Annacamento od Toskovat to zapach, którego nuty trudno mi wyodrębnić, ale ogólna kreacja rezonuje z każdym włóknem mojej istoty. Jak mogłoby być inaczej, skoro melancholijna poezja jego opisu odnosi się do dziecka widzącego morze po raz pierwszy... a może dorosłego widzącego je po raz ostatni, i spostrzeżenia, że "jeśli spojrzysz wstecz na to piękno, najprawdopodobniej już je straciłeś". Ten sentyment przypomina mi inny podobny, który uwielbiam, przywołując ulotną czystość chwili, w której narrator Muriel Barbery's The Elegance of the Hedgehog stwierdza: "Piękno polega na własnym przemijaniu, tak jak po nie sięgamy". Lista składników zawiera elementy cytrusowe w postaci owoców i ziół oraz garść produktów piekarniczych, obok różnych gatunków drewna i roślin morskich - a ogólne wrażenie jest słabe, smutna słodycz, która jest również w jakiś sposób... nie do końca świeża i nie do końca czysta, ale jakaś tajemnicza trzecia rzecz, która w jakiś sposób przylega. To słodko-gorzkie marzenie, które kiedyś miałeś, siedząc nad oceanem i jedząc małe, zimne danie z lodami, gdy niebo pociemniało do szarego z obietnicą deszczu na horyzoncie. Podczas przypływu zdajesz sobie sprawę, że wilgoć na twoich policzkach nie jest solanką słonego morskiego sprayu, ale smugami wysychających łez, chociaż nie miałeś pojęcia, że płaczesz i dlaczego mogło tak być.
Neroli Ad Astra od Pierre Guillaume Paris to galaktyczny striptiz w wykonaniu olśniewającego spektaklu promiennych holograficznych istot. Otwarcie to wybuch musującej gruszki, owocowego, ekstrawaganckiego musowania fontanny szampana w zerowej grawitacji. Następnie do akcji wkracza zapierająca dech w piersiach neroli, bogata, mocna i kusząco chłodna, niczym połysk kryształków lodu na srebrzystych skafandrach kosmicznych odbijających blask odległego słońca. Zielony aksamit w rękawiczkach pasie się ziołowym, różanym geranium, nieśmiałym spojrzeniem na bogatą kwiatową słodycz jaśminu i niskim kosmicznym szumem miękkiego, głębokiego piżma, zakotwiczając zapach, nawet gdy sięga do gwiazd, niebiańskiego burleski wśród migoczącej przestrzeni wieczności.
Flamingo od Blackcliff jest sercem bagna namorzynowego z kalejdoskopowymi lustrami domu zabaw, pokręconymi kolanami cyprysów spryskanymi ponurymi, cierpkimi, musującymi odcieniami gujawy i grejpfruta o zmierzchu w technikolorze. Kłujący różowy pieprz jak odłamek rozbitego szkła, jak szaleńczy szpon małych pazurów skrzeczy i rozpuszcza się, a melancholijny fiolet zagląda, jego posiniaczony fioletowy tusz do rzęs przebija się przez mętną wodę. Wilgotne, ziemiste wąsy wetywerii, piżma ambrette i gliniastego tytoniu unoszą się słabo, ale niepokojąco blisko powierzchni. Flamingo to wypaczona kwaśno-słodka słodycz niewidzialnych stworzeń ćwierkających i rechoczących w półmroku - i podoba mi się to - ale jest to bardziej szept różowego pieprzu niż obłąkany sen gorączkowy delirium różowego pieprzu, na który miałem nadzieję.
Pegasus Exclusif marki Parfums de Marly, a może trochę ekstrapoluję na podstawie kopii marki, obiecuje przejażdżkę na grzbiecie latającego ogiera, podróż do królestwa "męskiej męskości" i "radosnej mocy". Myślę jednak, że musimy złagodzić nasze oczekiwania; opis sugeruje, że jest to pachnący odpowiednik szlachetnego skrzydlatego rumaka, całego mitu i mięśni, szybującego w niebiosach, prawdopodobnie będącego fantastycznym końskim ucieleśnieniem toksycznej męskości. Nie twierdzę, że faktycznie tego chciałem, ale zamiast tego otrzymujemy pastelowego kucyka na karuzeli, całego w heliotropowym cukrze pudrze i popękanej porcelanie. Są pewne rzeczy, w których nie jestem na bieżąco, a mianowicie to, że Pegasus Exclusif sugeruje istnienie Pegasusa nie-Exclusif, a jeśli tak jest, to jeszcze go nie wąchałem i być może jest to również zakurzony plastikowy marcepanowy makaronik... więc nie jestem pewien, czym ten się różni. I w przeciwieństwie do innych recenzentów, nie wyczuwam w tych perfumach niczego złożonego, mrocznego czy bogatego; obiecana głębia i złożoność oraz drewno i przyprawy nigdy się nie materializują, pozostawiając jednowymiarową słodycz i poczucie sztucznej kapryśności, która pachnie bardziej jak kolekcja My Little Pony niż epicka podróż majestatycznej bestii.
Le Jardin Retrouve Verveine d'Été, w którym wibrująca werbena promieniuje cytrynowo-zieloną ziołową jasnością, a jej rześka tęsknota napełnia powietrze energią, która jest niemal namacalna. Jednak pod tą musującą powierzchnią kryje się głębsza, bardziej enigmatyczna obecność. Mech dębowy przywołuje na myśl zaciszne zakątki rozległego ogrodu, a jego aromatyczne nuty lawendowej goryczki i piżmowego siana dodają nieoczekiwanej głębi, która zakotwicza kompozycję. Zapach ten ma ponadczasową jakość; jeden wdech przynosi rześką czystość ziół ogrzanych porannym słońcem; następny otula cię chłodnym cieniem czcigodnego drzewa, stojącego na straży wypielęgnowanych ścieżek i dzikich łąk. Współgranie strzelistej werbeny i ugruntowanego mchu dębowego tworzy zapach, który wydaje się oddychać wraz z tobą, rozszerzając się i kurcząc, zawsze utrzymując to piękne, delikatne napięcie między lekkością a powagą. To dopiero drugi zapach Le Jardin Retrouvé, który miałam okazję wypróbować. W przeciwieństwie do czaru Citron Boboli, który rozwija się w samym sercu lata, Verveine d'Été oferuje bardziej umiarkowany czar, zaklęcie na wszystkie pory roku - zapachowy talizman, który pozwala nosić ze sobą kawałek tego idealnego, zielonego poranka, zawsze, bez względu na godzinę i pogodę.
Prawie skończyłem butelkę. Kupiłem go w Macy's za pełną cenę. Przyznam, że na początku mi się nie podobał i nigdy go nie nosiłem. Nie wiem, co stało się później, ale zacząłem nosić go ponownie i zakochałem się. Chciałbym, żeby to było moje naturalne piżmo, nosiłem je zawsze i wszędzie, ale teraz staram się tego nie robić, ponieważ prawie się skończyło. Z pewnością ulubiony zapach. Zapach? Powiedziałbym, że bardziej w rozmiarze lawendy? Nie jestem notorycznym człowiekiem, ale tak.
Tam, gdzie baseny najczystszej wody łapią światło, szukaj fioletu, który kwitnie pod ziemią. Jasny jak ametyst, zawieszony w złotym bursztynie, a jednak płynący jak miód przez kryształowe strumienie. Każda fala ujawnia swój sekret - kwiat zachowany w cieczy, która nie może zmoknąć, słodycz, która płynie, ale nigdy się nie porusza. Pod tym wszystkim, ciepły bursztyn trzyma te fragmenty, ulotną wieczność uchwyconą w niemożliwych głębinach.
Obecnie mój znak rozpoznawczy i drugi ulubiony zapach. Pachnie i utrzymuje się przyzwoicie długo na mojej skórze. Staram się NIE nosić go codziennie i wszędzie, ale jest zbyt dobry, by tego nie robić. W 100% polecam, jeśli już o nim wiesz, w 100% odradzam, jeśli zapytasz mnie, co to za zapach.
Niesamowity, nie można się z nim pomylić i imo całkiem bezpieczny zakup w ciemno. Użyłbym go na randkę, ponieważ nie utrzymuje się zbyt długo na MOJEJ skórze, więc jest dobry na specjalne krótkie okazje. Na mnie utrzymuje się około 2-3 godzin.
Najlepszy zapach od rabanne imo, uwielbiam słodki orzechowy puch, jeden z moich ulubionych przez cały rok
Dobra średnia świeżość
Przydymiona i bardziej męska wersja br540.
Zapach dopasowuje się do osoby noszącej. Z mojego doświadczenia wynika, że na kobietach jest postrzegany jako kobiecy, a na mężczyznach jako męski.
Ma pudrowy cytrus w górnej części, któremu towarzyszy róża, która utrzymuje się przez cały czas. Otwarcie jest nieco mydlane, ale szybko rozpuszcza się w pudrowo-paczulowo-różanym zapachu, który może brzmieć bardzo kobieco, ale dla mnie jest całkowicie unisex.
Generalnie nie jestem wielkim fanem Montale ani Mancera, ale ten jest zarówno wyjątkowy, sympatyczny, unisex i idealny na co dzień, o każdej porze roku. Wydajność też jest świetna.
Cytrusy powinny być znacznie niższym akordem, górne akordy / nuty to wanilia, orzech laskowy, z jabłkiem w suchym puchu. Arcydzieło zapachu, jeśli jesteś skłonny zapłacić pieniądze. Świetna wydajność i długa trwałość. Nie jest to masowo atrakcyjny zapach, ale naprawdę przypomina Boże Narodzenie we flakonie. Oprócz wspaniałego zapachu, opakowanie, butelka i historia każdego zapachu to sztuka. Jeden z moich ulubionych zapachów.
Zaczyna się gorzko, ze świeżym jabłkiem i manderiną w górnej części. Całość wsparta jest wanilią, dymną paczulą i nutami drzewnymi. Jest nieco porównywalny do Angels Share, ale jest ciemniejszy, bardziej męski i bardziej trójwymiarowy, jeśli to ma sens. Jest wytrawny, ciemny i ma tylko lekką słodycz. Bez problemu radzi sobie na mrozie, a jego trwałość to dla mnie 10-12 godzin.
Oud w tym zapachu jest bardzo "oswojony", nie skąpy ani ostry. Suchy, ciemny, dymny i drzewny. Nie dla zatwardziałych miłośników oudu, ale bardzo miłe wprowadzenie do tego składnika.
Jest to rodzaj ukrytego klejnotu, większość ludzi tak naprawdę nie daje Brioni czasu dnia, ale powinni. To idealny zapach na wieczorne wyjście, randkę lub jesień. Kupię ponownie, gdy mi się skończy.
Masterpiece ❤️❤️❤️
Najlepszy zapach kawy w historii
Pochylona kobiecość, wciąż świetna
Arcydzieło
Szalenie wart swojej ceny, nie zapłaciłbym za niego ponad 40 dolców. Jest mocny, ale trzeba pozwolić mu się macerować. Mam go od roku i pachnie tak inaczej, ale tak dobrze. Dry down jest niesamowity.
Unikalny,,
Świetny, ale jednak zbyt drogi
pachnie jak mniej syntetyczny klub jazzowy, alkoholowy, ale nie za bardzo. bardzo dobry do clubbingu.
Znaleziony w lokalnym Rossie za 39,99$. Jeden z najlepszych zakupów w ciemno w mojej kolekcji.