Pamiętam, jak nosiłem go lata temu i byłem pod wielkim wrażeniem, podobnie jak reszta dorobku tej marki/perfumiarzy, Cuir to triumf odważnego perfumiarstwa i prawdziwie pionierski projekt nowoczesnej "niszy", cokolwiek to już znaczy. Dziś noszę go ponownie i nadal jest dobry (może nawet świetny) i zdecydowanie nie chcę brzmieć jak jedna z tych vintage, królowych rozmiarów, mówiąc: "Nowe formuły są cieniem ich dawnego ja!!!" lub którykolwiek z tych bzdur! (co oczywiście czasami jest prawdą) Myślę, że jest o wiele bardziej prawdopodobne, że moje postrzeganie tego zapachu zmieniło się, nawet w krótkim okresie czasu, w którym miałem tę nowoczesną próbkę. Jest to energiczny otwieracz, który zdecydowanie pachnie unikalną rzemieślniczą kombinacją absyntu i łagodnych wierzchołków kopru włoskiego, ale potem atramentowo czarny, prawie smolisty, dymny, skórzany korpus. To prawdziwy powrót do rosyjskich akordów skórzanych smoły brzozowej, zwierzęcych i drzewnych, ale z zaokrąglającym efektem leczniczym żywicy. Mówi tutaj opoponax i (tylko z perspektywy czasu po spojrzeniu) jestem jak o tak, to zdecydowanie opoponax! Wiedziałem o tym! (taki ze mnie skromny nos) nie, właściwie myślałem, że to może być odrobina mirry, dająca ten tandetny, skoncentrowany efekt. Górne nuty przechodzące w skórzastą bazę przypominają mi nieco te wschodnioeuropejskie, świąteczne ciasteczka, które przypominają pierniczki, ale są miękkie, lepkie do gryzienia i często zawierają więcej przypraw, takich jak goździki itp. Myślę, że jest teraz sporo rzemieślniczych marek robiących takie rzeczy, ale bez głębi i polerowania Mony, to jest naprawdę warstwowe i ma subtelność, o ile był to wielki wstrząs dla branży w 2010 roku. Nie jestem, NIE jestem zadowolony z noszenia go, ale zawsze myślałem, że to mój ulubiony z marki i może faktycznie nie jest? Nadal nie jestem pewien? Tylko dlatego, że nie jestem nim tak zachwycony jak kiedyś, nadal jest świetny, wart sprawdzenia, wart pokochania. Nie słuchaj mnie.
Cuir od Mona di Orio zostały wydane w 2010 roku. Perfumiarzem tej kreacji jest Mona Di Orio. Zawiera nuty głowy: Anyż and Kardamon, nuty serca: Jałowiec and Skóra, and nuty bazy: Castoreum and Opoponax.
Pamiętam, jak nosiłem go lata temu i byłem pod wielkim wrażeniem, podobnie jak reszta dorobku tej marki/perfumiarzy, Cuir to triumf odważnego perfumiarstwa i prawdziwie pionierski projekt nowoczesnej "niszy", cokolwiek to już znaczy. Dziś noszę go ponownie i nadal jest dobry (może nawet świetny) i zdecydowanie nie chcę brzmieć jak jedna z tych vintage, królowych rozmiarów, mówiąc: "Nowe formuły są cieniem ich dawnego ja!!!" lub którykolwiek z tych bzdur! (co oczywiście czasami jest prawdą) Myślę, że jest o wiele bardziej prawdopodobne, że moje postrzeganie tego zapachu zmieniło się, nawet w krótkim okresie czasu, w którym miałem tę nowoczesną próbkę. Jest to energiczny otwieracz, który zdecydowanie pachnie unikalną rzemieślniczą kombinacją absyntu i łagodnych wierzchołków kopru włoskiego, ale potem atramentowo czarny, prawie smolisty, dymny, skórzany korpus. To prawdziwy powrót do rosyjskich akordów skórzanych smoły brzozowej, zwierzęcych i drzewnych, ale z zaokrąglającym efektem leczniczym żywicy. Mówi tutaj opoponax i (tylko z perspektywy czasu po spojrzeniu) jestem jak o tak, to zdecydowanie opoponax! Wiedziałem o tym! (taki ze mnie skromny nos) nie, właściwie myślałem, że to może być odrobina mirry, dająca ten tandetny, skoncentrowany efekt. Górne nuty przechodzące w skórzastą bazę przypominają mi nieco te wschodnioeuropejskie, świąteczne ciasteczka, które przypominają pierniczki, ale są miękkie, lepkie do gryzienia i często zawierają więcej przypraw, takich jak goździki itp. Myślę, że jest teraz sporo rzemieślniczych marek robiących takie rzeczy, ale bez głębi i polerowania Mony, to jest naprawdę warstwowe i ma subtelność, o ile był to wielki wstrząs dla branży w 2010 roku. Nie jestem, NIE jestem zadowolony z noszenia go, ale zawsze myślałem, że to mój ulubiony z marki i może faktycznie nie jest? Nadal nie jestem pewien? Tylko dlatego, że nie jestem nim tak zachwycony jak kiedyś, nadal jest świetny, wart sprawdzenia, wart pokochania. Nie słuchaj mnie.