Czy próbowałeś tych perfum?
Podziel się swoimi wrażeniami i pomóż innym odkryć wspaniałe zapachy
Nigdy nie mogę zrozumieć strategii marketingowej Issey Miyake: niektóre z ich najlepszych wydania wydają się mieć bardzo ograniczoną dystrybucję i znikają bez śladu. Z drugiej strony, to wydanie wydaje się otrzymywać znaczną promocję. Może to dlatego, że mają złotego chłopca Quentina Bisch na czołowej pozycji, albo może myślą, że mają w rękach pewny, masowo przyjemny zapach.
A takim z pewnością jest. Jest czysty i minimalistyczny, ozonowy i oceaniczny, co oznacza, że na początku ma ten słony, wodorostowy zapach, zrównoważony łagodną, ściągającą nutą imbiru. Czasami wydaje się wręcz pudrowy. Osadza się na mechach dębowych i drewnie, z nutą wetiweru, towarzyszy mu charakterystyczny metaliczny posmak Bisch.
Kilka rzeczy mnie zaskoczyło w tym zapachu. Jedną z nich była jego powściągliwość, a drugą to, jak skutecznie Bisch zdołał zintegrować swój styl z DNA Miyake. Wiele zapachów Miyake ma ostry, niemal tępy, przenikliwy akord, który dominuje, zwłaszcza na początku. Ten zapach udaje się tego uniknąć, ale jednocześnie jest niewątpliwie dziełem domu. Jest dobrze skomponowany, a chociaż nie ma w nim nic szczególnie oryginalnego, pachnie naprawdę przyjemnie. Jest w tym coś bardzo surowego i przejrzystego, i łatwo można sobie wyobrazić, że jego nosiciel zajmuje jedno z tych nieprzeładowanych, przekształconych magazynów w nowojorskich loftach, które kiedyś wszyscy wydawali się desperacko naśladować.
Jest zdecydowanie mainstreamowy i nie ma tu nic, co by przesuwało granice, ale takie zapachy również mają swoje miejsce. Mogę sobie wyobrazić, że pasuje do prawie każdego rodzaju otoczenia i w większości pór roku: w tym sensie jest niemal podręcznikowym przykładem zapachu na każdą okazję. Nie jestem pewien, czy zapłaciłbym pełną cenę za to, ale mogę być skuszony, jeśli butelka stanie się dostępna na szarym rynku.
Moja początkowa reakcja jest taka, że pachnie jak oswojony Megamare, wydaje się również bardzo ogólny, męski zapach wodny, a także pachnie mniej jak Ganymede, niż się spodziewałem, a ogólnie mniej jak typowy Bisch (jeszcze bez wyraźnego akigalawood). Czuję się niedostatecznie zaintrygowany, a także zauważam wyraźny i natychmiastowy amberwood, chociaż w żadnym wypadku nie na potwornym poziomie Megamare. Szybko przestaję czuć amberwood (ale z tą tendencją zawsze martwię się o tych wokół mnie, którzy nie są na to głusi, ojej). W ciągu następnych 30 minut zaczynam kompulsywnie wąchać nadgarstek. Nie mogę zaprzeczyć, że uzależniający haczyk tam jest. Myślę, że będzie idealny na łagodny deszczowy dzień, a być może latem, chociaż może być trochę za mocny na gorące dni. Jedyną inną rzeczą, którą bym powiedział, jest to, że ani przez chwilę nie wierzę, że zawiera prawdziwy wetiwer, nie mówiąc już o wetiwerze piaskowym, czy jakiejkolwiek innej naturalnej substancji. Pachnie ultra-nowocześnie, ultra-chemicznie i prawie hiper-realistycznie, jakby stworzony komputerowo. Kupiłem swoje 50 ml za 50 euro, więc jestem z tego zadowolony.
