To jest mydlany, przytulny, czysty musk, który jest tak uroczy, że aż prawie absurdalny. Przywołuje różowe, dołeczkowe policzki cherubów, które można uszczypnąć i są pulchne; jego nos chce być poklepany, a brzuszek potrzebuje małego pstryknięcia! Bąbelkowy i odważny, uroczy ponad wszelką miarę - szczerze mówiąc, to pachnie jak mały, pierdzący laleczek kewpie, delikatna chmurka pieniącego się, miękkiego białego mydła, kremowa piana, delikatny musk, który przypomina bawełniane kulki w stylu piankowym, i mydlana skóra. Nuty zapachowe wspominają o ognisku lub tytoniu, a ja w ogóle ich nie czuję, ale... coś przywołującego ten rodzaj ciepła? Ale ciepło jako nastrój, nie temperatura; esencja przytulnego, vintage'owego komfortu, puszysta, miękka znajomość. Ale jest też plastikowo-porcelanowa kwiatowa aura, jak chłodność lalkowej skóry, a nie ludzkiej skóry, pulsu i oddechu, tworząc tę dziwną małą napięcie między intymnym ciepłem a sztucznym, urokliwym wdziękiem czegoś ujmującego, co mogłobyś wygrać na starym jarmarku, jak proto-Labubu w butelce.
Mały woreczek z juty z ziołami, mały woreczek zaklęć, zielony, suchy, pieprzny, ostry, który schowałeś z tyłu swojej zamrażarki dla bezpieczeństwa. Całkowicie o nim zapomniałeś i znalazłeś go liofilizowanego i pokrytego lodem, ukrytego za workiem groszku, lata później, a tuż za nim widzisz coś dziwnego. Migocząca szczelina, świecąca szczelina. To, co wydaje się portalem, na samym końcu twojej lodówki. Powietrze morskiej soli unosi się czysto z niego, ceruleanowe fale olśniewają w dalekim horyzoncie (czy to ocean, czy obcy horyzont? niejasne) i co najdziwniejsze, piaszczysta ścieżka gęsto wyłożona czymś, co ma kształt drzew sosnowych, pachnące gałęzie ciężkie od lśniących zasp śniegu.
Dużo mówię o szarych, pochmurnych niebach, burzach, mgle i zamgleniu oraz o miłości do ponurych dni, ale nawet ja potrafię docenić obiektywnie piękny dzień. Quercia to właśnie ten dzień... czyste, przejrzyste powietrze, czysta, klarowna woda, kiedy ludzie mówią, że świeże powietrze lub woda są słodkie, to właśnie mają na myśli, ostry klarowny smak, który można poczuć. Coś zielonego, ale nie ciężkiego, nie gęsto leśnego zielonego, lżejszego niż to, blady wiosenny zielony nowego wzrostu i delikatnych łodyg rozdeptanych pod stopami, uwalniających swój wodnisty sok. Bezchmurne, chłodne wiosenne poranki, które sprawiają, że naprawdę myślisz: "Cieszę się, że żyję", to taki dzień, który wydaje się prezentem, o który nie prosiłeś, ale mimo to go przyjąłeś. Plamiste światło przeświecające przez wiekowe gałęzie dębu, sam dąb ledwie obecny, jedynie jako cień, jako powód tego filtrowanego słońca, tej łąki istniejącej w jego cierpliwej ochronie.
Leżąc w trawie na wysokości poziomu z mleczami i dzwonkami, żółty i niebieski kwitnące kwiaty, ich płatki mają tę papierową, delikatną słodycz, ledwo wyczuwalny kwiatowy zapach, bardziej jak idea kwiatów niż ich rzeczywisty ciężki zapach. Są dobrej natury, gdy są deptań. Wiedzą, że pewnego dnia będą rosły na twoim grobie, delikatne i uporne, odzyskując wszystko z tą samą radosną wytrwałością. Przez pięćset lat dąb stał, obserwując, jak mniejsze rzeczy kwitną, bledną i znów kwitną, a ty jesteś tylko kolejną małą rzeczą, jasną, krótką i piękną.
Światło słoneczne Studio Ghibli, ta świecąca animacyjna ciepłota, gdzie śmierć istnieje, ale nie przyćmiewa, gdzie groby dostają kwiaty, a kwiaty są deptane, i to wszystko to samo obracające się koło, to samo plamiste popołudnie. Cień jest obecny - stąd chłód, mroczny zwrot - ale tak już jest. Po prostu ciesz się kwiatami, póki możesz.
Mieszanka z pudełka z pamiątkami, suszone kwiaty, kruche bukiety i butonierki, cenne bukieciki wciśnięte między stronami dzienników i albumów ze zdjęciami, saszetki schowane wśród przechowywanych resztek i reliktów, oraz znaki pamięci i czci. Gnijące róże w zakurzonym obrazie vanitas, kwiaty wysuszone na proszek, piżmowe i stęchłe, duchowe i nawiedzające, słodkie i cierpkie, miękkie jak skóra niemowlęcia piżmo, ukazane w wciśniętych płatkach. Smutek równy miłości, znaki nigdy nie równe ciężarowi, który niosą, całkowicie widoczne po otwarciu pudełka i uwolnieniu tego, co jest w nim schowane.
Otwarcie sprayu uwolniło coś przypominającego zniszczony błyskawicę zamkniętą w zakurzonej krypcie. Ostre, elektryczne rozkładanie, stęchły prąd, zjedzone przez mole napięcie. Potem... trochę cieniowatej aromatycznej likantropii... fantasmagoryczny zoetrop, istota przypominająca typ Marii Germanowej, zmieniająca się przez teatralne role, szlachetna dama okryta klejnotami, pyszałkowaty pirat, żebraczka w łachmanach, awangardowa wróżka w ujęciu Stanisławskiego z "Niebieskiego ptaka" Maurice'a Maeterlincka. Duchowe fotografie, widma nawiedzające antyczne wizytówki. Czasami pudrowe, skórzaste, metaliczne, roślinne, surowe, wyrafinowane. Czarownica-królowa z Moskiewskiego Teatru Artystycznego uchwycona w trakcie przemiany, glamour i ponura, enigmatyczna i trochę niepokojąca.
Energia Haruki Tenou, chłodny sportowy musk. Smukła, sapphic atletyka. Wyrazista androgyniczna elegancja w powiewających białych szortach tenisowych. Imbirowa jasność konkurująca z wetiwerową ziemistością, znosząca się nawzajem, redukująca się do wilgotnego blasku dżdżownicy. Osłabiony atak Sailor Uranus - Minor Phosphorescent Subterranean Flicker! lub Weakened Subsoil Incandescence Rustle! lub coś w tym stylu! Przytłumiona promienność, chłodna, opanowana, stonowana moc... albo nawet nie moc dokładnie. Zasilona, ale na ściemniaczu.
Eksperymentalny Klub Perfum Velvet Incense to esencja całej kolekcji perfum w kociołku - zharmonizowana, zredukowana, spójna. The Magic Circle Waterhouse'a, ta parująca kolumna dymu wznosząca się z płonących głębin, płomienie trzaskające magią i mocą. W mojej książce The Art of Fantasy podziwiałem to dzieło, zauważając spisek kruków przyglądających się z groźną ciekawością zza symbolicznego kręgu, krajobraz grożący klaustrofobicznie złowrogim zamiarem... ale wewnątrz kręgu, równowaga. Ambrystyczny cedr wydychający chłodną, ostrą pieprzowość; nie „przyprawowe” ciepło, ale ostry, jasny, niemal mentolowy akcent przebijający przez żywiczną ciepłotę. Stłumiona, aksamitna ambrystyczno-sandałowa słodycz, gruba i puszysta, oplatająca ten cedrowy kręgosłup jak miękka tkanina naciągnięta. Wszystko znajduje swoje miejsce w zaklęciu. Moja szafka z perfumami już pachnie tym, co oznacza, że nie potrzebuję tych perfum... ale także oznacza, że doskonale rozumiem ich urok.
Czy kiedykolwiek jadłeś czekoladę, może jakąś z pojedynczego pochodzenia, może ekwadorską czekoladę, tak intensywnie ciemną i aromatycznie gorzką, z zerową zawartością masła kakaowego i bez cukru? To naprawdę już nawet nie smakuje jak czekolada, jest trochę karcąca, właściwie (ale w dobry sposób?) I pomyślałeś, hej, wiesz co, tej czekoladzie potrzeba kilku mielonych ziaren, dwudziestu lub więcej, z młynka do pieprzu z drewna tekowego, pikantnych, teksturowanych i ziarnistych. Garść wiórków cedrowych, jasnych, suchych i papierowych. Nowa para wysokiej jakości, sztywnych skórzanych butów. Z pewnością nigdy tego nie pomyślałem, więc chyba nas dwoje, i wstyd nam za nasz głęboki brak wizji. Bo to jest zarówno bogate, jak i surowe, intensywne i dostępne, a także dodatkowa słona, balsamiczna dymność, która czyni to naprawdę, naprawdę interesującym.
Zapach otwiera się gorzką cytrusową nutą, która początkowo przypomina tani odświeżacz powietrza. Na szczęście, po krótkim czasie, na pierwszy plan wysuwają się kwiat pomarańczy i neroli, subtelnie osłodzone odrobiną gruszki. Baza jest piżmowa, złagodzona neroli, ciepła, gładka i kojąca. To unisexowy zapach, idealny na wiosnę i lato. Trwałość wynosi około czterech godzin, a kompozycja siedzi dość blisko skóry.
Po prostu seksowny, męski zapach ambry. Moje 3 ulubione zapachy od projektantów wszech czasów. Cena może być trudna do uzasadnienia dla wielu osób, ale właśnie to kupiłem, nosiłem na firmowej imprezie świątecznej i dostałem około 4 komplementów. Uwielbiam zapachy ambry, więc mogę być stronniczy, ale ten zapach jest niesamowity. Trwałość jest problemem, można by pomyśleć, że przy tym profilu zapachowym utrzyma się dłużej, ale mam tylko może 4-5 godzin.
Niesamowicie prosty, czysty zapach irysa! W mojej czołowej trójce „tańszych” zapachów od projektantów. Łatwy zapach na cały rok. Bardzo przyjazny do biura i faktycznie długo się utrzymuje, około 5 godzin, a potem zapach skórny w okolicach 6-8 godziny.
Bardzo przyjemny, czysty, piżmowy zapach z nutą kremu przeciwsłonecznego. Pachnie świetnie. Niektórzy mogą uważać, że jest trochę kobiecy, ale myślę, że zdecydowanie jest unisex. Moja żona go uwielbia, to jeden z jej ulubionych zapachów, zwłaszcza gdy jest trochę cieplej.
Ten zapach ma dla mnie wiele pięknych wspomnień. Uwielbiam go. Szkoda, że został wycofany.
Ładny perfum.
Taki piękny zapach. Uwielbiam go.
To dobry zapach, ale uważam, że woda perfumowana jest lepsza.
Ładny, ale wolę Eau de parfum od tego.
Najlepszy Bleu de Chanel moim zdaniem.
To był zakup w ciemno z rabatem, tylko patrząc na nuty. Jest bardzo podobny do Oud Wood od Toma Forda. Myślę, że ten zapach ma trochę większą trwałość na mojej skórze, ale oba mają tendencję do wygaszania się po kilku godzinach. Nałożyłem go około 8 rano i w dużej mierze był blisko skóry około 12-13. To może być tylko moje odczucie, albo jestem głuchy na ten profil zapachowy, ale w cenie, za którą go zdobyłem, cieszę się, że go mam. Na początku wyczuwam trochę tego profilu oud, był gdzieś pomiędzy bliskowschodnim Amouage a bardziej zwesternizowanym oud, ale nie był ofensywny.
Uwielbiam to. Ale Flame jest lepszy na zimę.
To intensywna kompozycja zapachowa o wyraźnie rzemieślniczym charakterze. Nosi w sobie poczucie surowej natury, dymnej ziemistości i kamiennej siły. Kompozycja jednocześnie przyciąga i odpycha. Otwarcie jest orzeźwiające i lekko pikantne, a następnie pojawia się owocowy akcent, chociaż są to suszone owoce, a nie świeże czy soczyste. Baza jest aromatyczna i ziemista, przywołując dotyk mchu i skórzanych liści. Jest w tym coś dzikiego i pierwotnego. Zapach wydaje się surowy, ale harmonijny, zdecydowany w tonie i głęboko intrygujący. Trwałość wynosi około ośmiu godzin przy umiarkowanej projekcji. Osobiście nie jestem fanem tego zapachu, ponieważ coś w nim mnie niepokoi, ale nadal potrafię docenić złożoność kompozycji.
To jest jak uśmiech w chłodny dzień, błyszczący, a jednocześnie pełen ciepła. Jak kobieta, która zna swoją wartość i nie ma nic do udowodnienia. Otwarcie jest wyraźnie pikantne, z czerwonym pieprzem łaskoczącym w nosie. Po chwili pojawia się róża, nie dżemowa ani babcina, lecz świeża i delikatna. Baza z paczuli jest tutaj bardzo subtelna, co osobiście doceniam. Trwałość wynosi około sześciu godzin, a projekcja wydaje się dość dyskretna, chociaż to może być tylko moje wrażenie, ponieważ kilku kolegów odwiedziło mój dział, aby zapytać, co noszę, że tak wspaniale pachnie.
To jest lżejsza wersja oryginału, łącząca delikatne nuty z bardziej intensywnymi akcentami. Otwarcie jest delikatnie cytrusowe, ale wkrótce na pierwszy plan wysuwa się bukiet białych kwiatów, prowadzony przez tuberozę. Ogólne wrażenie jest kobiece, subtelnie pikantne i nieco śmiałe. W bazie, piżmo osiada na skórze jak miękki szal, podczas gdy nuty drzewne nadają kompozycji poczucie spokoju i elegancji. Trwałość i projekcja są bardzo dobre jak na wodę toaletową, co czyni ją odpowiednią zarówno na dzień, jak i na wieczorne okazje.
Świetny zapach. Przypomina mi trochę Frederica Malle'a Monsiuer. Największa różnica dla mnie polegała na tym, że po około 8 godzinach stał się miękkim, kremowym zapachem sandałowym.