio i PDM. Muszą jednak uporządkować swoje butelki, jeśli chcą dotrzeć do tego rynku, bo krzyczą o budżetowym wykonaniu.
wilgotny jaśmin z lochu, kolekcja szkieletowych cyprysowych kolan i skórzana maska kata nasączona olejkiem paczuli
Choć generalnie nie recenzuję zapachów, które mi się nie podobają (chyba że w jakiś sposób czuję się przez nie osobiście zaatakowany i muszę być złośliwy i małostkowy), ten jest tak dziwaczny, że nie mogę przestać o nim myśleć, a skoro tak o nim myślę, to prawdopodobnie o nim napiszę, a skoro tak, to marnotrawstwem byłoby nie podzielić się tymi przemyśleniami również tutaj. Tak więc, aby przygotować się do tego, wyobraź sobie lynchowski dysonans i niezgodność ryby w perkolatorze do kawy. Nie jest to ani ryba, ani kawa, ale myślę, że wiesz, o co mi chodzi. Początkowo jest to ulotny powiew koreańskiego mleka bananowego i przegrzanej elektroniki, być może pulchny plastikowy pojemnik uległ samozapłonowi, rozpryskując spieniony sok bananowy i smażąc płytki drukowane, a cała arkada zapaliła się i spłonęła. Metaliczny ozon i statyka iskrzących przewodów ostatecznie i w jakiś sposób nieuchronnie - w sposób, w jaki logika snów wydaje się całkowicie rozsądna i racjonalna - ustępuje miejsca potwornie zwierzęcemu indolowemu jaśminowi i w jakiś niewytłumaczalny sposób staje się ledwo wyczuwalnym dymnym kwiatowym zapachem skóry. Nie sądzę, że Y06-S to zapach, który się nosi; to doświadczenie, które się znosi. Jest dziwaczny, oszałamiający i trochę mdlący, ale myślę, że to dobre przypomnienie, że perfumy są formą sztuki, a sztuka nie zawsze powinna być łatwa do strawienia. Powinna zmuszać nas do myślenia.
Jestem absolutnym fanem bujnego, gorączkowego va-va-voom tuberozy i zawsze dobrze jest zobaczyć, jak jest ona interpretowana przez różnych perfumiarzy. Charade Sary Baker wkracza na scenę z rozkapryszoną tuberozową damą, a nie klasyczną, bogatą diwą, której można by się spodziewać. Ten zapach jest złośliwy i musujący; wyobraź sobie głosy Queenie Goldstein lub Betty Boop, oddychające, chichoczące szampanem i miodowym szeptem. Ale zwrot akcji! Podczas gdy nasza oszałamiająca tuberoza rozpraszała Cię swoimi kunsztownymi, ambrowymi szykanami, wyłania się roślinna paproć, a elf z Lothlorien wychodzi z cienia, sylvańska strzała wycelowana w Twoje serce. Bujność tuberozy przeplata się z zielonymi nutami, łącząc nasze dwie gwiazdy, tworząc urzekające napięcie. Ylang-ylang dodaje łagodnie rozpadającego się ospałości, podczas gdy styraks i benzoina tkają słaby ślad dymnej, balsamicznej słodyczy. Akord skórzany wydaje się być nie na miejscu, ale to ziemisty, oleisty, skórzany wachlarz trzyma tę nieprawdopodobną teatralną produkcję razem
Jak to powiedzieć, nie będąc niemiłym? Shangri-La od Hiram Green to mniej bujna i harmonijna utopijna ziemia obiecana, a bardziej wyobrażona przez Hieronima Boscha piekielna menażeria, spustoszona i nękana, skazana na zagładę i potępiona - cały horror, wielkość i nieokiełznane szaleństwo kosmosu, wydestylowane w jeden zgrzytliwie chaotyczny zapach. Początkowy podmuch przejrzałych, sfermentowanych brzoskwiń i owoców cytrusowych uderza w nas ostro, trąbiąc prosto z błyszczącego różowego tyłka dziwacznego potwora; balsamiczny rozkład jaśminu otula nas rozmytym, rozgorączkowanym, wijącym się arkuszem złototronowego ptaka pożerającego ludzi, aby przypomnieć nam, że wszystko jest próżnością, a przyjemności cielesne są ulotne, a dziwnie przyprawione pocałunki świńskiej zakonnicy pozostają na twojej skórze jak groteskowa pamiątka z karnawału deprawacji. W jakim pokręconym umyśle jest to Shangri-La? Myślę, że Hiram Green ma nad nami przewagę.
Eris Perfumes Mx to obślizgłe, niepokojące echo natrętnej myśli, fiksacji, przymusu, który pulsuje pod skórą i wzbudza niepokój i intrygę w równym stopniu. Hipnotyzujące wąsy szafranu, piżmowy pomruk czegoś pierwotnego, czegoś niepokojącego. Aksamitne drzewo sandałowe, przyjemne ciepło, komfort, ale coś jest nie tak. Dreszcz imbiru, ukłucie pieprzu, ostre, nagłe, budzące cię, przypominające ci, że nie jesteś sobą. Lustro chwieje się, odbijając oczy nieznajomego, którego nie rozpoznajesz, uśmiech na ustach, które nie są twoje. Tajemnicze, intymne i czyste, to perfumy szeptu, który przylega do ciebie, wspomnienie działań, których nie potrafisz wyjaśnić, wyborów, których nie dokonałeś. Czy te tęsknoty są twoje, czy też stałeś się fascynacją, naczyniem dla nieproszonych, szalonym powabem uwolnionym z ciemności?
EDIT: Po napisaniu tego wszystkiego w oparciu o bardzo silne wspomnienie, które mi się nasunęło, zdałem sobie sprawę, że napisałem całą tę obślizgłą, wspaniałą złośliwość o perfumach, które celebrują uwolnienie się od binarności płci... i że gdyby ktoś mnie nie znał, ta recenzja mogłaby zostać odebrana jako ktoś, kto jest przerażony lub obrzydliwy z tego powodu. Albo coś równie niefortunnego, czego nie chciałbym, żeby mi przypisywano. Nieeeee! Proszę, nie myśl, że wcale tak nie jest. Uwielbiam koncepcję, wykonanie i inspirację dla tych perfum! Ta konkretna recenzja została zainspirowana tym, jak zapach przypomniał mi o tym, co działo się w thrillerze YA Lois Duncan "Stranger With My Face", w którym nastolatka zdaje sobie sprawę, że jej zazdrosna siostra bliźniaczka dokonuje nocnej projekcji astralnej do jej ciała i zmusza ją do robienia strasznych rzeczy!