fragrances
recenzji
21 recenzji
I<3Perfume może i ma rację, ale nie ma jej w tej recenzji. Wspomnieli, że ludzie na Dalekim Wschodzie nie używają perfum z przyprawami, nutami drzewnymi i bursztynowymi, preferując owocowe kwiaty, co w zasadzie dowodzi, że tak naprawdę nie wąchali tego zapachu, ponieważ to jest dokładnie to. To lekka, delikatnie owocowa róża z niewielką nutą zieleni i bardzo słabym kadzidłem i czystym białym piżmem, jeśli naprawdę spróbujesz sobie to wyobrazić przy głębokim wdechu. Niezwykle subtelny, bez przypraw i drewna w zasięgu wzroku. W rzeczywistości bardzo przypomina mi Rose Kabuki marki Dior, jedną z nowszych wersji Maison Dior, które były skierowane na rynek chiński. Przypomina również coś, co Jean Claude Elena mógł wydać dla Hermesa, a konkretnie wślizgnąłby się do kolekcji Jardin. To piękny różany zapach, ale bardzo lekki i muszę przyznać, że trochę rozczarowujący, zabiłbym za więcej kadzidła i drewna, trochę więcej głębi i zainteresowania. Zamiast tego otrzymujemy piękną, ale bardzo czystą różę z subtelną owocową nutą, która wydaje się nieco prosta. Jeśli mamy tu do czynienia z medytacją, to zastanawiam się, gdzie do cholery jest kadzidło.
Otwarcie tych perfum i powiedziałbym, że pierwsze 15 minut jest najlepsze. Po bezpośrednim rozpyleniu pojawiają się wszystkie owoce, jasne, musujące i musujące, ale szybko ustępują miejsca wspaniałym 15 minutom lekko wędzonej brzozy i tonki z ziołowo-mszystym tłem. Czuje się dość zimno, poważnie i niemal gotycko, ale nigdy nie zbacza zbyt daleko na to terytorium dzięki owocom, które utrzymują go wystarczająco lekkim. Później staje się nieco mydlany i pudrowy, co jest w porządku, ale wolę go, zanim zacznie się mydlić. Całość podkreśla piżmo, z którego słynie Bortnikoff, jest tłuste, zwierzęce i moczowe. Muszę przyznać, że o ile nie przepadam za używaniem prawdziwego piżma jelenia w perfumach, to w połączeniu z mchem, tonką i brzozą w bazie pachnie naprawdę dobrze. Czy dałoby się to zrobić z syntetykami? Prawdopodobnie tak. Ogólnie nic przełomowego, ale klasyczna kompozycja wykonana wyjątkowo dobrze.
To jest po prostu arcydzieło. Tak, na pewno jest bardzo stodoła, kiedy ją spryskasz, ale jest fantastyczna i nawet jeśli nie lubisz stodoły, zamienia się w cudowny, ciemny zapach róży i kwiatów ułożony na ciemnym drewnie, całość spalona i tląca się miękkim dymem. Wspaniały. Nic więcej do powiedzenia.
Anamaliczny? Fekalny? Przy kominku? Co? Nie.... Te recenzje są tak złe, że aż żenujące. To nie jest zwierzęcy, ani kałowy zapach i z pewnością nie pachnie absolutnie jak By the Fireplace. Otwiera się suchym jak kość kadzidłem, nieco pikantnym, nieco mrocznym, a następnie szybko staje się miękką nutą zamszu / skóry, która utrzymuje się przez serce i wysycha, podczas gdy kadzidło zajmuje tylne siedzenie. Oud w tym zapachu jest bardziej miękki niż miękki, moim zdaniem to ledwo zapach oudu. Wcale nie jest wymagający ani trudny, dym jest subtelną sugestią obok ulotnego akordu kadzidła, a skóra jest tak czysta, jak to tylko możliwe. Jest to jednak piękny zapach, bardzo grzeczna, łatwa do polubienia skóra, która będzie się wyróżniać spośród zwykłego nocnego badziewia ze względu na brak słodyczy, co stawia ją o klasę wyżej. Nic przełomowego, to w zasadzie ta sama zamszowo-skórzana nuta, która jest w wielu zapachach LV, ale ten pojedynczy akord jest na pierwszym planie, podczas gdy subtelne kadzidło i ciemne drewno unoszą się przelotnie w tle. Podoba mi się, ale na razie wystarczy mi dekant, a szkoda, bo uwielbiam ten flakon.
Ogromnie zawyżona cena. Pierwsze 5 minut to wspaniała, bogata czekolada i pomarańcza, znajomy zapach, ale dość niezwykły w perfumerii. Potem jednak zostaje zdominowany przez czyste białe piżmo, a czekolada, która była tak dobra w otwarciu, znika o wiele za szybko, pozostawiając syntetyczną, kandyzowaną pomarańczę i białe piżmo, z charakterystyczną wanilią Xerjoff w bazie. Nie wyczuwam w nim żadnego oudu, jest bardzo lekki, bardzo czysty skórzany zapach, który leży głęboko zakopany, że przypuszczam, że może to być oud, ale nie ma prawie żadnej obecności i sprawia, że zapach przypomina wnętrze nowego, stosunkowo fantazyjnego samochodu. Nie jest to wcale zły zapach, w rzeczywistości jest doskonale przyjemny i około 90% na drodze do bycia genialnym, ale nie mogę pomóc, ale czuję się zawiedziony zarówno obietnicą czegoś znacznie głębszego i bogatszego po spektakularnym otwarciu, które spada zdecydowanie zbyt płasko, zdecydowanie zbyt szybko. Gdyby utrzymał głęboką, gęstą i bogatą czekoladę z otwarcia, byłby oszałamiający, ale bez niego walczy o opuszczenie królestwa "wystarczająco dobrego", a za cenę wywoławczą to cóż... niewystarczająco dobre.
To jest w porządku. Ludzie, którzy uważają, że to pachnie jak Floraiku I am Coming Home są po prostu w błędzie. Nie chodzi mi o to, że "perfumy są subiektywne", ale o to, że są w żenującym błędzie. Nie ma bardziej odmiennych zapachów. I am Coming Home to minimalistyczny, herbaciany zapach z pikantnym, świeżym imbirem w górnej części. To jest o wiele bardziej skomplikowane, o wiele słodsze, nuta herbaty nie jest minimalistycznym, fotorealistycznym podejściem, ale raczej abstrakcyjną koncepcją owiniętą w kulę słodkich żywic i bursztynu, których nie ma w zapachu Floraiku. Nie kupuj go na podstawie tego podobieństwa, będziesz rozczarowany. W każdym razie, teraz ten punkt jest zrobiony, Winter Palace. Tak, jest w porządku. Moim zdaniem zawyżona cena. Otwiera się dobrze i przez chwilę jest bardzo wyjątkowy. Pojawiają się nuty gorzkiej pomarańczy i herbaty wraz z mętnymi żywicami i to wszystko jest całkiem przyjemne, sprytna mieszanka słodkiego i pikantnego. Po około godzinie spada do poziomu skóry z bardzo słabą projekcją, choć z drugiej strony czuje się dość klasycznie. W tym momencie jest to w zasadzie mieszanka przyjemnego, zakurzonego, lekko pudrowego piżma, nieco irytującej gumy balonowej i miękkiego bursztynu. Jak powiedziałem, jest w porządku. Brzmi to lekceważąco, ale tak nie jest, po prostu nie jest to zły zapach, ale też nic specjalnego. Dla mnie nie spełnia oczekiwań, ale jest doskonale użyteczny i byłby bardzo eleganckim zapachem do noszenia na co dzień, na przykład na nudny dzień w pracy lub może na pierwszą randkę, gdzie nie chcesz być ryzykowny, ale ostatecznie jest po prostu trochę nudny i mało inspirujący. Szczerze mówiąc, nie jestem też pewien, czym to chce być. Jest zbyt płytki jak na prawdziwy zapach niszowy, ale prawdopodobnie zbyt "dziwny" dla kogoś, kto kupuje tylko markowe perfumy. Zamiast tego po prostu dryfuje gdzieś pośrodku, walcując w sferze niejasności. Unisex, przechylający się w stronę kobiecości. Słaby zapach, ale trwałość na poziomie 6+ godzin. Ładny flakon, który jest prawdopodobnie najlepszą częścią całości.
Jest to Lalique Encre Noire z nieco lepiej zdefiniowanym drewnem, ostrzejszą wetywerią i bardziej interesującym piżmem i jałowcem dodanym w fazie wytrawnej. Brzmi to jak wiele różnic i jest to wystarczające, aby w pewnym stopniu je odróżnić, ale są cholernie blisko siebie. Jeden z nich z pewnością sprawiłby, że drugi stałby się zbędny w kolekcji. Osobiście wolałbym Rouge Bunny Rouge ze względu na jałowiec w bazie, który nadaje mu bardziej dynamiczny i interesujący drydown. Tak się składa, że ten zapach został stworzony przez tego samego perfumiarza, co Encre Noire i wszystkie jego flankery, więc jest dość oczywiste, że jest to powtórka tej samej formuły. Nie ma w tym nic złego, ponieważ oryginał był świetnym zapachem, a to tylko trochę go udoskonala. Wybierz oryginał, jeśli chcesz surowej, mrocznej głębi, a ten, jeśli chcesz bardziej wyrafinowanego, bardziej fantazyjnego młodszego brata.
Dla mnie pachnie jak niewiarygodnie droga wersja Valentino Uomo. Nie jest dokładnie podobny, ale zdecydowanie czuje się w tym samym parku z cytrynowym otwarciem, które przechodzi w gładki, maślany, przypominający ciasto zapach. Dużą różnicą między nimi jest dla mnie oczywisty ogromny skok jakościowy z MB, po prostu pachnie tak głęboko, bogato i szczerze mówiąc, jak pieniądze. Otwarcie MB jest naprawdę na najwyższym poziomie, to piękny cytrynowy, pieprzny klimat z odrobiną słodyczy, która ma nadejść i jest naprawdę wyjątkowa. Po otwarciu pojawia się orris, gęsty i luksusowy, nadając całości bardzo gładkie, aksamitne uczucie. To bardzo klasyczny akcent, ale jednocześnie MB pozostaje całkowicie nowoczesny. Sądzę, że ten zapach spodoba się tłumom, a jedyną moją wątpliwością jest to, że jest naprawdę bardzo ciężki. To kolejna z głównych różnic między nim a Uomo; podczas gdy Uomo jest lekkim i dość bliskim zapachem, który jest łatwy w noszeniu, MB jest ciężki i gęsty i moim zdaniem trzeba uważać, aby nie przesadzić z rozpylaniem lub noszeniem w zamkniętym otoczeniu, może szybko stać się mdły i uciążliwy. Ogólnie powiedziałbym, że piramida jest dość wierna temu, co otrzymujesz, z wyjątkiem paczuli, w ogóle nie zauważyłem paczuli, nawet w późnym suszeniu, więc musi być tam miękka. mówiąc o suszeniu, trwa wiecznie. Na mnie spryskałem go dziś rano o 10 rano, jest teraz 3:30 i zaraz wskoczę pod prysznic i nadal czuję go tak mocno, jak w porze lunchu. Absolutny potwór. Klasyczny i bardzo piękny z ciężką nowoczesną krawędzią, to piękny zapach. Butelka i kolor soku są równie fantastyczne. MB to naprawdę świetny zapach, odpowiedni na chłodniejsze miesiące, być może trzeba go ubrać, aby oddać mu sprawiedliwość. Nie jestem pewien, czy to miłość dla mnie, czysto oparta na tym, że wydaje się trochę efektowna, ale to tylko osobiste preferencje i obiektywnie rzecz biorąc, myślę, że to bardzo piękny zapach. Wart swojej ceny w porównaniu do Uomo? Osobiście nie, wolę Uomo, ponieważ jest lżejszy i łatwiejszy w noszeniu, ale nie ma wątpliwości, że jest to znacznie lepszy zapach, jeśli chodzi o czystą jakość. Bardzo miły wysiłek ze strony Penhaligon's i szczerze mówiąc trudno mu coś zarzucić.
To prawdopodobnie najpiękniejszy drzewny zapach, jaki posiadam i jaki kiedykolwiek czułem. Sugi, jak wszystko, co minimalistyczne, jest naprawdę trudne do opisania. Otwarcie to ostra, kanciasta cytrynowo-cyprysowa nuta, która wybija się dość wyraźnie i nadaje ton wytrawności. Jest też odrobina pikanterii pochodząca od pieprzu, ale nie jest ona mocna i nie utrzymuje się zbyt długo, zanim nie zostanie zepchnięta na dalszy plan. W górnej części dominuje kremowy irys, który sprawia wrażenie nieco starego skoola i miękkiego cedru, podczas gdy cytrynowy cyprys po prostu spoczywa w tle. Sosna jest obecna przez cały czas, nadając całości piękny iglasty klimat, ale wetyweria jest bardzo minimalna. Uwielbiam wetywerię, ale tutaj nie ma nic złego w tym, że w ogóle nie dominuje, ponieważ mam wrażenie, że gdyby była silniejsza, mogłaby być zbyt ciężka dla tego zapachu. W dużej mierze wynika to z lekkości zapachu 03, jest prosty, tradycyjny, ale nowoczesny i niezwykle eteryczny. I to by było na tyle. Jest niezwykle przejrzysty i minimalistyczny, co może wydawać się nudne, ale wcale takie nie jest. To czysta klasa w miksowaniu. Muszę przyznać, że niewiele jest już zapachów, które poruszają mnie tak, jak ten. Absolutnie piękny. Starając się być obiektywnym, jest to dalekie od "trybu bestii", więc jeśli tego szukasz, będziesz rozczarowany. To bardzo lekki zapach. Mimo że całkiem dobrze projektuje, nie jest w żaden sposób gęsty ani odważny. Nie utrzymuje się też zbyt długo, góra trzy, cztery godziny. Bardzo bezpieczny do noszenia w biurze i prawdopodobnie jeden z najlepszych dostępnych zapachów do pracy. Nadawałby się również na wieczór, choć myślę, że najlepiej sprawdza się w ciągu dnia. Jest drogi jak na swoją słabą trwałość, ale i tak go uwielbiam.
Jeśli lubisz wetywerię, to moim zdaniem jest to jeden z najlepszych zapachów. Przy pierwszym spryskaniu dostajemy dość mocną wetywerię, która musuje na skórze. Zwalnia i przez chwilę towarzyszy jej oleiste, delikatnie gumowate drewno gwajakowe. Jeśli mam być szczery, to zwykle mam problemy z drewnem gwajakowym w zapachach, ale tutaj jest w porządku. Nie jestem pewien, czy byłbym z niego zadowolony, gdyby się utrzymywało, ale po około 30 minutach znika na tylnym siedzeniu kompozycji, zastąpione prawdopodobnie najpiękniejszym drzewem sandałowym, jakie kiedykolwiek czułem. Jest suchy, ciepły i świeży, bardziej jak sklep z drewnem niż kadzidło. Towarzyszy temu również pojawienie się bogatej, ciemnej czekolady. Czekolada jest dla mnie bardziej abstrakcyjna niż się spodziewałem. Mam wrażenie, że przez cały czas noszenia jest to raczej sugestia czekolady niż oczywista czekolada gourmand. Wyczuwalne są delikatne nuty kwiatowe i odrobina pudrowego irysa, które pojawiają się na krótko, ale w większości nie zajmują miejsca na scenie i znikają po kilku godzinach. W tym momencie zapach jest dla mnie mniej więcej liniowy, bez większych zmian, cała czekolada, drewno i wetyweria, z odrobiną balsamicznej, bursztynowej słodyczy, aby był interesujący. Ale ten opis jest o wiele, wiele za prosty. Ten zapach ma niesamowitą dwoistość, pozostając jednocześnie całkowicie noszalnym. Jest jednocześnie wytrawny i wyrafinowany oraz słodki i figlarny. Cudownie przelatuje między tymi dwoma obliczami i to nie w typowy sposób "unisex", ponieważ zapach jako całość przyjmuje określoną płeć, dosłownie waha się między męskim a kobiecym w zależności od tego, które nuty złapią cię w powietrzu. To naprawdę coś wyjątkowego. Jest to zapach wyłącznie do czarnego krawata, ale może być totalnie rock and rollowy, nieustannie się zmieniający, gdy czujesz, że masz go na miarę. Kiedy czuję się jak w black tie, prawie czuję się źle, nosząc go w parze dżinsów, a kiedy się odwraca i czuje się bardziej zrelaksowany, po prostu zabija, czując się jak czysta casualowa klasa. Połączenie tych dwóch twarzy jest tutaj naprawdę czymś wyjątkowym i wynosi go ponad przeciętny zapach wetywerii. Myślę, że sposób w jaki się nosi, jest odpowiedni na każdą okazję, choć nadal wydaje mi się nieco zbyt elegancki do noszenia na co dzień. To zapach bardziej na eleganckie okazje, czy to do pracy, czy do zabawy. Absolutnie zabiłby na randce, ale nie wiem, czy założyłbym go na pierwszą randkę, ponieważ ma dość wyjątkowy charakter, to naprawdę zależałoby od sytuacji. Jeśli chodzi o płeć, subtelny mech dębowy, drewno i wetyweria sprawiają, że jest to męski zapach, ale jak mówię, jest równie kobiecy dzięki miękkiej, bogatej czekoladzie i nutom balsamicznym. Myślę, że może być unisex i myślę też, że byłby bardzo seksowny na kobiecie, ale chciałbyś być dość pewny swojego stylu. Tak długo, jak jesteś właścicielem zapachu i nie pozwalasz mu dominować, myślę, że to zadziała. Szczerze mówiąc, myślę, że dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Wydajność jest NIESAMOWITA. Dwa psiknięcia wystarczą, zapewnią przyzwoitą trwałość i nie będą przytłaczające, co szczerze mówiąc, myślę, że można łatwo zrobić. Spryskałem to o 10 rano przed pójściem do pracy i wyszedłem prosto po zakończeniu, wróciłem do domu o 3 nad ranem, rozbiłem się na łóżku i obudziłem się następnego ranka o 8 rano i wciąż czułem zapach, jakbym właśnie go spryskał. Nawet po tym, jak wyszedłem spod prysznica po przebudzeniu, wciąż czułem zapach. Psychiczne. Mógłbym wymieniać dalej, ale tego nie zrobię. Niewiarygodny zapach.