recenzji
Mój zapach charakterystyczny
333 recenzje
Jest coś w Craft od Andrei Maack, co sprawia wrażenie eleganckiego i refleksyjnego, jak strzeliste chromowane iglice retrofuturystycznej megastruktury sci-fi i jej zmechanizowani cybernetyczni mieszkańcy. To chłodny, bezkrwawy zapach, jak kwiaty szronu na szkle i zimowy, schłodzony metal. Nie czytałem opisu przed zapisaniem tych przemyśleń i teraz jestem jednocześnie zadowolony i wkurzony, ponieważ wychwyciłem klimat tych perfum do tego stopnia, że prawie zacytowałem kopię strony internetowej o plecakach odrzutowych i robotach. To jeden z tych przypadków, kiedy wydaje się, że koncepcja i wykonanie pokrywają się w niemal nadnaturalnie doskonały sposób... jakby władcy androidów wszczepili te pomysły bezpośrednio do mojego mózgu!
Targhee Forest od Rogue Perfumery to szczere, zachwycone rozmyślania śniącego na jawie gnoma bryologa, który pisze tęskne wiersze o pełzających w zadumie mchach, porostach i paprociach. Te literackie zielniki są inspiracją dla ich pobocznego biznesu, w którym zmydlają gliniastą zieleń i delikatnie mieszają z esencją białego piżma, tworząc urocze mydła o zapachu pokrytego mchem kamienia wygrzewającego się w promieniach słońca.
Jeśli kiedykolwiek wąchałeś Hermès Ambre Narguille i pomyślałeś: wow, to jest tak słodkie, że mnie zabije... myślę, że możesz chcieć spróbować Tartan. W rzeczywistości nie wiem, czy są do siebie podobne, poza bogatym drzewno-tytoniowym październikowym klimatem, ale podczas gdy Ambre Narguille naprawdę opiera się na syropowym kompocie jabłkowym, Tartan jest zrównoważony ostrą skórą i wytłoczoną kolbą torfowej, dymnej whisky. Za każdym razem, gdy go noszę, wyczuwam inny jego aspekt, ale kiedy zamykam oczy, wyczarowuje wełnisty ziemisty mech, stopione złoto jesieni i motki śnieżnych gęsi nisko na horyzoncie.
Wyobraź sobie, że Madame de la Rougierre, wyjątkowo przerażająca i niezwykle okrutna guwernantka w gotyckiej opowieści Le Fanu "Wujek Silas", została postawiona przed sądem za swoje złe postępowanie i, jako kara boska, została reinkarnowana w ponurą francuską portrecistkę poupée, która przez wieczność musi znosić zakurzone półki i brudne małe rączki. Tak właśnie pachnie tlący się miodowy kwiat pomarańczy, nikczemnie zwierzęcy, woskowo aldehydowy, stęchło-pudrowy melancholijny zapach Caron Narcisse Noir. W dobry sposób? Albo... tak dobrze, jak to tylko możliwe dla naszej rozkosznie paskudnej Mme de la Rougierre, jak sądzę?
Corpalium to schłodzone, ziemiste kwiaty bezsłonecznego, podziemnego irysa, owinięte w aksamitny, pierzasty płaszcz z drzewnego piżma i miodowego, balsamicznego dymu. To mroczny ptak mitu, pojedynczy hebanowy pióropusz wyrwany z płomienia, nie mrugające ametystowe oko, krystaliczne i śliwkowe ciemne pod pajęczyną słodyczy bladego zimowego słońca. Zapach jest oszałamiający i nie sądzę, abym miał coś podobnego w swojej garderobie zapachowej
POV: jesteś ponurym ołówkiem, podatnym na ataki melancholii, który bazgrze tylko o północy i był używany tylko do szkicowania szkiców architektonicznych gotyckich katedr ozdobionych gargulcami i rozpadających się średniowiecznych klasztorów oraz poezji Baudelaira i słuchasz dużo Cold Cave i Chelsea Wolfe.
Ebene Fume z jego żarzącą się kakofonią majestatu zachodzącego słońca, pająkowatymi i kłującymi zębami nastrojowo-ognistego czarnego pieprzu oraz mistyczną dwuznacznością sosnowo-licerynowo-kamforowego klimatu palo santo jest bezczelnie pięknym zapachem, niebezpiecznie intensywnym i pochłaniającym wszystko. Dymna, królewska i przerażająca, tygrysia królowa, która podpaliła swoje królestwo, zamiast patrzeć na jego upadek, kadzidło płonęło na ołtarzu ochrony, przywołując mrocznych świętych z płonącymi mieczami. Desperackie, niebezpieczne modlitwy spełniane w cudowny i straszny sposób.
Spirit Lamp by DS& Durga Spirit Lamp to zapach, który przywołuje na myśl zapomniany zakątek ogrodu botanicznego obok autostrady, gdzie duch nieokiełznanej dziczy kwitnie, niekontrolowany i niespodziewanie w śliskiej kałuży nielegalnie zrzuconego oleju silnikowego. Początkowe wrażenie to gęsta, oleista zieleń jakiejś bagnistej, pierwotnej trzciny, zapach wymarłej przeszłości, która jest bliżej niż nam się często wydaje, jej korzenie zaplątane w ziemię, jej liście emanujące aksamitnym ziołowym piżmem. Ta zieleń nie jest świeża i orzeźwiająca; jest tłusta, gęsta, niemal dusząca. W miarę rozwoju zapachu pojawia się metaliczny posmak, zapach rdzy lub przypalonej miedzi, agresywnie rozgrzany Dodge Charger będący kontrapunktem dla błyszczącego, zielonego serca. To zapach, który przywołuje anachroniczne obrazy zapomnianych rytuałów i tajemnych praktyk, prawdziwy prehistoryczny Fast & Furious, żyjący swoim życiem ćwierć mili na raz gówno, silna mikstura warzona w kotle złomowiska i opuszczonego parkingu samochodowego w najciemniejszych zakamarkach natury.
Podczas gdy nuty wymienione dla Apocalypstick, fiołek, róża, mięta (wydawało mi się, że gdzieś widziałem makadamię?) brzmią jak przyjemna kombinacja, dla mnie te perfumy pachną jak wioska małych dzieci zarażonych ogromną złośliwością czystego zła. Ten mdły, kandyzowany kwiat nie tylko balansuje na granicy słodyczy i zgnilizny; to nie tylko figlarna, sacharynkowa niewinność maskująca złowrogi nurt zgnilizny. To natychmiastowy i przytłaczający atak złośliwie zatrutych śliwek cukrowych nadziewanych żyletkami, serwowanych przez lepkie palce i blade twarze z ostrymi zębami. Pozostaje na skórze jak toksyczne przeczucie, jak wieczna plama, nieusuwalne piętno wstrętu.
"Był rok 2081 i wszyscy wreszcie byli równi. Byli równi nie tylko wobec Boga i prawa. Byli równi pod każdym względem. Nikt nie był mądrzejszy od innych. Nikt nie wyglądał lepiej niż inni. Nikt nie był silniejszy ani szybszy niż ktokolwiek inny". Jakich perfum używali? Kurt Vonnegut Jr. w swoim satyrycznym, dystopijnym opowiadaniu science-fiction "Harrison Bergeron" nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale podejrzewam, że były to Them marki Neandertal, zapach sprowadzony do najbardziej minimalnego, okrojonego DNA. Radykalne ćwiczenie w prostocie, celowe wymazanie złożoności. To esencja, kompletna i całkowita nieobecność. Pustka, próżnia, nicość. Olfaktoryczny egalitaryzm we flakonie, w którym żadna nuta nie dominuje, żadna nie jest nawet wyczuwalna. Noś go nie po to, by coś powiedzieć, ale by poczuć zapach nieupiększonej równowagi - radykalną olfaktoryczną utopię, w której żadna nuta nie wybija się ponad inne, a każda aromatyczna ekspresja jest równie cicha.