fragrances
recenzji
Zapach dnia
37 recenzji
Słony morski wiatr i pada deszcz, lub właśnie padał. Subtelne ziemiste, ziołowe, aromatyczne akcenty gliny i trawy. Może być noc lub po prostu szary dzień. Czuje się zarówno naturalnie, jak i przejrzyście. Jak większość zapachów Aesop, nosi się lekko: blisko skóry i dość efemerycznie. Trochę zbyt uproszczony, aby był wart swojej ceny, ale wciąż uroczy. Nieco podobny do Ink od Perfumer H, ale bardziej przewiewny i bardziej nadmorski.
Te perfumy mają tylko trzy nuty - atrament, kawę i wetiwer - i mają przywoływać zapach mężczyzny czytającego gazetę w kawiarni. Zawsze szukam nut atramentu, a ta jest jedną z moich ulubionych, jakie wąchałem: naprawdę pachnie jak gazeta. Niemal czuję papier gazetowy na palcach, atramentowe litery ścierające się na dłoniach, podczas gdy moja głowa wypełnia się szeryfowymi literami niczym kubistyczny kolaż. Podobnie jak wiele nut atramentowych (Encre Noir czy Lampblack Fzotica), ta jest wyizolowana z wetiweru i to niesamowite, jak można uzyskać wyraźną czerń drukarni wraz z dżentelmeńską drzewnością wetiweru jako w pełni odrębne zapachy, połączone karmelizowanym aromatem palonych ziaren kawy, słodkim i gorzkim jednocześnie. Zapach jest zwiewny i przejrzysty, jakby docierał do nozdrzy za sprawą pary z ekspresu do kawy, i tworzy bardzo specyficzną atmosferę. Wyobrażam sobie bar kawowy w czarno-białym włoskim filmie neorealistycznym (lub scenę na dworcu kolejowym we Włoszech Calvino 𝘐𝘧 𝘰𝘯 𝘢 𝘸𝘪𝘯𝘵𝘦𝘳'𝘴 𝘯𝘪𝘨𝘩𝘵 𝘢 𝘵𝘳𝘢𝘷𝘦𝘭𝘦𝘳), z deszczem na zewnątrz, zaparowanymi oknami i szybami, wszyscy wyglądają dystyngowanie w szarych garniturach i kapeluszach, płaszczach przeciwdeszczowych i parasolach. Klimat jest tajemniczy i lekko melancholijny, poważny i książkowy. Absolutnie uwielbiam ten zapach, ale projekcja jest niezwykle subtelna, co może wynikać tylko z tego, że nakładam go z fiolki, ale naprawdę muszę przycisnąć nos do skóry, aby w ogóle go poczuć. Nie jest to problem z trwałością: Mogę nałożyć go rano i nadal czuć go osiem godzin później, ale nigdy nie wychodzi poza zapach skóry. Jest również bardzo liniowy, pachnie dokładnie tak samo przez cały czas trwania. Naprawdę chciałbym zobaczyć, jak zachowuje się po rozpyleniu, ponieważ go uwielbiam, ale trudno byłoby uzasadnić butelkę, jeśli zawsze będzie tak słaba.
Po prostu jeden z najsmaczniejszych męskich zapachów, jakie kiedykolwiek wąchałem. Wspaniale gładki, słodki dym kadzidła przeplatany ostrymi, ale doskonale zharmonizowanymi przyprawami na tle skórzanych i drzewnych nut. Pachnie bardzo podobnie do CDG 2 Man, ale tylko żywicznym, bursztynowym suchym akordem (najlepsza część, moim zdaniem), a nie pudrowymi-aldehydowymi nutami otwarcia.
Kiedy początkowo go próbowałem (z fiolki z aplikatorem), uznałem Scorpio Rising za jeszcze bardziej aksamitny i wyrafinowany niż 2 Man. Byłem zaskoczony, ponieważ można by się spodziewać, że perfum nawiązujący do infamowego homoerotycznego okultystycznego filmu motocyklowego Kennetha Angera będzie pachniał trochę bardziej niebezpiecznie, prawda?
Potem dostałem większą próbkę w sprayu i różnica jest zauważalna! Z atomizera otrzymujesz znacznie bardziej intensywne, aromatyczne nuty głowy (nie tylko te ciepłe-przyprawowe), które mają lekko skunkowy i bagienny charakter. Konopie nie są wymienioną nutą, ale dymno-skórzane-ziołowe aspekty łączą się, aby nadać odrobinę zapachu wody z bonga lub potu — co szczerze mówiąc sprawia, że jestem trochę mniej zakochany w tym zapachu, ale zdecydowanie przywołuje więcej okultystycznego klimatu lat 70., którego się spodziewałem. Nadal jednak jest to niezwykle seksowny zapach — drogi, ale przepiękny.
Dla mnie są to perfumy "śniadaniowe". Mają przywodzić na myśl japońską świątynię, ale dla mnie ich drzewno-kadzidlane nuty kojarzą się z naprawdę przyjemnym kremem do golenia - męskim, ale nie agresywnym. W połączeniu z nutą kawy, zapach daje wrażenie, że jesteś facetem, który ma piękny apartament w Kioto (może twój wieżowiec ma widok na świątynię), gustownie umeblowany w duńskie modernistyczne meble z drewna tekowego. Twój system stereo to hi-fi. Masz subskrypcję Monocle. Budzisz się w słoneczny dzień w świetnym nastroju, ponieważ twoje kreatywne projekty idą zgodnie z planem. Nie możesz doczekać się pracy.
Dla mnie są to perfumy "śniadaniowe". Mają przywodzić na myśl japońską świątynię, ale dla mnie ich drzewno-kadzidlane nuty kojarzą się z naprawdę przyjemnym kremem do golenia - męskim, ale nie agresywnym. W połączeniu z nutą kawy, zapach daje wrażenie, że jesteś facetem, który ma piękny apartament w Kioto (może twój wieżowiec ma widok na świątynię), gustownie umeblowany w duńskie modernistyczne meble z drewna tekowego. Twój system stereo to hi-fi; parzysz kawę w Moccamasterze; masz subskrypcję Monocle. Budzisz się w słoneczny dzień w świetnym nastroju, ponieważ Twoje kreatywne projekty idą zgodnie z planem. Nie możesz doczekać się pracy.
Początkowo byłem rozczarowany 2 Man, ponieważ tak bardzo różni się od CDG 2, który uwielbiam - czułem, że etykietowanie go jako flankera jest mylące, ponieważ jest to prawie zupełnie inny zapach. Uznałem go również za mniej odważny i oryginalny, a jego męski aromat był nieco zbyt zbliżony do bardziej komercyjnych męskich zapachów. Po spędzeniu z nim więcej czasu muszę jednak przyznać, że zyskał moją sympatię. Zacząłem doceniać to, że dzieli część tego samego DNA, które uwielbiam w CDG 2: głównie grę aldehydów, przypraw i kadzidła, choć odejmuje złożone cybernetyczne kwiaty 2 na rzecz subtelnego irysa i rezygnuje z akordu herbaty. Chociaż w oficjalnym opisie nie ma słowa "atrament", tak jak w przypadku 2, uważam, że nadal daje nutę tego "stronicowego" zapachu, który tak bardzo lubię w siostrzanym zapachu. Ponadto, gdy pogoda ochłodziła się jesienią i zimą, naprawdę zacząłem doceniać jego skórzaste, lekko dymne, przyprawowo-bursztynowe wysuszenie, które jest satysfakcjonująco ciepłe i żywiczne - urocza odmiana od charakterystycznej czystej kadzidlanej bazy tak wielu perfum CDG. Uważam, że jest to wyrafinowany, nieco książkowy męski zapach, który nie jest ani zbyt głośny, ani zbyt konserwatywny. Moim jedynym zarzutem jest to, że aldehydowe nuty głowy są zarówno świeże, jak i pudrowe w sposób, który brzmi trochę za bardzo jak dezodorant (co początkowo mnie zniechęciło) - wolę, jak pachnie po godzinie lub dwóch, ale trwałość nie jest w rzeczywistości ogromna, więc faza suszenia nie trwa tak długo. W końcu odkryłem też Scorpio Rising od Eris, który sprawia wrażenie, jakby wziął fazę schnięcia 2 Man i uczynił ją słodszą, bogatszą i mocniejszą - jest trzykrotnie droższy, ale (niestety!) Myślę, że może być tego wart.
Attaquer le Soleil skrada się do ciebie. Jest w nim coś niepokojącego: enigmatyczna, gotycka atmosfera, która jest zarówno groźna, jak i kusząca, i sprawia, że wracam po więcej. Widziałem, jak ktoś inny opisał go jako "liminalny", co wydaje się trafne: wyobraź sobie niepokojący sen, w którym masz zamiar odkryć coś tajemniczego i niebezpiecznego. Mroczne, iglasto-drzewne otwarcie przenosi mnie do arystokratycznego alpejskiego domku otoczonego czarnymi drzewami. Budzę się sam w nocy. Przywołany jakimś niejasnym przeczuciem przyjemności, wyruszam na eksplorację zimnego, oświetlonego świecami korytarza, którego ściany wyłożone są polerowanym hebanem, aż natrafiam na przyciemniony gabinet - gabinet osobliwości wypełniony oprawionymi w skórę książkami, dziwnymi owadami zamkniętymi w bursztynie i egzotycznymi urządzeniami o nieznanym przeznaczeniu. Na biurku leży masywny antyczny tom ze złoconymi brzegami, nieprzeznaczony dla moich oczu. Czy to obsceniczna pornografia, okultystyczna księga zaklęć, czy dziennik potwornych zbrodni? Mój nos wypełnia odurzający zapach żywicznego kadzidła, gdy narasta strach, podcięty słabą, pudrową goryczką (kamfora?). Czy słyszę kroki w korytarzu? Próbuję przyjrzeć się bliżej zakazanej księdze, rzucając okiem na ilustracje powykręcanych ciał, ale ktoś (lub coś) się zbliża. Odwracam się... i budzę. (Wszystko to jest być może bardziej uwodzicielskie niż się wydaje.) Co ciekawe, jedyną nutą wymienioną w tym zapachu jest labdanum - podobno było to wyzwanie, które postawił sobie perfumiarz Quentin Bisch, aby stworzyć coś skupiającego się wyłącznie na nucie/materiale, którego nie lubi. Nie mam szczegółowego pojęcia, jak powinno pachnieć labdanum, poza tym, że jest to słodka, piżmowa żywica często używana w kadzidle - kojarzy mi się z charakterystyczną dla CDG bazą czystego kadzidła (używaną w CDG Original, Blackpepper i wielu innych), którą czasami uważam za mydlaną lub pudrową. Jestem pewien, że w Attaquer le Soleil dzieje się wiele rzeczy innych niż czysta żywica cystusowa, ale naprawdę podoba mi się to, jak wydaje się wyciągać tak wiele różnych aspektów materiału: jest trochę dymny i drzewny, trochę czysty i pudrowy, trochę piżmowy i zwierzęcy (pachnie bardzo ucieleśniony, jak skóra), bardzo żywiczny w słodki, otaczający sposób, ale jednocześnie zimny i lekko gorzki. To właśnie ta interakcja sprawia, że ciągle się nim obwąchuję! Niektórzy pisali, że jest zbyt noszalny jak na perfumy Sadean, ale ja uważam, że jest w nim coś nieco perwersyjnego, choć wcale nie wkracza w zapachy, które są jawnie odpychające. To naprawdę doskonały zapach na zimę, szczególnie dla miłośników drzewnych, skórzastych zapachów kadzidlanych lub każdego, kto chce kadzidła innego niż kościelne (jest zdecydowanie nieświęte). Nawiasem mówiąc, po raz pierwszy spróbowałem tego zapachu tuż przed wypróbowaniem Świętej Góry Apoteker Tepe i mają one wiele podobieństw: oba są iglasto-drzewne przy pierwszym powąchaniu, po czym przechodzą w kadzidlano-bursztynowy finisz. Ten drugi początkowo zrobił większe wrażenie - jest bardziej efektowny, z ogromnym dymnym otwarciem i wspaniałym złotym wysuszeniem - ale Attaquer le Soleil naprawdę na mnie wyrósł. Jest subtelnie mroczny i dziwny w bardzo uzależniający (ale nie przytłaczający) sposób, który sprawił, że stał się jednym z moich najczęściej noszonych zapachów na zimną pogodę, szybko stając się ogólnym ulubieńcem. Umiarkowana projekcja i dobra trwałość.