recenzji
Zapach dnia
61 recenzji
Atrakcyjnie pikantne, świeże otwarcie imbiru szybko zmienia się w bladą aproksymację drewna i wetywerii, po czym całkowicie wyparowuje w żałośnie krótkim okresie życia.
Na początku czysta wanilia, następnie kakao, czekolada i rum. Stęchlizna równoważy słodycz, która musi pochodzić z kminku. Niespodziewanie pojawia się wetyweria, wraz z nutą różaną, jestem pewien, choć nie ma jej na liście. Są też prażone orzechy i połysk PVC.
Co to wszystko ma wspólnego z frustracją, nie mam pojęcia, chyba że chodzi o przeciwdziałanie wszelkim frustracjom poprzez objadanie się ulubionymi produktami spożywczymi i napojami, ubranymi w poliwinylowy kombinezon gimp. Podobnie jak większość zapachów ELDO, nie jest tak ostry, jak obiecuje opis, ale jest to bardzo przyjemna i lekko ekscentryczna kreacja i bardzo mi się podoba (choć prawdopodobnie nie na tyle, aby zainwestować w pełny flakon).
Szyprowy zapach skoncentrowany na mchu dębowym z piżmem jagód jałowca zestawionym z cytrusami. Ukryta jest tu lekka pieprzność, nuta bursztynu i drzewna baza. Ale tak naprawdę chodzi o mech dębowy, więc sukces lub porażka tej kompozycji będzie całkowicie zależeć od tego, jak czujesz się z tym konkretnym składnikiem.
Ja? Wykąpałbym się w nim, gdybym miał okazję, i byłem znany z tego, że przyciskałem nos do porośniętych mchem pni drzew, gdy było mokro, a ziemia była gliniasta, tylko po to, by wdychać zapach.
Zapach szybko się ulatnia, ale utrzymuje się blisko skóry przez dłuższy czas. W klarowności kompozycji jest coś niemal krystalicznego, co przypomina mi twórczość Jean-Claude Elleny, co jest dość wysoko postawioną poprzeczką. Ogólnie rzecz biorąc, piękny materiał, z niewielkim zastrzeżeniem, że chciałbym, aby projekcja otwarcia trwała nieco dłużej.
Gruszka i wodnista róża zawinięte w zuchwale pachnący różowy pieprz.
Stopniowo pojawia się metaliczny posmak i lekko gumowate nuty. Zapach jest dość liniowy i nie tyle rozwija się, co stopniowo traci na intensywności.
Syntetyczny zapach (to opis, nie krytyka), projekcja i trwałość są ogromne, a zapach jest zdecydowanie mało subtelny. To, w połączeniu z liniowością, jest tym, co nie pozwala mi go pokochać. Jest tak uporczywy i tak dokuczliwy, że staje się nieco męczący. Mimo to jest to odważny i niezwykły zapach projektanta, który stosunkowo daleko odbiega od głównego nurtu.
Niestety, pomimo wizerunku w słynnej kampanii reklamowej, nie zamienia mnie w muskularnego, odzianego w skórę przystojniaka prosto z "Scorpio Rising" Kennetha Angera.
Nie zamierzam nawet ukrywać, że to moje ulubione perfumy wszech czasów, a przynajmniej plasują się w tym górnym rzędzie, w którym moje ulubione zapachy wahają się między kilkoma wybranymi zapachami.
Nie będę też ukrywał, że najprawdopodobniej go znienawidzisz, ponieważ jest to jedna z tych kompozycji, które są skrajnie polaryzujące, a jej przeciwnicy przeważają nad wielbicielami. Na co ja odpowiadam: nie obchodzi mnie to, uwielbiam to, a mój gust jest oczywiście o wiele, wiele lepszy niż kogokolwiek innego (mówię to z martwym wyrazem twarzy).
To jest zapach morza, nie w wodnym niebieskim stylu, nie w klimacie letnich wakacji na plaży, ani nie jest to mineralny morski zapach, który ostatnio zyskuje na popularności. Nie, to zapach morza na jego obrzeżach, gdzie woda gromadzi się w nieruchomych, lekko stagnujących basenach skalnych, a wodorosty przylegają do spodu pomostów i pochylni, wysychając i ostro pachnąc w prawie słońcu. Jest to ostry, nieco gorzki zapach wytrwałych roślin, które w jakiś sposób przetrwały rosnąc na skalnych ścianach i na szczytach klifów. Co do samych składników? Kogo to obchodzi, skoro łączą się one w celu wytworzenia tej magii, ale obejmują one prawdziwy oud i ambrę.
Nosiłem go dziś podczas spaceru brzegiem morza. Było cicho i pochmurno, a przypływ przyniósł ze sobą grubą warstwę morskich śmieci na powierzchni wody. Uderzyło mnie to, jak bardzo te perfumy różniły się od szczerze pachnącej wody, a jednocześnie w jakiś sposób ją sugerowały.
Jakiś czas temu Christophe Laudamiel zasugerował zarówno te, jak i Carre Blanc jako dwa perfumy najbardziej odpowiednie do środowiska pracy. Dowcip. Ten drugi ma nuklearną wytrwałość, podczas gdy ten jest tak daleki od zadowolenia tłumu, jak można sobie wyobrazić.
Podobnie jak wszystkie perfumy z serii Strangelove, ten jest bardzo drogi, ale powinieneś przynajmniej spróbować go kilka razy, jeśli nadarzy się okazja. Jest zupełnie inny niż wszystko, z czym miałem do czynienia wcześniej.
Zespół marketingowy z zazdrością spogląda na zyski generowane przez Sauvage.
Po pierwsze, co to w ogóle jest cologne intense? Nieco mniej niż EDT? A może, co bardziej prawdopodobne, chwyt marketingowy, aby uniknąć rzekomej efeminizacji słowa perfumy, ponieważ jest to zapach, który wydaje się celować w męski rynek?
Tak czy inaczej, pomyślałem o tym dopiero po przetestowaniu, więc nie wpłynęło to na moje ogólne wrażenie.
Od samego początku wyczuwam grejpfrut lub, po namyśle, może ostry, tani win. Dużo tego. To jest zrównoważone przez dość dyskretną lawendę, dobrze wymieszaną, więc łagodzi ostrość nuty głowy.
Od tego momentu zmiany zachodzą bardzo szybko. Staje się pikantny i słodki, z niemal kolaowym akcentem. Pojawia się niespodziewany, bardzo gorzki wybuch zielonego cyprysu, który znika niemal tak szybko, jak się pojawia. W końcu osiada na pieprzowym cytrusowym mydle i pozostaje w tym stanie, monotonnie i nudno brzęcząc w tle. Naprawdę próbowałem się z nim zmierzyć, naprawdę, ale skończyłem na szorowaniu. Życie jest zbyt krótkie, itd.
Są rzeczy, które mi się tu podobały, szczególnie gdy cyprys zyskuje dominację, ale ogólnie jest dość nieinspirujący, a faza pikantno-słodka jest szczególnie mdła i nudna. Jest jednak długotrwały, biorąc pod uwagę, że a) to cologne i b) to Jo Malone. Szczerze mówiąc, byłbym zadowolony, gdyby zniknął nieco szybciej. Dziwna rzecz: w butelce pachnie bardzo przyjemnie, ale na skórze wydaje się niezdarnie krzykliwy. Absolutnie odrzucam.
To jest wspaniałe.
Zielone i dymne, a jednocześnie wyraźny hołd dla potężnych męskich zapachów lat 70., to doskonały przykład na to, jak wziąć ten DNA, a następnie zaktualizować i ulepszyć. Kluczem tutaj jest zarówno wysoka jakość składników, jak i intensywne, popielate rdzeń z brzozowego smoły, które nadaje mu spokój i emocjonalną głębię. Jest skórzany i zwierzęcy, aromatyczny, gorzki, kwiatowy, mszysty. Trwałość jest wieczna, projekcja dzika - potrzebne są dwa spraye w absolutnym maksimum.
Uwielbiałem to od samego początku i nie zdążyłem nawet wykorzystać jednej trzeciej mojej małej próbki, zanim zaszalałem na pełnowymiarową butelkę. To zapach na cały rok, z wyjątkiem najgorętszych dni, jest w nim coś bardzo przekonującego, co wymaga jednoznacznej uwagi i oddania.
Luca Turin podobno niedawno napisał zjadliwą recenzję tego zapachu, ale szczerze mówiąc, co on wie? Można by pomyśleć, że jest ekspertem od perfum czy coś w tym stylu. Uwielbiam to i zajmuje bardzo wygodne miejsce w mojej piątce ulubionych perfum wszech czasów.
Zapach, który nadaje się tylko na chłodniejsze dni, zawsze zapominam, jak zdumiewający jest ten zapach.
Przede wszystkim jest to dymny zapach dziegciu brzozowego. Tak dymny, a jednocześnie nasycony solanką. To tak intensywne uderzenie, że za pierwszym razem, gdy go nosiłem, moją natychmiastową reakcją było odskoczenie. Przy kolejnych noszeniach przyzwyczaiłem się do niego i teraz myślę tylko: "To pachnie zdumiewająco."
Stopniowo zaczyna przebijać się słodycz, która wydaje się medyczna, niemal dżemowa. To, przypuszczam, jest zapach opium, który wąchałem raz, wiele lat temu, ale już nie pamiętam, czy to dokładne odwzorowanie, czy nie. Dym przekształca się w herbatę, lapsang souchong, z jego mięsistymi, ziemistymi nutami. Jest nutka whisky, coś kwiatowego, a potem ostatecznie osiada na głębokich, kadzidlanych lasach. Dym utrzymuje się, o różnym natężeniu, od początku do końca.
Nie ma wielu perfum, które mógłbym uznać za prawdziwe arcydzieło, ale ten jest jednym z nich. Jest niezwykle kontrowersyjny (mój partner nienawidzi tego zapachu tak samo, jak ja go uwielbiam) i jest ograniczona liczba sytuacji, w których odważyłbym się go nosić. Niemniej jednak, gdybym musiał ograniczyć swoją kolekcję do trzech zapachów, ten byłby jednym z nich: to czysta miłość.