recenzji
Mój zapach charakterystyczny
333 recenzje
Marissa Zappas Carnival of Souls Niezamierzony grymas szybko wygładził się w grzeczną pustkę, a dławiący dźwięk został zamaskowany przez odchrząknięcie. "Czy wszystko w porządku?" "Och, to nic, czuję się dobrze" i zaczyna trochę wymiotować w ustach, nie za bardzo oczywiste. Miodowa kwiatowa śmietana staje się kwaśna, szafran jak suszona trawa zmieszana z ciepłym mlekiem, które zaczęło się rozdzielać. Słodka i plastikowa śmietana kokosowa z dziwnie przyprawionym osadem paczuli, który osiada na dnie. Dziwna powaga, która nie trafia w sedno i zamiast tego wywołuje chwiejny, krzywy naiwność, z wilgotnymi oczami i tak desperacka, że staje się odpychająca. Wszystko, co próbowałem od Marissy Zappas, wydaje mi się zbyt subtelne, zbyt ulotne, historie, w których postacie i fabuły są natychmiast zapomniane, pozostawiając cię z pytaniem, czy cokolwiek się w ogóle wydarzyło. Carnival of Souls kontynuuje tę bezsensowną paradę prawie-perfum.
Lodowe plasterki cytryny w szklanej misce, otoczone lodem; świeże, chrupiące zioła moczone w lodowatej wodzie, subtelne jak koronkowy przód lub dwa. Pamięć o kieliszku słodkiego białego wina, miodowym, kwiatowym Gewürztraminerze; okrągłe, bogate, soczyste i dziwnie nieobecne mimo wszystkich swoich sugestii. Gdzieś pomiędzy urokliwym a orzeźwiającym, delikatne z błyskiem w oku; nie przesadnie grzeczne, ale zdecydowanie nieobraźliwe, nic dziwnego, na co można by wskazać palcem, ale jest tam fantomowy blask, migotliwa obecność, rzecz, której nie da się nazwać, co czyni to albo idealnie frustrującym, albo frustrująco idealnym.
Fraza "świeży i czysty" sprawia, że mam ciarki na skórze, prawdopodobnie dlatego, że kojarzę ją z ludźmi, którzy sprawiają, że czystość wydaje się cechą osobowości, którzy zamieniają podstawową higienę w aspiracyjny content stylu życia, którzy sprawiają, że czujesz się jak brudas tylko przez to, że istniejesz. Tymczasem nienawidzę brać prysznica (robię to, ale nie lubię ani sekundy tego!) i ogólnie niechętnie uczestniczę w higienicznym teatrze; całe to przedsięwzięcie jest wyczerpujące. Wood and Absinth omija tę całą irytującą szaradę. Saponiowany anyż, drzewno-mydlany zapach, który trafia w słodkie miejsce łatwości; ziołowa gorycz jak pasta do zębów, którą bym wybrał, ponieważ mięta mnie brzydzi, ponieważ widok kogoś żującego gumę sprawia, że chce mi się wymiotować, ponieważ co jest nie tak z oddechem, który pachnie bajglami i łososiem? To jest nieskomplikowane, co uważam za pochwałę — nie złożone, nie próbujące przywołać wspomnień ani przenieść cię gdzie indziej, po prostu niezawodny zapach tła do codziennego noszenia, kiedy nie chcę o tym myśleć, ale także chcę czegoś, co pachnie jak ja. Drewno, woda, gorzkie liście; proste, bezpośrednie składniki, które łączą się w zapach, który jest... co bym to nazwał? Niezbyt skomplikowany podstawowy zapach, lekko podniesiony? Funkcjonalny zapach, nieozdobiony, ale nie nudny? To jest kompetentny perfum, który mógłby skorzystać z mniej niezdarnego podsumowania, ale nie jestem pewien, czy zapach, który jest jedynie kompetentny, zasługuje na więcej pracy z mojej strony.
Moja natychmiastowa reakcja na Prophecy: "to jest kadzidło dla DZIEWCZYNEK." Nie jest surowe, monastyczne, kościelne ani dymne-święte; to bardziej "pal to w tle swoich relacji na IG, podczas gdy Hozier śpiewa coś mrocznego o pragnieniu i boskości, a ty układasz kryształy różowego kwarcu na swoim stoliku nocnym". Pastelowa duchowość talii tarota. Zdegradowana krew smoka. Marzenie bez marzyciela, ta eteryczna mistyczna atmosfera unosząca się swobodnie, bez potrzeby głębokiej praktyki duchowej. Zewnętrzne światło odbite lub wewnętrzne światło odsłonięte, tak czy inaczej zostało to poprawione na potrzeby mediów społecznościowych, estetyczne oświecenie przefiltrowane przez vintage Lightroom. Kremowe, prawie owocowe, prawie kwiatowe kadzidło — z wyjątkiem tego, że nie do końca kadzidło; złocista infuzja, która pachnie tak, jak luksusowy krem do ciała się czuje. Wibracja ubitego miodu; mógłbyś wziąć soczysty kęs tego brązowego kawałka żywicy. Pierwsze kadzidło dziecka, ale widzę, jak staje się CAŁĄ WIBRACJĄ, budując wokół tego całą estetykę. Strona DSH zauważa, że to bestseller, co ma sens... działa wystarczająco dobrze w tym, czym próbuje być, ale jest dla mnie zbyt słodkie, zbyt puszyste. Moje przepowiednie potrzebują trochę więcej doom i gloom.
Seminalis przywołuje malodorną mgławicę zamierzonego dyskomfortu - drzewno-muskowy, kremowo-mleczny ambretowy-sandałowy zapach, który dusi każdą cząstkę powietrza, którą możesz wciągnąć w swojej osobistej bańce. Duszący, klaustrofobiczny, podstępne wtargnięcie kogoś, kto dokładnie wie, jak blisko to za blisko i mimo to przekracza tę granicę, przekształcając intymną bliskość w grę o władzę poprzez złośliwość i celowe drapieżnictwo. To nie jest pierwotny biologiczny magnetyzm, który sugeruje marketing Orto Parisi, ale coś znacznie bardziej złowrogiego i w rzeczywistości znacznie bardziej obrzydliwego - nie odór, ale duszący zapach kogoś, kto narusza twoją osobistą przestrzeń. Typ, który nachyla się zbyt blisko i nazywa to magnetyzmem, który nazywa twój dyskomfort 'napięciem' a twoje wycofanie 'graniem niedostępnym'. Ktoś, kto corneruje cię przy ścianach w małych przestrzeniach, podąża zbyt blisko na ulicy, kontynuuje rozmowy, które wyraźnie próbujesz zakończyć. Ktoś, kto pamięta szczegóły, których nigdy nie dzieliłeś, pojawia się tam, gdzie jesteś 'przypadkowo'. Ktoś, kto czerpie przyjemność z naruszania granic, ponieważ nauczył się, że sprawianie, by ludzie się krępowali, może dawać poczucie władzy, kto przedstawia inwazję jako intymność i nazywa obsesję oddaniem.
To jest mydlany, przytulny, czysty musk, który jest tak uroczy, że aż prawie absurdalny. Przywołuje różowe, dołeczkowe policzki cherubów, które można uszczypnąć i są pulchne; jego nos chce być poklepany, a brzuszek potrzebuje małego pstryknięcia! Bąbelkowy i odważny, uroczy ponad wszelką miarę - szczerze mówiąc, to pachnie jak mały, pierdzący laleczek kewpie, delikatna chmurka pieniącego się, miękkiego białego mydła, kremowa piana, delikatny musk, który przypomina bawełniane kulki w stylu piankowym, i mydlana skóra. Nuty zapachowe wspominają o ognisku lub tytoniu, a ja w ogóle ich nie czuję, ale... coś przywołującego ten rodzaj ciepła? Ale ciepło jako nastrój, nie temperatura; esencja przytulnego, vintage'owego komfortu, puszysta, miękka znajomość. Ale jest też plastikowo-porcelanowa kwiatowa aura, jak chłodność lalkowej skóry, a nie ludzkiej skóry, pulsu i oddechu, tworząc tę dziwną małą napięcie między intymnym ciepłem a sztucznym, urokliwym wdziękiem czegoś ujmującego, co mogłobyś wygrać na starym jarmarku, jak proto-Labubu w butelce.
Mały woreczek z juty z ziołami, mały woreczek zaklęć, zielony, suchy, pieprzny, ostry, który schowałeś z tyłu swojej zamrażarki dla bezpieczeństwa. Całkowicie o nim zapomniałeś i znalazłeś go liofilizowanego i pokrytego lodem, ukrytego za workiem groszku, lata później, a tuż za nim widzisz coś dziwnego. Migocząca szczelina, świecąca szczelina. To, co wydaje się portalem, na samym końcu twojej lodówki. Powietrze morskiej soli unosi się czysto z niego, ceruleanowe fale olśniewają w dalekim horyzoncie (czy to ocean, czy obcy horyzont? niejasne) i co najdziwniejsze, piaszczysta ścieżka gęsto wyłożona czymś, co ma kształt drzew sosnowych, pachnące gałęzie ciężkie od lśniących zasp śniegu.
Dużo mówię o szarych, pochmurnych niebach, burzach, mgle i zamgleniu oraz o miłości do ponurych dni, ale nawet ja potrafię docenić obiektywnie piękny dzień. Quercia to właśnie ten dzień... czyste, przejrzyste powietrze, czysta, klarowna woda, kiedy ludzie mówią, że świeże powietrze lub woda są słodkie, to właśnie mają na myśli, ostry klarowny smak, który można poczuć. Coś zielonego, ale nie ciężkiego, nie gęsto leśnego zielonego, lżejszego niż to, blady wiosenny zielony nowego wzrostu i delikatnych łodyg rozdeptanych pod stopami, uwalniających swój wodnisty sok. Bezchmurne, chłodne wiosenne poranki, które sprawiają, że naprawdę myślisz: "Cieszę się, że żyję", to taki dzień, który wydaje się prezentem, o który nie prosiłeś, ale mimo to go przyjąłeś. Plamiste światło przeświecające przez wiekowe gałęzie dębu, sam dąb ledwie obecny, jedynie jako cień, jako powód tego filtrowanego słońca, tej łąki istniejącej w jego cierpliwej ochronie.
Leżąc w trawie na wysokości poziomu z mleczami i dzwonkami, żółty i niebieski kwitnące kwiaty, ich płatki mają tę papierową, delikatną słodycz, ledwo wyczuwalny kwiatowy zapach, bardziej jak idea kwiatów niż ich rzeczywisty ciężki zapach. Są dobrej natury, gdy są deptań. Wiedzą, że pewnego dnia będą rosły na twoim grobie, delikatne i uporne, odzyskując wszystko z tą samą radosną wytrwałością. Przez pięćset lat dąb stał, obserwując, jak mniejsze rzeczy kwitną, bledną i znów kwitną, a ty jesteś tylko kolejną małą rzeczą, jasną, krótką i piękną.
Światło słoneczne Studio Ghibli, ta świecąca animacyjna ciepłota, gdzie śmierć istnieje, ale nie przyćmiewa, gdzie groby dostają kwiaty, a kwiaty są deptane, i to wszystko to samo obracające się koło, to samo plamiste popołudnie. Cień jest obecny - stąd chłód, mroczny zwrot - ale tak już jest. Po prostu ciesz się kwiatami, póki możesz.
Mieszanka z pudełka z pamiątkami, suszone kwiaty, kruche bukiety i butonierki, cenne bukieciki wciśnięte między stronami dzienników i albumów ze zdjęciami, saszetki schowane wśród przechowywanych resztek i reliktów, oraz znaki pamięci i czci. Gnijące róże w zakurzonym obrazie vanitas, kwiaty wysuszone na proszek, piżmowe i stęchłe, duchowe i nawiedzające, słodkie i cierpkie, miękkie jak skóra niemowlęcia piżmo, ukazane w wciśniętych płatkach. Smutek równy miłości, znaki nigdy nie równe ciężarowi, który niosą, całkowicie widoczne po otwarciu pudełka i uwolnieniu tego, co jest w nim schowane.
Otwarcie sprayu uwolniło coś przypominającego zniszczony błyskawicę zamkniętą w zakurzonej krypcie. Ostre, elektryczne rozkładanie, stęchły prąd, zjedzone przez mole napięcie. Potem... trochę cieniowatej aromatycznej likantropii... fantasmagoryczny zoetrop, istota przypominająca typ Marii Germanowej, zmieniająca się przez teatralne role, szlachetna dama okryta klejnotami, pyszałkowaty pirat, żebraczka w łachmanach, awangardowa wróżka w ujęciu Stanisławskiego z "Niebieskiego ptaka" Maurice'a Maeterlincka. Duchowe fotografie, widma nawiedzające antyczne wizytówki. Czasami pudrowe, skórzaste, metaliczne, roślinne, surowe, wyrafinowane. Czarownica-królowa z Moskiewskiego Teatru Artystycznego uchwycona w trakcie przemiany, glamour i ponura, enigmatyczna i trochę niepokojąca.