recenzji
1.9k recenzji
Każdy, kto czyta moje recenzje, wie, że jestem ogromnym fanem Comme des Garcons, ale ostatnio trochę straciłem kontakt z nowościami zapachowymi, więc ta premiera trochę mi umknęła. Teraz zdobyłem kilka próbek i muszę powiedzieć, że w mojej ocenie nie jest to zbyt dobre. Otwarcie jest fantastyczne i ma całe to podekscytowanie, którego bym się spodziewał, nie tylko od CdG, ale także od zapachu skoncentrowanego na pieprzu. Uwielbiam pomysł, że czarny pieprz jest centralnym punktem zapachu i naprawdę lubię Marc Jacobs Bang oraz Clive Christian V na przykład. Niestety, moim głównym zastrzeżeniem do tego zapachu jest to, że cierpi na te same problemy z brakiem intensywności i wydajności, co Bang. Czarny pieprz otwiera się wystarczająco dobrze z niezaprzeczalną i aromatyczną nutą pieprzu, która jest zarówno słodka, gorąca, sucha, a następnie przechodzi w rodzaj sosu pieprzowego z nutą mięsności i gourmand. Co mnie interesuje, to 'dokąd ten zapach zmierza dalej?' to jest pytanie, wiedząc, że nuty pieprzu są ulotne w większości innych zapachów. Ten zapach faktycznie wchodzi w ładne terytorium CdG i staje się dziwnie słodki, przypominając mi coś, czego nie mogę dokładnie określić. Jest złożony i bardziej przypomina różowy pieprz po około 20 minutach, ale z pewnymi elementami i stylem z Amazingreen lub Man 2 oraz tą nowoczesnością kadzidła, która zawsze jest tematem, do którego CdG nawiązuje w większości swoich kreacji. Tonka jest zasugerowana, a paczuli dobrze współpracuje z pieprzem, promując ziemisty, ale niemal kremowy klimat. Cała ta złożoność rzeczywiście cieszy i intryguje, a ja nigdy nie jestem niesprawiedliwy wobec zapachu z powodu braku wydajności, ale ten na mojej skórze był żartem. Chciałbym móc powiedzieć, jak to wyglądało po pierwszej godzinie, ale fakt jest taki, że czarny pieprz niemal całkowicie zniknął. Chciałem go tak bardzo pokochać i ma swoje zalety, wszystkie zapachy Comme des Garcon cieszą od samego początku, ale po kilku noszeniach w retrospektywie stają się jednowymiarowe. Przeszedłem przez całą gamę emocji w bardzo szybkim tempie i teraz jestem na ostatnim etapie 'akceptacji' faktu, że to po prostu nie jest takie wspaniałe. Będę nosił resztę moich próbek i może nawet zrewiduję tę recenzję, być może to były moje wysokie oczekiwania, ale tak to już jest.
Zacząłem od tego, co wydawało mi się zapachem sygnaturowym od Jeroboam, a to, co otrzymałem, było dość standardowe i moim zdaniem bardziej skoncentrowane na męskich nutach. Otwiera się jałowcem i cytryną, zanim osadzi się w potężnym cedrowym groovie, zarówno ostry z syntetyczną muszkatołową nutą, jak i cytrusowy z odrobiną gałki muszkatołowej, ale ogólnie to świeży, drzewny zapach. Podobał mi się, Origino jest nowoczesny i bardziej odpowiedni dla mężczyzny, ale nie zakochałem się w nim. Uważałem, że całkiem dobrze się utrzymuje, ale jest cichy pod względem projekcji. Nie mam pojęcia, ile kosztują zapachy Jeroboam, ale wyglądają na drogie i sądząc po tym, zaczynają ze mną dość letnio.
Nie widzę, jak to może być nowym kierunkiem dla Joop Homme? Dla mnie pachnie dość podobnie do oryginału i można to bardziej trafnie opisać jako poprawioną, gorszą wersję zapachu, którego wielu ludzi i tak nie lubi. Nie jestem całkowicie przeciwny Joop, kiedyś mi się podobał, ale nowe formuły wydają mi się znacznie mniej intensywne. (Nie wiem, czy to dobrze, czy źle?) Może moje gusta stały się bardziej wyrafinowane, ale uważam, że Joop Homme to chaotyczna konstrukcja. Czerwony Król też taki jest. Naprawdę ma pudrowe odczucie z cynamonem i może pimento, aby ożywić otwarcie. Dziwnie, ale uważam, że jest zimny i trochę płaski, prawdopodobnie nie o to im chodziło. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem przeciwny chemicznemu zupie tego rodzaju, jak na przykład Davidoff Hot Water, które ma swój czas i miejsce dla mnie. Jednak to nie sprawia, że myślę: 'o wow! (bez podtekstów dotyczących innego nowego wydania Joopa) ten zapach zresetował i ożywił linię Homme.' Znowu myślę, że to było bardziej prawdopodobnie ich zamierzenie. Zdecydowanie różni się od oryginału, gdy się rozwija, ma lżejsze odczucie, które prawdopodobnie pochodzi z kwiatów, kwiatu pomarańczy. Nie jestem pewien, czy to działa? Próbowałem go tylko raz, więc kolejne noszenie i aktualizacja tej recenzji są na horyzoncie, ale nie widzę, jak nagle stanie się inspirującym zapachem.
Joop wow! Mimo absurdalnej nazwy, z którą mogę żyć, oraz pomarańczowego pudełka i mało inspirującego designu, które znowu uważam, że jest uderzające na swój sposób. Mogę nawet zaakceptować chwytliwy pomysł z korkiem przypominającym miętówkę polo, co przyznaję, jest dla mnie nowością... co jednak byłoby dla mnie nie do przyjęcia, to gdyby ten zapach był okropny. Prawdę mówiąc, Wow! nie jest okropny. Ma w sobie odcienie gumowego Spicebomb lub mniej eleganckiego Gucci PHII, wiecie, tego rodzaju słodkiego przyprawienia i kierunku. Otwiera się znacznie słodziej i intensywniej z akordem gumy balonowej i syntetycznych jagód, zanim osadzi się w bardziej znanym terytorium Spicebomb. Chodzi o to, że Wow! nie jest Spicebomb i rozumiem, że może być cięższy w kardamonie, ale poszczególne nuty są trochę zagubione w tej chaotycznej kompozycji. W zasadzie wow ma wszystkie wulgarne DNA, których można się spodziewać po zapachu Joop i (chociaż obecnie nie posiadam żadnego) naprawdę mówię to z miejsca miłości... po prostu. Desperacko chcę polubić niektóre flankery pour homme, które zagościły na naszych półkach w ostatnich latach, ale wszystkie mają to samo bezczelne lekceważenie dla subtelności i niuansów. Hej, niektórzy tego chcą, a Joop z pewnością to zapewnia, z nawiązką. Kiedy wchodzisz w ten naprawdę osadzający się zapach, myślałem, że jest trochę słaby, ale delikatnie się projektuje i wiecie co? Nie nienawidzę go. Jest niezgrabny i problematyczny, ale w żadnym wypadku nie jest okropny, jeśli nie przeszkadza ci słodki, lekko nieprzyjemny, przyprawiony zapach, to warto go powąchać. Sillage był całkiem dobry na początku, ponieważ ciągle dostawałem niespodziewane powiewy, ale ogólna siła i trwałość nie są niczym szczególnym. Nie jestem zachwycony wow!
Moje zdanie na temat tego zapachu po wypróbowaniu go kilka lat temu i zdecydowanym odłożeniu go na dalszy plan jako mało inspirującego cytrusa jest takie, że... Lalique White chciałby być taki! Nie... uczciwie mówiąc, jest to przyzwoita paralela do narysowania, jest to piżmowy, metaliczny cytrus z więcej niż nutą pieprzu, ale nie jest tak pikantny jak Lalique, ma znacznie trwalsze cytrusy i ciekawą ciepłą bazę, która trwa i trwa długo po tym, jak Lalique White jest odległym wspomnieniem. Wyczuwam w nim nowoczesność, która może przywodzić na myśl Aventus lub Sauvage, a osobiście uważam, że ma metaliczną i piżmową krawędź czegoś takiego jak Silver Mountain Water (inne cytrusowe Creedy) lub w mniejszym stopniu Caron L'anarchiste. Zdecydowanie nadaje się do noszenia i jest znacznie lepszej jakości niż większość projektantów podążających za podobnym schematem. Trwałość jest naprawdę dobra i projektuje lepiej, niż można by sobie wyobrazić. Gdyby jego cena została mocno obniżona, kupiłbym butelkę jako zapach na lato. Galloway to przyjemny zapach.
Nie mogę uwierzyć, że kupiłem ten zapach w Fortnum & Mason jakieś trzy lata temu i nadal nie opublikowałem recenzji... Ostatnio robię się taki niedbały. W każdym razie... Myślę, że tyle czasu i kilka zim (bo to naprawdę zimowa rzecz) noszenia sprawia, że jestem bardziej niż wykwalifikowany, aby wyrazić swoją opinię i to, że Oajan jest mocną wycieczką z tego domu. Chociaż stosunkowo łatwo mnie zadowolić, niewiele jest zapachów, w których powiedziałbym, że jestem prawie zawsze zakochany. Oajan prawie dostąpił tego zaszczytu, ale ze względu na swoją nieodłączną, świąteczną sezonowość, od czasu do czasu wymaga odpoczynku, ale po ponownym odwiedzeniu romans zaczyna się od nowa. Tak, to duży, ciepły zapach cynamonu, alkoholu i miodu z głęboką drzewno-żywiczną bazą... uroczy. Najwyraźniej jest to naśladowca jakiegoś zapachu Hermesa i można by pomyśleć, że ten gatunek jest przesadnie subskrybowany, ale równowaga i jakość Oajan sprawiają, że wyróżnia się i błyszczy dla mnie. Jest świetny, butelka też wygląda świetnie, jest bardzo ciężka, a nakrętka wydaje satysfakcjonujące, masywne "kliknięcie"... (rozkoszuj się drobiazgami). Aha, wydajność i kiszonka też są dobre.
Gucci Guilty Absolute Prawie nie miałem ochoty go wypróbować, z powodu apatii i cynizmu, jakie czuję wobec linii Gucci Guilty, a przez to także wobec perfum Gucci z ostatnich kilku lat. Cieszę się, że nie uległem swoim przeczuciom, ponieważ... jak bardzo się myliłem. Gucci Guilty Absolute to triumf i znak, że Gucci wraca do formy z czymś, co naprawdę przesuwa granice perfum designerskich, a nie tylko jakimś ogólnym badziewiem. Otwarcie to czyste bandaże i antyseptyk, które stają się ultra suchym akordem benzoinowym, bardzo zakurzonym, starożytnym, cennym typem bursztynu. To jednak coś więcej, jest skórzane w naprawdę autentyczny sposób, ale z całą dziwnością żywic i dymnym, ziemistym paczuli oraz wetiwerii. (Tu dostrzegam porównania do EN) Byłoby to bardziej niż prawdopodobne zbyt dziwne, gdyby nie lekko owocowa nuta i odrobina słodyczy, która się rozwija, ale szybko ustępuje, schodząc do czystej skóry i niemal ziemistego paczuli w fazie dry down. Jestem zszokowany, jak wspaniałe są te perfumy, ponieważ mają w sobie całą dziwność zapachu Indy, ale są na tyle noszalne, że podobają się mojej dziewczynie, a to naprawdę jest pochwała. Drewno w tym zapachu jest egzotyczne i jedno z najsuchszych, jakie spotkałem w perfumerii designerskiej. Chropowaty wetiwer i przyprawione twarde drzewo sandałowe, bez kremowości, którą często się spotyka. Chociaż Alberto Morillas to genialny facet odpowiedzialny za niektóre legendarne zapachy, staram się nigdy nie mieć oczekiwań wobec perfumiarza, zwłaszcza gdy ma tak różnorodne portfolio. W tym przypadku jednak stworzył prawdziwy klejnot. Wiele osób cieszyło się z Gucci Pour Homme I i jego nieugiętej, pikantnej męskości, myślę, że to może sygnalizować powrót do tego rodzaju myślenia w małym stopniu. Mogę się mylić i to tylko przypadek, ale bardzo przyjemny przypadek z całkiem przyzwoitym działaniem, który na pewno dodam do swojej garderoby. Aktualizacja: Więc tak, kupiłem go w drodze do domu z pracy zeszłej nocy. Nie zamierzam być zbyt wylewny w jego pochwałach, ale trzymam się tego, co powiedziałem powyżej, to bardzo mocne wydanie od Gucci. Wiem, co przypomina mi otwarcie, a to zapach zielonego płynu, którego mój przyjaciel używa na klientach w swoim salonie tatuażu (nazywa to "zielonym mydłem"), jest dość astringentny i chociaż zapach Gucci przechodzi w ziemiste tekstury paczuli i ostatecznie skóry, zdecydowanie ma podobieństwa na początku. Nie wiem, co jest ze mną i paczuli? Zawsze nienawidziłem (głównie damskich) perfum, które były ciężkie w paczuli, myśląc sobie 'dlaczego ona chciałaby pachnieć jak ziemia?' ale przechodzę przez fazy pragnienia tego. Nie tylko tego grubego, aksamitnego, czekoladowego typu, ale także pełno hippisowskiego rodzaju i myślę, że to właśnie tutaj Guilty Absolute osiąga naprawdę świetny złoty środek.
Prawdopodobnie zostanę skrytykowany za to, że daję kolejnemu zapachowi CC, jeszcze jedną entuzjastyczną recenzję, ale na to zasługuje. Cóż... „entuzjastyczna” może być nieco przesadzone, ponieważ pod względem gustu, to nie jest do końca moja bajka. Jednak jeśli chodzi o złożoność, kreatywność i czystą jakość, muszę zdjąć kapelusz przed Rock Rose. Jeśli się nie mylę, żywica labdanum pochodzi z rośliny zwanej różą skalną? Cóż, wydaje się, że istnieje rodzaj róży zwany różą skalną, ponieważ labdanum nie przypomina konwencjonalnej róży? W każdym razie odbiegam od tematu, jeśli spodziewasz się żywicznego wybuchu, to będziesz miał pecha, ponieważ to świeży, podnoszący na duchu zapach na powierzchni, ale z czymś nieco bardziej złowrogim czającym się pod spodem. Otwarcie jest bardzo jasne z powiewającymi cytrusami i piżmem, ale z bardzo czystym i zimnym odczuciem, które dodaje mu oddechowy, miętowy klimat. Od razu wydaje mi się, że bardziej pasuje do gatunku zapachów różanych jak Lyric Man, a gdy się rozwija, dostajesz trochę więcej ziemistości od szałwii muszkatołowej i bardziej kwiatowego odczucia neroli. To dziwne, ponieważ chociaż bardzo długo utrzymuje się na mojej skórze, rozwijał się bardzo inaczej niż na kartce i po spryskaniu oraz włożeniu do torby podczas zakupów. Czując go teraz, dostrzegam znacznie bardziej luksusową bazę, a jednak więcej zamieszania z czymś przypominającym głębokie, skórzane i żywiczne odczucie, ale wciąż z wszystkimi nutami głowy, nawet miętą. Muszę powiedzieć, że to odkrycie było znacznie bardziej niezwykłe niż gdybym po prostu nosił ten zapach, ponieważ nie zauważyłem, jak skomplikowanym tworem jest Clive Christian Rock Rose. Moja dziewczyna absolutnie go uwielbiała od pierwszego powąchania i nosiła go tego samego dnia co ja. Szczerze mówiąc, jeśli to byłoby wskazanie, aby kupić go na Walentynki, może czekać na tę cenę. Zapachy CC wydają się nieustannie rosnąć w cenie, ten, który kupiłem kilka lat temu, wydaje się całkiem rozsądny w porównaniu do wzrostu, jaki widziałem od tego czasu. W każdym razie... kreatywnie to dla mnie zwycięzca i coś, co trzeba eksplorować i nosić kilka razy, bo możesz pomylić to z czymś bardziej liniowym. Świetny, ale nie wyjątkowy.
Nie mogę się oprzeć myśleniu, że to odpowiedź Jo Malone na Fevé Delicieuse, ale kiedy w końcu poczułem ten zapach, zrozumiałem, że to nie jest klasyka z fasolą tonka. Otwiera się obietnicą głębi i tej migdałowej, waniliowej dobroci z ostrą, gęstą, słodką harmonią gourmand. Mówię to, ale mimo wszystko jest to nieco rozczarowujące otwarcie. Lubię tonkę, gdy jest ciemniejsza i bardziej gorzka, prawie z nutami kawy, ale ta skłania się bardziej ku lekko wywołującemu ból głowy akordowi waniliowo żywicznemu. Również, dla mnie nie jest to zbyt uniseksowe, bardziej skłania się ku kobiecemu, nawet dla doświadczonego miłośnika zapachów, który praktycznie założy wszystko. Nie ma śladu mirry, którą obiecano, gdy to się osadza, kiedy po raz pierwszy powąchałem otwarcie, skomentowałem do SA: "huh? To kolejny zapach Jo Malone, dwunotowy, który nie pachnie szczególnie żadną z nut." To w zasadzie cała historia. Otwarcie ma w sobie coś balsamicznego, to bez wątpienia, i ma odczucie bursztynu, ale w miarę jak się rozwija, staje się bardziej jak drzewo sandałowe i po prostu mnóstwo wanilii z odrobiną kobiecych przypraw. Bardzo szybko przestaje być zapachem gourmand i brakuje mu jedzeniowych, naturalnych tonów Diora. Może to chemikalia zapachowe użyte do zabarwienia tego akordu waniliowo-tonkowego czymś przypominającym 'mirrę', ale w miarę jak się osusza, pachnie to trochę tanio. Nie nienawidzę tego dokładnie, ale nie sprawia mi to przyjemności. Myślę, że z większą ilością elementów dodanych i czymś, co sprawiłoby, że 'wystrzeli' to po prostu smutno brakuje tutaj. Bardzo głęboki dry down po 5 lub 6 godzinach przekształca się w coś bardziej przypominającego tonkę i naprawdę miły kremowy zapach bursztynu na skórze, który trochę mnie przekonał. To dlatego, że mogłem poczuć trochę więcej tła, które jest w jakiś sposób maskowane przez czystszy akord waniliowo-migdałowy, ale to naprawdę nie wystarczyło, by uratować ten zapach, za mało, za późno. Wydajność nie jest zła i gdy jest aplikowany obficie (jak ja to zrobiłem), projekcja jest całkiem imponująca przez pierwsze kilka godzin, niestety nie sprawia mi to przyjemności, ale niewątpliwie było to obecne w intensywnej chmurze. Nie ma porównania z ostatnimi wydaniami tonki, ale warto powąchać, chociaż zupełnie nie w moim guście. O, a dla osoby, która myśli, że to pachnie jak Z&V This is Him, mogę prawie zrozumieć, skąd pochodzisz, coś w mirrze i tonce, rzeczywiście daje odczucie drzewa sandałowego. Jednak to tam kończą się krótkie podobieństwa, a Z&V jest zdecydowanie lepsze pod względem zapachu, nie ma konkurencji.
Noszę go dzisiaj i ku mojemu przerażeniu nie opublikowałem jego recenzji, więc oto on. Przeczytanie dwóch pierwszych nut i stwierdzenie, że Mon Numero 10 to cynamon i kadzidło, byłoby szybkim i uczciwym podsumowaniem, ale w żaden sposób nie oddaje sprawiedliwości. Prosty na pierwszy rzut oka, ale wystarczy kilka godzin noszenia, a ukryta głębia staje się bardziej widoczna. Jest tu skórzastość, zwierzęcość, kwiatowość z zestawieniami czystego i brudnego, słodkiego i kwaśnego. Na początku myślałem, że to dość nowoczesna interpretacja drzewno-korzennego zapachu, ale teraz myślę, że jest o wiele bardziej klasyczny w swoim podejściu, szczególnie w fazie wytrawnej. Bertrand Duchaufour stworzył w Mon Numero 10 wyważony zapach unisex, któremu nie mogę nic zarzucić. Wydajność i kiszonka nie są masywne, ale całkowicie akceptowalne i jeśli można je znaleźć niedrogo, jest to niedrogi klejnot do kolekcji każdego.