fragrances
recenzji
Zapach dnia
Mój zapach charakterystyczny
62 recenzje
Lekko kwasowy, kwiatowy, kadzidłowy, skórzano-zwierzęcy zapach, który w jakiś sposób przypomina, jakby ktoś wrzucił garść złotego pyłu w promień słońca. Podobno zainspirowany odcinkiem Doktora Who, ale zawsze wyobrażam sobie scenę z filmu Paul Schradera "Mishima", gdzie złoty pawilon nagle się otwiera, a z głośników wydobywa się eksplozja zachwycającej muzyki z partytury Philipa Glassa.
Plastik, dym, pył betonowy, benzyna, pudrowy makijaż, wszystko mieszające się z kwiatem pomarańczy. Bardzo trwałe. Przypomina mi to naprawdę niepokojący apel medyczny z Bhopalu, który emitowano po wycieku gazu z Union Carbide, w którym pojawiało się twarzyczka niemowlęcia wyglądająca z brudu i gruzów, gdy była zakopywana.
Linia Chronotope jest generalnie awangardowa, ale ta kompozycja jest naprawdę wyjątkowa. Chodzi po cienkiej linii między intrygującym a nieprzyjemnym, a to napięcie sprawia, że jest to tak udany twór. Mówiąc to, są ograniczone okazje, w których wybrałbym noszenie tego zapachu. Przyjmij to jako ograniczenie, a z pewnością warto to zbadać.
Wilgotna, zielona, roślinna, dymna mikstura.
Ktoś świeżo zerwał halucynogenne liście z dżungli i wrzucił je, aby się tliły na drewnym ogniu. Budzisz się trzy dni później z bólem głowy i suchymi ustami, nagi i z niezrozumiałymi rytualnymi symbolami namalowanymi na ciele.
Niezwykle wytrwały i potężny, dlatego najlepiej używać go oszczędnie i nie w towarzystwie grzecznych ludzi.
Unosisz się na oceanie, zaraz po tym, jak spryskałeś się ogromną ilością Ambre Sultan. Morze jest absolutnie spokojne, szkliste, takie, na którym prawie widać film na wodzie. Ktoś rozpalił ognisko na odległym brzegu. Kiedy wychodzisz z wody, wciąż czujesz sól morską na swojej skórze.
Nigdy nie mogę się zdecydować, czy to mi się podoba, czy to kocham, czy może naprawdę mi się nie podoba. Z pewnością jest to niezwykłe, ale jest zderzenie między wodną świeżością a kadzidłem, które na początku może być przytłaczające. Jednocześnie to właśnie to zderzenie sprawia, że profil zapachowy jest interesujący. Kadzidło maleje podczas etapu dry down, a na jego miejsce pojawia się zielony, roślinny zapach, wraz z niemal cytrusową słodyczą i lekką, dymną nutą drewna. Na tym etapie jest lżejszy i bardziej przystępny, ale paradoksalnie mniej unikalny. W końcu zmienia się w przyjemne kadzidło samo w sobie.
Owocowy, przede wszystkim malinowy, wybuch kadzidła, który przechodzi w bursztynowo-sandałowe, lekko ziemiste, lekko medyczne wykończenie.
Co ciekawe, w przypadku perfum z nutami owocowymi, nie ma tu mdlącej słodyczy, a zapach jest suchy jak pieprz. Ta ściągająca nuta jest kluczową cechą perfumu. Kadzidło jest bardzo wyraźne na początku, ale staje się bardziej subtelne podczas rozwijania się zapachu, pojawiając się w powiewach przez cały dzień.
Nie byłem szczególnie zachwycony, gdy pierwszy raz go nosiłem, ale z czasem zyskał moją sympatię, głównie dlatego, że jest tak oszczędny, tak zdystansowany, a mimo że składniki nie są wyjątkowe, sposób ich prezentacji nadaje mu wyraźny charakter.
Nie sugeruje mi nic kosmicznego ani nie wywołuje żadnych natychmiastowych obrazów mentalnych czy emocjonalnych skojarzeń. To dość intelektualna kreacja, a podoba mi się znacznie bardziej, niż początkowo myślałem. Długotrwały, okresowo intensywny, wart zbadania.
Zapach, który wydaje się być stworzony specjalnie na najgorętsze letnie dni, otwiera się białymi cytrusowymi kwiatami, z jaśminem szczególnie wyraźnym, a następnie przechodzi w lekko skórzano-czarną herbacianą kombinację, gdzie kwiaty są ciemniejsze i bardziej stonowane, zmieszane z nutą sosny, zanim zakończy się na ziemistej nucie paczuli. Jest bardzo lekki, prawie bezwysiłkowy, i rozwija się w cieple.
Opis tego perfumu mówi o przeszłości Villa Nellcote, kiedy była zajmowana przez gestapo, ale także o tym, jak stała się miejscem dla hipisów (Rolling Stones nagrali tam Exile on Main Street), co sugeruje, że w zapachu powinno być niepokojące zrównoważenie światła i ciemności. W ogóle tego nie odczuwam: zamiast tego przypomina mi to leżenie na trawie w dniu, gdy niebo jest intensywnie niebieskie, a słońce wysoko i nieograniczone, z zamkniętymi oczami, łapiąc zapach ogrodu wokół mnie i suchą, wypaloną ziemię pod trawą.
Bardzo mi się to podoba i wcale nie żałuję, że kupiłem pełną butelkę w ciemno (była w promocji), ale istnieje wyraźna niezgodność między zamysłem a rzeczywistym zapachem. I nie mogę się oprzeć myśli, że zamysł mógłby zaowocować czymś nieco bardziej wymagającym i ostatecznie interesującym niż to, co zostało tutaj zaprezentowane, choć może być piękne.
Całkowicie szalona kreacja od Christophe'a Laudamiela.
Otwiera się ogromnym wybuchem zielonego rabarbaru, ale szybko przekształca się w coś innego - pistację, cytrusy, suchą trawę, a nawet nutę czegoś kremowego i waniliowego. Potem rabarbar znowu wraca, zanim znów zmieni się w coś innego. Jest jednocześnie słodki i kwaśny, a nigdy nie pachniał tak samo przy każdej okazji, kiedy go nosiłem.
Jest również bardzo trwały i intensywny, i będzie się trzymał ubrań przez dni po nałożeniu - wymagana jest oszczędna aplikacja.
Zajęło mi trochę czasu, aby pokochać ten zapach, ale teraz go uwielbiam. Może zbyt mocny na lato, ale idealny na wiosnę, gdy w powietrzu wciąż czuć odrobinę chłodu.
Oddech Boga to jeden z tych zapachów, który przychodzi z wyraźnie zaznaczoną reputacją, niczym jakaś trędowata postać krzycząca: "Nieczysty! Nieczysty!"
W rzeczywistości nie jest tak przerażający, jak sugeruje jego reputacja. Otwarcie jest gęste i ciężkie, z dymnym owocem, który pachnie niemal gourmand. Dym intensyfikuje się i ustępuje, czasami grożąc, że stanie się przytłaczający, ale zawsze wycofuje się w ostatniej chwili. Przez to przebija się róża. Jest silny wybuch wetiweru. W końcu wszystko uspokaja się do kojącego bursztynowego kadzidła i utrzymuje się w tym stanie przez kilka godzin. Ten drydown jest najmniej interesującą częścią kompozycji: to jak nieco mniej wyrafinowana wersja nut, które zazwyczaj kojarzysz z Serge Lutens.
Pamiętam, jak kupiłem pierwszy komercyjnie produkowany zapach Lush, lepką, chorobliwą cytrynową rzecz, która pachniała jak roztopione, skondensowane cukierki, a przejście od tego do tego, co jest niemal surowo wirtuozowskie, to ogromny skok zarówno w umiejętnościach technicznych, jak i wyobraźni.
Dziwnie, to mogłoby niemal działać jako letni zapach, ale kadzidło jest ostatecznie nieco zbyt gęste na to. Idealne na jesień i zimę.
Całkowicie abstrakcyjny zapach, który jednocześnie pachnie bardzo obco, a jednocześnie sugeruje tak wiele różnych rzeczy.
Przede wszystkim pachnie bardzo żółto. I to nie tylko dlatego, że wiem, że mimoza jest jednym z nut. Jedno wciągnięcie tego zapachu i to jest jedyny kolor, który przychodzi na myśl, głęboki, intensywny żółty. Pachnie również gorąco i pyłowo, ale to nie jest gorąca pyłowość jałowego krajobrazu: to szklisty i metaliczny blask gorącej żarówki lub grzejnika wentylatorowego wydobywającego ciepło w zimny zimowy dzień. Obecna nuta wina jest w jakiś sposób również morska, ale to morze w oddali, z tylko najsłabszym jego sugestią niesioną na wietrze. Przede wszystkim jest to zdumiewająco przewiewne i sugerujące ogromne, szerokie przestrzenie, ale to przestrzeń nieużywanego magazynu lub niezamieszkanego biurowca. Jeśli chodzi o drewno, nie czuję go wcale.
To zupełnie coś innego niż jakikolwiek zapach, z którym się spotkałem, a gdyby Christophe Laudamiel nie zaprzestał produkcji swojej linii Zoo, zasługiwałby na zapasową butelkę.
Pikantny, skórzany piernik na początku, który szybko przekształca się w bardzo intensywną ciemną różę. To stopniowo maleje, staje się nieco medyczny w fazie dry down, a następnie pojawia się delikatny, przyjemny kadzidło, które to wszystko dopełnia.
To zapach całkowicie akceptowalny, a ten intensywny różany rdzeń jest bardzo uderzający, ale ogólnie to nie wystarcza, aby uczynić tę kompozycję szczególnie godną uwagi, chociaż jest przyjemna.