recenzji
1.9k recenzji
Wyraźnie jest to zapach w stylu dzieł Andriera z rodziny irysów i szczerze mówiąc, ta charakterystyczna kompozycja będzie jej i Prady trwałym dziedzictwem. Nie wiem, czy zapomniałem, jak pachniała seria Infusion, ale wydaje mi się, że ten zapach jest nieco bardziej iskrzący niż pamiętam Iris czy Homme. Mogę się mylić. O ile mi wiadomo, Infusions nie są już produkowane i trochę rozumiem oburzenie związane z płaceniem dwa razy więcej za to, co w istocie jest tym samym. Może miałbym większy problem, gdyby nadal je produkowali, ale jeśli nie, to obawiam się, że to jest alternatywa. Co do nazwy, jestem fanem Prince'a, więc naturalnie ta nazwa nie może być zła. Mój tok myślenia był... Wow! Uwielbiam to świeże otwarcie bergamotki, z nutą neroli, z sercem irysa i wetiweru oraz cedrową bazą. Klasyka i sprawdzona jakość, ale za 280 funtów to dla mnie trochę za dużo. Te 'Nocne' w tej linii oferują większą postrzeganą wartość jako duże, gęste, skoncentrowane bestie.
Interesujący zapach. Bogart PH ma tę mieszankę świeżych, prawie zielonych nut w otwarciu, ale wkrótce ustępuje, stając się rodzajem syntetycznego, mlecznego i piżmowego z nutą białych kwiatów. Myślę, że jest to doskonały przykład tego, jak zrobić bób tonka, nie jest mdły ani irytujący, ma dobrą równowagę i jest bardzo noszalny. W nucie wytrawnej wyczuwam tytoń, bardzo ciepły i przytulny z odcieniami A*Men Pure Havanne. Kombinacja lawendy i wanilii (Tonka cokolwiek) przypomina mi zwykłe le male lub Invasion barbare, odbijające tłumy mężczyzn, ale brudniejsze niż te i trochę bardziej, czego można oczekiwać od zapachu tak przystępnego cenowo, jak ten. Dla mnie w ciemno, ponieważ dziwnie nigdy nie widziałem go w sklepach w Wielkiej Brytanii, jest to szczęśliwy dodatek do kolekcji.
Piękne otwarcie, które oferuje bogaty, ale łagodny szafran, przechodzący w wspaniały, choć nieznany akord skórzany. Teraz, aby powiedzieć, że jest podobny do TF TL i jego wielu zapachowych odpowiedników, jest to oczywiste, ale ma znacznie mniej owocowej, malinowej nuty TL. Jest znacznie mniej ostry i gęsty, być może trochę bardziej zrelaksowany i łagodny, jednocześnie mniej słodki i nie do końca dymny, ale w jakiś sposób bardziej drzewny. Prawda jest taka, że mam to, co najlepsze w tej dziedzinie, pierwszy Clive Christian C, który moim zdaniem realizuje ten akord w najbardziej złożony sposób, ale to tylko opinia. Uważam, że to bardziej w tym stylu lub może Godolphin, trochę ograniczone w porównaniu do pełnego aromatu TL. Oczywiście, podobało mi się to.
Wyraźnie Tom Ford’s Tobacco Vanille zawsze będzie szczytem fali i najwyższym punktem, do którego będą porównywane inne podobne zapachy. Otwarcie to suszone owoce i miód z głębokim tytoniem wiśniowym i wanilią... tak... mówiłem! Akord jest wyraźnie porównywalnej jakości, ale gwarantuję, że mógłbym dostrzec różnicę między tym a TF TV, ponieważ coś wydaje się gładsze, mniej krzykliwe, może to oud i szafran nadają mu trochę luksusu, ale nie ma tej samej ciężkości ani w tytoniu, ani w wanilii. Jednak niech nie będzie wątpliwości, to nie jest jak 'słabsza' wersja, którą mógłbym pomyśleć, Phaedon Tabac Rouge, może bardziej przypomina ten zapach od Parfums de Marly? (Nazwa umknęła mi) to reinterpretacja, subtelnie rozwijająca się inaczej. Mam TV, więc ostatecznie to dla mnie zbędne, ale jest długotrwały i tańszy na ml niż TF, więc warto go sprawdzić dla fanów, którzy chcą zaoszczędzić trochę.
Oszałamiające. Absolutnie oszałamiające. Tak bardzo uwielbiam Lubin Idole, że ten zapach może być nawet lepszy. Alkoholiczny, kadzidlany i lekko skórzany, słodki zapach z nutą kremowego sandałowca w długim i rozwlekłym suchym finiszu. Jak jakiś wykwintny koktajl, mistrzowsko stworzony przez doskonałego barmana, aby mieć idealną równowagę elementów. Uwielbiam to i chcę butelkę. Nie spodziewałem się tego, ale to naprawdę strzał w dziesiątkę z pierwszego zapachu tej marki, który próbowałem. Również drogi, ale w rzeczywistości całkiem rozsądny, biorąc pod uwagę jakość i objętość perfum, które otrzymujesz. To zapach o niskiej intensywności, ale taka jest jego natura, wciąż trwa i dobrze się rozwija. Aktualizacja: 10/07/24 Posiadam te perfumy od kilku lat i chociaż wciąż je lubię, byłem trochę oszukany przez intensywność ich kompozycji, myśląc, że są 'lepsze' niż Idole, co zostało wyrażone w powyższej recenzji. Naprawdę tak nie jest. Idole to znacznie bardziej zniuansowana wersja tego zapachu z dwóch głównych powodów: lżejsze, mniej syropowe, alkoholiczne i owocowe nuty głowy. Akord sandałowca i suche, drewniane nuty w bazie są ujawnione w tym zapachu i przez to brakuje mu tego dodatkowego szlifu.
Teraz będę musiał zaktualizować tę recenzję, gdy zdobędę więcej doświadczenia z tym zapachem, ale z początkowych prób absolutnie go uwielbiałem. Moja miłość do Prady i Andriera jest dobrze udokumentowana, ale muszę powiedzieć, że jakość i kreatywność tej linii dziennej/nocnej są bardzo imponujące. Teraz wszystkie są dosłownie zaszufladkowane w kategorie: skóra, paczuli, ambra, oud/róża itd.... Zapach nut głowy tego zapachu przypomina mi dom przyjaciela z dzieciństwa, przenosząc mnie tam z powrotem, to nie pierwszy raz, kiedy doświadczam tego olfaktorycznego przypomnienia, ale to nie jest jedna nuta, która to wywołuje, bardziej akord. Nie wiem, czy to był perfum mamy mojego przyjaciela, czy palili kadzidło, czy to połączenie innych rzeczy, nie mam pojęcia? Główną rzeczą, którą mogę to przypisać, jest mój ulubiony składnik katalizujący w całej perfumerii - labdanum, tworzący złożone i luksusowe otwarcie. Potem, szczerze mówiąc, znika, gdy się ustabilizuje, przechodząc w subtelne nuty sandałowca w charakterystycznym, stonowanym stylu perfumiarza. Również biorąc pod uwagę, że nocna linia to niektóre z bardziej luksusowych zapachów, myślę, że Andrier została poproszona o wykorzystanie wszystkiego, co miała w laboratorium, prawdopodobnie ciesząc się z używania materiałów poza swoją zwykłą strefą komfortu. Uwielbiałem to. Zaktualizuję, gdy będę go nosił bardziej kompleksowo, ale wyobraź sobie wysokiej jakości sandałowiec i żywicę z minimalistycznym odczuciem czegoś w stylu Santal 33... ale nie pachnie niczym podobnym. Rozumiesz mnie? W każdym razie... zachęcam fanów do wypróbowania tej linii, ponieważ podobały mi się wszystkie.
Nie jestem ekspertem w dziedzinie kwiatowych zapachów i nie mam też dużego doświadczenia w perfumach skierowanych do kobiet. Jednak po pierwszym powąchaniu tego zapachu pomyślałem, że jest bardzo mało inspirujący i przypomina wiele kwiatowych zapachów piżmowych, które wąchałem wcześniej. Jednak gdy się ustabilizował, ujawniła się bardziej złożona baza, która jest nieco bardziej wyrafinowana, niż początkowo myślałem. Zielone, świeże cytrusowo-kwiatowe otwarcie, które przechodzi w dość typowe białe kwiaty i białe piżmo, które wąchałem milion razy wcześniej, a co najważniejsze, nie tylko jest zbyt kobiece, ale także zbyt nudne, bym mógł je nosić. Tak właściwie pozostaje przez cały czas, aż po kilku godzinach dostaję naprawdę miękką, prawie karmelizowaną, słodką bazę, którą mogę interpretować tylko jako sandałowiec. Po kilku godzinach białe kwiaty rzeczywiście przypominają jaśmin, ale tylko bardzo subtelnie. Czy dla tak dużego, popularnego zapachu jak ten, to wystarczy, by przekonać ludzi? Myślę, że podobnie jest z Joy, sprzeda się niezależnie, a dla mnie przynajmniej jest mniej innowacyjny niż Sauvage. To całkiem miły prezent dla tej wyjątkowej osoby, ale nic oszałamiającego. Wyraziłem swoją opinię na temat Joy i skrytykowałem go z punktu widzenia oryginalności, ale nie rozumiem krytyki dotyczącej wydajności czy jakości. Wąchałem tańsze wersje kwiatowego piżma, które były okropne, a Joy utrzymywał się i projektował na mnie, prawie zbyt mocno.
och, drogi. Ten zapach to prawdziwy kameleon, fajna butelka, nietypowa nazwa, ziołowo-drzewny początek, ale niestety przechodzi w ten sam stary akord Solo. Dlatego umieściłem wszystkie Solo w kategorii 'przypomina mi'... bo tak jest. Nie jestem przeciwnikiem tej linii, posiadam Solo platinum i jestem wielbicielem marki, ale zbędne flankery lekko mnie irytują. Większość czasu mam je gdzieś, albo nie pozwalam, by mnie denerwowały, ale kiedy obiecują inne doświadczenie, a dostarczają prawie to samo, to mnie lekko irytuje. Przypuszczam, że początek, będący świeżym, jodłowym zapachem sosny i drzew/ czystym zapachem kardamonu/wetiveru, nastawia cię na coś innego niż to, co ostatecznie dostajesz. To takie dziwne, że po około 10 minutach przekształca się w jeszcze bardziej irytującą wersję oryginalnego Solo. Jak już mówiłem, mam platinum, który ma podobny zapach, ale jest znacznie bardziej żywiczny i bursztynowy, co całkowicie neguje tani, pomarańczowy/cytrynowy mglisty zapach oryginału... a po drobnej modyfikacji staje się znośny.
Ten zapach to prawdziwa harmonia. Era w jakiś sposób przekazuje mi mglisty, zamglony, mrożony szklany, przezroczysty klimat. Jest zarówno kremowy, jak i ciepło egzotyczny, słodki, ale także kwaśny i z lekko funky akcentem. Otwarcie jest dość dyskretne, ale dominującym zapachem jest oud. Połączenie w otwarciu to głównie irys/skóra/szafran, ale nie jest to ekstremalnie ziemisty, ostry szafran, chcę tylko podkreślić, że pojawia się w bardzo komplementarnej dawce. Gdy ten satynowy, gourmandowy zapach skóry osiada, a irys szybko znika, czuję oud, który ma niemal serowy (dosłownie mam na myśli ser) zapach mebli z lat 70-tych, serio! Lekko stajenny, ale nie do końca, idealnie pasujący do tego perfumu, nadając mu zwierzęcy akcent. Dry down to dla mnie bardzo znajomy akord, ale nie potrafię określić, jakie perfumy mi przypomina. Czuję słodką, cukrową nutę pudrowego ambry, prawie jak ambra morska spotyka syntetyczny (może nawet ambroksan), a następnie oud pojawia się mocno w dość odurzający, arabski sposób. To bardzo luksusowa kompozycja, która na początku może wydawać się skromną fiołkiem, nie trwałą ani nie projekcyjną, ale byłbyś bardzo w błędzie, ten zapach to prawdziwy cichy zabójca, co jeszcze bardziej podkreśla jakość składników. Próbowałem całej linii, ale to moje pierwsze doświadczenie z noszeniem jednego z nich i muszę powiedzieć, że to bardzo imponująca marka, a Era jest doskonałym przykładem. Mam przeczucie, że Era będzie polaryzującą/sporną sprawą. Uwielbiam Marmite, więc wszystko jest w porządku.
Otwiera się żywicą jodłową i muskową ostrością, nie owija w bawełnę, dając ci znać, że to indie bomba zapachowa, ale co ważne, nie jest to patchouli... przynajmniej nie przez pierwsze kilka minut. Potem patchouli staje się coraz silniejsze, gdy osiada na bardzo ziemistym, glebowym tincturze, która zadowoli każdego miłośnika patchouli. Dla mnie jednak lubię patchouli, gdy jest zrównoważone lub łagodzone przez inne elementy, ten jednak wykorzystuje ciemne żywiczne tony i inne składniki, co sprawia, że jest nieco zbyt bogaty i torfowy dla mnie. Nie zrozumcie mnie źle, jest naprawdę dobry i w rzeczywistości znowu zmienia się w trzecim akcie, ponieważ dry down staje się naprawdę przytulny i żywiczny, prawie do punktu orientalnego ambry. Świetna jakość i dzięki Memoize za próbkę, cieszyłem się nią.