Under My Skin to interpretacja tematu zwierzęcego przez Francescę, ale zaskakująco nie wydaje się być jej najbardziej zwierzęcym zapachem dla mojego nosa; jednak nazwa nawiązuje do idei, że jej rdzeń, ten zapach jest nadal czymś bardziej subtelnie ludzkim niż jawnie zwierzęcym. I cóż to za piękno. W moim odczuciu jest to niemal orientalny zapach skórzany - jak to często bywa w przypadku prac Bianchi, skóra i irys znajdują się na czele kompozycji, w dawce 15% żelaza, która zapewnia ten przytłaczająco suchy, maślany, pudrowy i lekko ziemisty efekt skórze, która z kolei jest mocno zagęszczona przez połączenie tolu i balsamów peruwiańskich. Piżmo, kastoreum i ambra tworzą idealnie piżmowe trio, ale nie do tego stopnia, że jest niegrzeczne, ponieważ jest doskonale zrównoważone przez przyprawy i lawendę. To odważny zapach, emanuje siłą i pewnością siebie, nie jest tak intymny ani zmysłowy jak niektóre z jej innych prac, ale w pewnym sensie jest odświeżający w tym sensie. Absolutnie uwielbiam ten zapach, połączenie pudrowej skóry i przypraw jest wykonane perfekcyjnie.
Fantastyczny zapach. Czuję się, jakbym zanurzył się w bujnych kwiatowych łodygach. Na początku jest taki świeży akord zielonych nut, który następnie ustępuje i pojawia się delikatna tuberoza z łodygami. Jest tak inteligentny i dopasowany, bardzo zadowolony z zakupu.
Pozwól, że zacznę od stwierdzenia, że mój nos jest tak mało wyrafinowany, że powinieneś przestać czytać teraz. Mimo to noszę Absolue De Mousse po raz pierwszy. Początkowy spray sprawił, że żałowałem zakupu, a naprawdę tego, że spryskałem nim ramię. Dla mnie pierwszą rzeczą, którą czuję, jest zapach perfum z kwiatu pomarańczy sprzedawanych w starych stoiskach cytrusowych na Florydzie i turystycznych przystankach. To nie jest zapach prawdziwych kwiatów pomarańczy w powietrzu (przejeżdżanie przez kwitnący gaj pomarańczowy w nocy to jeden z najbardziej magicznych zapachów, jakie można doświadczyć), to zapach kwiatu pomarańczy i mydła, może z nutą róży, tych niedrogich perfum. Zawsze kojarzy mi się z starszą panią. Na szczęście to zniknęło po około pięciu minutach, a powoli znikała też mydlaność. Znowu nie wiem, o czym mówię, ale lekko, a mam na myśli lekko kwiatowy i bardzo zielony żywiczny zapach z nutą skóry, w który to przechodzi około trzydziestej minuty, jest całkowicie inny niż cokolwiek, co wąchałem w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat. Dla mnie ma prawie sosnowy zapach lub przynajmniej ten sam rodzaj dry down, który jest w rodzinie oryginalnego Polo. Tak, jestem wystarczająco stary, aby nosić to w latach 80-tych i prawie wyłącznie to robiłem! To nie jest jego kopia, ale znowu zielony, żywiczny i lekka nuta skóry przyciąga mnie w ten sam sposób. To też jest mocne. Spryskałem trochę wewnętrznej strony łokcia, a potem na przeciwnym nadgarstku... kiedy zdałem sobie sprawę, jak przebiega dry down, spryskałem raz na klatkę piersiową. Nie mam pojęcia o sillage ani projekcji, ale to jest wszystko, co czuję po godzinie, może dwóch godzinach. Wspaniałe! Nie mogę się doczekać, jak długo to potrwa... a co ważniejsze, mam nadzieję, że mojej żonie się spodoba (lub przynajmniej nie będzie miała nic przeciwko temu).
Jeśli jesteś przyzwyczajony do bardzo syntetycznych zapachów i nie stanowi to dla ciebie problemu, możesz polubić ten zapach. Nie sądzę, że to tylko jedna nuta psuje całą kompozycję, ale to sposób, w jaki wszystkie nuty zostały stworzone. Po prostu nie czuję tutaj nic naturalnego, a ciężki Ambroxan w ogóle nie pomaga. Nie znajdziesz tutaj jadalnej i odurzającej pianki marshmallow. Uwielbiam tę nutę, gdy jest dobrze zrobiona. Szafran jest obecny, a to zdecydowanie nie jest jak "Baccarat Rouge 540", ale myślę, że przyszło mi to na myśl szczególnie podczas pierwszego testowania z powodu szafranu i tego, jak jest tutaj zrobiony - tego zapachu też w ogóle nie lubię. To uczucie w każdym razie całkowicie znika podczas ponownego testowania po jednym dniu. Wanilia orchidea, wanilia i jaśmin razem pachną dla mnie mdląco. Nie mogę powiedzieć, że jest to kremowe. Aromat jest nieprzyjemny, duszący i wywołujący ból głowy. Wspomniano o tak pięknych nutach kwiatowych, ale żadna z nich nie pachnie pięknie i w ogóle nie tak, jak pachną, gdy używa się naturalnych składników. Trwałość i sillage są bardzo silne, zbyt silne jak na ten rodzaj zapachu, ale z drugiej strony tak jest z powodu syntetyków. Czuję się trochę winna, pisząc tego rodzaju recenzję, ale tak się czuję. Nie próbowałam tak wielu zapachów z tej marki, ale nie znalazłam żadnego, który by mi się podobał, więc jeśli ogólnie lubisz tę markę, możesz polubić ten zapach. Po około godzinie od otwarcia przychodzi mi na myśl jakiś zapach. Wącham nadgarstek jak szalona (nawet jeśli dostaję bólu głowy), ponieważ jest to tak znajome, ale nie mogę sobie przypomnieć, co to jest. Dziękuję za przeczytanie, a jeśli chcesz mnie śledzić na IG: @ninamariah_perfumes
Najbardziej kwiatowy zapach, jaki do tej pory poczułem w linii Penguin. Dla mnie pachnie jak Cerruti 1881, ale z ostrzejszymi drewnianymi/juniperowymi cechami wygładzonymi na rogach. Wystarczająco niedrogi, aby kupić butelkę, jeśli lubisz męskie kwiaty. Nie pachnie jak wiele innych zapachów na rynku. Fajna butelka, uniwersalny, przyzwoity zapach, dobra trwałość, przetrwał prysznic. Może być trochę duszący, jeśli użyjesz go za dużo. Dwie spraye wystarczą.
Pachnie jak lód. Żartuję, kto mówi, że coś pachnie jak lód? To jest ciepłe i pikantne, a sucha nuta pachnie trochę jak Goodfellow Juniper sage coś tam. Powiedziałbym, że nadaje się na chłodniejsze dni, ale nie zasługuje na pełną butelkę. Szanuję brak słodkich nut. Dziękuję za to. Nie przesadzaj z aplikacją, bo prawdopodobnie dostaniesz ból głowy.
Trochę pudrowy z bliska (bardziej niż bym chciał), ale dobrze skomponowany, wystarczająco złożony, by się wyróżniać, i naprawdę przyjemny w powietrzu. Zaskakująco dobra trwałość i projekcja. Coś, co twój wujek mógłby nosić na rodzinne spotkanie. Jest miękki, dobrze zaokrąglony i przyjemny. O wiele lepszy niż Burberry Touch, który jest męcząco nudnym, pudrowym BOMBĄ.
Przypomina mi trochę bardziej wyluzowaną, gładką wersję Hugo Bossa i Polo Sport z końca lat 90-tych. Naprawdę swobodny, nieinwazyjny i świeży. Ma uzależniający charakter, który sprawia, że ciągle wracasz do nadgarstka. Jednak projekcja i sillage są dość słabe, w przeciwnym razie byłoby to kupno na pełną butelkę.
Sticky Fingers to potężne wewnętrzne rozmyślania o pokusie i pożądaniu, uczuciu tak intensywnym, że logika i rozsądek zostają porzucone. Czekoladowe aspekty paczuli wskazują na to, co mogłoby być bardziej niewinną interpretacją "Sticky Fingers", ale szybko zostaje to zignorowane na rzecz bardziej kuszącego, metaforycznego znaczenia. Paczula jest tu gwiazdą, jest odważnie gęsta, ziemista i naprawdę zagłębia się w czekoladowy motyw, który zawiera ten niesamowity materiał. Tytoń kieruje ten zapach w znacznie bardziej suchą stronę, jednocześnie walcząc z potężną grubością skóry i irysa. W momencie, gdy wydaje Ci się, że wszystko może się osłodzić po wprowadzeniu tonki i cynamonu, piżmo i kastoreum wstrząsają sceną i rzucają wyzwanie temu, co myślisz, że wiesz o tej kompozycji. Absolutnie ją uwielbiam. Nie jestem nawet największym miłośnikiem paczuli, ale ten zapach to święty Graal paczuli. Ma w sobie całą połyskliwą pokusę kreacji Francesca Bianchi, jednocześnie wznosząc się do nowej krainy z tak odważnym przedawkowaniem paczuli.
Encounters ucieleśnia ideę zanieczyszczenia między dwiema kulturami; Wschód spotyka się z Zachodem w postaci połączenia orris i oudu. Jest to wyjątkowy zapach z wieloma kontrastującymi elementami, ale pozostaje niesamowicie zrównoważony i gładki przez cały czas. Orris dominuje w zapachu dzięki swoim gęstym, pudrowym elementom, tak charakterystycznym dla Francesca Bianchi. Oud jest jednak bardzo subtelny, nie jest szczególnie śmierdzący ani zwierzęcy, ale suchy i zakurzony. Jest to pięknie zrównoważone subtelnymi aromatami lawendy i cassis, a także delikatnym cytrynowym kopnięciem, zanim rozwinie się lekko słone serce ambry. Jest cudowny, sprawia wrażenie, jakby dużo się w nim działo, a mimo to wydaje się dość płaski. Nie czuję, że szukam bezdennego końca, jak to robię z wieloma innymi kreacjami Franceski. Ogólnie rzecz biorąc, pachnie świetnie, ale nie ekscytuje mnie tak bardzo, jak miałbym nadzieję.
Lost in Heaven opowiada o złożonej dychotomii ludzkiej kondycji, rozdartych emocjach tęsknoty za miejscem szczęścia - rajem niewinności i radości, tylko po to, by zostać zmuszonym przez swoją ciemniejszą stronę, zdając sobie sprawę, że raj nie istnieje bez zaakceptowania natrętnych myśli i pragnień, które w nim mieszkają. Ten zapach zawiera w sobie wszystko, co kocham w twórczości Franceski. Z jednej strony mamy anielską melodię indolowego jaśminu i kwiatu pomarańczy, złagodzoną delikatną intymnością drzewa sandałowego, heliotropu i słodkiej tonki. Kontrastują z nią mroczniejsze, brudniejsze sekrety - diabelska mikstura kastoreum, ambry, kminku i pysznego odtworzenia Tonkin Musk. Wszystko to spoczywa na charakterystycznej dla Bianchi bazie orris wraz z gęstą, skórzastą nutą cistusa. Ten zapach to brud, nie ma innego sposobu, aby go opisać. Kastoreum i kminek nie próbują się ukrywać, dając poczucie brudnego, lekko spoconego sekretu, który nie był dobrze strzeżony. Dla niektórych może to brzmieć odrażająco, dla mnie jest niebiańskie. Bez wątpienia jest to jeden z moich ulubionych zapachów z tego domu.
Angel's Dust to raczej przyjemny i radosny zapach w stylu vintage, inspirowany obrazem zakurzonego buduaru z minionych czasów. Dla mnie opis tego rodzaju kojarzy się z elementem brudu, seksu i pożądania, czego tutaj niestety brakuje, co jest nietypowe dla Bianchi. Zdecydowanie wyczuwalny jest vintage'owy charakter pudru do twarzy i róży, co muszę przyznać jest urocze. Charakterystyczne dla Bianchi użycie orris jest oczywiście oszałamiające, ale czuję, że czegoś tu brakuje. Wymienione piżmo i balsam tolu wydają się być prawie nieobecne, odbierając jakikolwiek błyszczący aspekt, na który można by mieć nadzieję; pachnie pięknie, ale brakuje mu pewnej głębi i powabu. Oczywiście pachnie pięknie i bardzo lubię nosić moją próbkę, ale Bianchi ma wiele innych zapachów skoncentrowanych na irysie, które zapewniają znacznie większą głębię i charakter. To zdecydowanie jedne z bardziej poręcznych i przyjemnych perfum tego producenta.
Okropny zapach, dosłownie trwa 2 minuty, bardzo rozczarowujący
Centaurus to najnowszy chwyt pieniędzy od Creed, wskakujący na modę na słodkie ambry. Trzeba przyznać, że pachnie ładnie, ale nie jest to nic szczególnego, kreatywnego ani interesującego. Wanilia, benzoina i tonka zajmują centralne miejsce, dominując swoimi słodkimi, kremowymi aspektami wśród pikantnego cynamonu i suchego tytoniu. Ciepło kardamonu utrzymuje się w powietrzu, co nadaje zapachowi rodzaj zwiewnej, maślanej gładkości. Kremowa para drzewa sandałowego i migdałowego heliotropu dramatycznie to wzmacnia, zachowując jednocześnie miękką, delikatną słodycz. Jak już wspomniałem, zapach jest naprawdę przyjemny - nie sądzę, by ktokolwiek mógł temu zaprzeczyć. Niestety nie jest wystarczająco ekscytujący, aby uzasadnić tak wysoką cenę, bardzo przypomina coś, co już wcześniej wąchałem; jest bardzo znajomy. Ogólnie rzecz biorąc, nie jestem pod wrażeniem.
Dark Side to zapach, który przywołuje odległe wspomnienie pokrytych przyprawami rynków i tętniącego życiem nocnego życia, ponieważ jest inspirowany miastem Marrakesz. Jest to zapach orientalny, ale nie taki, jaki znasz - jest to intensywnie bogaty i złożony pokaz rzadkich i egzotycznych zapachów, wystarczający, aby przenieść Cię całkowicie do innego świata. Bazę perfum stanowi tradycyjny akord bursztynowy, którego słodkie, żywiczne nuty zostały wzmocnione przez dodanie żującego styraksu i miękkiego drewna. Na to nakłada się bogaty mrok suchego kadzidła i ziemistej paczuli, rzucając cień na słodycz, aby wciągnąć cię jeszcze bardziej w noc. Nade wszystko, jesteś wysadzany przez intensywną miksturę miodowych przypraw - ciepło tej cudownie aromatycznej słodyczy jest niesamowicie urzekające, mógłbym spędzić godziny próbując to opisać. Przyznam szczerze, że początkowo nie byłem fanem tego zapachu. Nie uważałem, że pachnie źle, po prostu odrzuciłem go wcześnie, zakładając, że znam głębię jego uroku i kompozycji. Im więcej go testuję, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że się myliłem i w tym momencie zdaję sobie sprawę, że raczej go uwielbiam. Dla mnie jest to zapach, z którym trzeba spędzić trochę czasu i naprawdę nawiązać z nim relację.
Mariner's Rhyme to być może zapach, który najbardziej odbiega od typowego stylu Franceski, ale nadal zachowuje jej enigmatyczny urok w głębi. Jest to intensywnie morski i wodny zapach, z tak dużą głębią, że czuje się, jakby patrzyło się w bezdenną otchłań oceanu. Dominuje ambra, która zapewnia większość charakterystycznego słonego i morskiego charakteru, wzmocnionego przez wymienione nuty ozonowe. Grejpfrut wznosi zapach w przestworza dzięki swoim jasnym i soczystym aspektom, przypominając, jak słońce mieni się na tle wzburzonych fal morskich. W miarę rozwoju, zapach jest uziemiony i wciągnięty z powrotem przez gęste nuty orris, mchu dębowego i kadzidła, które utrwalają ideę ciemnych głębin oceanu. To fantastyczna kreacja. Jeśli jesteś miłośnikiem morskich i wodnych zapachów, moim zdaniem musisz spróbować. Mam wątpliwości, czy chcę kupić flakon, ponieważ nie jest to mój typowy styl, a jednak coś mnie do niego ciągnie. Wyobrażam sobie, że w pewnym momencie zmięknę i kupię 30 ml.
Luxe Calme Volupte jest inspirowany obrazem Henri Matisse'a o tej samej nazwie, przekazującym ideę tęsknoty za miejscem zmysłowego spokoju i oferującym zawieszenie od ludzkich niepokojów. Jest to pięknie wyważona wersja zielonego, aromatycznego kwiatu z ciepłem żywicy w rdzeniu. Główną nutą zapachową jest galbanum, które tworzy intensywnie zielony i roślinny aromat, pozostając jednocześnie wytrawnym i lekko ziemistym. Goryczkę tej wspaniałej nuty podkreśla gorzka pomarańcza, a także wetyweria i miękkie drewno. Równowaga pochodzi z szeregu delikatnych, sproszkowanych kwiatów, jak zawsze w stylu Francesca, wspieranych przez szereg niejasno tropikalnych owoców, które nadają zapachowi bardzo potrzebny zastrzyk słodyczy. Trudno powiedzieć, jak czuję się w tym zapachu, ponieważ nie przypomina mi on konkretnego miejsca ani emocji. Zamiast tego czuję się jak w czyśćcu, jakbyś był zawieszony między marzeniami a lękami; otacza cię eteryczny spokój i oferuje ucieczkę od przyziemności. Całkowicie piękny.
Sex and the Sea uosabia dokładnie to, co opisuje; ma na celu zaszczepienie w umyśle nie tylko miękkiego, słonego ciepła skóry po kąpieli w morzu, ale także spoconej, lepkiej natury seksualnego spotkania na plaży. Jest absolutnie oszałamiający i doskonale ożywia ten pomysł. Najbardziej widoczny dla mojego nosa jest koktajl różnych owoców tropikalnych, nadający zapachowi niemal smakowitą jakość - ananas i kokos łączą się tutaj z delikatnymi kwiatami mimozy i Imortelle. Oczywiście jest też spora dawka ambry, która zapewnia intensywnie słony aspekt, wzmocniony szeptem brudu cywetu. Wszystko to spoczywa na miękkim, słodkim, przypominającym skórę odczuciu, które może rezonować jedynie z subtelnego akordu drzewa sandałowego i bursztynu. Jest absolutnie genialny. Nie mógłbym wymyślić lepszej nazwy dla zapachu, który pachnie jak gorąca, spocona seksualna przygoda nad morzem - słony strumień wody w połączeniu z brudem naszych pierwotnych pragnień jest odważny, ale zniewalający. Uwielbiam go.
Krzyczący, GŁOŚNY kalon z typowymi niebieskimi nutami. Jeśli lubisz kalon, to jest w porządku, ale dla mnie jest to mdłe. Zostanę przy moim vintage Cool Water.
Kiedy noszę bardzo nowoczesną wersję klasycznych męskich zapachów, takich jak ten, po prostu żałuję, że nie założyłem czegoś vintage. To nigdy nie może się nawet zbliżyć, ponieważ ma wszystkie wymagane elementy, z wyjątkiem najważniejszego, a mianowicie prawdziwego mchu dębowego.
Niedawno odkryłem, że uwielbiam tuberozę, jeśli jest dobrze zrobiona. Zwykle zapachy tuberozy, które uwielbiam, są oszałamiająco drogie, z silną obecnością brudu i seksu - ale Giorgio w ogóle nie pasuje do tej kategorii, a ja nadal go uwielbiam. Przesuwa granice tego, co jest tolerowane w społeczeństwie, a ja lubię wyzwania. Tuberoza jest na pierwszym planie i choć intensywnie mydlana i lekko bąbelkowa, nie uważam jej za obrzydliwą, jak mogliby inni. W połączeniu z szeregiem białych kwiatów, a mianowicie jaśminem, wraz z nutami owoców i miękkiego drewna, otrzymujemy coś, co można opisać jedynie jako tuberozową bombę. Jest intensywnie potężny. Wyobrażam sobie, że nie jest tak silny, jak w momencie pierwszego wydania, ponieważ legenda głosi, że był to jedyny zapach, który został zakazany w restauracjach na całym świecie ze względu na jego nieprzyjemną siłę. Obecnie jest łatwo tolerowany. W ogóle nie pasuje do mojego zwykłego stylu, a jednak go uwielbiam, po prostu nie potrafię wyjaśnić dlaczego.
Nigdy nie miałem okazji powąchać oryginalnego Je Reviens, ale obecna wersja Couture jest absolutnie piękna - zawiera wszystko, czego można oczekiwać od starej szkoły kwiatowej, jednocześnie czyniąc ją łatwą do noszenia dzisiaj. Jest tu kontrast kwiatów; z jednej strony mamy piękną, delikatną harmonię jaśminu i kwiatu pomarańczy, z ich jasnymi, mydlanymi aspektami wzmocnionymi przez dużą dawkę aldehydów. Dla kontrastu, trio jonquil, narcyz i ylang-ylang tworzą najbardziej uzależniającą, maślaną bazę, jaką można sobie wyobrazić, pozwalając jaśniejszym białym kwiatom szybować w powietrzu z niewypowiedzianą gracją. Uwielbiam ten zapach, odkryłem go dopiero w ostatnich miesiącach, ale już jest moim zdecydowanym faworytem i sprawia, że jeszcze bardziej chcę powąchać oryginał. Jeśli kochasz kwiaty w stylu vintage, to po prostu nie możesz się pomylić, zwłaszcza w tej cenie.
Absolue de Mousse to najnowsza odsłona Rogue, która jest kolejnym hitem. Dla mnie ten zapach łączy w sobie intensywnie ostry, aromatyczny charakter fougere z ciemniejszym, cieplejszym, świeżym korzennym charakterem. Wiele się dzieje, co sprawia, że trudno jest wybrać, co właściwie wąchasz. Najbardziej oczywisty dla mojego nosa jest świeży korzenny aspekt - artemizja i szałwia wydobywają niemal kwaśną goryczkę, która na szczęście jest łagodzona przez kremowe mchy. Pikantna strona tej kompozycji jest wzmocniona przez sporą dawkę gałki muszkatołowej, która zazwyczaj powinna być rozgrzewająca, ale zdecydowanie sprawia wrażenie, jakby została odświeżona przez wszystko inne. W bazie mirra, kadzidło i labdanum tworzą gęstą, żującą konsystencję, która nadaje zapachowi wyrazistości. Ogólnie uważam, że jest fantastyczny. Ma cały charakter Rogue Perfumery i po prostu emanuje współczesną kreatywnością. Nie jest to typowy profil zapachowy, który bym nosił, ale mimo to chcę mieć butelkę - to naprawdę wyjątkowa i wspaniała premiera.
Jardin Nocturne był moim pierwszym spotkaniem z domem Shalini i byłem pod wielkim wrażeniem, w rzeczywistości "zdmuchnięcie" nie oddaje nawet sprawiedliwości. To naprawdę jedne z najbardziej magicznych i odurzających perfum, jakie kiedykolwiek wąchałem; w tym momencie wykracza daleko poza zwykłe pragnienie, potrzebuję tego zapachu. Kompozycja pokazuje Maurice'a Roucela w jego absolutnie najlepszym wydaniu, demonstrując, że prostota nie musi pachnieć prosto, a jakość rządzi ponad złożonością. Jaśmin jest tutaj głównym graczem, jednym z najlepszych absolutów jaśminowych, jakie kiedykolwiek spotkałem, kontrastującym z gęstą, lekko kałową i gęstą naturą czystego oudu Assam. Słodki szept szafranu pomaga to zrównoważyć, ponieważ wszystko spoczywa na eterycznej, kremowej bazie z drzewa sandałowego i piżma, ale ogólnie chodzi o jaśmin i oud. Uwielbiam te perfumy. To klasa i elegancja na najwyższym poziomie, przenosząca do miejsca, w którym wszystkie zmartwienia po prostu wyparowują. Pewność siebie, która towarzyszy noszeniu Jardin Nocturne, nie ma sobie równych, naprawdę uważam, że jest to jeden z najlepszych zapachów ostatniej dekady.