Czy próbowałeś tych perfum?
Podziel się swoimi wrażeniami i pomóż innym odkryć wspaniałe zapachy
Tak więc Montecristo jest tak funky jak James Brown czy Bootsy Collins... ale nie w dobry sposób. Nie dajcie się zwieść temu, jak mały i uroczy wygląda ten Hyrax - jego piżmo jest bardzo mocne! Otwarcie Montecristo jest szczególnie mocne, ze zwierzęcymi wibracjami, które od razu odrzucają mnie (i mój żołądek). Zbawienną zaletą tego zapachu jest to, że gdy wysycha, zwierzęce cechy stają się nieco cieplejsze, przytulniejsze i łagodniejsze. Jest to przeciwieństwo mojego doświadczenia z cywetem/castoreaum itp... które zwykle rozwijają się coraz bardziej po tym, jak nuty górne / serca już dawno zniknęły. Nie rekompensuje to jednak natrętnego, ostrego otwarcia. Jest złożony, muszę to przyznać i zdecydowanie ma interesującą głębię pod nieprzyjemnością, która utrzymuje go interesującym i osobiście trzymał mnie w wąchaniu. Jest tu tytoń, taka kubańska nuta kałowego cygara, odrobina ostrości żywicy, ciepło i głębokie nuty drzewne. Zupełnie nie w moim guście, ale warto sprawdzić, jeśli lubisz zwierzęce zapachy. Aktualizacja 27/03/24 Wow! Jakim chujem byłem dziesięć lat temu, co? Powiedziałem to wszystko, lubiąc dziwną, spoconą świeżość Declaration i brudny, szyprowy, pudrowy Rochas Femme, szalony wtedy, że byłbym tak wyłączony przez to. Chodzi mi o to, że tak naprawdę wcale nie jest kałowy ani wkurzony, wciąż mam hyraceum i ogólną zwierzęcość głównie na górze, suszenie jest w rzeczywistości bardzo przytulne (co uczciwie odzwierciedla moją oryginalną recenzję) aspektem, za którym tęskniłem, był bursztyn i jest to alternatywny bursztyn, jak kawałek z uwięzionym w środku komarem z dodatkiem słodkiego rumu i coli. To naprawdę fajny balans słodkiej ziemistości i zwierzęcości. Po dekadzie podoba mi się bardziej.

Rzecz z hyraceum, jeśli dobrze zrozumiałem, polega na tym, że w przeciwieństwie do innych zwierzęcych, skankowatych nut, używają prawdziwego materiału, wysuszonych odchodów, co daje fekalny, urynowy realizm. I szczerze mówiąc, czuję to w tym perfumie. Przy pierwszym powąchaniu pomyślałem: NIE, ale jak to często bywa, wróciłem do niego i teraz kupiłem próbkę. Jest na krawędzi bycia nieakceptowalnie toaletowym i przypomina mi wilgotne od moczu, zaśmiecone kupą słomki, którą musiałem sprzątać z klatki mojego chomika, gdy byłem mały, ale pokazuje, do czego zdolna jest umiejętna perfumeria. Aktualizacja po kilku kolejnych użyciach... Nie, wiecznie stara, moczem przesiąknięta słoma chomika wywołuje odruch wymiotny. Okropne.