Rezygnujący, kościelny kadzidło, trochę alkoholowy, jakby ksiądz przed komunią sięgnął po butelkę. Jest w tym coś siana, w połączeniu z mandarynką i cytryną oraz astringentną nutą bluszczu, przypominającą tę z Beach Hut Man. Gdy się osadza, wyłania się silny cedr, a także kadzidło, wraz z dość lekką kombinacją wetiweru i paczuli. To klasztor gdzieś w Morzu Śródziemnym, w głębi lądu, o zmierzchu w bardzo spokojny dzień. Gdy się wysusza, traci część swojej wyrazistości, a pojawia się ta powszechna bursztynowa nuta, którą dzieli tak wiele innych perfum z dominującym kadzidłem.
To pierwsze perfumy od La Manufacture, które próbowałem. Patrząc na resztę ich linii, wydaje się, że specjalizują się w wariacjach na temat znanych perfum. Jeśli tak, to nie mam pojęcia, z jakiego wariantu to jest. Ani jaka może być ich koncentracja: mogę powiedzieć, że moja skóra ma oleistą powłokę po spryskaniu tym, co sugeruje, że koncentracja olejków perfumeryjnych musi być dość wysoka. Jest też dość mocne: kilka psiknięć wystarczy.
Jednak to, co jest, jest całkiem dobre. Jest wystarczająco słodkie i ostre, aby nie czynić tego wyłącznie bombą do głowy, ani nie przypominać zbytnio księdza machającego kadzielnicą z wystarczającą ilością palącego się kadzidła, by uruchomić alarmy przeciwpożarowe. Nie ma tu nic rewolucyjnego, ale jest to bardzo dobrze wykonane z przyzwoitych składników, z wystarczającą ilością odniesień i niespodzianek, aby uniknąć liniowości. Warto poszukać, zwłaszcza gdy butelki często pojawiają się w mocno obniżonych cenach w sklepach internetowych.
Ten komentarz został przetłumaczony maszynowo.
0
rok temu
Admirabilis od La Manufacture zostały wydane w 2017 roku. Perfumiarzem tej kreacji jest Nathalie Koobus. Zawiera nuty głowy: Bergamotka, Elemi, Zielone notatki, Cytryna, Mandarynka Pomarańczowa, and Fioletowy liść, nuty serca: Drzewo cedrowe, Goździki, and Olej cyprysowy lub Nagarmotha, and nuty bazy: Bursztyn, Benzoina, Kadzidło, Labdanum, Piżmo, Mirra, Paczula, Tolu Balsam, and Wetiwer.
Rezygnujący, kościelny kadzidło, trochę alkoholowy, jakby ksiądz przed komunią sięgnął po butelkę. Jest w tym coś siana, w połączeniu z mandarynką i cytryną oraz astringentną nutą bluszczu, przypominającą tę z Beach Hut Man. Gdy się osadza, wyłania się silny cedr, a także kadzidło, wraz z dość lekką kombinacją wetiweru i paczuli. To klasztor gdzieś w Morzu Śródziemnym, w głębi lądu, o zmierzchu w bardzo spokojny dzień. Gdy się wysusza, traci część swojej wyrazistości, a pojawia się ta powszechna bursztynowa nuta, którą dzieli tak wiele innych perfum z dominującym kadzidłem.
To pierwsze perfumy od La Manufacture, które próbowałem. Patrząc na resztę ich linii, wydaje się, że specjalizują się w wariacjach na temat znanych perfum. Jeśli tak, to nie mam pojęcia, z jakiego wariantu to jest. Ani jaka może być ich koncentracja: mogę powiedzieć, że moja skóra ma oleistą powłokę po spryskaniu tym, co sugeruje, że koncentracja olejków perfumeryjnych musi być dość wysoka. Jest też dość mocne: kilka psiknięć wystarczy.
Jednak to, co jest, jest całkiem dobre. Jest wystarczająco słodkie i ostre, aby nie czynić tego wyłącznie bombą do głowy, ani nie przypominać zbytnio księdza machającego kadzielnicą z wystarczającą ilością palącego się kadzidła, by uruchomić alarmy przeciwpożarowe. Nie ma tu nic rewolucyjnego, ale jest to bardzo dobrze wykonane z przyzwoitych składników, z wystarczającą ilością odniesień i niespodzianek, aby uniknąć liniowości. Warto poszukać, zwłaszcza gdy butelki często pojawiają się w mocno obniżonych cenach w sklepach internetowych.