recenzji
1.9k recenzji
Flankery zapachowe albo idą w kierunku... 1) Zwiększmy oryginalne pomysły do 'eleventy stupid' (cytując Marka Kermode'a) i nazwijmy to 'Intense' lub 'Extreme', jednocześnie wyciskając serce i duszę z zapachu lub skutecznie i niewytłumaczalnie osłabiając go! albo... 2) Dajmy mu świeższe, bardziej wodne nuty głowy lub wciśnijmy nowoczesny trend z innych popularnych wydania (wszystkie z nich są również produkowane przez naszą firmę macierzystą), rozcieńczając to, co sprawiło, że oryginał był dobry. To jest to drugie. Świeże otwarcie i wszystko bardzo miłe, jakby ktoś dodał trochę ogólnego badziewia do tego, co było interesującym, ale ostatecznie wadliwym oryginałem. Trochę mi się podoba, że wciąż można poczuć oryginalne DNA, ale zrezygnuję z tego wysiłku.
Wczoraj siedziałem w tatuażowym sklepie mojego przyjaciela, słuchając kilku dobrze ubranych młodych chłopaków dyskutujących o zapachach, a konkretnie o tym, ile Creeda posiadają. Postanowiłem nie wtrącać się ze swoją opinią, tym bardziej, że rozmowa zeszła na ten zapach i zdałem sobie sprawę, że go nie próbowałem. Viking był czymś, na co czekałem z niecierpliwością i może ta presja doprowadziła do rozczarowania... więc natychmiast postanowiłem to sprawdzić. Co Viking oferuje, to bardzo dziwne i złożone otwarcie, które niestety reszta zapachu nie spełnia. Nuty głowy dla mnie pachniały jak mieszanka mango, słodkich jagód, lukrecji, mięty, paczuli i szafranu... DOKŁADNIE! szalona kombinacja. Miał jakość Versace Man (wycofana fioletowa butelka) lub Oud, a nawet trochę PHII, ale główny akord tego perfumu szybko się ujawnił, pokazując swoje kły i naprawdę, o co chodzi w tym zapachu. To jest... Aventus. Rodzaj owocowego koktajlu składającego się z czegoś w rodzaju pina colady, ale z egzotycznym mango lub czymś podobnym, odświeżająca czystość lodowego lizaka wielu Creedów, jak Millisime Imperial czy Erolfa itd... ale z podłożem i niepokojącą ciężkością w formie czegoś lekko dymnego i drzewnego, nadając męski charakter temu, co jest w przeciwnym razie owocowym/muskowym perfumem. Myślę, że to przez nutę, którą uwielbiam... różowy pieprz. Zwykle jest to dość ulotna nuta głowy, ale bardzo interesujące było zobaczyć kompozycję, która tak mocno ją wykorzystuje i może to jest przyczyną całego tego zamieszania na początku? To trochę jak pustynia, która wykorzystuje aromatyczną słodką intensywność różowego pieprzu, aby podkreślić i przebić się przez owoce. Problem, który mam, polega na tym, że mimo wszystkich wad Aventusa lub tego, że gust ludzi po prostu nie jest do niego dostosowany, Aventus ma coś naturalnego, surowego i pierwotnego w tej kombinacji ananasa i smoły brzozowej. Viking wydaje się bardziej chemiczny i znacznie bardziej nowoczesny w obliczu ostatnich popularnych wydaniach w dokładnie ten sam sposób, w jaki zrobiła to damska wersja Aventusa. To więc Aventus 2.0, a Creed może żądać, ile chce, ponieważ ludzie nieuchronnie kupią te rzeczy z tego powodu. Wydajność była dobra, ale miałem przeczucie, że będzie atomowa, ale tak nie było. To jest chaotyczna recenzja, ale niech to nie będzie źle zrozumiane... Nie nienawidziłem Vikinga i na pewno będę go nosił ponownie, aby jeszcze bardziej rozwinąć swoje opinie, ponieważ jest dość interesujący i nie jest to prosta sprawa. Przy okazji jeden z chłopaków w sklepie stwierdził, że mimo posiadania Millisime Imperial i Aventusa uważa, że 185 funtów za 50 ml to zdecydowanie za drogo za ten zapach i skłaniam się do zgody.
Jeśli jesteś miłośnikiem białych kwiatów (czym nie jestem), to może być alternatywa, którą warto rozważyć. Dla mnie najgłośniej krzyczącym białym kwiatem w tym zapachu była pomarańczowa kwiat, tuż za nią neroli, a może trochę jaśminu, ponieważ z całej gamy dość lubię jaśmin, który zarówno osłodził, jak i nadał elegancji całemu zapachowi. Petitgrain i bergamotka to idealne nuty głowy, które dobrze utrzymują się na bazie, ale nie jest to kombinacja, której nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Rozszerzająca się gama zapachów Eight and Bob jest całkiem dobra, ale żaden z nich jak dotąd nie zwrócił mojej uwagi. Ten nie jest wyjątkiem i chociaż białe kwiaty/cytrusy to prawie idealna uniwersalna uniseksowa 'rzecz', którą można sobie wyobrazić... wciąż uważam, że jest bardziej kobieca. Mówiąc to, moja dziewczyna nienawidziła tego zapachu.
Muszę powiedzieć, że byłem całkowicie zachwycony tym perfumem, a próbowanie go kilka razy prowadzi mnie do tej samej konkluzji... Black Phantom jest świetny. Nie posunąłbym się do stwierdzenia, że to triumf czy coś zbyt przesadzonego, ale to, co mi się podoba, to fakt, że BP łączy dobre koncepcje w tym, co mogłoby być kolejnym ogromnie przereklamowanym niewypałem, jak wiele innych od Kiliana. Rzecz w tym, że kiedy trafia... to trafia, a kreatywność w tym zapachu jest podobna do tych, które lubię, jak Straight to Heaven, Apple Brandy, Back to Black (nie lubię, ale doceniam oryginalność), Incense Oud itd... Otwarcie jest natychmiastowo gourmand, wspaniale kakowe, ciepłe, słodkie, ale także gorzkie, jest dobrze zbalansowane. Potem pojawia się drzewny klimat wetiwerowy, dymny, przywołujący kolor szary i teksturę przypominającą węgiel. Krawędź alkoholu, która jest znakiem rozpoznawczym By Kilian, zdecydowanie tam jest i następnie pojawia się przed przejściem do słodkiego, kawowego karmelu i tonki, trochę jak Tia Maria czy Kahlua. Brudna wanilia w fazie dry down jest miękka, ale w uczciwości trwała bardzo dobrze na mojej skórze. Dobrze, więc nie wiem, ile kosztuje ten perfum, ale kupowałem już wcześniej Kiliana i nie są tanie. Głównie z powodu opakowania, a ten ma eleganckie pudełko, więc myślę, że sporo. Daję mu kredyt zaufania w kwestii nazwy i postrzeganego 'Ciemności', która moim zdaniem pochodzi bardziej z dymnego drewna i elementu rumu niż z czekolady. Przypuszczam, że czekolada też może być ciemna, więc czemu nie? Co mi się podoba w Black Phantom, to że mógłby tak łatwo być kolejnym nudnym gourmandem, skaczącym na hype Feve Delicieuse, ale to, co ten i Dior mają wspólnego, to że (lub przynajmniej ja) można poczuć jakość. Dosłownie można poczuć pieniądze. Tak bardzo, jak kocham Mugler AMen Tonka i widzę podobieństwa, to jest to liga wyżej pod względem jakości i za te pieniądze tak powinno być. Nie mówię tutaj o mocy czy trwałości, ani o snobizmie, tylko o tym Je ne sais quoi. Ten perfum ma również wyraźne fazy, otwarcie, serce i dry down, i myślę, że dobrze przechodzi przez każdą z nich. Podobało mi się, ale nie planuję go dodać do mojej garderoby.
Ten zapach bardzo mnie zaskoczył. Nie mam nic przeciwko innym zapachom z tej serii, ale nigdy nie uznałem ich za na tyle interesujące, aby je kupić po dość dokładnym przetestowaniu. Można by pomyśleć (jak ja), że na początku Extreme Night to tylko kolejna bardzo prymitywna próba skopiowania formatu Dior Homme. Otwarcie to duży, pudrowy, skórzany wybuch korzenia irysa (uwielbiam, gdy widzę nuty po powiedzeniu korzeń irysa, a nie irys, i jest to wymienione w nutach!). Jednak, choć jest to piękne i znajome, ten akord jest krótkotrwały, znikając niemal tak szybko, jak się pojawił. Następnie Extreme Night faktycznie mutuje w coś nieoczekiwanego i myślę, że to była najlepsza rzecz, jaką ten zapach mógł zrobić, aby zapewnić, że nie zostanie zapomniany... przynajmniej przeze mnie. Nie zrozumcie mnie źle, to wciąż nie jest Dior Homme, ale pozostały niski szum, który czuję po ośmiu godzinach, jest bardzo blisko skóry i bardzo kuszący. Ten zapach przechodzi przez szereg zmian, nieustannie się zmieniając. Otrzymujesz miękkość i zmysłowość z wanilii i tonki, nie będąc przy tym przesadnym, co czyni nazwę tego zapachu bardzo odpowiednią. Potem pojawia się kwiatowa nuta, unosząca ten zapach, ale nigdy nie czyniąca go zbyt kobiecym, chociaż podejrzewam, że wiele kobiet by go polubiło i nosiło. Następnie jest podkład drzewny, który ładnie go ugruntowuje. Nie jestem pewien, ile z tego było zamierzone. Mam mieszane uczucia co do tego, czy to złożona, ale stonowana interpretacja seksownego nocnego zapachu, czy też zbiór pomieszanych pomysłów i letniego konceptu... w każdym razie końcowy produkt jest taki sam. Wydajność nie jest świetna pod względem trwałości, ale dużym problemem jest to, że Extreme Night nie ma projekcji, ani nigdy nie będzie zapachem o dużym wpływie, wybierając raczej ciche siedzenie na skórze, gdzie tylko najbliżsi goście będą mogli cię poczuć. Po kilku godzinach jest prawie niewyczuwalny i mimo że całkiem mi się podoba, nie mogłem uzasadnić wydania dużej kwoty, ale jeśli byłby bardzo tani w promocji, mógłbym spróbować. Prawdopodobnie jednak nie.
Cóż, niektórzy mogą nawet powiedzieć, że ten Ice flanker jest ulepszeniem oryginalnych szerokich tematów i amorf nature, która podoba się tłumom. Ice z pewnością ma chłodne otwarcie z wyraźnym, gorzkim cytrusowym akcentem i może odrobiną mięty. Nie jest miętowy, ale sprawia takie wrażenie, a potem pojawia się nowoczesny akord piżma/cyprysu oraz cieplejsze, pudrowe tony w bazie, ale serce zapachu to bergamotka, pieprz i nawet lekko imbirowa przyprawa. Moim ulubionym elementem jest jednak głęboka część dry down, która natychmiast przypomina mi bardzo dobry letni zapach Dior Homme Cologne. Właściwie bardziej przypomina DHC niż oryginalnego Jimmy Choo Man. Tak więc Ice to nie jest zły wybór i nie mogę go krytykować, ale nigdy nie wzbudzi we mnie aż takiego entuzjazmu. Wydajność i sillage były całkiem dobre, prawdopodobnie wzmocnione ambroksanem, który zdecydowanie wciąż czuję po 7 godzinach.
Nie jestem wielkim fanem Azzaro Chrome, miałem jednego z flankersów i ogólnie są to dobre perfumy w stosunku do ceny, na poziomie podstawowym w kategorii akwatyków. Jednak nie jestem pewien tych porównań, zwłaszcza do Brit Rhythm i mojej ukochanej Eau de Lacoste Blanc. Mogę jakoś dostrzec, że może są w tym samym stylu, ale Chrome Pure jest lepsze od Brit i nie ma porównania z Blanc. Chrome Pure otwiera się całkiem ładnie, z przyjemnymi cytrusowymi nutami i pewną lekkością, przypominającą liczi/melon, co jest bardzo miłe, orzeźwiające i w ogóle. Potem jest lekko kwiatowe, w nutach wymieniony jest kwiat pomarańczy i zgadzam się z tym, chociaż nie jest to charakterystycznie wyraźne, ma białą kwiatową naturę. Jest w tym letnia świeżość, a ja testuję to zimą, więc od razu nie jest to odpowiednie. Dry down to akwatyk/wood/musk, przyjemne, ale nie powalające, a wydajność była w porządku do cichej. Jestem dla niego wyjątkowo sprawiedliwy, ponieważ sądzę, że wkrótce trafi do koszyków z okazjami, a jeśli ktoś je lubi, może być to miła letnia okazja dla kogoś.
Nieco się poddałem Mont Blanc, a zwłaszcza tym flankersom, ale pomyślałem, że spróbuję tego, ponieważ dwa pozostałe mnie nie zachwyciły. Muszę powiedzieć, że ten zapach wcale nie jest zły. Owocowe otwarcie jest nieco chaotyczne i przypomina mi wszystkie te podróbki 1 miliona, które pojawiły się po jego sukcesie, wrzucając masę słodkich nut do ciepłej bazy z ambry i wanilii, aby zobaczyć, co się przyczepi. Emblem Absolu jest w tym sensie znacznie bardziej podobny do Boss Bottled, ponieważ po ustabilizowaniu się jest bardziej skoncentrowany, dostarczając nutę gruszki i rzeczywiście kardamonu. Dla mnie baza jest bardziej słodka i ambrowa niż wetiwer, ale zdecydowanie są tam jakieś drewna, ponieważ nie jest przesadnie słodka, ale zdecydowanie orientalna. Uważam, że wydajność jest w porządku i ten zapach wprawił mnie w dobry nastrój. Nie mam nic przeciwko tej nucie gruszki, ale jakoś zniechęca mnie do zapachów, nadając im wrodzoną taniość... może to tylko ja. Mimo to nosiłbym go, ponieważ przypomina mi kilka dobrych zapachów.
To jest dla mnie naprawdę interesujące, ponieważ bez żadnych uprzedzeń ten zapach wyraźnie przekazuje dwa najpopularniej głosowane nuty, w obfitości. (Mandarynka i imbir) Odświeżający w pewnym sensie, dostarczający czegoś z pewną klarownością, a nie bałaganem, którym tendencjonują być ostatnie wydania. Mówiąc to... czy L'Homme jest oryginalny, czy jest pochodny i ogólny? Dobrze, więc jest ogólny. Przypomniał mi bardzo nieznacznie Davidoff Horizon oraz ten zapach Vavartos, który wygląda jak koszyk z wikliny, ale bardziej przypominał YSL L'Homme (nie mniej z powodu nazwy), tylko w jakiś sposób mniej inspirujący. Otwiera się świeżymi cytrusami, a nawet wyczułem rabarbar wymieniony w opisie nut, to przyjemna rzecz, która szybko przechodzi w znacznie bardziej pomarańczowy zapach. Jest głównie krystalicznie czysty, ale myślę, że odrobina brudu nie zaszkodziłaby i mogłaby wynieść ten zapach na wyższe wyżyny. Jest tam trochę piżma i wspomniany imbir, gdy zapach się rozwija, ale to wszystko. Zbyt wiele mówienia o tym zapachu to nadawanie mu zbyt dużego kredytu i być może chwytanie się złożoności, której po prostu nie ma. Nie jest zły, ale też nie jest dobry. Powinienem w tym momencie wspomnieć, że ogólnie zapachy Lacoste są słabe. Dziwne więc, że jednym z rzadkich hitów i prawdopodobnie moim ulubionym zapachem od projektanta wszech czasów byłby Eau de Lascoste Blanc, który jest zapachem o niebiańskim aromacie i lekcją w umiarze. Tak więc, wyłączając ten, w porównaniu do reszty ich abominacyjnego repertuaru, ten zapach jest dla mnie w porządku. Trwałość jest średnia do słabej. To wszystko, ludzie.
Jeśli chcemy używać słowa 'jakość' do opisania siły, sillage i wydajności, to ten zapach jest przeciętnym lub poniżej średniej perfumem, przypominającym coś od mniej znanych projektantów... Myślę o Dunhill lub Mont Blanc. Jednak to, czego tym domom brakuje w finezji lub konsekwencji w realizacji zasadniczo dobrego konceptu, nadrabiają odrobiną oryginalności i czymś, co niemal się wyróżnia, i tym właśnie jest ten zapach. Nie mówię, że to najbardziej oryginalny czy przełomowy zapach, bo z pewnością taki nie jest, ale robi wystarczająco dużo, aby mnie zadowolić, a to mówi mi, że nie podąża za ostatnimi schematami. Otwarcie jest świetne, od razu przyciąga mnie nutą bergamotki i przyprawionego kardamonu, ale od razu jest atrakcyjne. Dry down jest ciepły i stosunkowo męski, może z nutami drewna i odrobiną wanilii. Nuty w tym zapachu nie są zbyt wyraźne, ale są wystarczająco dobrze skonstruowane, aby nie być tym przeciętnym badziewiem, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Lubię CR7. Prawdopodobnie wspomniałem o swoim uprzedzeniu jako fan Manchesteru United, recenzując Legacy, ale to też był dobry zapach. Kochaj go lub nienawidź, tak jak Beckhama, jego zapachy są przyjemne dla tłumów i mogłyby być znacznie gorsze. Kciuki w górę!