Sałatka owocowa i kryształy perydotu. Lubię nosić to do łóżka, ponieważ trwa nie dłużej niż czas potrzebny na zaśnięcie.
Jest w tym coś takiego, jak idealna żółta cytryna, którą kupujesz w sklepie o każdej porze roku i kroisz na ozdobę na talerzu. Cytryny z mojego ogrodu są bardziej nierówne, brudniejsze, tłustsze i soczystsze, ale wciąż kupuję cytryny w sklepie, ponieważ nigdy nie mam ich wystarczająco dużo.
Pachnie jak spacerowanie po piekarni, z czekoladą unoszącą się w powietrzu, a nie jak czekoladowy gourmand. Duża sillage przyciąga wiele uwagi. Dobrze się łączy z kremowymi kwiatami.
Lekko skwaśniała cytryna, jak stanie na tarasie w wilgotny poranek, zanim dzień stanie się nieznośnie gorący. Utrzymuje się długo, ponieważ cytryna tutaj to trawa cytrynowa.
Kryształy topazu mogą być niebieskie, brązowe lub żółte, co wpływa na moje postrzeganie tego zapachu. Butelka jest lekko niebieska, a zapach zaczyna się jako typowy niebieski aromat cytrusowy. Zapach staje się żółty, gdy pojawiają się kwiatowe nuty, a następnie brązowy z cienkim, uniseksowym drewnem. Zachowaj ten kryształowy skarb na lato, ponieważ szybko traci intensywność w zimnej pogodzie.
Kwiatowy od początku do końca, zaczynając od nuty geranium, która staje się pudrowa, a następnie mydlana. To jak ogród za domem w stylu townhouse, inspirowany ogrodem wiejskim. Nie jest tak chaotyczny, nieuporządkowany i zróżnicowany jak ugruntowany ogród wiejski. Tattoo to stonowana, mniej dzika zieleń, ale ma świetną trwałość, utrzymując się na skórze przez ponad 8 godzin. Moja butelka wygląda inaczej.
Mydlany trawa cytrynowa. Trwa 5-6 godzin.
Thebes stał się jednym z moich ulubionych perfum wszech czasów. Genialne dzieło Sultana łączące vintage'owy styl z nowoczesną kreatywnością. Unikalna kompozycja z osobowością i wspaniałą narracją. Fenomenalne!
Długą recenzję możesz znaleźć na mojej stronie.
Świeżo obrane pomarańcze przy pierwszym otwarciu, przechodzące w zapach sandałowca i zieleni, uwielbiam to, chciałbym, żeby miało większą projekcję.
Kusząc obietnicą moreli i kwiatów, postanowiłem dać temu szansę. Niestety, mój entuzjazm zgasł w ciągu kilku sekund. Otwarcie jest wyraźnie pikantne, zamiast soczystej moreli, głównie czuję kardamon i gałkę muszkatołową. Nie ma owocowej delikatności; jest sucho i ostro, jak otwarcie kuchennej szafki pełnej przypraw. Po chwili pojawia się kwiatowa mieszanka, hojnie nasączona miodem. To nie są świeże, promienne kwiaty, lecz raczej wyschnięte bukiety zapomniane na strychu, z nutą tytoniu unoszącą się w tle. Całość przypomina mi starą ziołową aptekę lub ciężką, zakurzoną zasłonę w vintage'owym teatrze. W bazie wyczuwam cypriol i, niestety, jeszcze więcej tytoniu, z którym osobiście mam trudności. Ledwie wyczuwam jakikolwiek szafran, piżmo czy wanilię. Trwałość jest bardzo dobra, projekcja umiarkowana, a kompozycja niewątpliwie złożona i dobrze skonstruowana. Mogę docenić kunszt, ale to po prostu nie jest w moim guście.
to unisexowa kompozycja o kwiatowo-pudrowym charakterze, oparta na drzewnej skórzanej bazie. Zapach jest niewątpliwie elegancki, chociaż moim zdaniem nazwa wydaje się nieco przesadzona, ponieważ zapach jest daleki od prawdziwej namiętności.
Otwarcie to mydlany fiołek, z odrobiną rumu i nutą imbiru. Następnie rozwija się w kremowe, delikatnie pudrowe kwiatowe serce, zanim osadzi się w gładkiej mieszance sandałowca i zamszu. Elegancki, miękki i bez ostrych krawędzi. Z nazwy spodziewałem się czegoś bardziej w stylu wysokich obcasów i śmiałej bielizny, ale to, co otrzymałem, przypominało bardziej niewinną dziewczynę w nocnej koszuli zapiętej aż pod szyję.
Piękna równowaga między suchym, zielonym, dębowym Chypre a świeżym, pikantnym/drzewnym Eau de Cologne.
Chienoir otwiera się świeżo, pikantnie/drzewnie, z suchym pieprzem i lekko słodko-gorzką pomarańczą oraz zieloną jagodą jałowca. W sercu wyczuwam drzewny, zielony neroli z opoponaksem, który przenosi pikantność do środka. Przez całość, od góry do bazy, przebiega suchy, prawie mineralny akord dębowego mchu/paczuli. W bazie dołącza suchy tytoń i musk podobny do ambroxanu, aby zakończyć perfum. Po prostu wspaniałe. Czuje się jak Ellena w swoim szczycie. Najwyższe oceny dla Breadle za to arcydzieło!
A przyjazny, wszechstronny zapach, który po prostu podoba się większości. Bezpieczny wybór, który rzadko obraża i często zyskuje komplementy. Otwarcie jest słodkie i prawie kremowe, jak dojrzałe puree z mango, złagodzone odrobiną świeżego, orzeźwiającego bergamotu. W sercu jaśmin dodaje kobiecej delikatności i lekkości, podczas gdy kompozycja opiera się na waniliowej, drzewnej bazie, która nadaje jej ciepło i gładkość. Przypomina mi letnie popołudnie i lekką, zwiewną sukienkę, przyjemną, bezproblemową i nieskomplikowaną. Trwałość wynosi około trzech godzin, z dość subtelnym sillage. Lubię go nosić, ponieważ jest bezwysiłkowy, ale szczerze mówiąc, najbardziej zapadającą w pamięć rzeczą w nim jest sama butelka.
To zapach zaprojektowany, aby przyciągać uwagę i promieniować elegancją, i robi to zaskakująco dobrze, zwłaszcza jak na budżetową ofertę z głównej ulicy. Otwarcie jest świeże, z lekko musującą nutą krwi pomarańczy i subtelnym ziołowym akcentem kolendry. Ta początkowa jasność szybko ustępuje miejsca cieplejszym, bogatszym tonom. W sercu kompozycji wyraźnie zauważalny jest szafran, wzmocniony nutami drzewnymi i bursztynem, które nadają zapachowi głębi i eleganckiego charakteru. Nie jest ciężki, ale zdecydowanie ma wyraźny wieczorny klimat. Przywodzi na myśl starannie skomponowany strój, złotą biżuterię, miękkie oświetlenie i czas, kiedy chcesz, aby twój perfum był zauważony. Trwałość jest całkiem dobra, z umiarkowanym sillage, zauważalnym przez pierwsze kilka godzin, zanim osadzi się bliżej skóry, tworząc przyjemną aurę.
Chwyciłem Liquid Brun i szczerze mówiąc, podczas gdy większość ludzi zachwyca się nim jako bliskim klonem Parfums de Marly Althair, ja znalazłem go znacznie bardziej podobnym do klasycznego Hugo Boss Bottled. Ma ten sam świeży, jabłkowo-cynamonowy pikantny akcent na początku, z czystym, drzewnym, waniliowym wykończeniem, które po prostu krzyczy energią Bossa. Oczywiście, ma też trochę cieplejsze, kremowe nuty bourbonowej wanilii i praliny, które nieco kierują go w stronę gourmand, ale ogólnie DNA wydaje się znacznie bliższe Bottled niż Althair w moim odczuciu.
Wydajność jest solidna, ładnie się rozprzestrzenia przez kilka godzin i dobrze się utrzymuje. Jeśli jesteś fanem Boss Bottled i chcesz czegoś przystępnego cenowo o podobnym uniwersalnym, codziennym charakterze (może odrobinę słodszego), to jest to świetny wybór za tę cenę. Zdecydowanie polecam spróbować!
To zapach, który pachnie słodką pokusą z figlarnym mrugnięciem. Gourmand z kwiatowym akcentem, pyszny, kobiecy i trochę flirtujący. Otwiera się soczystą maliną i delikatnym neroli, wprowadzając świeżość i lekkość do kompozycji. Serce rozwija się w kremowy tuberozę i kwiat pomarańczy, białokwiatowy i zmysłowy, ale bez duszącej ciężkości. Odrobina irysa dodaje subtelny pudrowy akcent. Baza łączy karmel, wanilię, piżmo i miękkie drewno, otulając wszystko w ciepłym komforcie. Jest słodki, ale nie cukrowy, zmysłowy, a jednak wciąż dziewczęcy. Idealny na te chwile, kiedy chcesz pachnieć mmm..., taki, który sprawia, że ktoś się zbliża i pyta, co nosisz. Trwałość wynosi około sześciu godzin z umiarkowanym sillage, zauważalnym i kuszącym, ale nigdy przytłaczającym.
Eau Duelle szumi jak szept westchnień unoszący się przez trzciny z tego samego terytorium, które opisuje Algernon Blackwood w swoim opowiadaniu/noweli "Wierzby". Sucha wanilia, trawiasta i ziołowa, może nawet ryzomatyczna, kołysząca się, zmieniająca się i niespokojna. Brzęczenie miejsca, pusta wiatr. Srebrzyste światła bagienne, dziwaczne fantazje. Miękkie światło księżyca na niezliczonych szumiących liściach. Wanilia jako niezwykły antagonista szlaku przyrodniczego, dziwna opowieść, którą opowiadają wierzby.
To radosny, wyraźnie dziewczęcy zapach, jak pastelowa sukienka w słoneczny dzień. Otwiera się fioletem i delikatnie słodkim akcentem cytrusów, płynnie przechodząc w upajającą wisterię dotkniętą różą. Kompozycja rozwija się delikatnie i harmonijnie, jak pastelowy bukiet ułożony z troską. W bazie, fasola tonka z wanilią i subtelnym śladem paczuli nadają ciepło i miękkość, otulając kwiatowe serce jak lekki szal zarzucony na ramiona. Trwałość wynosi około sześciu godzin, z umiarkowanym sillage, zauważalnym, ale nigdy nie próbującym dominować w pomieszczeniu. To przyjemny, dobrze zbalansowany zapach, który poprawia nastrój jak ulubiona filiżanka kawy, mały butelkowany zastrzyk energii. Jednocześnie brakuje mu krawędzi i głębi, wszystko wydaje się ładne, wypolerowane i bezpieczne. Zamiast prawdziwego perfumeryjnego błysku, otrzymujemy estetyczną, starannie wykonaną kreację, która przemawia do wielu... ale rzadko pozostaje w pamięci.
Wydaje się, że nie trwa zbyt długo i nie jest zbyt intensywny. Pachnie w porządku. Ale nie poleciłbym nikomu.
Dziś testuję Eau de Memo od Memo Paris, próbkę, którą otrzymałem przy ostatnich zakupach. Otwarcie pozytywnie błyszczy bergamotką, zanim zielona herbata przechodzi na pierwszy plan. Na tym etapie przypomina mi Assam of India od Berdoues. Nie wyczuwam żadnych nut kwiatowych. Jest jednak akord skórzany, który przywodzi na myśl wnętrze nowego samochodu. Połączenie skóry, cytrusów i herbaty jest bardzo interesujące. W końcowej fazie pojawia się irys. Powiedziałbym, że trwałość wynosi około pięciu godzin, a projekcja jest dość blisko skóry. To przyjemna kompozycja, chociaż nie nazwałbym jej przełomową.
pachnie jak papier ryżowy
Przeczytałem tak wiele o tym zapachu i w końcu udało mi się kupić częściową butelkę w dobrej cenie. Moonlit Evening to kompozycja chypre o vintage'owym zabarwieniu, łącząca nostalgię z subtelną harmonią nut. Otwarcie jest pikantne i cytrusowe, wyraźnie wyczuwam olejek pieprzowy i gałkę muszkatołową. Po chwili pojawia się kwiatowe serce, zapach jest pięknie skomponowany, co utrudnia wyodrębnienie poszczególnych nut. Baza jest mszysta i ziemista, wzbogacona miodem i hojną dawką paczuli. Niestety, to paczuli zajmuje tutaj centralne miejsce, ciężka i piwniczna, a to styl, którego po prostu nie lubię w zapachach. Trwałość wynosi około ośmiu godzin, z subtelną, umiarkowaną projekcją. Przekażę tę butelkę dalej, ponieważ nie sądzę, żebym kiedykolwiek polubił tę interpretację paczuli. A ty, co o tym sądzisz?
Nie wiem, jak pachniał oryginalny Dior, ale ten zapach jest fantastyczny i może być jego odpowiednikiem. Ma potężną projekcję i sillage.
To prawdziwa oda do wanilii, celebrująca kobiecą ciepło i elegancję. Wanilia tutaj jest słodka, kremowa i niemal aksamitna, a jednocześnie zrównoważona chłodną lawendą i subtelnie podniesiona odrobiną imbiru, nadając kompozycji odrobinę charakteru i nowoczesnej świeżości. Przypomina mi miękki kaszmirowy sweter, godzinę tuż przed zachodem słońca i ciche poczucie pewności siebie. Trwałość i projekcja są bardzo dobre.