fragrances
recenzji
Mój zapach charakterystyczny
7 recenzji
Tuż po rozpyleniu zapach ten urzeka mnie uderzającą mieszanką czerwonych owoców, ciemnej wiśni i kandyzowanej róży. Jednak fusy z kawy wprowadzają ciekawe napięcie, choć odważne, dodają nieco odpychającego elementu, ze względu na jego syntetyczną jakość, przypominając mi bardziej Intense Café Mancera niż gładszą Roses Vanille. Mimo to nuta ta nie obniża dla mnie jakości zapachu. W miarę rozwoju zapach ewoluuje w coś bardziej złożonego. Bursztyn nabiera nieco zwierzęcego charakteru, a bób tonka wyłania się z leśnej scenerii. Wyczuwalna jest nuta palonego cukru, która dodaje odrobinę słodyczy, pogłębiając ogólne doznania. W końcowej fazie wytrawiania zapach ten staje się sennym, drzewnym scenariuszem, zapraszającym do ucieczki w świat ciepła i miękkich, pocieszających warstw owoców i drewna. W cieplejsze dni zapach jest przytłaczająco owocowy, z wiśnią zapewniającą orzeźwiający, lekki akcent. Ale gdy temperatura się ochładza, zmienia się w coś bardziej bursztynowego, przywołującego tajemniczą, magiczną aurę bajkowego lasu pełnego róż. Czerwone owoce pozostają, podczas gdy drzewna baza daje przytulne, komfortowe uczucie, gdy utrzymuje się na skórze. Uwielbiam go zarówno latem, jak i jesienią.
Po raz pierwszy wypróbowałem ten zapach pod koniec sierpnia i wahałem się, czy zastosować go na skórze, więc zamiast tego przetestowałem go na papierze. Od razu uderzyła mnie jego potężna, święta aura. Casbah przenosi mnie do starożytnego kościoła, przywołując poczucie ponadczasowości i szacunku, miejsca zagubionego w odległej przeszłości, z dala od współczesności. Zapach jest intensywny, jak kadzidło, które nie jest przeznaczone do zwykłej mszy, ale do wyjątkowo ważnego wydarzenia. Kadzidło w tym zapachu jest mineralne i nieco zimne, przypominając zwietrzałe kamienne ściany starych kościołów. To zapach, który wymaga uwagi. Na mojej skórze jest jeszcze bardziej uderzający. Na początku niepokoi mnie silny element dymny, sugerujący spalone drewno, ale w miarę rozwoju przytłaczająca intensywność pieprzu zaczyna łagodnieć, pojawiając się jako czysta subtelna świeżość. Pomimo początkowego, mocnego uderzenia, zapach ewoluuje w coś pięknie złożonego i hipnotyzującego, z delikatną nutą otaczającego tytoniu, który dodaje kompozycji ciepła i głębi. Utrzymuje się przez wiele godzin, do tego stopnia, że 24 godziny później, nawet po prysznicu, wciąż wyczuwam słaby ślad na nadgarstku. Trwałość jest niezrównana.
Sporo czasu zajęło mi zrozumienie i docenienie tego zapachu. Jest złożony, ale jednocześnie bardzo prosty, ponieważ nie ukrywa w sobie żadnej z nut. Z tego właśnie powodu zajęło mi trochę czasu zrozumienie, jak prosty, ale po prostu przyjemny jest ten zapach. Wśród bardzo przewidywalnych zimowych zapachów, ten zapach jest powiewem świeżości. Jego unikalna mieszanka tonki, drewna i słodkich nut naprawdę nie jest zwyczajna. To zapach, który rzuca wyzwanie, zaskakuje i ostatecznie zachwyca. Początkowe nuty uderzają siłą kardamonu. Wyczuwalny jest jednak pewien dysonans - być może są to suszone owoce lub ostrość samego kardamonu. To trudny początek, który pozostawia we mnie niepewność i wątpliwości. Później jednak łagodnieje. Ostrość łagodnieje, wydzielając delikatną grę drewna i wanilii, których tańcem kieruje miarowe bicie serca tonki. Tutaj, w sercu zapachu, znajduję spokojny uścisk. Drewno oferuje mi ziemiste ciepło, osadzając kompozycję w poczuciu zakorzenienia, podczas gdy wanilia i tonka ukazują gobelin słodyczy, który jest zarówno pocieszający, jak i uwodzicielski. A potem zapach osiąga swoją najlepszą część - wysychanie. Tutaj wanilia i benzoina zajmują centralne miejsce, a ich połączenie stanowi symfonię bogactwa i głębi. To naprawdę chwila czystej olfaktorycznej błogości, kulminacja wszystkiego, co nastąpiło wcześniej. Choć zapach może skłaniać się w stronę męskości, ma niezaprzeczalną cechę unisex, która wymyka się kategoryzacji i uważam, że jest idealny na chłodne miesiące. Delikatny, a jednocześnie odważny, słodki, a czasem ostry. Byłem naprawdę urzeczony podróżą, w którą mnie zabrał.
Mieszanka pudrowych nut, czekolady i skórki mandarynki uosabia esencję kobiecości z każdym powąchaniem. Zapach rozpoczyna się kuszącą nutą czekolady, przypominającą lukier na świeżo upieczonym waniliowym biszkopcie. To początkowe wrażenie przygotowuje scenę dla urzekającej mieszanki kandyzowanej pomarańczy i fiołków, delikatnie zanurzonych w czekoladzie. Pomimo subtelnej projekcji, zapach utrzymuje się na skórze przez cały dzień, a jego wydajność okazała się lepsza niż się spodziewałem. Jest subtelny i warto się nim często spryskiwać. To uwodzicielski zapach na każdą okazję, który świetnie równoważy świeżość i ciepło. Te perfumy to prawdziwa rozkosz na chłodne pory roku lub wczesną wiosnę i uważam, że idealnie nadają się do pocieszającego uścisku w chłodny zimowy dzień.
Francesca Bianchi nigdy nie zawodzi w dostarczaniu zmysłowych i odważnych zapachów, a w tym przypadku czerpie inspirację z samego ducha Włoch. Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, gdy czuję ten zapach, to "Sprezzatura", co oznacza "pewną nonszalancję, aby ukryć całą sztukę i sprawić, by wszystko, co się robi lub mówi, wydawało się bez wysiłku i prawie bez zastanowienia". Jeśli nosisz te perfumy, nie dbasz o to, czy inni cię lubią, czy nie, lubisz siebie, a to bardzo odważne stwierdzenie, które można wyrazić w perfumach. Mieszanka świeżych cytrusów z wytrawnym labdanum i mchem dębowym jest odurzająca i moim zdaniem właśnie dlatego idealnie nadaje się do noszenia w sezonie letnim. Zwykle jestem typem osoby, która nie znosi letnich świeżych zapachów, ale muszę przyznać, że trudno jest wyciągnąć przyprawy i ciężkie nuty w tym sezonie, więc jest to dla mnie idealne. Inni mówili, że ten zapach nie jest dla nich zbyt zwierzęcy, ale dla mnie jest taki od samego początku i szczerze mówiąc nie przeszkadza mi, jak seksowne są te nuty w tym zapachu. Myślę też, że skórzana nuta gubi się w zwierzęcej części. Trwałość utrzymuje się prawie cały dzień, ale po 2 godzinach projekcja wydaje mi się łagodna. Używałem tego zapachu tylko w bardzo upalne dni, więc to też może być przyczyną. Kiedy noszę ten zapach, czuję się bardzo silny. To odważny wybór, który emanuje pewnością siebie i pewnością siebie. Nie nosiłbym go na co dzień, ale na specjalne okazje lub dni, kiedy chcę złożyć oświadczenie, jest to idealny wybór.
Te perfumy z mirrą są idealne na lato dzięki orzeźwiającym nutom kwiatu pomarańczy. Włączenie do mieszanki mirry podobnej do coli sprawia, że jest ona naprawdę wyjątkowa, podobnie jak zawarte w niej kwiaty. Zapach nie jest wcale zły, a rozkoszne słodkie kwiaty pomarańczy kradną światło reflektorów. Projekcja jest również dość silna, co jest dodatkowym atutem. Jednak osobiście uważam, że jest nieco zbyt mydlany jak na mój gust, prawie do punktu bycia przytłaczającym. Szkoda, ponieważ dodatek kakao dodaje kremowego charakteru, który zazwyczaj uwielbiam w zapachach. Z osobistego punktu widzenia zapach ten wydaje mi się też nieco zbyt "stary", prawdopodobnie przez tę mydlaną nutę, której naprawdę nie lubię. Niemniej jednak wypróbowanie go było ciekawym doświadczeniem, ale nigdy nie zainwestowałbym w pełny flakon.
Ten zapach jest jednocześnie elegancki i dziki. Przypomina mi likier wiśniowy, pełen soczystej dobroci. Gdy się uspokoi, zmienia się w urzekającą mieszankę drzewa sandałowego, bursztynu i nut kwiatowych, tworząc ciemny, ale czysty zapach, który jest dość intrygujący. Osobiście jestem jednym z niewielu, którzy wyczuwają w tym zapachu oud. Na początku jest mocny, ale z czasem łagodnieje, stając się subtelnym zapachem skóry. Ten zapach naprawdę przenosi mnie do mistycznego lasu. Choć jest uniwersalny i odpowiedni dla każdego, nie mogę nie wyobrazić sobie mężczyzny noszącego ten zapach.