Czy próbowałeś tych perfum?
Podziel się swoimi wrażeniami i pomóż innym odkryć wspaniałe zapachy
Postaram się to ująć krótko, ale czuję, że mam wiele do powiedzenia na temat nuit de Bakelite. Pamiętam, jak po raz pierwszy go próbowałem kilka lat temu, kiedy te zapachy się pojawiły (myślę, że wtedy były tylko trzy) i byłem pod wrażeniem kreatywności tej linii, wydaje się, że to prawdziwe 'eds. To jest również klejnot w koronie według większości, ma ten dymny, zielony, vintage'owy akcent Cellier, ale z osobliwą nowoczesnością i odniesieniem do plastiku z lat 40. Cóż, nazwa jest dziwnie odpowiednia, ponieważ rzeczywiście ma tę dziwną plastikową jakość, wybuch ostrych, ale słodkich musków na początku i dziwaczny, zielony tuberoz osłodzony nasionami marchwi i muskusem angeliki. Następnie następuje przejście do mossowego, skórzanego zapachu i nazwijcie mnie szalonym, ale przez chwilę skojarzyłem go z Creed's Green Irish Tweed. Jest dziwnie enigmatyczny i zdystansowany z tymi gazowymi muskami, ale żywiczny i głęboki, ciągle przechodząc z powrotem do kwiatowych i zielonych nut. Podejrzewam, że to zapach polaryzujący, ale zdecydowanie bardzo popularny i rozumiem dlaczego, myślę, że to doskonały koncept i wykonanie. Ten zapach jest również niesamowicie mocny, miałem kilka okropnych komentarzy od osób w moim otoczeniu, co zawsze jest przyjemnością, gdy lubisz perfumy, które denerwują innych, o, a mój samochód pachniał nim przez około trzy dni. Myślę, że to nowoczesne arcydzieło i chcę je mieć w swojej kolekcji z perspektywy historii perfum, ale jestem niechętny, ponieważ nie jestem pewien, jak często bym go nosił?

To zapach deszczu obijającego się o chodniki, zamieniającego wczesnym wieczorem ulice w labirynt śliskiej, zastygłej zieleni. Martwe liście, gałązki i inne bezimienne szczątki kołyszą się w nurcie i zatykają rynny, a ich rozkład dodaje mdłej słodyczy do i tak już uciążliwego powietrza, zapachu rzeczy zarówno rosnących, jak i gnijących. Późna letnia ulewa, która wpełza pod skórę, pozostawiając chłód nawet w parnym upale. Kanał burzowy jest otwarty, jego paszcza wyłożona jest szlamem i mchem. Tam na dole, w dławiącej zielonej głębi, coś się zmienia. Dźwięk, nie do końca chichot, nie do końca szelest, odbija się echem od czerni, a głos, gładki jak deszcz na kamieniu, ślizga się miękko. Słodki bulgot dziecka, wypaczony i przekształcony w coś potwornego. "Wszyscy się tu unosimy", powtarza, obietnica zarówno przerażająca, jak i dziwnie pociągająca. "Czy ty też nie chciałbyś się unosić?". Nuit de Bakelite to cuchnąca obietnica wyszeptana przez potwora w ciemności, zapach strachu, który na zawsze pozostaje w gardle. Entuzjaści perfum x fani horrorów: jeśli wiesz, to wiesz. Nie ma słów na to, jak bardzo kocham ten zapach.