recenzji
Mój zapach charakterystyczny
333 recenzje
Ta wersja Burberry Hero zaczyna się od ulotnego sezonu moreli i rozmyślań o tym, jak łatwo się siniaczą, jak nigdy więcej nie poznasz dziecięcej euforii tej ślicznej sukienki wielkanocnej w kolorze pudru ryżowego i kokosa z falbankami i koronką oraz trzema perłowymi guzikami, ale nigdy nie zapomnisz nieskrępowanego radosnego smaku ust wypełnionych żelkami. Hero, gdzie i kto pachnie jak kwaśna śmietana, słodycz cukru pudru piknikowej sałatki ambrozja, wszystkie baseny Cool Whip i pianki nasączone sokiem z malutkich mandarynek i syropem ananasowym, ale tak naprawdę nie to - raczej fantom tego atomowego letniego owocowego słodyczy, słaby, utrzymujący się zapach, na dnie wypolerowanej cedrowej miski.
Istnieje piękny obraz Gastona Bussiere'a przedstawiający parę rozbrykanych nimf kąpiących się w kałuży fioletowych irysów. Gdyby udało się zamknąć w butelce tę scenę i jej chłodną, figlarną atmosferę efemerycznych wiosennych kwiatów, najbardziej zielonych liści fiołka i czegoś w rodzaju drzewno-piżmowo-pudrowych mistycznych płatków mydlanych wróżki, otrzymalibyśmy L'Iris.
Dawno temu napisałam recenzję, w której określiłam Pink Sugar Aquoliny mianem kory drzewa waty cukrowej. Cóż, był to cukierniczy okaz botaniczny w stadium sadzonki. A Whiff of Waffle Cone jest tym drzewem tysiąclecia później, po powstaniu i upadku cywilizacji, dezaktualizacji dowolnej liczby bogów i wiesz, po tym, jak zobaczył trochę gówna. Nadal jest bogaty i pachnący karmelizowanym palonym cukrem i prażonym ptasim mleczkiem, wraz z soczystym aksamitnym wędzonym kremem waniliowym i czymś w rodzaju kadzidła z syropu marcepanowego... ale wyobraź sobie to wszystko ze zmęczonym nastawieniem, ubranym w piękną starą skórzaną kurtkę i zaciągającym się fajką z ciepłymi niuansami suszonej słodkiej trawy i balsamicznego drewna w komorze. Dlaczego to drzewo pali? Człowieku, ma milion lat, może robić co chce. Zasłużyło sobie na to prawo.
Choć mam ten flakonik Niki de Saint Phalle od lat, to jakoś nie mogę zebrać myśli na jego temat. Nie jestem pewien, ile ta kobieta miała wspólnego z tworzeniem perfum, ale Niki de Saint Phalle była francusko-amerykańską artystką i filmowcem znanym z charakterystycznych rzeźb przedstawiających zmysłowe, żywe, kolorowe, gigantyczne, radośnie podbijające kobiety. Perfumy zostały wprowadzone na rynek w 1982 roku, ale pachną jak moje wyobrażenia z początku lat 70. To delikatnie pikantna, omszała mikstura o zielonych liściach, z nutami piołunu, goździka, skóry, brzoskwini i miękkich aldehydów. Jest złożony, ale niesamowicie wyważony i nie potrafię uchwycić żadnej nuty. Kojarzy mi się z meandrującym, pozbawionym fabuły filmem arthaus, który pokochałeś za oprawę wizualną, atmosferę i ścieżkę dźwiękową, i mimo że nie rozumiałeś nic z tego, co się działo, nadal marzysz o nim dziesiątki lat później.
Imaginary Authors Fox in the Flowerbed to trzepoczące wiosenne płatki, lekkie pierzaste skrzydła na figlarnej bryzie i niepokojąco intymne piżma. Nawet miodowy jaśmin, zwykle tak ciężki, zwiastujący letnią mgłę, czuje się jak pajęczy sen w chłodny, kwietniowy wieczór. W sensie filozoficznym przywodzi mi to na myśl starożytnego poetę zastanawiającego się, czy jest motylem śniącym, że jest mężczyzną, czy mężczyzną śniącym, że jest motylem. Jednak w bardziej cielesnym sensie są to perfumy, które wyczarowują pięknie delikatne, perwersyjne lepidopterańskie dziwactwa dziwacznej historii miłosnej księcia Burgundii. Wiem, że zapach inspirowany filmem już istnieje, ale w jakiś sposób Fox in the Flowerbed robi to lepiej i prawdziwiej.
Po raz pierwszy spróbowałem Anne Pliska wieki temu i wtedy nie do końca do mnie przemówiła, ale myślę też, że może nie byłem gotowy na słuchanie. Teraz mam uszy. Albo nozdrza, jak sądzę. Jest to bursztynowo-waniliowy zapach, który ma bardzo spokojny, podróżujący w czasie klimat vintage, to prawie skrzyżowanie Obsession i Shalimar, ale nie jest to tak agresywny bursztyn jak ten pierwszy i nie jest to prymitywna, wybredna pudrowość tego drugiego. Nuty pomarańczy i bergamotki w końcu pojawiają się dla mnie w postaci kremowego cytrusa - nie soczystego plastra owocu, ale raczej miękkiej, subtelnej kuchni molekularnej typu pustynnego, pianki ułożonej w filigrany i posypanej płatkami gorzkiej czekolady i solą waniliową. Co dziwne, przed tym pojawia się najdziwniejsza nuta śliwek i ołówków oraz dziwne połączenie fioletowych owoców pestkowych i wiórków cedrowych, które są przez chwilę piękne, a następnie całkowicie znikają, jakby nigdy ich tam nie było. Mimo całej niespójnej amalgamacji rzeczy, które opisałem, jest to cudownie łatwy w noszeniu zapach, który jest idealnie uroczy. Nie do końca przytulny, jest na to trochę zbyt osobliwy, ale mimo wszystkich swoich dziwactw jest dla mnie niesamowicie wygodny w noszeniu? Myślę, że kiedy w końcu wysłuchałem tego, co miała do powiedzenia Anne Pliska, okazało się, że mówimy dokładnie tym samym dziwacznym językiem.
Zainspirowany powieścią Huysmansa i mający przenieść użytkownika do "kościoła Saint Sulpice w 6. dzielnicy Paryża, wyrwanego z korzeniami i przeniesionego do nowojorskiej Upper East Side", myślę, że mogę... w końcu... wyczuć wszystkie te inspiracje w Là-Bas. Jednak ten zapach otwiera się dla mnie nieco niepewną nutą i początkowo nie jest tym, czego się spodziewałem: jest to owocowa róża, która myśli o sobie dość wysoko i przywodzi mi na myśl platynowe loki Rity Skeeter, ozdobione klejnotami okulary i szkarłatne paznokcie. Na tym etapie jej nie uwielbiam. Ale w mgnieniu oka staje się tą profanacyjną, bezbożną mgłą mchu dębowego, brzozowej smoły, piżmowej skóry i dymnej waniliowej czarnej masy i naprawdę wyczarowuje wizje rozczarowanych pisarzy, gotyckiego horroru i mistycznych morderstw. Wyobraź sobie, że Rita Skeeter rozpięła swój ludzki garnitur i wyszła z niego efektowna, paląca łańcuchy demoniczna reporterka tabloidów, która pisze dekadenckie, skandaliczne rozważania o wszystkich astrologach, alchemikach, wróżbitach, medium, uzdrowicielach wiary, egzorcystach, nekromantach, czarodziejach i satanistach tamtych czasów. Plotki to diabelski telefon i tak dalej, a jeśli ten diabelski, fascynujący zapach dzwoni, odbiorę to połączenie za każdym razem.
Laboratorio Ollfattivo's Need_U to lekki, subtelny zapach gorzkiej skórki cytrusowej i aromatycznej skórki, któremu towarzyszą lekko sosnowe jagody jałowca i szczypiące w nozdrza musowanie. Nie jestem pewien, czego tu potrzebują, czy to Campari i woda sodowa? To znaczy, z pewnością mogę się do tego odnieść. Ale nie wiem, czy potrzebuję całych perfum na ten temat.
Ineke's Hot House Flower to soliflora gardenii, która pachnie jak cybernetyczny tropikalny kwiat, zielone liście, które stały się samoświadome, a symulacji bujności towarzyszy fajny obwód. Tak jakby sieci neuronowe Skynetu uzależniły się od filmów o roślinach na YouTube i zajęły się botaniką zamiast zabójczymi robotami.
Blocki's In Every Season to cudowne musowanie różowego grejpfruta, zbalansowane elegancją i powagą precyzyjnie przyciętych zielonych łodyg, kwiatowym letnim bogactwem jaśminu i tuberozy, złagodzone cieniami wczesnowiosennych fiołków zerkających przez topniejący śnieg i owinięte mglistym piżmem, które pachnie jak światło gwiazd na twojej skórze. To prawdopodobnie najbardziej urocza i idealna biała kompozycja kwiatowa, jaką kiedykolwiek wąchałem, pomimo kolejnego skojarzenia, które zamierzam rzucić. Wyczuwam w niej macochę z powieści VC Andrews, uderzająco przystojną, chłodną blondynkę ze starych pieniędzy o nienagannym guście i nienagannych manierach. Mieszka w wielkim, wytwornym domu, ma całą tę wielką pokręconą rodzinę, tę pokoleniową sagę dysfunkcji i traumy, a następną rzeczą, jaką wiesz, jest to, że jej mąż pojawia się z nastoletnią dziewczyną z poprzedniego małżeństwa, o której właśnie zdecydował się wyznać. Tak więc teraz jest ta niespodziewana córka, młoda kobieta z rozpaczliwej sytuacji, która marzy o lepszym życiu i pracuje, walczy i knuje, aby osiągnąć te marzenia. A potem, gdy znajduje się pod okrutnym, wyrachowanym, kontrolującym spojrzeniem swojej pięknej blond macochy, zdaje sobie sprawę, że jej spełnione marzenia są w rzeczywistości gorsze niż życie, od którego właśnie uciekła. Więc... co ja mówię? Nie wiem. Dobre perfumy mogą sprawić, że będziesz ładnie pachnieć, ale świetne mogą ukryć mnóstwo grzechów? Nie sądzę, aby tak to działało, ale In Every Season powinien być tym świetnym, po który sięgniemy, aby wypróbować tę teorię.