Jade Vines od Regime des Fleurs to zapach, którego miałem nadzieję nie pokochać, ale wiedziałem, że jestem skazany na porażkę, ponieważ większość rzeczy tej nie do końca przyjaznej dla budżetu marki naprawdę mi się podobała. Sposób, w jaki chcę o nim opowiedzieć, prawdopodobnie nie będzie pomocny dla tych, którzy szukają dosłownych recenzji perfum, więc: proste ujęcie jest takie, że jest to drżący, drzewno-zielony sen o gorączce ociekający świetlistym, miodowym halucynacyjnym kadzidłem tuberozy. Nie ma w nim nic naprawdę wodnego, przynajmniej nie w lekkim, słonecznym, morskim sensie, ale wyobrażam sobie talasowy ołtarz, aby przywołać coś mroczniejszego z głębi otchłani; wyobraź sobie Uxię Cambarro jako kapłankę Ezoterycznego Zakonu Dagona w jej legowisku, zacienionej grocie słabo oświetlonej opalizującymi zakwitami alg i widmowym, świecącym kryształem soli. Jest więc ten zielony las, senny biały kwiatowy element, ale także coś z tajnych jaskiń nad morzem i echa tajemnych rytuałów, które kiedyś odbywały się w ciemności. Im dłużej zastanawiam się nad którymkolwiek z tych aspektów, tym bardziej mi się one wymykają; jest to perfumeryjny odpowiednik przebywania w pomieszczeniu z większą liczbą zakamarków, niż logika mówi, że jest to możliwe, lub wielokrotnego czytania tej samej strony książki z niepokojącym podejrzeniem, że za każdym razem jest ona w jakiś sposób niejasno inna. Gorąco polecam wypróbowanie tego zapachu podczas słuchania Kilimanjaro Dark Jazz Ensemble, aby spotęgować dziwność.
Ten komentarz został przetłumaczony maszynowo.
1
2 lata temu
Jade Vines od Régime des Fleurs zostały wydane w 2023 roku. Perfumiarzem tej kreacji jest Alia Raza. Nuty to Drzewo cedrowe, Gardenia, Imbir, Tuberoza, Woody Notes, Kwiat Yuzu.
Jade Vines od Regime des Fleurs to zapach, którego miałem nadzieję nie pokochać, ale wiedziałem, że jestem skazany na porażkę, ponieważ większość rzeczy tej nie do końca przyjaznej dla budżetu marki naprawdę mi się podobała. Sposób, w jaki chcę o nim opowiedzieć, prawdopodobnie nie będzie pomocny dla tych, którzy szukają dosłownych recenzji perfum, więc: proste ujęcie jest takie, że jest to drżący, drzewno-zielony sen o gorączce ociekający świetlistym, miodowym halucynacyjnym kadzidłem tuberozy. Nie ma w nim nic naprawdę wodnego, przynajmniej nie w lekkim, słonecznym, morskim sensie, ale wyobrażam sobie talasowy ołtarz, aby przywołać coś mroczniejszego z głębi otchłani; wyobraź sobie Uxię Cambarro jako kapłankę Ezoterycznego Zakonu Dagona w jej legowisku, zacienionej grocie słabo oświetlonej opalizującymi zakwitami alg i widmowym, świecącym kryształem soli. Jest więc ten zielony las, senny biały kwiatowy element, ale także coś z tajnych jaskiń nad morzem i echa tajemnych rytuałów, które kiedyś odbywały się w ciemności. Im dłużej zastanawiam się nad którymkolwiek z tych aspektów, tym bardziej mi się one wymykają; jest to perfumeryjny odpowiednik przebywania w pomieszczeniu z większą liczbą zakamarków, niż logika mówi, że jest to możliwe, lub wielokrotnego czytania tej samej strony książki z niepokojącym podejrzeniem, że za każdym razem jest ona w jakiś sposób niejasno inna. Gorąco polecam wypróbowanie tego zapachu podczas słuchania Kilimanjaro Dark Jazz Ensemble, aby spotęgować dziwność.