recenzji
1.9k recenzji
Nosiłem to dwa razy i szczerze mówiąc, nie zrobiło na mnie ogromnego wrażenia. Podoba mi się, a ciekawe jest zobaczyć te 'Intensywne' wersje wydane w linii Tom Ford Private Blend. Nigdy naprawdę nie rozumiałem masy pochwał, jakie spadły na oryginalny Oud Wood, jest w porządku, ale dziwnie zdystansowany i medyczny, jak na taką ogólną pochwałę, pomyślałbym. Chyba znów się mylę. Ta intensywna wersja nie jest wzmocnioną wersją oryginału i cieszę się, że tak jest, ponieważ stwierdzenie, że nie jest nawet w najmniejszym stopniu podobna, nie jest do końca prawdą, ponieważ odrobina akordu wychyla się, gdy się ustabilizuje. To prawdopodobnie z powodu podobnego składnika oud. Oud Wood Intense jest jednak znacznie bardziej gumowaty i autentyczny, mieszany drzewny zapach, z otwarciem na cyprys i nuty zwierzęce. To nastrojowy zapach, ale nigdy ciemny, bardziej przytulny i przechodzący w rodzaj zapachu skóry, może z nutami tytoniu? Czy to będzie tak popularne jak oryginał... wątpię i podejrzewam, że niektórzy mogą nawet w ogóle go nie polubić, ale nie ma wątpliwości, że mamy tutaj kolejną wysokiej jakości edycję w linii Tom Ford. Wspomniałem, że nosiłem to dwa razy i na pewno założę to ponownie, może wtedy się w tym zakocham, kto wie. Warto to powąchać, na pewno.
Muszę coś poważnie przeoczyć, bo mi się to nie podobało. Nie, przepraszam... Bardzo trudno mi jest czegoś nie lubić, mogłem to tolerować, a nawet cieszyć się niektórymi jego aspektami, ale w całości Baraonda mi nie odpowiada. Otwarcie dla mnie pachnie jak malina/truskawka, tłusto słodkie i kobiece z dżemowym akordem róży. Właściwie nie przeczytałem nut przedtem i czasami nuty alkoholowe mogą być trudne do zdefiniowania, ale niewątpliwie pojawia się słodowy, alkoholowy akord pozytywnej whisky, który zaczyna się ujawniać. To prowadzi do bardziej masywnej i Nasomatto bazy z piżmowym małżem i nowoczesnym bursztynem. Jest w porządku, rozumiem, dlaczego fani nieco nietypowych zapachów mogliby to polubić. Pochodzi z bardziej niezależnego miejsca perfum i naprawdę stara się wprowadzać innowacje, przypominając Slumberhouse lub 4160 Tuesdays, coś w tym stylu. Porównuję Baraondę do sytuacji, gdy uczestnicy Masterchefa upierają się, że dziwne połączenia smakowe, takie jak halibut z kompotem truskawkowym, pasują do siebie, mimo że eksperci wcześniej ich ostrzegają, że "...absolutnie nie pasują!", ale oni i tak się upierają, a ich danie kończy się katastrofą. Właściwie to może być zły przykład, bo przynajmniej tutaj widać pewną równowagę, a cierpka słodycz otwarcia jest równoważona przez mocną whisky... Po prostu mi się to nie podoba. Dam temu jeszcze jedną szansę, aby mnie przekonało, ale zawsze jestem zaintrygowany, gdy ktoś kocha coś, czego nie rozumiem. Ogólnie rzecz biorąc, istnieje pewien stopień konsensusu wśród miłośników zapachów i stosunkowo łatwo zadowolonych, takich jak ja, ale czuję się na zewnątrz, patrząc do środka w tym przypadku.
Przed zakupem w ciemno sprawdziłem nuty i być może spodziewałem się czegoś w stylu Boss Bottled, pewnie dlatego, że wśród nut widziałem jabłko i wanilię. W pewnym sensie tak jest. Nigdy nie próbowałem Dunhill Desire Red, ale jeśli ten jest podobny, to niewiele tracę. Nie nienawidzę go, w rzeczywistości bardzo głęboki drydown jest niesamowity, ale o tym za chwilę. Otwarcie jest mocno cierpkie, słodkie z cytrusami, ale ogólnie czuć zmysłowe ciepło drzewnej wanilii. Mój problem polega na tym, że pachnie trochę tanio i jest to coś, czego nie nie lubię, ale też za czym nie szaleję. Jest w nim głębia, ale jest zagmatwana i przyjemna dla tłumu z tego samego powodu, dla którego nie przepadam za 1 Million czy Erosem. Uważam, że w Jaguar Classic Gold jest zapach kadzidła/żywicy/ambry, który naprawdę ujawnia się w fazie wytrawnej. Stał się podobny do CdG Florential, trochę jagodowy, żywiczny zapach, który jest całkiem uroczy. Wszystko to czaiło się pod nieco szorstkim, tandetnym zapachem... Zdecydowanie będę go nosił. Wydajność też była całkiem niezła.
Moja recenzja jest bardziej bezpośrednią oceną niż poetycką odą do Slow Explosions... ale zasługuje na to. Recenzja poniżej mojej trafia w sedno, otwarcie to piekielna nuta szafranu i nie ma w tym nic wolnego, według mojego nosa. Jest szorstka, surowa i gumowa, kłuje w nos, ale nadaje piękny, ziemisty, drogi i unikalny zapach, który tylko szafran potrafi stworzyć. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo kocham szafran? To nie jest naprawdę to, co opisałbym jako 'miły' zapach, jest złożony i trudny do zaakceptowania, ale narkotycznie czarujący i uzależniający. Co jest sprytne w Slow Explosions, to że jest trochę chłodne i przezroczyste, ale z gorącym, orientalnym akcentem. Potem, gdy się ustabilizuje, kwaśna nuta cydru/jabłka wychyla się i zaczynamy dostrzegać delikatną, unoszącą się różę, która przypomina nutę róży z Dior Ambre Nuit. Środkowa część staje się potpourri, nie w złym sensie, ale przenosi mnie do sklepu, do którego chodziłem jako dziecko, suche płatki róż i sandałowiec. Następnie następuje gładkie lądowanie w drydownie, kaszmirowe i miękkie skórzane nuty, wciąż z nutą szafranu. Wydajność jest w porządku, ale nic fenomenalnego, wciąż mogę go poczuć po 6 godzinach, ale bardzo słabo. Więc... Świetna kompozycja, miła podróż i interesujący zapach, ale po tym wszystkim... wciąż nie sądzę, żebym go nosił. Josh Meyer nigdy nie przestaje budzić zainteresowania. Aktualizacja: 14/02/23 Spójrz, to fenomenalne dzieło, nosząc go ponownie w zeszłym tygodniu, zdałem sobie sprawę, jak wspaniałe to jest. Odwaga szafranu i miodu współpracujących ze sobą, aby stworzyć całkowicie unikalne i niemal odpychająco artystyczne otwarcie tego perfumu, wydaje się surowe, w pewnym sensie nieoszlifowane. Potem się rozwija i zaokrągla, ale nigdy nie traci swojego głównego motywu ekscytacji. To tak wysoka koncepcja, czysta idea przekazana z taką klarownością dla mnie, to chiński nowy rok, to dzieło Cai Guo-Qiang, to fajerwerki, eksplozje, ale nie są wolne, przynajmniej nie na początku. Uwielbiam ten perfum i muszę go mieć w swojej kolekcji.
To jest miękki, efeminowany zapach przypominający kremowy pączek, ale nie mogę być bardziej podekscytowany. To nie jest odważny, krzykliwy kameleon, jakiego zazwyczaj oczekujemy od nieznanych niszowych zapachów, a mimo że jest delikatny, pełen jest interesujących aspektów. Natychmiast przypomniał mi bardziej skomplikowaną wersję Donna Karan Fuel for Men i z tego powodu nie rozumiem, dlaczego sandałowiec jest tak nisko w głosowaniu na nuty, ale tak to już jest. Otwarcie jest słodkie i potężne, ale ulotne, z mieszanką owoców i kwiatu pomarańczy, a następnie ustępuje miejsca wyraźnemu i gryzącym labdanum, które stanowi środkową część tego, czym Wild ostatecznie się staje, a jest to pudrowy, drzewny zapach. To głównie mleczny sandałowiec i czysta, mydlana przyprawa kardamonu, ale z nutami artemizji i egzotycznej żywicy. Dry down to to, co nazwałbym 'białą skórą', jest miękki i prawie przypomina makijaż, co prawdopodobnie nadaje mu tak kobiecy charakter. Jak wspomniałem, myślę, że ma ten zapach kredek i uosobienia 'pudrowych nut', przypominając mi nie tylko Fuel, ale także kilka innych, jak Aedes de Venustas Iris Nazarena i Atelier Cologne Santal Carmin. Myślę, że z nutami skórzanymi i cięższymi ten perfum jest podniesiony do jednego z najlepszych w tym stylu, które próbowałem. Bardzo mi się podobał ten zapach.
Uwielbiałem Tonnare i byłem równie zainteresowany tym, co jeszcze BeauFort ma do zaoferowania, a ten zapach mnie nie zawiódł. Otwarcie jest absolutnie niebiańskie, rozwijając temat w stylu Nasomatto, po prostu czyniąc go nieco bardziej dojrzałym i przywołując czas i miejsce, które minęły. Powiedziałbym, że jest dymny, ale nie w zwykły i oczywisty sposób, a żywiczny w niemal gourmandowym sensie, ale pikantny... jeśli to ma sens? Rum dodaje swojej alkoholowej nuty, proch strzelniczy działa aż do etapu dry down, nadając niesamowitą jakość i odświeżając całość z nutami ziemi, metalu i zieleni. Następnie tytoń znajduje się w sercu Iron Duke. Nuty, które są wyraźnie przedstawione w dość genialnej kompozycji, która przechodzi w prawdziwą i luksusową skórę, ale z tą żywiczną, drzewną jakością również obecna. To jest triumf zapachu, genialnie zrealizowany, dobrze zrównoważony i emanujący jakością. Zapach zaczyna się fantastycznie i przechodzi w dojrzały i ziemisty aromat, którego nie mogę w żaden sposób skrytykować. Nazwa tego zapachu pasuje idealnie od pierwszego powąchania... Iron Duke nie jest młotkiem, którego moglibyście się spodziewać i zdecydowanie wykazuje więcej powściągliwości niż Tonnare. Oba dzielą odważne, wyrafinowane i przemyślane cechy, które wydają się być wizytówką tego domu.
Spróbowałem tego, ponieważ spodobała mi się nazwa, ale kiedy przeczytałem nuty, przygotowywałem się na doświadczenie poza moimi gustami. Jednak naprawdę spodobał mi się "Każda burza to serenada"; otwiera się świeżością sosny z jodły i nutą eukaliptusa, z miętowym, słonym morską bryzą i wetiwerem. Ambra z tym akordem kalonowym rośnie, aż wysycha do czegoś mniej atrakcyjnego w formie mlecznego, nadmorskiego zapachu, którego się spodziewałem od samego początku, ale w tym momencie mnie oczarowało. To rzemieślniczy perfum wodny, którego sposób działania rozumiem i całkiem mi się podoba, ponieważ jest łagodny i nie za inwazyjny, ale dobrze się utrzymuje i zmienia przez cały czas.
To jeden z najbardziej oszałamiających, doskonale zrealizowanych i niezmienionych zapachów labdanum, jakie kiedykolwiek wąchałem. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby był ostrzejszy, surowszy i mniej zrównoważony, ale Marquis de Sade oddaje każdą fację kadzidła i żywicy, od jasnej świeżości kadzidła frankońskiego po ciepło suchego benzoesu i pikantną gęstość balsamu tolu, a jednocześnie ma swoją własną jakość. Labdanum to mój ulubiony składnik w perfumerii z dobrego powodu i jest wystarczająco złożone, aby być gwiazdą w perfumach. Jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie przed natychmiastowym zakupem, bez wahania, jest wydajność lub jej brak. Labdanum to notoryczny katalizator, zaprojektowany do użycia w kompozycji i mimo że pachnie niebiańsko, jest jak większość żywic, które są ciężkie i luksusowe, ale to trochę iluzja, ponieważ szybko blakną. Nie jestem też pewien, czy to jest wystarczająco surowe lub odważne, aby nosić nazwę Marquis de Sade. Nie jestem osobą, która narzeka na wydajność, ale zniknięcie po dwóch godzinach nie jest wystarczające ani warte pieniędzy, chociaż tak bardzo kocham ten zapach, że mogę to w przyszłości przemyśleć.
Aby dodać do mojej już entuzjastycznej recenzji poniżej, spróbowałem tego ponownie kilka dni temu, ponieważ miałem dyskusję z innym miłośnikiem labdanum w sieci. Właściwie starałem się nieco stłumić moją miłość do niego, być może dlatego, że pamięć o próbie nie była zbyt świeża, a miałem nadzieję, że wydajność będzie lepsza. Jednak wszystkie te obawy zostały rozwiane, ponieważ to fantastyczny zapach, który tym razem utrzymał się bardzo dobrze, a moim jedynym drobnym zastrzeżeniem wcześniej była wydajność, ponieważ zapach jest moim wyobrażeniem nieba. Szkoda, że jest wyprzedany u sprzedawcy, który miał go w najlepszej cenie, ponieważ jestem z niego zachwycony i potrzebuję go w swoim życiu.
Bardzo przyjemny i interesujący zapach, szczerze mówiąc otworzył się inaczej, niż się spodziewałem. Myślałem, że będzie intensywny cytrusowy wybuch od elemi, który szybko zgaśnie, ale ku mojemu zaskoczeniu, wanilia była pierwszym uderzeniem i jest to bardzo czysta, budyniowa wanilia, która staje się nieco brudniejsza, gdy się osadza. W tym momencie elemi wprowadza ostrość przypominającą kadzidło i grejpfrut, ale Long Courrier to głównie doświadczenie gourmand, karmelowe, nie będące przesadnie słodkie, może to jakaś gorycz z kakao? Równowaga zapachu w miarę wysychania jest doskonała, a nuta pomarańczy jest dla mnie absolutnie wyraźna, przypominająca pomarańczowy likier lub coś w tym stylu, jestem zaskoczony, że nie zyskał większej popularności. Powiem ci, z czym ten zapach mi się kojarzy, a jest to linia L’Art et la Matière od Guerlain, ten budyniowy serce wanilii, ale z ciepłymi żywicznymi, drzewnymi cechami i wyraźnymi, dobrze wykonanymi, długotrwałymi owocowymi akcentami. Wyschnięcie Long Courrier mówi o znacznie cieplejszych żywicach benzoesowych... więc benzoes i wanilia to w zasadzie 'ambra', prawda? ... no nie do końca, bo elemi nieco łagodzi atmosferę. To sprytny zapach, lubiany i dość elegancki. Fakt, że sprawia, że kłócę się sam ze sobą, jest tego pozytywnym dowodem, ale nie jestem pewien, czy bym go nosił. Wciąż zastanawiam się nad połączeniem jasnych/zielonych/bąbelkowych żywic i waniliowych baz, to jak robienie białego rosjanina, a potem uzupełnianie go lemoniadą lub robienie sernika z rubinowego grejpfruta... czy kwasowość i kremowość to dobry miks? Wiem, że ustaliliśmy, że jest cieplejszy i bardziej drzewny niż to, a równowaga jest elegancka i przypomina mi Guerlain, po prostu nie jestem pewien, dlaczego coś z tyloma elementami, które lubię, nie wprowadza mnie do olfaktorycznego nieba? Dobry zapach, który wyraźnie skłania do myślenia, z łagodnym wysychaniem i akceptowalną wydajnością, to pozytywna ocena, ale niekoniecznie chcę go dodać do swojej garderoby... jeszcze.
O Panie! Nie mogę się doczekać, aby to wypróbować. Oryginalne EDP to jeden z najciekawszych zapachów oud, jakie kiedykolwiek stworzono. Nastroje jedwabne/satynowe itd. były w pewnym sensie pierwszym rozszerzeniem tego, ale bardziej różane lub ambrowe, cokolwiek. Z odrobiną szczęścia, to będzie trzymać się oryginału i być jak najbardziej intensywne (w dobrym sensie) otwarcie szafranu na boskim i cennym laotańskim oudzie. Szczerze mówiąc, oryginał jest wystarczająco mocny, ale w formie ekstraktu myślę, że może być wręcz oszałamiający. Z jakiegoś powodu nigdy nie kupiłem MFK Oud, mimo mojej miłości i pochwał, ale ta wersja może mnie przekonać, mimo że prawdopodobnie będzie droższa.
W końcu miałem okazję powąchać to i muszę powiedzieć, panie Kurkdjian, to jest wspaniała kreacja, dokładnie to, czego się spodziewałem, wzmocniony Oud Extrait, na który liczyłem. W zasadzie nie ma tu nic nowego, poza tym, że jest jeszcze bardziej luksusowy niż EDP. Otwarcie jest jeszcze mniej wyraziste, ale wciąż daje niemal jasną, kłującą, ostrą żywiczną jakość Elemy, mnóstwo długotrwałego i dominującego szafranu na tym laotańskim oudzie, które wciąż się pojawia. Nie chcę obniżać tonu, ale (i tak to zrobię), porównałbym MFK Oud do tripu kwasowego, tuż gdy zaczynasz ogarniać burzliwą pierwszą godzinę... efekty wciąż przychodzą coraz silniejsze w falach, aż do dry down, który jest łagodny i zrelaksowany, z wszelkimi postrzeganymi ostrymi krawędziami wygładzonymi w błogie lądowanie. Kocham ten zapach i zamierzam go kupić, chociaż mówię to o oryginale od około 2013 roku, ale cóż.