Podstawowy, zawyżona cena
Nisza w designerskim pudełku
Dojrzały
Mój ulubiony zapach od projektanta
Absolutnie niesamowite, dosłowne arcydzieło 10/10, bez wad i mój charakterystyczny zapach na chłodniejsze pory roku, gdzie świeci tak pięknie, słodycz i głębia tego jest czymś wyjątkowym. Tak bardzo chciałem to zabezpieczyć, ale musiałem się podzielić :)
Arcydzieło
Ikona, bez względu na to, co mówią ludzie
Uwielbiam to
Dla mnie to mieszanka creed aventus i Sauvage edt.
Wiem, że ludzie uwielbiają ten popularny tani zapach, ale ja czuję silny chemiczny zapach czający się nad szarlotką. Nie ma w sobie nic z subtelności Angels' Share, a flakon jest koszmarnie nieporęczny. Dla mnie to szorcik.
Nadal uważam, że jest to idealne piżmo; brakuje mu tej przytłaczającej, wyzwalającej kichanie intensywności, którą kojarzyłem z egipskim piżmem, zachowując jednocześnie odpowiednią nutę skankiness i słodko-gorzką nutę, która podnosi to, co mogło być tylko kolejnym ciepłym, czystym zapachem poza sferę nijakości i zwyczajności. Piżmo Kiehl's oddaje dokładnie to, co wyobrażam sobie w 1974 roku: opalonych entuzjastów astrologii w ich płynących, ręcznie haftowanych kaftanach, srebrnych bransoletkach brzęczących, gdy tasują karty tarota między imprezami Tupperware, ich salonami ciężkimi od kadzideł i makramowych wieszaków na rośliny. Kobiety nosiły turkusowe pierścionki na każdym palcu i trzymały kopie "Znaków słońca" Lindy Goodman na swoich stolikach kawowych, podczas gdy ich dzieci bawiły się drewnianymi zabawkami na kudłatym dywanie. Chociaż urodziłem się dopiero kilka lat później, jestem przekonany, że ten zapach w jakiś sposób zabutelkował esencję mojego wczesnego dzieciństwa - utrzymujący się ślad paczuli i możliwości, który wisiał w powietrzu, gdy Era Wodnika ustąpiła miejsca bardziej praktycznym obawom późnych lat 70-tych.
10 Corso Como to suche, wyniosłe drzewo sandałowe, dymne żywice pustynne i ziemiste, dziwnie niestabilne - prawie obce lub przynajmniej nieziemskie - kwiaty. Przywodzi na myśl tajemniczą, aromatyczną drewnianą skrzynię, odkopaną przez dziwną burzę piaskową. Jednocześnie zmysłowy i uduchowiony, i bez wątpienia bardzo, bardzo przystojny zapach, którego często pragnę i nic innego mi nie odpowiada.
Jest to niepokojąco tajemnicza kobieta w filmie noir, która od razu zostaje uznana za mordercę, ponieważ jest piękna i nieco "nieobecna". Później okazuje się, że ukrywa straszny sekret, który nie ma nic wspólnego z morderstwem, być może jej siostra bliźniaczka utonęła w Monte Carlo, a ona ukradła jej tożsamość, aby uciec przed lubieżnym zalotnikiem lub czymś podobnym. Pachnie jakimś enigmatycznym zielonym kwiatem, którego esencja została zakonserwowana, aby pogłębić się i przyciemnić, zanim zostanie zmiażdżona z garścią dziwnych, słodkich ziół i pozostawiona w antycznym naczyniu potpourri w zakurzonym damskim buduarze. Pięknie dziwny i enigmatyczny zapach, dla szminkowych i szorstkich fasad maskujących mroczną, dramatyczną przeszłość.
Mocny, ognisty imbir zanurzony w lepkim, miodowym bursztynie, owinięty pasmami dymnego lapsong souchang. Jednak przy całej tej głębokiej, ciemnej bujności, jest zaskakująco czysty... jakby jedwabny szal został zanurzony w tej miksturze i zawieszony w nasłonecznionym oknie do wyschnięcia. Zapach przylega do tkaniny i jest lekko uwalniany, gdy zawiązuje się go i składa wokół gardła.
Przy pierwszej aplikacji Les Nuits d'Hadrien pachniał trochę jak stęchły seler, ale po wielokrotnym wąchaniu nadgarstka w ciągu następnej godziny, dziwne jest to, że... podobało mi się. (Chłopak uważał, że pachnie jak sos sojowy). Zapach nie zmienił się zbytnio w ciągu wieczoru, może poza tym, że stał się delikatniejszy i nieco słodszy. Dla mnie jest to bardzo podobny zapach do skóry i może coś na te niespodziewanie szare, deszczowe letnie dni.
Siedzisz przy otwartym oknie w deszczowy poranek, zasłony trzepoczą na wilgotnym wietrze, przed tobą pojedyncza róża w wazonie. Jej karmazynowe kwiaty, stanowiące żywy, aksamitny kontrast z wczesnym mrokiem, rozbrzmiewają upiornym porannym światłem. Pod nimi mgliste piżmo miesza się z ledwo wyczuwalnymi przyprawami, niczym para unosząca się z mokrej ziemi. Zapach faluje jak te zasłony - szepcze obok, a potem cofa się, nigdy nie jest nieruchomy, nigdy nie jest całkiem solidny.
Pięknie gładki, przytulny, kadzidlany bursztyn na zimny dzień, taki jak dzisiaj na północnym wschodzie. Trochę głośny i trochę zbyt słodki w późnym stadium rozwoju, ale mimo to uwielbiam go. Wydajność jest naprawdę mocna, jeśli o to Ci chodzi. Przy poprzednich noszeniach czasami żałowałem, że nie schłodzi się trochę pod koniec suszenia.
Uomo intense to jeden z moich ABSOLUTNIE ulubionych zapachów. Na mojej skórze pojawia się skóra z przyjemnymi pudrowymi nutami. Kiedy siedzę i studiuję, wyczuwam mandarynkę, ale głównie irysa/skórę. Bardzo szminkowy.
Wszystkie starają się być jak Aventus, więc co ci to mówi?
Wiem, że wiele osób go uwielbia, ale dla mnie to nie jest zapach brudu.
Absolutnie wspaniały zapach!
Słyszałem, że ten zapach przypomina Creed Aventus. Ja wyczuwam ten zapach dopiero po spryskaniu. Ale potem zmienia się w ziemisty, drzewny, ciemny zapach
Charakterystyczny zapach mojego syna. Jego dziewczyna i jej mama pokochały ten zapach, a teraz nie chce nosić niczego innego.
Bardzo przyjemny słodki zapach
Pozornie standardowy czysty cytrusowy zapach z niespodzianką. Nie wiem dokładnie, co odróżnia go od innych czystych, designerskich zapachów, ale jego otwarcie jest wyjątkowe wśród wszystkich, które wąchałem. Po wyschnięciu staje się przyjemnie cytrusowy z lekkimi nutami drzewnymi. Trwałość na mnie bardzo dobra, ponad 12 godzin. Projekcja nie ma na co narzekać, dość standardowa. Powiedziałbym, że ten zapach skłania się ku młodszej publiczności. Ogólnie bardzo przyjemny, czysty, nieofensywny zapach do biura lub szkoły, który może stać się czyimś znakiem rozpoznawczym.
Przyjemny, świeży i ogólnie dobry zapach
Uwielbiam go, kurwa! Otwarcie jest bardzo przyjemne, a wysychanie jest NIESAMOWITE. Trwa również 10 godzin + Nigdy nie widziałem, żeby ktoś go nosił, więc można powiedzieć, że będzie pachniał NIESAMOWITY.