Nie jest to coś, co osobiście lubię, ale rozumiem, dlaczego jest tak popularny. Swój flakonik oddałem znajomemu, bo zbierał kurz na mojej półce. Pachnie dobrze na innych ludziach, ale jest to coś, czego ja bym nie nosił.
idealny zapach na zimę. koniec historii.
mocna wanilia, ale w unisexowo-męskim wydaniu.
Uwielbiam go jako facet, ale słyszałem też, że pachnie jak pieluszka pampers i widzę to. bardzo pudrowy, ale dobry zapach moim skromnym zdaniem
bardzo podstawowy zapach. zapach myjki do ciała/starszej osoby. Mam go od wieków
Axe Phoenix w formie EDP
Kupiłem go za 40 dolarów, kiedy kończyli działalność, więc była to absolutna kradzież. Pachnie jak Layton, ale niestety wydajność jest okropna. Świetny na jesień i zimę.
Nigdy tego nie pokocham.
Delikatny, drzewno-kwiatowy zapach z podmuchem ciepłego bursztynu, słonej ambry, z metalicznymi nutami szafranu i Iso E Super.
Jest słodki, ciepły, słony i metaliczny.
Chcę go mieć w swojej kolekcji na zawsze.
Teraz TO jest kreacja, za którą mogę się opowiedzieć, Paradise Soil to absolutne piękno, emanujące pyszną elegancją i charakterem. Ta czekoladowo-kwiatowa rozkosz nie przypomina niczego, co kiedykolwiek wąchałem, naprawdę przesuwając granicę tego, czym mogą być perfumy niszowe - uwielbiam to. Kakao jest w rzeczywistości najbardziej widoczną nutą dla mojego nosa, jego pięknie słodkie i kremowe czekoladowe oblicze łagodzone przez ciemną i zachęcającą ziemistość, którą również zawiera. Pięknie gęste, indoliczne białe kwiaty, tuberoza i jaśmin tańczą obok ostrego, moczowego powabu naturalnego piżma jelenia i oudu. Zanim jednak zapach stanie się zbyt skąpy, obfite ilości drzewa sandałowego nadają mu miękką, kremową naturę. Uważam, że jest to absolutnie genialny zapach, dawno nic mnie tak nie zachwyciło. Zdecydowanie nie będzie dla każdego, ale taka jest natura domu takiego jak Areej Le Doré. To naprawdę wyjątkowa i innowacyjna kreacja, która naprawdę zasługuje na znacznie więcej uwagi.
Manly to brutalnie mocny zapach tytoniu, który naprawdę przesuwa granice tych, którzy twierdzą, że kochają tytoń. Dla mnie to za dużo, ale to nie czyni go złym zapachem. Jeśli chodzi o tych, których gust pasuje, wyobrażam sobie, że byłoby to wspaniałe noszenie. Tytoń nie jest dymny ani popielaty, ale suchy, ziemisty i prawie wilgotny - jak zbiór liści tytoniu, który został pozostawiony na deszczu, aby zmieszał się z błotem, mchem i martwymi liśćmi. Jest to wzmocnione przez paczulę, mech dębowy i skórę, z tym ciemnym i piżmowym aspektem pochodzącym z oudu. To imponująca kreacja, ale jak dla mnie zbyt wilgotna i ziemista. Bardzo przypomina mi Tabac Dore od Bortnikoffa, z którym miałem bardzo podobne doświadczenia. Doszedłem do wniosku, że po prostu nie lubię tytoniu w jego naturalnej postaci.
Civet de Nuit to moje pierwsze spotkanie z domem Areej Le Doré i muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem. To wspaniałe wykorzystanie naturalnego cywetu, który dla niektórych może być onieśmielający, i chociaż jest odważny i zwierzęcy, nie jest prawie nie do noszenia - po prostu potrzebuje odpowiedniego użytkownika. Cywet jest oczywiście na pierwszym planie, z jego intensywnie ostrą i lekko moczową piżmową naturą. Wyczuwam w nim przytłaczająco gęstą, miodową słodycz - jak wosk pszczeli ociekający miodem, który, jak zakładam, pochodzi z jaśminu. Jest to łagodzone przez suche, ziemiste aspekty tytoniu, skóry i drzewa sandałowego. To wspaniały zapach, oszałamiający i wyrafinowany, a jednocześnie imponująco niezwykły i egzotyczny. Choć bardzo mi się podoba, mam wrażenie, że płacę przede wszystkim za rzadkość materiałów. Nie jestem pewien, czy mógłbym uzasadnić cenę tego piękna.
Na początku sprawia wrażenie czystego, mydlanego, fryzjerskiego. Po pewnym czasie warstwy zaczynają być bardziej widoczne i jest to dość złożony profil zapachowy. Zapach godny podpisu, trochę oldschoolowy, bezpieczny w biurze i atrakcyjny dla mas. Jeśli ktoś powie, że brzydko lub dziwnie pachniesz, gdy masz go na sobie... musi sprawdzić nos lol. Świetny zapach. Szkoda, że został wycofany.
Pachnie jak mojito w dobry sposób. Miłe, przyjemne połączenie mięty i cytrusów.
Najlepszy mydlany, świeży zapach, jaki czułem. Trwałość była dla mnie wystarczająca, trwała ponad 10 godzin. Cena jednak zabija.
Pachnie jak pikantny sprite, ale w świetny sposób. Bardzo przyjemny zapach
Uwielbiam ten zapach, jest taki gładki. Jedynym minusem jest to, że po 4 godzinach na moim ciele staje się zapachem skóry, ale wolę tę wersję EDP niż extrait, ponieważ można ją nosić w letnie noce bez mdłości.
Klasa 1. Zmywacz. Odrażający zapach starej pizzy i kadzidła. Nawet po zmywaniu będziesz pachnieć tym przez godziny.
Super syntetyczny
Otwierający się dość intensywnie, kontrastowo, owocowo-kwiatowo, Inle podkręca na chwilę balans kolorów na świecie. Przede wszystkim bergamotka i bardzo brzoskwiniowy i gęsty osmantus, jego tropikalność nadaje mu bardziej klimat "z koncentratu" niż chłodniejsze, bardziej wietrzne i suche uczucie. Często myślę o osmantusie jako prawie owocowej, bardziej egzotycznej wersji geranium, niosącej to samo przewiewne uczucie uchwycone w wielu perfumach o tematyce osmantusa, ten jest znacznie gęstszy i prawie niezgrabny, wydaje się trochę niedojrzały w tym sensie. Przypomina mi oryginalny szampon Herbal Essences, może ten zielony z lat 90-tych? Nie jestem pewien, czy nadal produkują to gówno, nie miałem włosów od tamtego czasu, więc nie wiem! haha! To nie jest tak naprawdę diss! Nie mówię, że jest okropny i faktycznie, gdy wysycha, staje się bardziej zaokrąglonymi perfumami i poza sferą prania lub pachnącego produktu do kąpieli i pachnie znacznie bardziej pasująco do "luksusowych" perfum, którymi jest. Wciąż jest drogi i nie ma subtelności Hermesa czy Crivelli Osmanthus (tylko niektóre mogę sobie przypomnieć), ale nie jest zły. Zapach mi się podoba, jest kobiecy, letni, radosny.
Widzę wiele porównań do White Citrus (konkretnie wersji nie-męskiej, która jest inna), ale myślę, że jest znacznie bardziej cytrusowy i suchy niż to. "Słona" nuta wydaje się trochę ozonowa, czego nie lubię. Ma momenty bycia czymś nieco bardziej wyjątkowym niż zwykły cytrus, ale ciągle wraca do bycia bliskim lemon Pledge (choć nie przytłaczająco). Tylko za to, odrzucam to.
Podobno to zapach sygnowany przez Wernera Herzoga. Miałem go na pogrzebie mojej byłej macochy, a wszyscy chcieli wcisnąć twarze w mój kołnierz. Wchłonąłem ich łzy i komplementy jak gąbka. Co za absolutnie oszałamiający i transcendentalny zapach.
Warto kupić dla kogoś, kto lubi drzewną bazę
Arcydzieło
Otula mnie nutą nostalgii, lekko słodki, klasyczny z jedną nogą w latach siedemdziesiątych, drugą całkowicie współczesny.