recenzji
1.9k recenzji
To pierwszy zapach od Maitre parfumeur et Gantier, którego próbowałem i jest imponujący. Ma wszystkie wizytówki bursztynowych perfum ciepłych i ostrych, ale nie tak ostrych jak niektóre bursztynowe zapachy, które idą w innym kierunku i mają prawdziwy starożytny zakurzony charakter. Czuję zapach starej książki, lekko stęchły, jak stary papier. Po wyschnięciu jest to wanilia, bursztynowy balsam tolu i być może trochę bobu tonka, co jest naprawdę proste, a wszelkie nuty głowy nieco mi umknęły przy pierwszej próbie. Może nie jest to najbardziej oryginalny bursztyn ani nie ma w nim nic uderzającego, co by go naprawdę wyróżniało, ale jest to wypróbowana i przetestowana formuła. Nadal jednak uważam, że jest to godny uwagi bursztynowy zapach ze względu na dobrą jakość i rozsądną cenę. Nie jestem w żaden sposób rozczarowany, ponieważ ten zapach pachnie spektakularnie dobrze i dobrze się utrzymuje... miłośnicy bursztynu z pewnością powinni rozważyć pobranie próbki.
Ascot Moon otwiera się czystym podmuchem bujnych nut trawiastych, drzewa cedrowego i pieprzu, które sprawiają, że myślisz mmmm... to interesujące. Kiedy się uspokaja, staje się zdecydowanie ostrzejszy, z silnymi oleistymi, ziemistymi tonami, które dla mnie przypominają olej napędowy... niezbyt przyjemny. Myślę, że cały ten brud pochodzi z brudnej "hipisowskiej" paczuli i przyprawy czegoś w rodzaju kminku. Po wyschnięciu jest dymny, ale po kilku godzinach łagodnieje, a jego natura znów staje się inna, co czyni go interesującym zapachem. Ascot Moon jest odważny, ale zbyt dziwny dla większości ludzi, nawet dla mnie. Ciekawa wycieczka dla wszystkich miłośników paczuli, ale ja raczej trzymałbym się od niego z daleka. Aktualizacja: Co ciekawe, od tego czasu kupiłem ziemisty / glebowy zapach typu nalewki, który choć nie jest milion mil od tego i, co dziwne, również ma "księżyc" w tytule... jest w jakiś sposób znacznie bardziej atrakcyjny. W porównaniu z nim jest nadal bardzo dymny i oleisty, ale po ponownym noszeniu jakość jest niewątpliwa.
Cóż to za mikstura. Wspaniała skórzana baza, ale ziołowa i słodka z nutami labnanum i szafranu. Wode jest super pobłażliwy i o dziwo otwarcie ma dla mnie dużo piżma, pomimo głosów na nutę tutaj. Po około 10 minutach przechodzi w cudowne przyprawy kardamonu i gałki muszkatołowej. To, co zaczyna się dość słodko i kompleksowo, szybko staje się bardziej ziemiste i przyprawione, gdy wysycha. Boudicca wode to bardzo udany zapach, który rzeczywiście pachnie niesamowicie i mówi sam za siebie... jednak trwałość pozostawia wiele do życzenia. Mam na myśli to, że naprawdę nie potrzebuje sztuczki z farbą, która nie zrozum mnie źle, jest naprawdę fajnym pomysłem, ale może trochę umniejsza to, co jest bardzo dobrym zapachem. Nawiasem mówiąc, nigdy nie dostałem wersji malarskiej do wypróbowania, więc dziecko we mnie mogło gwizdać zupełnie inną melodię, gdybym to zrobił.
Zważywszy na to, że moja ostatnia recenzja tego zapachu zbytnio skupiała się na aspekcie farby, a nie na tym, jaki to wspaniały zapach. Na początku jest nawet zbyt piżmowy jak na mój gust i muszę przejść przez barierę, próg uznania, jeśli chcesz? Po chwili zapach się uspokaja i muszę powiedzieć, że nadal jest bardzo piżmowy, ale teraz ostry i ziemisty z mocnym, ziołowym szafranem. Gorzki jałowiec, labdanum i szafran to mój osobisty mokry sen, więc kontynuacja tego zapachu jest dla mnie coraz lepsza, a jednocześnie całkowicie rozumiem, dlaczego ktoś mógłby gardzić Wode... Prawie sam to robię. Moja dziewczyna go nienawidzi i dała mi jasno do zrozumienia, że nigdy nie powinienem go kupować. To, co mogę dodać do tej recenzji, to to, jak bardzo zmienia się w Versace Man na sucho, coś, czego nie zauważyłem za pierwszym razem, gdy próbowałem Wode. Naprawdę tak jest, chociaż szafran staje się miękki, żywica i bursztyn dają podobną bazę i nutę czegoś, co przypomina mi te lukrecjowe cukierki z czarnej porzeczki? Różnica polega na tym, że Versace Man pachnie świetnie od samego początku i nie musisz przechodzić przez piżmowy podmuch i zupełnie inny klimat stworzony w ciągu pierwszych kilku godzin. Przynajmniej dla mnie wyczuwam tutaj jakość składników, a nie tylko głośno ze względu na to.
Celowo nie sprawdzałem, o co chodzi w tym zapachu, bo już zapomniałem. Więc kiedy ten uroczy mały numer się ujawnił, byłem mile zaskoczony. Myślę, że aromatyczny fougere to trafny tytuł dla tego zapachu, ale bez typowej piżmowej lub pudrowej natury, nie jest słodki, ale przyjemny. Męski, ale wyrafinowany. Otwarcie dla mnie zawiera nutę szafranu, chociaż nie jest tu wymieniona, ma pewne drzewne / wrzosowe podobieństwo do MFK Oud i Versace Man. To dość szybko się wycofuje i ujawnia serce kojące, ziołowe, lawendowe, drzewne i wetiwerowe, ale świetnej jakości i jakoś lepsze niż wiele w tym gatunku. Z pewnością nie jest przełomowy, może nawet trochę przyziemny, ale jest dobrze wykonany, a wysychanie nie dorównuje zainteresowaniu otwarcia, ale nadal jest bardzo przyjemne. Elegancka rzecz i chociaż lubię wiele z tej linii, Kurkdjian gra dość bezpiecznie i Pluriel nie jest wyjątkiem. Równowaga jest tutaj kluczem i dla mnie ma rację, to, czy jest wart swojej ceny, jest całkowicie w oczach patrzącego, nie winiłbym kogoś za zakochanie się w tym, ani nie zdziwiłbym się, gdyby niektórzy uznali to za nudne i pozbawione ooomf! Głębokie wysuszenie jest bardzo drzewne i po prostu urocze, a trwałość jest dobra, ale nie doskonała. Aktualizacja: Po raz pierwszy spróbowałem go jakiś czas temu (wtedy napisałem powyższą recenzję), ale od tego czasu wypróbowałem go w sklepie i naprawdę mi się nie podobał, zwłaszcza górne nuty, co jest sprzeczne z moją recenzją. Postanowiłem nosić go dzisiaj i utknąłem pomiędzy. Pluriel nie jest przystępny, zabawny i zabawny, jest w nim coś lekko gorzkiego i wyzywającego. Sprawia, że mniej go lubię, ale bardziej szanuję kompozycję, jeśli to ma sens. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby był to przeciętny męski zapach z lawendową, drzewną bazą (cóż, taki właśnie jest!) Myślę, że jest to wymagające "nurkowanie w nosie", jak lubię to nazywać. Kiedy już myślisz, że go rozpracowałeś, pojawia się lekka nieprzyjemność, nie na tyle, byś go nie lubił, ale na tyle, byś był zaintrygowany. Muszę przyznać, że projekcja tego zapachu jest lepsza niż początkowo sądziłem, pozostawiając wyraźny ślad wokół miejsca, którego nawet ja jestem świadomy. Pachnie nieco inaczej od otwarcia do wyschnięcia, zarówno blisko skóry, jak i powiew w powietrzu są wyraźnie różne i to musi być dobra jakość... na pewno? Przynajmniej dla mnie oznaka dobrej kompozycji i czegoś więcej niż na pierwszy rzut oka... no cóż, nos.
Och, czy mogę tylko wspomnieć, zanim zacznę... Poza tym, że zawiera silną nutę różaną, nie pachnie jak DSquared Black Potion, to jest dymny romans kadzidła / drewna / i skóry. Często mówię "nie jestem największym miłośnikiem róży... ale...". Myślę, że muszę stawić czoła faktom, że kocham dobry różany zapach. Ciemny fiolet jest jednym z nich! Nie zrozum mnie źle, nadal jestem bardzo specyficzny, jeśli chodzi o sposób, w jaki róża jest "dostarczana" z braku lepszego słowa. Tutaj pojawia się z niezwykłą wyrazistością, ale nadal nie jest zbyt różana jak na mój gust. Myślę, że to dlatego, że jest bardzo owocowy i słodki, ale z aksamitną zmysłowością i odrobiną mroku. Naprawdę nie postrzegam go jako szczególnie "mrocznego" lub "brudnego", jest dość jasny i (czekajcie na to...) dżemowy!!! Gęste, lepkie, słodkie i dżemowe róże idealnie pasują do fioletowego koloru! Nuta śliwki jest tutaj oczywista, ale jest też klimat czerwonych jagód, tak wyraźny, że jest prawie gourmand. W miarę osiadania pojawia się nuta piżma, która równoważy owoce i delikatniejszą bazę oudu, która utrzymuje się na skórze przez wiele godzin. Paczula pojawia się w fazie wytrawnej i jeszcze bardziej podnosi rangę tego zapachu, nadając mu jeszcze więcej wyrafinowania. Muszę przyznać, że uwielbiam Dark Purple, choć muszę przyznać, że otwarcie to bestia i projekty nawet dla mnie trochę za dużo. Jest jak wiele mocnych niszowych róż (zwłaszcza Montale), które robią ogromną deklarację, a to dla mnie nie jest codzienne noszenie. Nawet na specjalną okazję koniecznie chcesz emanować chmurą gęstej, śliwkowej róży. Wybaczę mu to, choć to genialny zapach.
Muszę uważać na to, co tutaj mówię, ponieważ ostatnim razem myślę, że mogłem urazić Sarah McCartney, twórczynię 4160 Tuesdays. Nie miałem takiego zamiaru, to równie dobra nazwa jak każda inna i zdecydowanie nie jestem przeciwnikiem dziwaczności czy zabawy w perfumerii, w rzeczywistości przyjmuję je z otwartymi ramionami. Ten dom z pewnością zapewnia to w obfitości, w postaci kilku niestandardowych koncepcji zapachowych. Cieszę się z innowacji, rzeczy, które nie są nudne, a te zapachy wcale takie nie są, więc chwalę Sarę za jej wysiłki. Gwoli ścisłości... pomimo tego, jak wypadła recenzja, pomysł "The dark heart of old Havana" i tak całkiem mi się spodobał, ale zawsze pojawia się jeden lub więcej niepokojących, zestawiających ze sobą elementów, ale chyba o to chodzi w tych kreacjach? Więc jaki jest "Czas na losowanie numerów loterii"? Koszmarnie! (przepraszam Sarah!) Ale naprawdę jest! Dziwnie pachnie stęchlizną, jak karton lub tani papier, który dostawało się w szkole podstawowej i co dziwne, z którego robi się losy na loterię! (Nie zdziwiłbym się, gdyby to było zamierzone!) Jednak gdy się uspokoi, pojawia się dymny skórzany (ish) klimat stęchłego tytoniu zmieszany z nutą pszenicy, ziemistością, czekoladą i marmoladą, lekko przypalonym tostem i tą drażniącą metaliczną nutą "bicyces". Uff!!! Poważnie, to wszystko tam jest... to jest brief, który został przybity, ale tylko dlatego, że możesz coś wymarzyć, czy to koniecznie oznacza, że powinieneś to wykonać? Ponownie, nie mówię "nie przejmuj się", ale to nie przemawia do mnie osobiście. Kolejną rzeczą, która mnie niepokoi, jest inspiracja dla tego zapachu. Być może jestem jedyną osobą w Wielkiej Brytanii, która uważa Bradleya Wigginsa za dziwnie zadowolonego z siebie, nudnego i żałosnego gnojka! Po prostu go nie lubię. Jego osiągnięcia sportowe mówią same za siebie, ale jeśli chodzi o charyzmatyczny wzór do naśladowania... Uważam, że jest nudny. Taka jest moja ocena! Jest to zapach, który na pewno komuś się spodoba. Jestem fanem dziwności, ale nie tego rodzaju dziwności... szkoda, bo jakaś maleńka część mnie lubi niektóre składniki w "Czasie na losowanie numerów loterii" Naprawdę desperacko chcę pokochać coś z 4160 Tuesdays... Naprawdę!
Z pewnością pudełko jest pięknie prezentowane, ale jaki jest sok? Szczera odpowiedź brzmi... nadal nie jestem pewien? Jest to duże odejście dla JHaG w połączeniu z tańcem księżycowym, który ma zupełnie inne podejście, ale wciąż niesłodzoną i brudną nutę tuberozy. Myślę, że w połączeniu z ylang ylang jest to dość kwiatowy zapach osadzony na bursztynowo-waniliowej bazie. Moje początkowe myśli były takie, że jest to trochę foniczne lub sztuczne pod względem głębi... ale mogę się mylić? Ten dom ma kilka interesujących zapachów, więc wstrzymam się z oceną. Fikcja olejku wydaje się w jakiś sposób nieco zagmatwana i tak też mnie pozostawiła. Nazwa po raz kolejny jest trafiona... coś oleistego i nektarowego w tym soku z pewnością wzbudziło moje zainteresowanie. Niestety próbowałem go tylko w sklepie i desperacko potrzebuję zdobyć odpowiednie próbki, aby móc go właściwie wypróbować. Trwałość na moim nadgarstku była w porządku i utrzymywała się na mankietach koszuli, ale po samym wyglądzie spodziewałem się super koncentracji. Ława przysięgłych jest jeszcze nieobecna, ale nie powaliło mnie to za pierwszym razem.
Taniec księżycowy zdecydowanie przywołuje na myśl nazwę i kwitnące nocą, białe kwiaty. Nie ich słodką część, ale brudny i pudrowy element tajemniczej tuberozy i fiołka. Główną cechą MD jest piżmowe otwarcie, które sprawia, że przez chwilę można pomyśleć, że może być dość zuchwały, zanim uspokoi się do dość spokojnego szumu pudrowych wibracji róży i paczuli. To tradycyjny zapach, może bardziej odpowiedni dla dojrzałej kobiety, a może nie, ale takie odniosłem wrażenie. Nie nosiłbym go, jest czysty, ale wydaje się dość nastawiony na kobiety i słusznie.
Wmówiłem sobie, że Balmain nie tworzy męskich ani nawet uniseksowych zapachów, ale najwyraźniej się myliłem. Muszę powiedzieć, że uwielbiam ten zapach, jest magiczny! Ogromna dawka pieprznego drewna i suchego syntetycznego cedru i wetiweru, ale to opowiada historię w odwrotnej kolejności. Otwarcie jest ciekawe, anyżowe, żywiczne, elemi, (jak zakładam) figa, kadzidło, a następnie pieprz staje się silniejszy. Bardzo ciemno owocowy i piżmowy, lekko wędzony efekt... bardzo interesujący i w sam raz na moją ulicę. Potem robi się trochę rozczarowująco, natychmiastowe porównanie na sucho jest do Encre Noire i to zajmuje dobrą godzinę lub dwie, aby przejść od tego otwarcia do znajomości wetiweru i pieprzu. Nie jest to zły zapach, ale dla mnie otwarcie jest bardziej obiecujące i interesujące. Średnia trwałość i subtelna projekcja... warto sprawdzić dla tych, którzy lubią artystyczne, nie do końca mroczne zapachy.
Jestem zaskoczony, że nie ma jakiejś śmiesznej opowieści o "ye olde" Creed, która pasowałaby do tych perfum (może jest?), ale może mogłaby ją przywołać? Powodem, dla którego to mówię, jest to, że mam wyraźny tradycyjny koloński klimat, super świeży i czysty. Jałowiec i owoce są gryzące i ostre, a bazylia świeża. Pomimo tego, że nie jest to nic zbyt innowacyjnego, jest to połączenie cytrusów, jałowca i piżma, które zapewnia jakość i wyrafinowanie. Jest w nim również coś nieskomplikowanego i ma w sobie męską prostotę. Nie jest to jednak cała historia, ponieważ drydown ma charakterystyczny misterny akcent ziołowy i coś, co mogę tylko założyć, że jest ambrą? Jest to coś, co mogę zidentyfikować w tym, jak również millesime imperial, silver mountain water, erolfa itp. Woda królewska jest dla mnie nieco bardziej atrakcyjna niż erolfa czy MI, nie wiem dlaczego tak po prostu jest. Lubię trochę krytykować Creeda, ale szczerze mówiąc uwielbiam wiele zapachów tego domu i gdybym mógł je dostać po obniżonej cenie, rozważyłbym to. Trwałość i projekcja dość przeciętne, ale znowu nieźle jak na cytrusy. Nosiłbym go w ciepły wiosenny lub gorący letni dzień i na pewno bym się nim cieszył.