recenzji
1.9k recenzji
W końcu otrzymałem go pocztą po pewnym czasie zaintrygowania i tak, na pierwszy rzut oka przypomina NdN, ale to nie jest cała historia. Noir de Noir Toma Forda był zapachem, który nigdy nie był dla mnie wielką sprawą i na początku naprawdę nie mogłem zrozumieć, o co chodzi... To były po prostu bardzo ładne perfumy na bazie róży. Jednak po kilku noszeniach na przestrzeni lat i mini, do którego od czasu do czasu sięgnęłam, zrozumiałam, że to całkiem wyjątkowy zapach, niezbyt różany, ale przyjemny, a nawet podnoszący na duchu. Tak więc perspektywa tańszej alternatywy stała się bardzo atrakcyjna i Club de Nuit Intense pachnie bardzo podobnie. Zasadnicza różnica polega na tym, że po ustabilizowaniu się paczula jest bardziej widoczna, szybciej. Niektórzy mogą twierdzić, że to niewielka różnica, ale spróbuj ich obok siebie, a zauważysz, co mam na myśli. Poza tym otwarcie jest prawie identyczne, powiedziałbym, że NdN wydaje się nieco bardziej zacięty i ogólnie słodszy, ale to naprawdę cięcie włosów. Również element czekolady z odrobiną kakao jest obecny w obu, ale jak wspomniałem, CdNI wydaje się być nieco bardziej ziemisty. Oba przywołują na myśl turecką rozkosz i aksamitny, fioletowy strój wieczorowy. Naprawdę cieszę się, że go mam, bo choć mam zapachy różane, to nie mam nic podobnego. Nigdy nie uważałem NdN za wielkiego wykonawcę i wydaje się, że ten siedzi nisko dokładnie w ten sam sposób, z czego jestem zadowolony, ponieważ nie ma nic gorszego niż bycie zadławionym przez własne różane perfumy. Genialny zakup w ciemno dzięki niezawodnym ludziom w społeczności zapachowej, którzy od jakiegoś czasu chwalą ten zapach.
Kiedy czytałem nuty tego zapachu, zastanawiałem się, jakie będzie arabskie podejście do owocowego zapachu? Pod pewnymi względami jest to prawie to, czego się spodziewałem, ale cieszę się również, że nie ma tu śladu róży, oudu ani zwykłych rzeczy, które pomimo tego, że nie są wymienione na liście, mogą mieć duże znaczenie. Otwarcie to turbodoładowana eksplozja owoców, głównie śliwki, ciemnych jagód i czarnej porzeczki, ale także egzotycznego zapachu, być może pochodzącego z ylang ylang i jaśminu. Layali to optymistyczny i podnoszący na duchu zapach, który natychmiast przypomniał mi moje dzieciństwo, a konkretnie centrum rekreacyjne, w którym uprawiałem sztuki walki. Nie był to jednak pot, gumowe maty i chlor, ale może jakieś słodycze, które miałem w foyer lub maszyny slush puppy i stołówka... Właściwie to nie wiem? ale zawsze fascynujące jest, gdy zapach może przenieść cię z powrotem do czasów, które zakopałeś głęboko w swojej podświadomości. W każdym razie... rzeczą, która sprawia, że ten zapach jest węchowy nosedive, który bierze, gdy się uspokaja, bardzo sprytny i całkowicie potrzebny, aby zrównoważyć mocną naturę orientalnych kwiatów i mocnych nut owocowych. Elementem, o którym mówię, jest kminek lub nuta przyprawy curry, która po prostu wysuwa głowę, głęboko w kompozycji i szczerze mówiąc, bez niego ten zapach byłby ładny, ale nie ma się czym ekscytować. To ten sam sposób, w jaki fekalia lub nuty zwierzęce dodają perfumom tylko trochę cienia do całej tej jasności. Na początku bardzo mocny, ale ostatecznie nie okazał się zbyt mocny, a parametry użytkowe były dobre. Layali przypomina mi nieco Enchanted Forest i Byredo Pulp ze względu na nuty czarnej porzeczki i śliwki. Bardzo dobra rzecz i świetny flakon, interesujący zakup w ciemno, którego na szczęście nie żałuję, ponieważ dla mnie nie są to perfumy traktujące siebie zbyt poważnie. Layali to świetna zabawa.
Tak wiele recenzji do zrobienia, tak mało czasu. To tragiczne, że dopiero teraz zebrałem się do napisania tego, co myślę o tym zapachu. Nie wiem, czy po prostu przeżywam renesans wody kolońskiej, ale naprawdę jestem zakochany w tego rodzaju zapachach w tej chwili, a nawet nie ma na to pogody. Może na tym polega piękno tego rodzaju klasycznych perfum... są uniwersalne i ponadczasowe. W każdym razie mój szacunek dla Guerlain nie może być wyższy i to naprawdę jest klejnot, pomimo oczywistych porównań z milionem innych podobnych zapachów. Otwarcie jest jak chłodna bryza soczystych, jasnych cytrusów i werbeny cytrynowej, która często nadaje postępowaniu odrobinę musu i chociaż w szerokim ujęciu nie są to perfumy długotrwałe, cytrusy utrzymują się przez cały czas. Może to wynikać z tego, że Cologne Imperiale doskonale przechodzi w białe kwiaty, ale są one bardzo lekkie i delikatne. W fazie wytrawnej wyczuwalna jest kremowa nuta przypominająca drzewną wanilię, ale tak subtelna, że ledwo wyczuwalna. Jest genialny! Naprawdę mi się podoba. Tego typu perfumy bywają dość nudne, ale te mają w sobie coś z klasy i solidnego dziedzictwa. Testowałem je przez lata i wydaje się, że najnowsza formuła nic nie straciła. Nie spodziewałem się przyzwoitych parametrów i jako taki byłem mile zaskoczony, gdy trwałość była w porządku, słabo leżąca, ale całkowicie akceptowalna.
Jestem rozczarowany sobą, że nie zamieściłem recenzji tego zapachu, kiedy się ukazał, ponieważ naprawdę mi się wtedy podobał i nic się nie zmieniło. Cytrusowe otwarcie jest urocze, a wraz z edycją pozytywnej i znakomitej nuty trawy cytrynowej jest nieco ziołowe i zingujące. Następnie staje się czymś, co wyobrażamy sobie jako stare produkty do golenia, kiedy prawdopodobnie były znacznie ostrzejsze i pełne, jak wspomnieli inni recenzenci. Dostaję klasyczną mieszankę kolońską, ale także męską, ziołową Fougere, nie mam wątpliwości, że lawenda odgrywa pewną rolę, ale nie jest dla mnie wyraźna. Wydaje mi się, że jest tam wetiwerowa, ziemista, czysta nuta, czasami powodująca, że Bayolea skłania się w kierunku czegoś w rodzaju trawy cytrynowej Terred'Hermes. Może to być również spowodowane nutą mandarynki, szczególnie w otwarciu. Drydown jest piękny, czysty, klarowny, zwięzły... (może inne słowo na "C" nie przychodzi mi teraz do głowy?) i absolutnie satysfakcjonujący. Nie sądzę, by był to zapach przełomowy, ale Bayolea dostaje ode mnie kciuka w górę, bo trwałość była zadowalająca przez ponad 6 godzin, więc któregoś dnia może po prostu kupię flakon.
Kiedy widzę słowo Bourbon, automatycznie myślę o whiskey, a nie o wanilii, co jest dziwne, ponieważ wyraźnie jestem fanem zapachów, ale najwyraźniej bardziej interesuje mnie whiskey, więc tak to wygląda. Cóż, kto by pomyślał, że w tej ocenie będę tak niepokojąco trafny, otwarcie jest alkoholowe i to w złym sensie, podstawowy alkohol w tym zapachu wydaje się długo się rozpraszać, co może się zdarzyć z niektórymi (nawet najlepszymi) waniliami, ponieważ są tak subtelne i potrzebują czasu na rozwój. Następnie mamy inny typ, który jest po prostu źle wykonany i niestety takim zapachem jest E&J Nirvana Bourbon, łagodny, drzewny zapach z nutą dębu, znów subtelnie przekazany i z niejasnym akcentem alkoholowym, co jest całkiem miłe, a potem ledwie mignięcie głównej nuty wanilii. To szkoda, ponieważ czuję, że w tym zapachu jest podstawa dobrego perfumu, ale jest tak żałośnie łagodny, że przypomina anosmiczną, pojedynczą cząsteczkę drzewną, która, szczerze mówiąc... ledwie się rejestruje. Podoba mi się jednak butelka i branding... wyglądają całkiem fajnie.
Naprawdę chciałem pokochać ten zapach, byłem niezwykle podekscytowany perspektywą kolejnej AdP Colonia, a zapach oparty na drewnie ebanu brzmiał wspaniale, niestety Ebano nie spełnia oczekiwań. Zaczyna się bardzo dobrze, otwarcie jest naprawdę znakomite, nuta czerwonego pieprzu uderza od razu, zarówno świeża, jak i pikantna, a następnie niezaprzeczalna nuta ebanu jest jedną z najlepszych, jakie wąchałem, dzięki temu, że jest prawdziwym punktem centralnym, ale z akcentami wetiweru i innych czystszych drzew. Całkowicie męski, w ciemniejszej tonacji z zakurzonym, suchym odczuciem i nutą ziemi patchouli. Rzeczą, która psuje ten perfum, jest sucha faza, szybko przechodzi w kremowe drewno i jest po prostu trochę płaska. Ebano to coś, co mogłoby być naprawdę dobre i nawet przez chwilę zbliża się do wielkości, ale już wcześniej spotkałem się z takim drewnianym zapachem. Faza sucha jest do przyjęcia, ale bardzo nudna i przypomina coś standardowego z kręgu projektantów, czuję się trochę źle, dając mu tak surową ocenę, ponieważ jest w porządku, ale mogłoby być znacznie lepsze. Nie martwię się zbytnio o wydajność, ale jest to niski szum, jak można się spodziewać po zapachu z ebanu/drewna z małym sillage, ale wciąż nietypowe dla tej linii, ponieważ zazwyczaj są one mocne. Podsumowując, uwielbiałem otwarcie i myślałem, że mogłem trafić na święty graal starej szkoły, pieprzowej męskości, ale ta ekscytacja była zbyt krótkotrwała. Poleciłbym każdemu, aby spróbował, ale Ebano nie spełniło moich wysokich oczekiwań.
Próbowałem tego w Birmingham kilka lat temu i przez całą drogę do domu (utknięty w korku przez godziny!) byłem całkowicie zaintrygowany i odurzony. (Nie mam na myśli, że byłem pijany) To był jeden z tych zapachów, które niemal natychmiast przypomniały mi coś konkretnego. Mówię „niemal”, ponieważ otwarcie jest tak silne, chaotyczne, wirujące z nut, że naprawdę trudno jest rozpoznać, co się dzieje. Kiedy już się ustabilizuje, to w zasadzie jest to wspaniała Czarna Orchidea od Toma Forda. Znowu... mówię „wspaniała”, ale oddałem swoją butelkę Czarnej Orchidei przyjaciółce, ponieważ myślałem, że bardziej ją doceni niż ja. To jest główny problem, chociaż ciemna, egzotyczna i z gourmandowymi akcentami, które można by uznać za uosobienie uniseksu, wciąż uważam ją za zbyt kobiecą. Z powodu rażącego porównania, obawiam się, że tak jest w przypadku Oud 24. Ma słodkie, ale lekko dymne otwarcie oudowe, a potem czekolada, kakao, kadzidło paczuli i egzotyczne kwiaty wylewają się z tego, co jest WIELKIM zapachem. Nie uważam, że to dokładna kopia BO, powiem tak, myślę, że mógłbym je odróżnić od otwarcia w każdym przypadku. Ma bardziej bliskowschodni klimat, jest bardziej drzewny i surowy, stając się jeszcze bardziej złożony. Tak, wiem, że Czarna Orchidea to sama w sobie niezwykle złożony zapach, stwierdzenie, które nie powinno być możliwe, ale Oud 24 Hours jakoś to osiąga. Wciąż uważam, że aspekt kwiatowy jest dla mnie zbyt intensywny i drażnił mnie w ten sam sposób, co Czarna Orchidea. Czy to tania i opłacalna alternatywa? Powiedziałbym, że tak, wydajność była bardzo dobra, ale pamiętam, że tak samo było w przypadku TF. Jeśli lubisz BO, warto wiedzieć, że te rzeczy są dostępne.
Zawsze jestem sprawiedliwy wobec zapachów Beckhama, ale ten nie jest świetny. Nie dość, że stylistycznie jest przestarzały (co nie zawsze jest złe), to jeszcze zmęczone i syntetyczne otwarcie Respect nie ekscytuje. Potem osiada na naprawdę smutnym, melonowym/ tanim akwatykowym zapachu, lekko nawiązującym do wielu innych zapachów, ale nie przewyższającym żadnego z nich. Przykro mi, Dave... nie jestem fanem tego zapachu.
Bardzo podobała mi się oryginalna wersja, a nawet zdążyłem powąchać CR7 (wydanie, które ukazało się po tym) zanim wąchałem to, i muszę powiedzieć, że jestem trochę rozczarowany. Private edition jest trochę jak wyobrażam sobie zapach samego mężczyzny - bezczelny, przesadzony i mdląco słodki. Nie mam nic przeciwko słodkim zapachom, a myśl o nutach klonowych naprawdę mnie ekscytuje, ale obawiam się, że ten zapach mi nie odpowiada. Otwarcie to odurzająca chmura, rodzaj brudnej waniliowej mazi, która przypomniała mi o szale na tonkę sprzed kilku lat. Jest w nim bursztynowe ciepło, ale pachnie bardzo tanio i nie mam pojęcia, jakie inne nuty tam są, ponieważ szczerze mówiąc, to trochę bałagan. Jedna rzecz, którą mogę o nim powiedzieć, to że Private edition jest zgodny z linią i ma pewną unikalną jakość (może to ta klonowa? Muszę go jeszcze raz założyć), co będzie uderzające dla niektórych i to mi się podobało w oryginale. Jednak nie jest unikalny w dobrym sensie, to bardziej 'kto może stworzyć najobrzydliwszą, gourmandową chemiczną bombę na rynku?' i to nie jest ani wielkie, ani mądre. Przykro mi Cristiano, nie nienawidzę tego i spróbuję ponownie, ale moje przeczucie mówi, że to thumbs down i nie sądzę, że to się zmieni.
Zwykle opisy marketingowe mnie irytują, ale "wyrafinowany" i "łatwy do noszenia" to niezwykle trafne określenia w przypadku Essence Aromatique. Noszę go od czasu do czasu i próbowałem go kilka razy, a wciąż dochodzę do tego samego wniosku... to bardzo przyzwoity zapach. Lubię oryginał, wersję Intense, a dopiero niedawno próbowałem perfum i nie czuję się na siłach, by się na ten temat wypowiadać, ale ogólnie cieszę się z wszystkich, więc nie było zaskoczeniem, że ten również jest dobry. Zaskoczyła mnie jednak pozornie inna atmosfera tego zapachu w porównaniu do oryginału i kolejnych flankersów, to naprawdę zupełnie inny zapach. Nowoczesne i czyste, cytrusowe i niemal fougère otwarcie, które ustępuje miejsca bardziej ziemistemu, przyprawowemu sercu z mchem i drewnem, kończąc na głębokim, ale łagodnym łożu paczuli i cedru. Cieszę się, że Bottega Veneta nie stworzyła słabego akwatyk, czego się obawiałem, patrząc na nazwę i opakowanie. Teraz podobno to koncentracja EDC i chociaż nie jest mocny, myślę, że biorąc to pod uwagę, Essence Aromatique utrzymał się w porządku. To dobrze wykonany zapach i naprawdę miło widzieć, że wciąż dba się o tradycję przy tworzeniu nowych wydania. Chociaż to nie jest coś przełomowego, spełnia moje oczekiwania, ogólna oryginalność? Tak. Świetne otwarcie? Tak. Przyjemne doświadczenie noszenia? Tak. Miły drydown? Tak. Nie jest jednowymiarowy? Tak... a czy wydajność jest akceptowalna? Tak. Mimo że nigdy go nie posiadałem, miałem około 25 (nie przesadzam) próbek Pour Homme i nosiłem go sporo, ponieważ uważam go za bardzo oryginalny, a ten też nie jest zły. Może powinienem zdobyć kilka Bottega Veneta, bo je lubię.