Ebene Fume z jego żarzącą się kakofonią majestatu zachodzącego słońca, pająkowatymi i kłującymi zębami nastrojowo-ognistego czarnego pieprzu oraz mistyczną dwuznacznością sosnowo-licerynowo-kamforowego klimatu palo santo jest bezczelnie pięknym zapachem, niebezpiecznie intensywnym i pochłaniającym wszystko. Dymna, królewska i przerażająca, tygrysia królowa, która podpaliła swoje królestwo, zamiast patrzeć na jego upadek, kadzidło płonęło na ołtarzu ochrony, przywołując mrocznych świętych z płonącymi mieczami. Desperackie, niebezpieczne modlitwy spełniane w cudowny i straszny sposób.
Spirit Lamp by DS& Durga Spirit Lamp to zapach, który przywołuje na myśl zapomniany zakątek ogrodu botanicznego obok autostrady, gdzie duch nieokiełznanej dziczy kwitnie, niekontrolowany i niespodziewanie w śliskiej kałuży nielegalnie zrzuconego oleju silnikowego. Początkowe wrażenie to gęsta, oleista zieleń jakiejś bagnistej, pierwotnej trzciny, zapach wymarłej przeszłości, która jest bliżej niż nam się często wydaje, jej korzenie zaplątane w ziemię, jej liście emanujące aksamitnym ziołowym piżmem. Ta zieleń nie jest świeża i orzeźwiająca; jest tłusta, gęsta, niemal dusząca. W miarę rozwoju zapachu pojawia się metaliczny posmak, zapach rdzy lub przypalonej miedzi, agresywnie rozgrzany Dodge Charger będący kontrapunktem dla błyszczącego, zielonego serca. To zapach, który przywołuje anachroniczne obrazy zapomnianych rytuałów i tajemnych praktyk, prawdziwy prehistoryczny Fast & Furious, żyjący swoim życiem ćwierć mili na raz gówno, silna mikstura warzona w kotle złomowiska i opuszczonego parkingu samochodowego w najciemniejszych zakamarkach natury.
Podczas gdy nuty wymienione dla Apocalypstick, fiołek, róża, mięta (wydawało mi się, że gdzieś widziałem makadamię?) brzmią jak przyjemna kombinacja, dla mnie te perfumy pachną jak wioska małych dzieci zarażonych ogromną złośliwością czystego zła. Ten mdły, kandyzowany kwiat nie tylko balansuje na granicy słodyczy i zgnilizny; to nie tylko figlarna, sacharynkowa niewinność maskująca złowrogi nurt zgnilizny. To natychmiastowy i przytłaczający atak złośliwie zatrutych śliwek cukrowych nadziewanych żyletkami, serwowanych przez lepkie palce i blade twarze z ostrymi zębami. Pozostaje na skórze jak toksyczne przeczucie, jak wieczna plama, nieusuwalne piętno wstrętu.
"Był rok 2081 i wszyscy wreszcie byli równi. Byli równi nie tylko wobec Boga i prawa. Byli równi pod każdym względem. Nikt nie był mądrzejszy od innych. Nikt nie wyglądał lepiej niż inni. Nikt nie był silniejszy ani szybszy niż ktokolwiek inny". Jakich perfum używali? Kurt Vonnegut Jr. w swoim satyrycznym, dystopijnym opowiadaniu science-fiction "Harrison Bergeron" nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale podejrzewam, że były to Them marki Neandertal, zapach sprowadzony do najbardziej minimalnego, okrojonego DNA. Radykalne ćwiczenie w prostocie, celowe wymazanie złożoności. To esencja, kompletna i całkowita nieobecność. Pustka, próżnia, nicość. Olfaktoryczny egalitaryzm we flakonie, w którym żadna nuta nie dominuje, żadna nie jest nawet wyczuwalna. Noś go nie po to, by coś powiedzieć, ale by poczuć zapach nieupiększonej równowagi - radykalną olfaktoryczną utopię, w której żadna nuta nie wybija się ponad inne, a każda aromatyczna ekspresja jest równie cicha.
Tell Me About The Forest (You Once Called Home) to jodła, świerk i jałowiec, które od razu przypadły mi do gustu. Mam ogromny sentyment do bajkowych leśnych zapachów, ale tak wiele z nich jest lepkich, jak bajkowy leśny syrop, do którego odmierza się łyżkę barową, aby uzyskać coś w rodzaju koktajlu Jasia i Małgosi. Ten zapach nie jest tak zdradliwy; jest... bardziej suchy? Może trochę gorzki. Mam wrażenie, że to trochę pustelnik-asceta z ostrym dowcipem i zamiłowaniem do ironii. Przypomina mi gęste, zaciemnione zarośla w sztuce Tin Can Forest o północy.
Dirty Amber to hymn królowej wojowniczek, warczenie bergamotki i jałowca, zęby obnażone przed świtem. Geranium, dzikie i posiniaczone, przylega do popękanej skórzanej zbroi, kadzidło, tlący się ołtarz dla zapomnianych bogów, wisi ciężko, cierpkie ugryzienie kory kasji jest szeptaną klątwą na jej wrogów. Miodowa syrenia pieśń Tonki o skradzionych przyjemnościach jest zamaskowana gorzką, wirującą mgłą labdanum i mirry. Cyprys i paczula, piżmo nieokiełznanych lasów, wiążą ją z ziemią, korzeniami sięgającymi głęboko w zapomniane kości imperiów. A potem wybucha serce burzy: skamieniały bursztyn, gardłowy ryk, plaga spalonego światła gwiazd uwięziona w złotym bogactwie spieczonych słońcem łez. Zapach rodu przesiąkniętego ogniem, wojenny krzyk odbijający się echem przez wieki, poległych potworów i zdobytych królestw. Dirty Amber to zapach bohaterki Frazetty, oczy płonące dzikim światłem tysiąca księżyców, ostrze w gardle przeznaczenia. To piękno, które krwawi, plami skórę, odciska piętno na kościach i zapisuje swoją historię w powietrzu, którym oddychasz.
Nie wszystkie obserwatoria zbudowane są ze stali i szkła. Niektóre są wyrzeźbione ze starożytnego drewna i mądrości, gdzie mechaniczne planety śledzą swoje ścieżki przez wieczny zmierzch pustynnych tajemnic. Tutaj, w rozrzedzonym górskim powietrzu, wzniesienie wyostrza zmysły: najpierw jasny kęs wysokości, potem sposób, w jaki przyprawy chwytają się za gardło jak odległe światło. Czas rozpływa się w ciemności. To, co zaczyna się jako kalkulacja - precyzyjna geometria delikatnego zapłonu pieprzu i surowych przekładni z drewna cedrowego - mięknie w coś cieplejszego, głębszego. Każdy niebiański model kieruje się do wewnątrz, odnajdując swoją prawdziwą północ w gorzkim kakao i wypalonym bursztynie. Mosiężne orbity krążą nad głowami pod kątem wieczności, podczas gdy kadzielnice wytyczają własne ścieżki poniżej, wciągając kosmiczny pył i kadzidło w nurt starej magii. W dymie i przyprawach tych cienistych układów, maszyneria nocy obraca się zawsze do wewnątrz.
Nareszcie! Po wszystkich moich poszukiwaniach natknąłem się na zapach Zoologist, który naprawdę mi się podoba. Przez długi czas czułam, że ten dom nie jest dla mnie, nieustannie rozczarowując się szumnymi premierami - ale dlaczego nie mówi się o nim więcej? Przypuszczam, że dlatego, że jest to raczej staromodny, klasyczny zapach. Gwiazdą jest tu cudownie głęboka karmazynowa róża, która nie jest aż tak dżemowata, ale jest gęsta i bezwstydna, by dać o sobie znać. W połączeniu ze słodką soczystością kwiatu śliwki i słoną ambrą, jest to następnie łagodzone przez delikatne pudrowe aspekty fiołka i kremowy dotyk mchu dębowego w bazie. Jest wspaniały, naprawdę nie spodziewałem się, że tak bardzo mi się spodoba. Zwykle jestem dość wybredny, jeśli chodzi o zapachy różane, więc tak wysoka ocena tego zapachu naprawdę wiele mówi, zwłaszcza od domu, którego zwykle nie lubię. Zdecydowanie rozważę zakup tego zapachu w przyszłości.
Jeśli miałbym opisać Blu Indaco jednym słowem, byłoby to nijakie - jest to zapach bez treści i charakteru, charakterystyczny zapach dla pozbawionego kręgosłupa yes-mana. Znalazłem podobny wzór w innych zapachach Giardini, wydają się mieć motyw przewodni nadmiernej prostoty. To coś w rodzaju mydlanego, piżmowego migdała. Bergamotka, frangipani i różowy pieprz zapewniają ostrą świeżość, która ma nieco szorstki ton, który jest następnie wzmacniany przez przytłaczającą ilość drapiącego syntetycznego piżma i ambroksanu. W sercu znajduje się kremowy migdał i słodka wanilia, która walczy o przetrwanie pod piżmem. Nie jest nieprzyjemny, nie jest szorujący i nie jest paskudny w noszeniu - po prostu pozostawia mnie niezadowolonym. Nie ma tu głębi, nie ma zainteresowania ani pomysłowości; to po prostu kolejna leniwa kasowa premiera, która bez wątpienia spodoba się masom.
Na wstępie zaznaczę, że uwielbiam tuberozę, a dobra tuberoza to jeden z moich ulubionych zapachów na tej planecie. Niestety, jest to bardzo temperamentna nuta, która bardzo często staje się kwaśna i nieprzyjemna w niewłaściwych rękach - tak jest w tym przypadku. Tuberoza znajduje się w centrum zapachu, ale jest zbyt gruba, gęsta i sucha. W połączeniu z ylang-ylang, a zwłaszcza drzewem różanym i wanilią, efekt końcowy jest zdecydowanie zbyt słodki i staje się mdły. Brzoskwinia i nuta kokosa idą o krok dalej, aż stają się całkowicie nieprzyjemne. Ogólnie rzecz biorąc, naprawdę go nie lubię. To po prostu nie pachnie jak dobrze złożony zapach - jest niechlujny i ścierny, i szczerze mówiąc pachnie tanio. To nie jest tuberoza, którą mógłbym kiedykolwiek nosić.
Imagination cieszy się ogromnym zainteresowaniem, a wielu uważa go za jeden z najlepszych cytrusowych zapachów na rynku. Nie wiem, czy posunąłbym się tak daleko, ale nie mogę zaprzeczyć, że pachnie absolutnie genialnie. Jest irytująco prosty, czuję, że nie powinienem go kochać tak, jak to robię, a jednak jest w nim coś uzależniającego. Na pierwszy plan wysuwają się czyste, rześkie cytrusy, uzupełnione ostrym imbirem. Jednak, aby tego uniknąć, delikatne zmiękczające nuty mydlanej neroli i suchej herbaty pomagają stłumić działanie cytrusów, nadając zapachowi niemal delikatnie kremowe oblicze. Nie muszę też wspominać o wydajności, to dobrze znany fakt, że działa jak marzenie, biorąc pod uwagę, że jest to zapach cytrusowy. Ogólnie rzecz biorąc, Imagination robi wszystko, czego można oczekiwać od luksusowego zapachu. Pachnie elegancko, wyrafinowanie, zachęcająco i utrzymuje się przez cały dzień. Pomimo swojej prostoty, naprawdę chciałbym mieć butelkę tego zapachu na te gorące letnie dni, kiedy po prostu potrzebujesz czegoś orzeźwiającego.
Neroli nie jest moją ulubioną nutą, więc nie podchodziłem do tego zapachu z wysokimi oczekiwaniami. Niestety Neroli Nasimba pogrążyło mnie jeszcze bardziej, to po prostu nieprzyjemny zapach. Pomysł na papierze brzmi świetnie, niesamowicie unikalny i odważny w swojej kompozycji, ale efekt końcowy jest po prostu rozczarowujący. Neroli nie jest tu takie złe, nie w tym tkwi mój problem. Problem zaczyna się z kwiatem pomarańczy, który jest tak przesadzony, że staje się niemal drapiący i zbyt gęsty, podczas gdy różowy pieprz zdaje się to potęgować. Następnie wkracza skóra, która jest odważna w połączeniu z białymi kwiatami i trudna do zrobienia dobrze, co tutaj się nie udało. Szkoda, bo chciałem polubić ten zapach, ale niestety nie potrafię się z nim dogadać. Jeśli jesteś miłośnikiem neroli, nie wyobrażam sobie, żeby ten zapach Cię powalił, na pewno pozostawił mnie z lekkim niedosytem.
Rose SaltifOlia to cudownie unikalne podejście do róży, z silnym śródziemnomorskim charakterem i delikatnymi słono-morskimi akcentami. W zasadzie bardzo mi się podoba, ale nie jestem pewien, czy nadal będę go tak lubił, gdy będę go nosił kilka razy, a nowość się skończy. Sama róża jest pięknie delikatna, łagodna i zwiewna, jakby zapach pobliskiego krzewu róży unosił się na wietrze na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Słony akord morski jest równie wspaniały i doskonale okiełznany, aby nie przytłoczyć róży, z subtelnymi nutami akordu wodorostów, aby pogłębić ten wodny nastrój. Jak już wspomniałem, jest wspaniały. Z przyjemnością będę nosił próbkę latem i być może w końcu kupię flakon, jeśli cena będzie odpowiednia, ale na razie cieszę się, że mogłem go doświadczyć, ale nie czuję potrzeby dodawania go do mojej kolekcji.
Ingredients 07/2012 to niezwykle interesujące i abstrakcyjne podejście do perfum, których skład pozostaje tajemnicą, aby każdy mógł stworzyć własną relację i zrozumieć zapach. Uwielbiam ten pomysł i naprawdę podoba mi się sposób, w jaki pachnie, zwykle nie jestem największym fanem Crivelli, ale to jest świetne. Wyczuwam syntetyczny, plastikowy/metaliczny akord, który opisują inni, ale nie jest on przytłaczający. Z tego miejsca wyczuwam głównie szafran i paczulę - to kontrast między czymś ciemnym i ziemistym, a tą bogatą, metaliczną słodyczą. Wydaje się również bardzo drzewny, być może z dużą ilością cedru, zmieszany z dużą ilością innych rzeczy, które, szczerze mówiąc, są zbyt trudne do wybrania. Jeśli miałbym go do czegoś porównać, to połączenie szafranu i paczuli przypomina mi nieco Secret Tryst od Fragrance du Bois. Jednak metaliczny charakter tego zapachu sprawia, że jest on jednocześnie znacząco inny. Podoba mi się, ale nie jestem pewien, czy go kupię.
Alpona to jeden z koronnych klejnotów Caron, który został utracony przez czas i wydaje się być niedoceniany - być może dlatego, że jest tak cholernie trudny do znalezienia w dzisiejszych czasach. Jest to interesująco aromatyczne i żywiczne podejście do klasycznego szypru skoncentrowanego na jaśminie, i ojej, robi to doskonale. Dziwię się, że nuta jaśminu nie jest wyżej w rankingu pod względem znaczenia, dla mnie jest gwiazdą pokazu. Wyczuwam bardzo podobny jaśmin do tego użytego w Joy Jeana Patou, który odniósł ogromny sukces po premierze zaledwie 10 lat wcześniej. Obok niego wyczuwalne są gorzkie cytrusy, miękkie drewno i spora ilość mchu dębowego. Aromatyczne, żywiczne aspekty pochodzą z zastosowania tymianku i mirry, które są delikatne, ale obecne na tyle, aby przekształcić je w coś zupełnie wyjątkowego. Uwielbiam ten zapach. Ktoś wyjątkowy był na tyle uprzejmy, że wysłał mi dekant ze swojej butelki i od tego czasu zakochałem się w nim po uszy. To szczyt perfumiarstwa, Ernest Daltroff w najlepszym wydaniu, nigdy nie będzie drugiego takiego zapachu jak Alpona.
Prosty, ale nie prostacki, swobodny z ziołową nutą na sobotnie spotkanie z przyjaciółmi przy kawie.
BDK tabac rose na sterydach z bardzo soczystą, mokrą porcją róży
Otwiera się jako urocza pieprzna róża i wysycha w drzewno-kwiatowy aromat. Bardzo lekki wilgotny ziemisty Petrichor wspiera.
Po kilku godzinach ciemność akwatu ustępuje i znów pojawia się róża.
Piękny zapach, podobny do lżejszego ADP z większą ilością kwiatów.
Skórzana kurtka, uścisk kochanka, gorący oddech na skórze.
Wyzwanie/okropne otwarcie. Lubię „czyste”, ekstremalnie mydlane i orzeźwiające efekty, białą piżmo i tym podobne, więc jeśli mnie obrażasz czymś podobnym, to musi być złe. Czuję, że styl tego zapachu jest „włoski” w luźnym sensie. Duch jest zbyt intensywny. Jest nieprzyjemny. Chłodny i lekko zielony, chciałbym powiedzieć geranium, ale lubię geranium. Przez około 15-20 minut. Potem zaczyna się pojawiać coś w rodzaju kwiatowości, co mogę zacząć akceptować, a potem w głębokim, głębokim drydownie (wiele godzin później) staje się czymś, co aktywnie mogę powiedzieć, że mi się podoba. Prawdziwa opowieść o dwóch częściach, która niestety dla mnie przekłada się na zły/zapach, który nie jest w moim guście. Znowu wydaje się surowy jak źródło, powiedziałbym, że słońce jest prawdopodobnie najbardziej wyrafinowane, ale wszystkie wydają się niezależne, a to dlatego, że są! Ale… pragnę więcej za ponad 200 funtów za butelkę.
Dostałem próbki tych zapachów, które odświeżająco (dla niektórych irytująco) nie mają żadnych wymienionych nut ani składników. Na początku (i przez cały czas) jest to bardzo kobiecy, tropikalny, owocowy zapach piżma, całkiem uroczy, ale czuję się trochę zbyt daleko od swojej strefy komfortu. Po około dwudziestu minutach zapach się ustabilizuje i czuję rodzaj bardzo 'różowego' zapachu tuberozy. To naprawdę całkiem urocza rzecz, ale nie w moim guście.
Ta kompozycja, w przeważającej części, pachnie dla mnie kadzidłem i benzoesem. Nie w sposób, w jaki mogłoby się wydawać, ostro słodko, ale ziemiście i „kościelnie”, jak coś w stylu awiniońskim... ani to nie jest „ambra” w takim sensie, jest to w rzeczywistości zupełnie inny świat. To wcale nie jest ostre, ale myślę, że jeśli znasz te rodzaje materiałów żywicznych, rozpoznasz ten nietypowy podpis. Reszta to prawie kremowa, orzechowa wetiweria, z doskonałym, lekko dymnym efektem nałożonym na to. W wielu aspektach wydaje się to niezależne i nieco chaotyczne, niezbyt wyrafinowane, jednak jego złożoność i wyraźny naturalizm w użytych materiałach sprawiają, że naprawdę mi się podoba. Jestem mrocznie zainteresowany jego aspektami i nosi się naprawdę dobrze, ale daleko mu do ładnego czy eleganckiego perfumu. Zauważyłem, że nakłada się na moją skórę jakby w postaci śliskiego smaru, co mi się nie podoba, ale ogólnie jest lepsze niż cokolwiek, co mógłbym kiedykolwiek stworzyć, a jednak wciąż przypomina moje własne naiwne, perfumeryjne potknięcia.
Tajemniczy, zmysłowy, seksowny to niektóre z przymiotników, które przychodzą mi na myśl, gdy noszę ten wyjątkowy zapach Róży. Nie znam żadnego innego zapachu, który byłby do niego podobny. Wyróżnia się również stylem Rosinen, który zazwyczaj utrzymuje zapachy w jasnej lub świetlistej tonacji, będąc znacznie ciemniejszym w swojej bazie oraz w innych nutach ogólnie (niektóre inne ciemniejsze zapachy to Le Snob N° I i Ballerina N°3). Nuty, które nadają mu wyjątkowy charakter, to Śliwka w otwarciu, Kminek i Ylang-Ylang w sercu oraz Bursztyn w bazie. Śliwka nadaje zapachowi słodki akcent, a osobiście uważam, że owoce w bardziej złożonych strukturach zapachowych wprowadzają uwodzicielskie, wyrafinowane i dopracowane odczucie. Niektóre z moich ulubionych owoców używanych w ten sposób to Śliwka, Brzoskwinia, Mango i Wiśnia. Istnieje niezliczona ilość zapachów, w których te owoce odgrywają bardzo ważną rolę. Nawet jeśli nie są realistycznie soczyste, są wyrafinowane z luksusową owocową słodyczą w tle. Kminek jest znany jako trudna nuta dla niektórych, a w tym zapachu nie jest wyjątkiem. Nie jest ostry, gorzki ani kwaśny, ale może przypominać pot na niektórych typach skóry, ponieważ nawet na mojej "łatwej" skórze mogę go wyczuć, ale pozostaje bardzo wyrafinowany i wnosi dokładnie odpowiednią ilość intymnych, zmysłowych, zwierzęcych niuansów do zapachu. Obecnie dość powszechne jest używanie Kminu do tworzenia tego rodzaju aromatów bez użycia nut zwierzęcych, ale pachnie to zupełnie inaczej. Lubię to i nie mam z tym żadnych trudności. Ylang-Ylang z kolei dodaje słodyczy aurze, którą rozpoczęła Śliwka, jak również bogactwa ogólnie. W końcu Bursztyn nadaje zapachowi orientalny charakter dzięki swoim żywicznym cechom, a Labdanum jest wspomniane osobno, nawet jeśli jest głównie zawarte w nucie "Bursztyn", tworząc głębię kompozycji. Labdanum nie jest tutaj skórzaste, przynajmniej nie na mojej skórze ani na skórze mojego męża. Ten zestaw nut jest wspaniale połączony przez najpiękniejszą, ciemną i pudrową Różę, która od początku do końca jest odurzająca swoją zmysłowością i pięknem. Zapach jest całkowicie ciepły, aksamitnie gładki, a nawet przytulny w fazie dry down. Dziękuję za przeczytanie, mam nadzieję, że podobała Ci się moja recenzja. Będę wdzięczna, jeśli śledzisz mój IG: @ninamariah_perfumes. Daje mi to dużo motywacji do pisania więcej. 🤗
Naprawdę interesujący zapach.
Wymieniany jako nowoczesny wetiwer, przy pierwszym spryskaniu jego chemia daje ciepły zapach obwodów.
Nuty brzmią jak gourmand, ale nie są w ten sposób odbierane.
Otwarcie jest zielone, ziołowe i aromatyczne, wytrawne, z bardzo subtelną słodką kremowością, którą przypisuję wanilii.
Myślę, że wciąż uczę się świata wetywerii, ale ten jest z pewnością interesujący.