recenzji
1.9k recenzji
Ten perfum bezpośrednio odpowiada moim obecnym gustom, przypominając mi o wielu miękkich, delikatnych, piżmowych rzeczach. Uwielbiam konstrukcję, wielką prostotę formuły od Celine Ellena i nic nie jest ukryte w akordach, co mówi o naturze tego zapachu. Byłem zaskoczony, jak mało Ambrettolide jest tutaj, ale nie sugeruję, że pachnie jak coś konkretnego, bo tak nie jest. Superfusion to bardzo odpowiednia nazwa, ale jeśli lubisz Galaxolide lub piżmo malwa, miękkie, czyste piżma, to na pewno ci się spodoba, ale nadal pokaże ci pewną oryginalność w tym perfumie. Jedną drobną krytyką jest to, że ma tendencję do zmęczenia i staje się trochę, chlebowy i pszenny na mojej skórze, gdy wyschnie do bazy IES po tym, jak słodycz piżm nieco zniknie. Mimo to wciąż jest niesamowity.
Muszę to spróbować jeszcze raz, ponieważ moje notatki mówią o 'zielonym' chlorofilu, ale nie o bazylii, co jest kluczowe. Opisałem to jako ziołowy zielony bergamot, gdy porównano to tutaj do Tacid, zapachu, który moim zdaniem miał dość wyraźną nutę bazylii. Tak czy inaczej... nie ma nagród za zgadywanie, że znajduje się tu Cis-3-Heksanol, który nadaje mu jasny, świeży, trawiasty klimat, ale idealnie zbalansowany, aby nie był nachalny. Podobało mi się, ale to nie jest coś, o czym można by się zachwycać.
oooh... To jest trudne. 70% ISO E SUPER (Nie że to coś złego) tutaj z PEA w otwarciu, przeplatające się między anosmiczną anonimowością a astringentną ostrością przypominającą lakier do włosów lub szczególnie mocny środek na owady. Naprawdę nieprzyjemne i wcale nie jestem przeciwny tym rzeczom, ale w tej konkretnej kombinacji jest to dość okropne. Potem, gdy się ustabilizuje, staje się lepsze, ale to zasadniczo ten 'ledwie obecny', minimalistyczny skórzany zapach, który ma suche, dość atrakcyjne cechy IES, może cashmeran sprawia, że jest bardziej drzewny i jedwabisty? Ma też niejasną nutę papieru i nutę curry. Dość przyjemne po początkowej fazie.
Tak cyniczna, jak recenzja poniżej... Ma w tym sens. Tak cyniczna, jak recenzja poniżej tej... Oni też mają rację. Marginalna obrona tej marki, otwarcie przedstawiają i sprzedają nam koncept. Uważam, że jest to silny koncept, który rzuca światło na praktyki perfumeryjne w bardzo świadomy i postmodernistyczny sposób. Pop-art, podstawowe kolory i eleganckie opakowania, flakony itd... odzwierciedlają to. I nie są one przesadnie drogie (prawda?). Jednak rozumiem sceptycyzm i wyobrażam sobie, że wkrótce trafią do TK MAXX. Szczególnie jeśli chodzi o zawartość oudu w tym konkretnym zapachu. Uratować może to, że nie ma w nazwie 'Oud' i używa legalnego indyjskiego materiału Oud (choć w minimalnej ilości), a także ten zapach naprawdę nie jest zamierzony jako oud, ale oczywiście perfumiarz uznał, że wnosi coś do formuły? (Próbuję się domyślić, bo nie wiem?) W każdym razie, inną dobrą rzeczą w Sexcrush jest to, że to ładny zapach, dający bardzo balsamiczny, żywiczny efekt bursztynu, zamknięty w nieco medycznej nucie 'bandaża', trochę jak mirra, przypuszczam? i obowiązkowy akord róży. (Może to oud?) wydaje się trochę pudrowy, w fazie dry down róża pozostaje jasna, ale wydaje się bardziej o tonach basowych niż o górnych nutach czy dominacji serca. Powiedziałbym, że to nowoczesny bursztyn. Podobał mi się.
Intrygująca formuła, Carlin ukrywa wszystkie soczyste składniki w akordach, ale myślałem, że jest dość prosta. Skóra w bazie jest wyraźna, a irys przebija się, uwielbiam ten zapach, ale nie jest zbyt oryginalny. Muszę go jeszcze raz powąchać, szczerze mówiąc, ale bardzo mi się podobał. Czy jest coś wartego uwagi w tej formule? 1% Fleur d'oranger, który znam z używania drogiego absolutu, jest dość łatwo maskowany. Nie przypominam sobie, żebym go czuł w tym zapachu, więc tak... będę musiał wrócić do tego? 1/3 formuły to hedion, co nie jest rzadkością, ale prawdopodobnie to właśnie on wspiera te nuty irysa (i ledwo wyczuwalnego kwiatu pomarańczy), które przebijają się na wierzch.
Spodziewałem się, że polubię ten zapach tak samo, jak nie polubiłem, nie z powodu elementu imbiru, ale dlatego, że nie jest łatwo go nosić. Gingerlise też tego nie udaje. Myślałem, że wyobrażam sobie rodzaj skryształowanego imbiru w tym zapachu, ale nie jestem pewien, czy rzeczywiście go czułem? Niemniej jednak sprawia takie wrażenie. Przyznaję mu najwyżej 'lekki' przezroczysty imbirowy akord, ale to nie tam tkwi zabawa. Gingerlise ma wspaniałe cytrusowe otwarcie, które ma całą świeżość trawy cytrynowej, bez tej okropnej części, łatwo jest przesadzić z cytrusowym akordem, ale jest to bardzo korzystne dla jego trwałości i ogólnej pełni, gdy się to dobrze zrobi. Dla mnie dominował limonka, a nie zielony bergamot czy typowe cytrusy, które dają moc i oryginalność, których szukam w świeżym zapachu. Jednak jest bardzo krótkotrwały, osadzony na lekkiej piżmowej bazie i trwał tylko kilka godzin. Szkoda, bo to był dla mnie zaskakujący pozytyw.
Kawałek bursztynu wielokrotnie zanurzany w Morzu Martwym i suszony, pokrywający się kryształową solą. To nowoczesna rekreacja ambry, dominująca w otwarciu, wysychająca do skórzanego akordu bursztynowego, który następnie staje się lekko kwaśny i przypomina bazę Amberome, której tu nie ma, ale według formuły jest to właściwie prawdziwy labdanum. Dziwne, ponieważ ma wyraźny gumowy, mineralny zapach, który kojarzę z tym, co jest dla mnie trochę dziwne. Przypomniało mi to 'Slate', perfum z Bath House w fazie dry down. Słoność w połączeniu z w dużej mierze nowoczesnym, drzewnym bursztynem jest dość interesująca, przypuszczam? Czy bym to nosił? Nie. Ale nie jest to obraźliwe. Czy jest coś interesującego do odnotowania w dostarczonej formule? Niezbyt, poza tym, że jest uważana przez swojego twórcę za 'Oriental Vanilla' (???) trochę dziwne. 30% Iso E Super, co nie jest zaskakujące ani haute w porównaniu do niektórych.
Nie! To też jest okropne. Zbyt intensywna woskowa neroli tymczasowo maskuje straszny zapach migdałów, słonego kokosa, kremowego, mętnego zapachu dziecięcego lekarstwa z oryginału... ale znika po pierwszych 20 minutach. Nie jestem fanem.
Jedno z najdziwniejszych doświadczeń olfaktorycznych, które mogę przypomnieć sobie z ostatnich czasów, jest jednocześnie fantastyczne i okropne. Z moim rozsądnym kapeluszem na głowie, to głośny, krzykliwy, przesadnie ostry, owocowy bałagan oudowy. Otwarcie oscyluje między egzotycznymi, ale całkowicie nienaturalnymi owocami, które wydawały mi się przypominać czerwone jagody, mango, a nawet ananasa w niektórych momentach. Nie zdziwiłem się, widząc wszystkie wymienione owoce, a może to właśnie liczi? To zestawione jest z silnym, zwierzęcym, serowym zapachem oudu w nutach głowy, ale jest to dość ulotne, trwa tylko około 20 minut, zanim rozwiną się nieustępliwe, dymne, brudne akordy skórzane i syntetyczne, piżmowe, bursztynowe, które pachną jak każda baza cuir, która kiedykolwiek została wymyślona, wszystko wymieszane z suchym, uporczywym brudem izobutylu chinoliny i szafranu. Jednak mimo tego pozornie negatywnego wydźwięku mojej recenzji do tej pory, uważam, że Moon to dość oryginalny i interesujący utwór. To nie jest skromny, nieinspirujący wysiłek, który myślałem, że Rose & Cuir okazał się być, i myślę, że dostaniesz coś w zamian za swoje pieniądze lub dirhamy? ponieważ niewątpliwie jest to kierowane na rynek bliskowschodni. Moon jest tak szalony, że nie mogłem go nosić. To czysto kwestia gustu, a ja obecnie jestem w fazie delikatnej, chanelowskiej finezji, a takie rzeczy wydają się mieć neonowe znaki i ogromne syreny życia gangsterskiego! Moon to dziecko z dramatu, które tańczy wokół i gorączkowo stara się ukraść światło reflektorów.
To jest fantastyczne. Myślę, że to mój ulubiony zapach z linii Franceski? Mimo że pachnie niezwykle znajomo, może po prostu jestem stworzeniem przyzwyczajenia? To dość klasyczne chypre/fougère i ma otwarcie w stylu wody kolońskiej, ostre nuty, ale z doskonałymi składnikami. A mianowicie cytrusy na początku, zielony, ziołowy bergamot w połączeniu z mchem dębowym oraz irysem i bardziej wyraźnym drewnem wetiwerowym. Francesca jest mistrzynią akordów skórzanych i praktycznie każdy zapach ma zupełnie inny charakter skóry. Estruscan water jest bardziej klasycznie w aromatycznym stylu VC&A, aramis, safari... w takim rodzaju. Jest jednak lekki i może nieco bardziej surowy i autentyczny lub po prostu mniej wyrafinowany niż klasyczne zapachy projektantów o podobnym charakterze. Myślę, że świeżość w tym naprawdę podnosi jego wartość i daje mile widziany powiew świeżego powietrza w porównaniu do niektórych bardziej klaustrofobicznych kreacji w jej repertuarze.