Najtrudniejsze perfumy, z jakimi się do tej pory zetknąłem, to Cuir. Zakochanie się w nim zajęło mi prawie dwa lata i co najmniej dwa tuziny prób. Ale jak już się uda, to jest to jedna z najpiękniejszych brutalnych skór. Cuir ma kilka nut i wiele zwrotów akcji. To, w skrócie, najbardziej zwierzęca dymna skóra we współczesnej formie*. Jeśli kiedykolwiek wąchałeś Gauloises, to jest to otwarcie; obrzydliwy dla wielu zapach dymu papierosowego dominuje przez pierwsze pół godziny. Jest to zasłona dymna, która nie pozwala ci widzieć, musisz przejść obok niej, aby przejść przez rozwój nut serca. Tam uderza kastoreum i skóra w starym stylu. To nie jest przeciętna torba z miękkiej skóry czy gładkiego zamszu. To zużyta skóra, pozostawiona na słońcu do utwardzenia, nasączona przyprawami i tłuszczem zwierzęcym. Chinolen izobutylowy na maksa. To jest to, co spodobałoby się Germaine Cellier, gdyby była w pobliżu dzisiaj, w tym zdezynfekowanym środowisku, w którym IFRA ogranicza wszystko. To jest to, co nosiłaby Marlene, być może w połączeniu z mocnym kwiatem. Jakkolwiek nieprzyjemnie by to nie brzmiało, Cuir jest prawdziwą interpretacją skóry badassa. Mógłby nazywać się Bandit i nie byłoby w tym nic złego. Jeśli i kiedy miniesz początkową zasłonę dymną, reszta ścieżki jest pełna zwierzęcości, skóry i trochę opoponaxu, aby przeciąć brutalizm. Po pierwszych kilku godzinach pojawia się ukryta słodycz, która zmiękcza zapach i czyni go znacznie bardziej zachęcającym. Trwałość na tym etapie jest liniowa, aż do wyschnięcia po dobrych 10 godzinach, wciąż całkiem dobrze się prezentując. Mona miała wiele talentów, niestety wiele osób spóźniło się na imprezę. Prawdziwy oszałamiacz! *Po przetestowaniu starych i nowych flakonów o pojemności 75 ml, Cuir został nieco stonowany. Chociaż perfumy pachną identycznie, wszystkie, a nie tylko Cuir, brakuje śmiałości oryginalnego wydania. Wciąż niesamowite, ale tak jak w przypadku Mony, czegoś brakuje. Recenzja oparta na oryginalnym składzie/butelce.

Pamiętam, jak nosiłem go lata temu i byłem pod wielkim wrażeniem, podobnie jak reszta dorobku tej marki/perfumiarzy, Cuir to triumf odważnego perfumiarstwa i prawdziwie pionierski projekt nowoczesnej "niszy", cokolwiek to już znaczy. Dziś noszę go ponownie i nadal jest dobry (może nawet świetny) i zdecydowanie nie chcę brzmieć jak jedna z tych vintage, królowych rozmiarów, mówiąc: "Nowe formuły są cieniem ich dawnego ja!!!" lub którykolwiek z tych bzdur! (co oczywiście czasami jest prawdą) Myślę, że jest o wiele bardziej prawdopodobne, że moje postrzeganie tego zapachu zmieniło się, nawet w krótkim okresie czasu, w którym miałem tę nowoczesną próbkę. Jest to energiczny otwieracz, który zdecydowanie pachnie unikalną rzemieślniczą kombinacją absyntu i łagodnych wierzchołków kopru włoskiego, ale potem atramentowo czarny, prawie smolisty, dymny, skórzany korpus. To prawdziwy powrót do rosyjskich akordów skórzanych smoły brzozowej, zwierzęcych i drzewnych, ale z zaokrąglającym efektem leczniczym żywicy. Mówi tutaj opoponax i (tylko z perspektywy czasu po spojrzeniu) jestem jak o tak, to zdecydowanie opoponax! Wiedziałem o tym! (taki ze mnie skromny nos) nie, właściwie myślałem, że to może być odrobina mirry, dająca ten tandetny, skoncentrowany efekt. Górne nuty przechodzące w skórzastą bazę przypominają mi nieco te wschodnioeuropejskie, świąteczne ciasteczka, które przypominają pierniczki, ale są miękkie, lepkie do gryzienia i często zawierają więcej przypraw, takich jak goździki itp. Myślę, że jest teraz sporo rzemieślniczych marek robiących takie rzeczy, ale bez głębi i polerowania Mony, to jest naprawdę warstwowe i ma subtelność, o ile był to wielki wstrząs dla branży w 2010 roku. Nie jestem, NIE jestem zadowolony z noszenia go, ale zawsze myślałem, że to mój ulubiony z marki i może faktycznie nie jest? Nadal nie jestem pewien? Tylko dlatego, że nie jestem nim tak zachwycony jak kiedyś, nadal jest świetny, wart sprawdzenia, wart pokochania. Nie słuchaj mnie.